Oto sensacyjny mistrz Ukrainy?! Jego topowy strzelec grał w... polskiej okręgówce

Oto sensacyjny mistrz Ukrainy?! Jego topowy strzelec grał w... polskiej okręgówce
Krzysztof Porebski / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 12:20
Mimo kilku ambitnych projektów, które pojawiały się na przestrzeni ostatnich lat, po mistrzostwo Ukrainy wciąż sięgnęły tylko trzy drużyny. W obecnym sezonie do tego grona chce dołączyć ŁNZ Czerkasy. A w walce o tytuł wydatnie pomaga piłkarz, który jeszcze niedawno biegał po boiskach… polskiej okręgówki.
Od powstania ligi ukraińskiej minęło już 35 lat. Na przestrzeni ponad trzech dekad mistrzem tylko raz został ktoś spoza dwójki Dynamo Kijów - Szachtar Donieck. Miało to miejsce w inauguracyjnym sezonie 1992, w którym najlepszą drużyną rozgrywek funkcjonujących wówczas pod nazwą Wyższa Liga została Tawrija Symferopol. Później tytuł już zawsze wędrował albo do “Niebiesko-białych”, albo do “Górników”. Ich duopol próbowały przełamać takie ekipy jak Dnipro Dniepropietrowsk, Metalist Charków, a teraz podobnego zadania próbuje podjąć się ŁNZ Czerkasy. W obecnym sezonie, w którym klub ze środkowej części kraju przez długi czas przewodził tabeli, jednym z jego liderów jest Mark Assinor. Ghańczyk to z kolei postać, której zwłaszcza obserwatorom małopolskiej piłki nie trzeba przedstawiać.
Dalsza część tekstu pod wideo

Skauci nawet z YouTube’a

Za założonym zaledwie 20 lat temu ŁNZ stoi potężna w obwodzie chersońskim firma o tej samej nazwie, którą po rozwinięciu skrótu można przetłumaczyć jako Łebedyński nasionowy zakład. Jej prezes, Dmytro Krawczenko, w 2006 roku zdecydował się wejść w futbol i założył w miasteczku Szpoła przyzakładowy zespół piłkarski. Później klub przeniósł się do nieco większego Łebedynu, ale przez wiele lat występował w niższych ligach, a jeszcze w 2021 roku sięgnął po… Amatorski Puchar Ukrainy. Tamten sukces zapoczątkował zresztą marsz ŁNZ na piłkarskie salony. W ciągu dwóch kolejnych sezonów zespół awansował do Premier Lihy. Nastąpił najwyższy czas na kolejną przeprowadzkę - tym razem wybrano Czerkasy, znane raczej ze sportów halowych, w tym zwłaszcza koszykówki i siatkówki.
- Kiedy Krawczenko zdecydował się mocniej zainwestować w klub, ten nie posiadał żadnej poważnej bazy, akademii czy stadionu. Wszystko poszło na ściągnięcie piłkarzy, więc całość zarządzania przybrała taki oligarchiczny styl, ale w nowoczesnym wydaniu. Pod pewnymi względami ten projekt można porównać do Bruk-Betu Termaliki, gdzie też z dnia na dzień postanowiono w małej miejscowości stworzyć wielki futbol. W tym przypadku właściciel postanowił jednak przenieść klub do większego ośrodka, aby zachęcić w ten sposób piłkarzy do przyjścia i zbudować tam pewne struktury. Tak padło właśnie na Czerkasy, największe miasto i stolicę tego obwodu - opowiada nam Piotr Słonka, obserwator ukraińskiej piłki, który znany jest szerzej jako “BuckarooBanzai”.
W klubie zrozumieli, że nie chcą jedynie przepalać kolejnych pieniędzy na ściąganie piłkarzy na łapu-capu. To właśnie dlatego nawiązano współpracę z agencją menedżerską ALIK, do której swego czasu należeli m.in. Mychajło Murdyk czy Heorhij Sudakow. ŁNZ zabrało się również za budowę profesjonalnego działu skautingu, do którego na moment trafił nawet Andrij Kolisnyk, znany ukraiński youtuber piłkarski. W strukturach czerkaskiej ekipy pojawili się również skauci i trenerzy związani z siecią szkółek piłkarskich PASS (Pro Athlete Soccer School). Od tego momentu ŁNZ zaczęło sięgać w jeszcze większym stopniu po piłkarzy z niższych lig w Czechach, Polsce, Portugalii czy na Słowacji.

Uśmiechnięty całą dobę

Jednym z takich zawodników jest Mark Assinor. Napastnik rodem z Ghany na Ukrainę trafił latem 2024 roku po sezonie spędzonym w FK Zeleziarne Podbrezova. Przed występami na Słowacji karierę rozwijał jednak przede wszystkim w Polsce, dokąd przywędrował w sezonie 2019/2020 prosto z ojczyzny. Początkowo wychowanek Charity Stars trafił do Zalesianki Zalesie. Po udanym roku spędzonym w drużynie z małopolskiej okręgówki przeniósł się do IV-ligowego Sokoła Kocmyrzów. To tam przez dwa kolejne lata jego kariera nabrała wyraźnego tempa.
- Mark przyleciał z Ghany z gościem, którego nazywaliśmy Ronaldo [chodzi o Theophilusa Sessaha - przyp red.]. Ściągnęła ich tu francuska menedżerka, znajoma Walida Kandela, egipskiego trenera od lat działającego w Polsce, który chciał wtedy podjąć pracę w naszym klubie. Ostatecznie zatrudniliśmy go, a za nim przyszedł też Assinor. Jego twarz 24 godziny na dobę była uśmiechnięta. Już wtedy spodziewałem się, że ma potencjał, aby grać na wyższym poziomie. Pomogliśmy mu mocno z całym zarządem Sokoła, po odejściu Kandela ogromną pracę wykonał z nim trener Michał Guja. Potem trochę przerosła nas ta cała papierologia związana choćby z zameldowaniem go w Polsce. Chcieliśmy też, aby Mark mógł się rozwijać, dlatego pomogliśmy mu w angażu w Hutniku Kraków - opowiada Krzysztof Wiatr, członek zarządu Sokoła, a w przeszłości również kierownik pierwszej drużyny “Hutników”.
Assinor, którym w tamtym czasie interesowali się też m.in. coraz bardziej prężący muskuły w Małopolsce Wiślanie Jaśkowice, ostatecznie zdecydował się na przeprowadzkę na Suche Stawy. Tam spędził tylko pół rundy w rozgrywkach 2022/2023, po czym wiosną został wypożyczony do innego przedstawiciela “Grodu Kraka” w II lidze, Garbarni. Dla obu tych drużyn łącznie zanotował w tamtym sezonie dziewięć goli. Nie zdecydował się pozostać w naszym kraju, wybrał opcję kontynuowania kariery w słowackiej ekstraklasie, co na starcie mogło wydawać się szalonym pomysłem, ale było strzałem w dziesiątkę. W Zeleziarne Podbrezova przez rok grał regularnie, zanotował siedem trafień i sześć asyst, i to właśnie tam został dostrzeżony przez ukraińskich skautów.
- Zapamiętałem go jako bardzo nieustępliwego zawodnika. Jako że ja grałem wówczas na środku pomocy, a on jako ten centralny napastnik, w naturalny sposób musieliśmy ze sobą ściśle współpracować. Bardzo dobrze atakował przestrzeń za plecami obrońców i był to dla nich naprawdę nieprzyjemny napastnik. Jak na “dziewiątkę” przystało, dochodził do bardzo dużej liczby sytuacji i w zasadzie jego jedynym mankamentem było to, że momentami nie potrafił sfinalizować swojej dobrej gry. Choć przyszedł do nas z Sokoła Kocmyrzów, szybko przestawił się na grę w wyższej lidze. Już wtedy było widać, że to zawodnik o ogromnym potencjale, aby wciąż się rozwijać i dziś potwierdza to na Ukrainie. Mark szedł krok po kroku i teraz otrzymał nagrodę za tę jego wytrwałość i systematyczną pracę - mówi w rozmowie z nami Krzysztof Świątek, kolega Assinora z szatni Hutnika, a obecnie trener tego zespołu.

Europo witaj nam

25-latek jest w obecnym sezonie podstawowym napastnikiem w zespole prowadzonym od lata ubiegłego roku przez Witalija Ponomariowa, trenera wcześniej związanego głównie z lwowskimi drużynami. Na razie w 22 meczach ligi ukraińskiej i tamtejszego pucharu strzelił siedem goli i zanotował jedną asystę. Jedną z bramek zdobył w październikowym spotkaniu z Szachtarem Donieck, w którym ŁNZ na wyjeździe pokonało faworyzowanego rywala aż 4:1. Assinor to najskuteczniejszy gracz wśród piłkarzy wciąż związanych z zespołem. O jedno więcej trafienie zgromadził Prosper Obah, ale Nigeryjczyk zimą opuścił Czerkasy i przeniósł się do wspomnianego Szachtara.
- Biorąc pod uwagę, od jakiego poziomu Mark zaczynał grę w Polsce, można uznać, że zrobił kawał naprawdę dobrej roboty. Już za czasów gry w Sokole przypuszczałem, że stać go na wielkie granie i gdzieś się jeszcze pokaże. My staraliśmy się mu pomóc na każdym kroku, chcieliśmy go po prostu w ten sposób wypromować. Jesteśmy dumni, że zawodnik, który zaczynał w klubach pokroju Zalesianki czy naszego Sokoła, trafił najpierw na Słowację, a teraz tak dobrze radzi sobie w lidze ukraińskiej. Kiedy grał w Zeleziarne Podbrezova, odwiedziliśmy go nawet na jednym z meczów i było widać, że zostawia tam kawał zdrowia na boisku - mówi Wiatr.
Wysoka forma Ghańczyka w najbliższych tygodniach będzie dla ŁNZ na wagę złota. Po tym jak ekipa z Czerkasów zimę spędziła na fotelu lidera rozgrywek, ten rok zaczęła od lekkiej zadyszki. Pokonała znajdujący się w dole tabeli Epicentr, ale później przegrała z Polissią Żytomierz i sensacyjnie odpadła z Pucharu Ukrainy po rywalizacji z pierwszoligową Bukowyną Czerniowce. Sezon wciąż nie jest jednak jeszcze przegrany. “Biało-fioletowi” mają jeszcze w perspektywie bezpośrednie starcie z Szachtarem, a fakt, że “Górnicy” nadal grają też w Lidze Konferencji (dziś pierwsza odsłona dwumeczu z Lechem Poznań), musząc dzielić swoją uwagę na kilka frontów, daje ŁNZ nadzieję na przełamanie kijowsko-donieckiego duopolu.
- Mimo wszystko nie stawiałbym na to, że ŁNZ Czerkasy będą w stanie przełamać dominację Szachtara. Ich budżet nie jest aż tak potężny i choć inwestują dużo jak na ukraiński warunki, to wcale nie są pod tym względem liderem. Te pieniądze tam są, ale to na razie jest klub z wyższych stopni tej średniej półki. Takie zespoły jak Polissia Żytomierz, którą uważam za bardziej ułożony zespół niż ŁNZ, a także Dynamo Kijów będą się do końca liczyły w walce o podium. Nie zdziwię się, jeśli zespół z Czerkasów ostatecznie wypadnie więc nawet poza czołową trójkę. Niemniej, uważam, że z pewnością jest go stać na to, aby w przyszłym sezonie wystąpił w europejskich pucharach - podsumowuje Słonka.

Dyskusja

Przeczytaj również