Papszun musi "odgruzować" tego piłkarza w Legii. "Dostosował się do tragicznego poziomu"

Papszun musi "odgruzować" tego piłkarza w Legii. "Dostosował się do tragicznego poziomu"
Wojciech Dobrzynski / pressfocus
Antoni - Obrębski
Antoni ObrębskiDzisiaj · 08:00
Puchary, utrzymanie, a może mistrzostwo? Legia w tej chwili powinna celować już tylko w to, aby zająć miejsce gdzieś w środku tabeli i przygotować się na następny sezon. Przedstawiamy pięć rzeczy, które Marek Papszun musi zrobić w tym sezonie wraz z “Wojskowymi”.
Legia Warszawa już w niedzielę 1 lutego rozpocznie swój nowy etap pod wodzą trenera Marka Papszuna. Pierwsza część sezonu była tragiczna, więc 51-letni szkoleniowiec stoi przed naprawdę ogromnym wyzwaniem. Niektórzy jeszcze łudzą się, że tabela jest na tyle płaska, by Legia powalczyła nawet o mistrzostwo. To mrzonki czy realne postawienie sprawy? Przedstawiamy pięć rzeczy, które Marek Papszun musi zrobić w tym sezonie.
Dalsza część tekstu pod wideo

1. Zrobić z Legii drużynę

Brzmi dość prosto, ale w rzeczywistości wcale takie nie jest. Legia od dłuższego czasu ma po prostu niewiele wspólnego z zespołem. W rundzie jesiennej nic nie funkcjonowało, nie było automatyzmów, schematów, powtarzalności. Piłkarze źle się asekurowali, a pressing był nieskuteczny. Stołeczni na boisku wegetowali, choć to i tak być może zbyt łagodne słowa. Pomysłu na grę brak. Absolutnie nic się nie zgadzało, więc trudno Legię z poprzedniej rundy określić inaczej, niż zlepkiem indywidualności. Zadaniem Marka Papszuna jest to jak najszybciej zmienić. Bo potencjał w tych graczach niewątpliwie drzemie.

2. Podnieść mental

Jeśli ktoś spojrzy na ostatni ekstraklasowy mecz “Wojskowych” w zeszłym roku, to w statystykach nie wygląda on źle. Owszem, Legia przegrała u siebie z Piastem, ale oba zespoły oddały podobnę liczbę strzałów, a gospodarze mieli nawet większe posiadanie piłki. Co jednak z tego? Nic, bo ten mecz nie wyglądał tak, jakby Legia miała go wygrać. Warszawiacy mogą mieć piłkę, mogą oddawać strzały, ale prezentują się przy tym wciąż mizernie. Takich meczów, jak ten z Piastem, było wiele. W trwającym sezonie tylko raz “Wojskowi” wygrali mecz, w którym jako pierwsi stracili bramkę - 31 lipca pokonali 2:1 Banik Ostrawa. Na 14 kolejnych takich meczów, Legia przegrała 11 i zremisowała trzy (jako remis liczymy pucharowe starcie z Pogonią Szczecin, bo po podstawowych 90 minutach było 1:1. Natomiast rewanż z Hibernianem traktujemy jako porażkę, bo w analogicznym czasie Szkoci prowadzili 3:2).
- Kluczowe będzie to, jak wspólnie udźwigniemy presję. Czy poradzimy sobie mentalnie? O przygotowanie fizyczne i taktyczne jestem spokojny, tu nie mam wątpliwości. Natomiast wszystko rozegra się w głowie. Jeżeli mentalnie to udźwigniemy, to będziemy w stanie pójść do przodu. Jeśli nie, pojawi się nerwowość, presja, reakcje mediów, kibiców i cała spirala, która w takich klubach uruchamia się bardzo szybko. To właśnie ten aspekt mentalny będzie kluczowy. Jeśli „odpalimy” od razu, będzie nam po prostu łatwiej. Jeśli nie, trzeba będzie wykazać się jeszcze większą odpornością. I to jest dziś największe wyzwanie - mówił Papszun dla legia.net.

3. Zrobić odsiew

W drużynie “Wojskowych” jest wielu zawodników, którzy na poziom, do jakiego aspiruje Legia, zwyczajnie się nie nadają. W gestii Marka Papszuna leży, aby określić dokładnie, którzy są to gracze, by jak najszybciej można było ich pożegnać. 51-latek musi też ocenić, kto mu się przyda, a kto nie. Zrzucenie kilku nazwisk z listy płac, a także zwolnienie przez nich miejsca dla piłkarzy, którzy nowemu trenerowi mogą się znacznie bardziej przydać, jest bardzo ważne. Już teraz wiemy, że Papszun nie widzi w klubie Claude’a Goncalvesa, a z drużyny odeszli Marco Burch i Noah Weisshaupt. Latem wygasają kontrakty Kapustki, Tobiasza, Augustyniaka, Pankova czy Elitima. Ten ostatni, choć negocjacje się przeciągają, powinien liczyć na pozostanie w Warszawie. Co do reszty, to już decyzja Papszuna. Możliwe, że na wiosnę będą grać o swoje nowe umowy.

4. Odgruzować zawodników

Jesienią indywidualności, o których mówi się, że mogłyby wygrywać mecze, dostosowywały się do tragicznego poziomu Legii. Kimś takim, kto ma ratować drużynę w słabszy dzień, miał być Kacper Urbański. Tymczasem zawodnik, który rok temu wyglądał dobrze na tle Liverpoolu, zaliczył bardzo słabe pół roku w Ekstraklasie. 21-latek nie jest jednak sam. Źle wyglądali też Damian Szymański czy Kamil Piątkowski. A to także zawodnicy, którzy mogą decydować o tym, czy do domu wrócisz z kompletem punktów. Ten drugi powinien o tyle cieszyć się na współpracę z Markiem Papszunem, że to właśnie ten trener wypromował go z Rakowa Częstochowa do Salzburga. Być może więc tym razem będzie w stanie znaleźć dla niego antidotum. Do podniesienia jest także Steve Kapuadi, bo solidny do tej pory defensor zaczął często popełniać niezrozumiałe błędy. Przy kontuzji Rubena Vinagre akcje Arkadiusza Recy wydają się wzrastać, a on też nie miał udanej rundy. Można by wymieniać dalej.

5. Zakończyć sezon z twarzą

Od Legii nie oczekujemy, w co niektórzy wciąż wierzą, mistrzostwa, ani nawet pucharów. O ile sama Legia twarz już dawno straciła, o tyle Marek Papszun nie musi tego robić. Może wręcz wlać nadzieję w serca warszawskich kibiców. Nadzieję na to, że kolejny sezon będzie lepszy, bo ten trwający to dla Legii już tylko czas. Konkretniej 16 meczów do rozegrania i cztery miesiące pracy. W trakcie tych gier Marek Papszun może stworzyć podwaliny pod kolejny sezon, a może ten czas zmarnować. Wystarczy “jedynie” przestać się kompromitować, zacząć grać w piłkę i wyglądać na drużynę. Najpewniej pomogłoby w tym punktowanie już od początku, ale w ostatecznym rozrachunku najważniejsze jest to, by było widać progres. Tak zresztą o celach najbliższą rundę mówił sam trener:
- Nie patrzymy na tabelę. Absolutnie nie będziemy się nią kierować. Jak już mówiłem, naszym celem jest wygranie najbliższego meczu. Jeśli się to nie uda, celem będzie wygranie kolejnego. I tak, krok po kroku, poprzez konsekwentną pracę. Patrzenie na wszystko wyłącznie przez pryzmat jednego wyniku to droga donikąd. Nawet gdy analizujemy mecze wewnętrznie, nie oceniamy ich przez sam rezultat. Może się zdarzyć, że przegrany mecz zostanie oceniony lepiej niż wygrany, bo realizacja założeń była bliższa temu, czego oczekujemy. I odwrotnie – po wygranym spotkaniu może pojawić się więcej zastrzeżeń niż po porażce. To bywa zaskakujące i pewnie będzie zaskakiwać także zawodników - mówił Marek Papszun na początku przygotowań, w rozmowie z portalem legia.net.
***
Tak, to “tylko” 11 punktów straty do lidera, a do zagrania jeszcze 16 spotkań. Lepiej dla kibiców Legii jednak będzie już wyzbyć się złudzeń. Ostatnim klubem, któremu udało się odrobić tak dużą stratę z rundy jesiennej, był Piast Gliwice, który zimował 11 oczek za Lechią Gdańsk siedem lat temu. Pamiętajmy jednak, że w sezonie 2018/19 po 30 kolejkach drużyny czekał jeszcze podział na grupę mistrzowska i spadkową. A przed nią Gliwiczanie do Gdańszczan tracili jeszcze siedem punktów. Na ostatnie sześć sezonów tylko dwa razy zespół, który zimował na fotelu lidera, nie zdobył mistrzostwa. Najwięcej punktów odrobiła Jagiellonia, która w połowie sezonu 2023/24 traciła cztery punkty do Śląska. A nie dość, że Legia tych punktów ma 11, to jeszcze 16 drużyn w tabeli przed sobą. To niemal niemożliwe.
Legia nie będzie mistrzem, awans do pucharów będzie piekielnie ciężki. Głównym zadaniem Marka Papszuna jest więc zbudowanie ekipy, która za rok wróci na tron Ekstraklasy. Najlepiej, gdyby też zrobił to w dobrym stylu.

Przeczytaj również