Papszun show. Jedna decyzja, potężne skutki. Nie tylko dla Legii. "Imponujące"

Papszun show. Jedna decyzja, potężne skutki. "Imponujące"
Ireneusz Wnuk / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 08:00
Legia Warszawa przygotowuje się do starcia z Lechem Poznań, a więc jedynym klubem, który był w stanie pokonać ją na przestrzeni ostatnich 26 (!) ligowych meczów. Nawet jeśli nie wszystko w stolicy funkcjonuje jeszcze idealnie, a zespół sporo punktów gubi po remisach, to taki bilans i tak robi ogromne wrażenie.
Marka Papszuna nazywać trzeba już chyba powoli cudotwórcą. Najpierw wprowadził Raków Częstochowa na salony i zrobił z niego topowy w skali kraju klub, zdobywając m.in. mistrzostwo Polski czy kilka krajowych pucharów, a potem sprawił, że pogrążona w kryzysie Legia, przed jego przyjściem dołująca w strefie spadkowej, stała się zespołem praktycznie nie do pokonania.
Dalsza część tekstu pod wideo

Jedna porażka na 26 meczów

O tym, jak wielki wpływ na prowadzone przez siebie drużyny ma właśnie Papszun, doskonale świadczy kierunek, w jakim po grudniowym “transferze” podążyły kluby z Warszawy i Częstochowy. Raków, zostawiony przecież w ligowej czołówce, do dziś nie potrafi się pozbierać, właśnie zatrudnia czwartego w tym roku trenera, pożegnał się z Europą, a w ligowej tabeli zajmuje ostatnie miejsce. Legia natomiast nie dość, że uniknęła spadku, to jeszcze prawie załapała się na miejsce pucharowe. Teraz zaś, po 11 kolejkach nowego sezonu, jako jedyna wciąż jest w Ekstraklasie niepokonana.
Ciekawe natomiast, czy Papszun wyciągnął odpowiednie wnioski ze zdecydowanie najsłabszego ligowego meczu Legii za jego kadencji. W niedzielę na Łazienkowskiej zjawi się bowiem Lech, który pod koniec kwietnia pokonał “Wojskowych” aż 4:0. Jest to do tej pory jedna z zaledwie dwóch ekstraklasowych porażek ekipy ze stolicy pod wodzą Papszuna. Najpierw przegrał minimalnie w debiucie z Koroną (1:2), a potem - licząc 26 kolejnych spotkań w PKO BP Ekstraklasie - dał się pokonać tylko “Kolejorzowi”. Imponujące.
Marek Papszun Legia
Transfermarkt
Kto zresztą wie, jak potoczyłby się tamten mecz, gdyby nie czerwona kartka, którą już w 21. minucie obejrzał Rafał Augustyniak, wówczas przy stanie 1:0 dla Lecha. Biorąc pod uwagę siłę rażenia mistrzów Polski, pewnie i tak wygraliby oni tamto spotkanie, ale być może jego rozmiary nie byłyby aż tak bardzo okazałe. Teraz Legia stanie przed szansą na rewanż, a sprzyjać powinien jej fakt, że tym razem zagra u siebie.

Legia musi zagrać jak Górnik?

Faworytem meczu mimo wszystko będzie Lech, który może i zawodzi w Europie, ale na krajowym podwórku wszedł w tryb walec. W ostatni weekend pokonał Koronę 6:1, wcześniej nie dał szans Śląskowi (4:1) i Radomiakowi (5:1). Nie jest co prawda liderem, bo przy dwóch rozegranych meczach mniej traci punkt do pierwszego Górnika, ale notuje w Ekstraklasie sezon niemal perfekcyjny. No właśnie. Niemal.
Jeśli Legia chce gdzieś szukać optymizmu, a może nawet wzoru na zwycięstwo, powinna porządnie wziąć pod lupę przegrany przez “Kolejorza” mecz w Zabrzu. Obie drużyny - i Górnik, i Legia - są mimo wszystko dość podobne. Stawiają przede wszystkim na dobrą dyspozycję w defensywie, która ma być absolutną podstawą, dzięki której można potem budować coś z przodu. A patrząc na potężną wręcz ofensywę Lecha, dowodzoną przez Patrika Walemarka i Pablo Rodrigueza, nie warto porywać się na otwartą wymianę ognia. Papszun na pewno doskonale o tym wie.
Czy zobaczymy więc piłkarskie szachy? Ze strony gospodarzy pewnie tak. Papszun, zostawiając już na boku wspomniany mecz z kwietnia, na ogół lubi dawać się Lechowi we znaki. Prowadzony przez niego Raków rozegrał przeciwko “Kolejorzowi” 15 meczów i przegrał zaledwie trzy razy! Wygrywał natomiast aż ośmiokrotnie. To znakomity wręcz bilans w rywalizacji z przeciwnikiem tak wielkiej klasy.
Marek Papszun vs Lech Poznań
Transfermarkt
Rzadko kiedy Lech był jednak aż tak mocny. Jeśli Papszun doprowadzi do tego, że powracający świeżo po kontuzji Ruben Vinagre zatrzyma Patrika Walemarka, będzie trzeba bić mu pokłony. Fakt, jak wiele szkoleniowiec Legii potrafi wycisnąć z piłkarzy, których ma do dyspozycji, to zresztą oddzielny temat, który zasługuje na uwagę. O ile bowiem Legia to wielka marka i klub z ogromną historią, na papierze dysponuje dziś kadrą po prostu bardzo przeciętną. To trener wyciska z niej 110 procent.

Nie przegrywają, ale punkty tracą

Żeby nie było jednak aż tak kolorowo, a ligowa seria bez porażki nie dawała złudnego wrażenia o potędze Legii, wspomnieć trzeba mimo wszystko o regularnie gubionych przez “Wojskowych” punktach. Podopieczni Papszuna zremisowali aż pięć spotkań - częściej robił to jedynie Widzew. Punkt z Warszawy wywiózł Śląsk Wrocław, który z każdej innej delegacji wracał na tarczy, zrobił to też wspomniany klub z Łodzi, zajmujący przecież w tabeli dopiero 14. miejsce. Ponadto podziałem punktów kończyły się dla Legii wyjazdowe starcia z Piastem, Koroną i Cracovią. Dalej jest więc sporo do poprawy.
Jeśli Lech wygra, odskoczy Legii na pięć punktów i będzie miał w perspektywie jeden zaległy mecz. Potencjalnie może to być więc osiem oczek różnicy, które “Wojskowym” przy takiej sile Poznaniaków zniwelować będzie już niezwykle trudno. Naprawdę ciekawie zrobi się natomiast, jeśli to “Wojskowi” sięgną po zwycięstwo. Wówczas obie drużyny zamienią się w tabeli miejscami, a na jej czele być może jeszcze bardziej rozgości się Górnik.
Jedno jest pewne - w niedzielny wieczór czeka nas niezwykle emocjonujące starcie.

Dyskusja

Przeczytaj również