Pewniak nie zagra z Albanią. Kto go zastąpi? "To jedyna rozsądna opcja"

Gdyby Łukasz Skorupski był zdrowy, z pewnością wyszedłby w pierwszym składzie na mecz z Albanią. Podstawowy bramkarz reprezentacji Polski zmaga się jednak z urazem, a zatem trzeba go zastąpić. Jak? Odpowiedź wydaje się oczywista.
Kamil Grabara, Bartłomiej Drągowski, Mateusz Kochalski i Bartosz Mrozek. Taki zestaw bramkarzy zjawił się na zgrupowaniu reprezentacji Polski przed startującymi już w najbliższy czwartek barażami do mistrzostw świata. Jan Urban powołał aż czwórkę, zapewne po to, aby łatwiej było trenować. To manewr już dobrze znany, nie tylko z kadencji obecnego selekcjonera.
W rzeczywistości jednak, nawet przy optymistycznym scenariuszu, który zakłada rozegranie nie tylko półfinałowego starcia z Albanią, ale też finału, między słupkami zamelduje się zapewne jeden, ten sam bramkarz. Chyba wszyscy doskonale wiemy, kto powinien nim być.
Zanim przejdziemy do udzielenia tej dość oczywistej odpowiedzi, jeszcze pewna refleksja. A dotyczy ona ogólnej sytuacji w polskiej bramce. Trzeba bowiem przyznać, że po latach, gdy mieliśmy tam niesamowite bogactwo wyboru, teraz nie jest już tak kolorowo. Jasne, jest mocny Łukasz Skorupski (gdy dopisuje zdrowie), jest ceniony Kamil Grabara, ale pierwszy z wymienionych to już 34-latek, drugi z kolei ma póki co znikome doświadczenie na poziomie reprezentacyjnym. Trudno porównać taką parą z funkcjonującym przez lata w kadrze duetem Wojciech Szczęsny - Łukasz Fabiański, czy też wcześniej Jerzy Dudek - Artur Boruc.
Nie musimy oczywiście zgrzytać zębami na myśl o przyszłości w polskiej bramce, ale fakt jest faktem - obecnie to już nie pozycja, przy której obsadzie panuje absolutny spokój i przekonanie o wielkim wachlarzu możliwości.
Melodia przyszłości i gracz po przejściach
Zagrać z Albanią musi Kamil Grabara. To jedyna rozsądna opcja. Mrozek nie doczekał się jeszcze debiutu w kadrze, podobnie zresztą jak Kochalski. Dla obu już samo powołanie to spore wyróżnienie i nagroda za naprawdę dobrą dyspozycję w ostatnich miesiącach. Pierwszy wyróżnia się w barwach Lecha Poznań, drugi zbiera coraz większe doświadczenie w Karabachu, z którym zaliczył dość słodko-gorzką przygodę z Ligą Mistrzów. Z jednej bowiem strony mistrz Azerbejdżanu awansował do fazy play-off, po drodze grając na nosie kilku wielkim markom, z drugiej natomiast Polak pobił niechlubny rekord historyczny - stracił najwięcej goli w jednej edycji Champions League. Nawet jeśli częściej ratował zespół niż mu przeszkadzał, “wyczyn” poszedł w świat.
Obaj, i Kochalski, i Mrozek, to być może przyszłość reprezentacji. Tego im nie odbieramy. Ale teraz nie czas na eksperymenty. Nim byłoby też postawienie na Bartłomieja Drągowskiego. On co prawda cztery razy wystąpił z orzelkiem na piersi w kadrze, ma też znacznie większe doświadczenie w poważne piłce, bo 129 razy zagrał na boiskach Serie A, natomiast dziś to już zawodnik daleki od swojego prime’u. Nie kusi, jak kilka lat temu, klubów Premier League, tylko gra w walczącym o utrzymanie Widzewie Łódź. I to gra w kratkę. Już samo powołanie 28-latka wzbudziło zresztą w opinii publicznej spore wątpliwości.
Oczywisty wybór
Bramkarza na Albanię wybrać można więc trochę metodą eliminacji. Skoro nie powyżej opisana trójka, no to Grabara. Zawodnik na ten moment po prostu najlepszy wśród powołanych golkiperów. Gra on co prawda w fatalnie spisującym się od dłuższego czasu Wolfsburgu, traci dużo goli, ale nawet mimo to częściej słyszymy o jego dobrych występach niż popełnianych błędach.
Na tym etapie sezonu, według danych portalu Sofascore, Grabara zajmuje drugie miejsce w Bundeslidze pod względem liczby udanych interwencji. Ma ich 97. Obronił ponadto trzy rzuty karne, co daje mu w tej statystyce pierwsze miejsce. Jest najlepszy w stawce w liczbie obronionych strzałów z obrębu pola karnego (68). A mimo to zachował zaledwie jedno czyste konto. To mówi wiele o dyspozycji całego Wolfsburga i jego kolegów z defensywy.
Nie bez powodu już przy okazji poprzednich zgrupowań kadry to właśnie Grabara był w hierarchii numerem dwa, a czasami dostawał nawet swoje szanse między słupkami. W listopadzie, wówczas także pod nieobecność “Skorupa”, zagrał w meczu z Holandią (1:1). Nie ustrzegł się błędów, ale miał też dobre momenty. Oceniliśmy go wtedy na piątkę w dziesięciostopniowej skali.
- Do przerwy właściwie bezrobotny. Drugą niestety zaczął od straconego gola, przy którym maczał palce. Wyszedł do wrzutki, ale nie sięgnął piłki, a potem, choć po drodze zdołał instynktownie interweniować, skapitulował. Plus za czujność przy strzale Gakpo z 86. minuty - pisaliśmy.
Kolejna szansa
Jeśli w tamtym meczu Grabara miał pokazać Skorupskiemu, że to on powinien być “jedynką”, to nie do końca szansę wykorzystał. Teraz jednak - wszystko na to wskazuje - będzie miał kolejną okazję. Jeśli coś w kontekście bramkarza Wolfsburga martwi, to mimo wszystko niewielki bagaż doświadczeń z orzełkiem na piersi. To tylko trzy występy, z czego dwa o punkty. Nie były to jednak nigdy mecze aż tak wielkiego ciężaru gatunkowego, jak w przypadku tego nadchodzącego.
Mimo wszystko Urban nie powinien mieć przed czwartkiem w tej kwestii żadnego dylematu. Zagrać musi Grabara. A potem będziemy oceniać, jak wywiązał się ze swoich obowiązków.