Piękny czas dla polskiego klubu. Spełnia się bajka. "Kolejny rozdział z happy endem"
O wyczekiwanym od lat sukcesie Górnika, niespodziewanej zmianie trenera w Rakowie, a także wątpliwej jakości "hicie" Ekstraklasy - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinki cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu
Bajka z happy endem
Bajki, te dobrze opowiedziane (sfilmowane) kochają nie tylko dzieci. Jeszcze bardziej kochają bajki kibice, ludzie piłki. Zawsze karmieni nadzieją, że nasi wygrają, zdobędą puchar, pokonają znienawidzonego rywala, zawojują piłkarską Europę, zbudują potężny klub itd. itp… I taką piękną bajkę opowiadano nam w Zabrzu. Piękna tradycja, poczucie byłej mocarstwowości (jedyny polski finalista europejskich pucharów z 1970 roku), wielkie legendy polskiej piłki wspierające klub z Zabrza, a na koniec On. Lukas Podolski, mistrz świata w reprezentacji Niemiec, urodzony na Śląsku i zawsze kochający Górnika…
Ile razy naśmiewałem się z Piotra Koźmińskiego, jednego z najlepszych sportowych reporterów w naszym pięknym kraju. Oto Piotrek snuł swoją bajkę o tym, że “Poldi” kiedyś wróci do Zabrza i jako stary kibic tego klubu pomoże mu na boisku, a później kto wie? Uratuje tę firmę przed finansowym i organizacyjnym zawałem… I to się wszystko – jak w bajce – spełniło! Lukas na boisku, w szatni, w gabinetach kolejnych prezydentów miast, w mediach. Z żelazną konsekwencją i wdziękiem chłopaka z familoka budował i buduje ten nowy Górnik. Sceny kiedy “podzielił” się Pucharem Polski z legenda Górnika, Stanisławem Oślizłą, podczas ceremonii kończącej finał, przejdzie do historii naszej klubowej piłki. Pan Stanisław w tym jedynym europejskim finale z udziałem polskiej drużyny zdobył honorowego gola, Górnik przegrał wówczas w Wiedniu z Manchesterem City 1:2. A było to 56 lat temu.
2 maja na Narodowym oglądaliśmy kolejny rozdział pięknej bajki zakończonej happy endem. Nawet dwa ostatnie strzały w meczu na bramkę Rakowa oddał właśnie “Poldi”. Co z tego, że zablokowane przez obrońców. Gdyby Lukas wtedy trafił do siatki, to już nie byłaby bajka. To już cud, a może sama Opatrzność chciała dopisać pointę… Kiedy obserwowałem przygotowania do finału, to widziałem ze strony Górnika mobilizację, ale jednocześnie pragnienie, by udało nie tylko na boisku, ale i w Radzie Miasta Zabrze, i w biurach finansistów, no i na trybunach. “Czy to się wszystko złoży w całość?” – takie wątpliwości miał nie tylko niżej podpisany. Zespół pokazał klasę, odpowiedzialność i precyzyjny plan trenera Gasparika. Bezradni rywale – oto najlepsza odpowiedź na to, co pokazała jedenastka z Zabrza.
I teraz powinienem napisać o tym, że trzeba wziąć się do roboty, wzmocnić skład, wreszcie podpisać umowę prywatyzującą status Górnika, uważać, żeby nie zatruć się sukcesem i dzielnie powalczyć w pucharach. Ale na taki dydaktyczny smrodek jeszcze przyjdzie czas. Dziś szacunek i radość, że bajka o Górniku tak się pięknie kończy, a jednocześnie zaczyna.
Zmiany w Rakowie
Czy trener Rakowa Łukasz Tomczyk źle poprowadził swój team w finale Pucharu Polski? Nie najlepiej, bo przegrał – pierwsza dyżurna odpowiedź. Przecież to jasne - kiedy wygrywa zespół, to zasługa piłkarzy, a kiedy przegrywa, to wina trenera. Beznadziejna, ale ciągle funkcjonująca nie tylko w naszej piłce zasada. Czy tak to odczytał pan Michał Świerczewski, właściciel Rakowa, zwalniając trenera Łukasza Tomczyka w kilkanaście godzin po finale? Raków zagrał bez wyrazu, pomysłu, determinacji, dał się zdominować Górnikowi, popełniał proste błędy w obronie. Nieoficjalny przekaz, że trener nie radził sobie z tzw. szatnią, coś tam tłumaczy.
Wydaje mi się, że Raków trzeba wymyśleć na nowo. Nie można automatycznie wchodzić w buty byłego trenera, Marka Papszuna. A czas ucieka i z jednej strony rozumiem Świerczewskiego, który taką decyzją chce ratować sezon. Bo bez udziału w europejskich pucharach jego projekt może przechodzić niespotykane dotychczas turbulencje. No dobra… Nie ma życia w Rakowie bez Marka Papszuna, ale musi być życie Rakowa Michała Świerczewskiego. Trudno to dziś inaczej wyobrazić.
“Hit” w Warszawie
Wielki polski klasyk w piątek na Legii. Walka o utrzymanie w Ekstraklasie. Przyjechał Widzew i… Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli, a musieli uwierzyć.