Pierwszy mistrz kraju zza Koła Podbiegunowego. Norweskie Leicester triumfuje i mści się za lata prześladowań

Do najwyższej klasy rozgrywkowej powrócili dopiero trzy lata temu. Rok później prawie z niej spadli. Udało im się jednak utrzymać, a w tym tygodniu przeszli do historii jako pierwszy klub zza Koła Podbiegunowego, który został mistrzem Norwegii. Historia FK Bodo/Glimt zaskakuje, a ich wywalczony w spektakularny sposób tytuł jest ważny nie tylko ze sportowego punktu widzenia.
Aspmyra Stadion to kameralny obiekt na niewiele ponad 5,5 tys. widzów. Gdyby nie pandemia, w tym roku pewnie pękałby on w szwach. Tymczasem wskutek koronawirusa, przez większość trwającego wciąż sezonu norweskiej Eliteserien, na stadion wpuszczanych było mniej więcej 200 kibiców. Reszta musiała szukać alternatywnych opcji - od wspinania się na pobliskie budynki, aż po wynajmowanie podnośników.
Wszyscy w Bodo, ale też i całym regionie chcą bowiem obejrzeć niesamowitą drużynę, którą stworzył w tym arktycznym miasteczku trener Kjetil Knutsen. Po niespodziewanym wicemistrzostwie w ubiegłym sezonie, w tym Glimt jeszcze bardziej zaskoczyli całą piłkarską Norwegię. W zeszły weekend, dzięki wygranej 2:1 z Strømsgodset, przypieczętowali pierwsze w historii mistrzostwo kraju. Co więcej, aktualnie mają aż 18 punktów przewagi nad drugim Molde. Rewelacja!
Legenda lev lenger! ? pic.twitter.com/07YdwmWQcr— FK Bodø/Glimt (@Glimt) November 22, 2020
Idealny czarny koń
Budżet klubu z Bodo stanowi zaledwie 1/10 tego, ile mogą wydać najbogatsi norwescy potentaci. Sama drużyna, choć wcześniej stawała już na ligowym podium, raczej przez lata kojarzyła się z ligowym średniakiem. Takim balansującym na granicy pierwszej i drugiej klasy rozgrywkowej. Nic więc dziwnego, że znalazła się spora grupa dziennikarzy, która opisuje tegoroczny sukces Glimt w podobnych tonach, co triumf Leicester City w Premier League w 2016 roku.
- Wiele gazet porównuje ten sukces do tego, co osiągnęły “Lisy” i traktują Bodo jako idealny przykład “czarnego konia”. To zespół, który rzeczywiście miał swoje wzloty i upadki. Osiągał sukcesy w latach 70. czy 90., ale mistrzostwo jest zdecydowanie jego największym dokonaniem historii i chyba nikt się tego nie spodziewał - mówi nam Andreas Sandnes Olsen, dziennikarz lokalnego serwisu i miesięcznika “Bodo No”.
Za sukcesem Bodo/Glimt nie stoi jednak żaden bogaty biznesmen, jak to miało w przypadku angielskiego zespołu. Norwegowie, wykorzystując świetną akademię oraz dobrą znajomość pozostałych lokalnych drużyn, postawili na ludzi z regionu. Według niedawnych słów przedstawicieli klubu na łamach “New York Timesa” mają oni stanowić przynajmniej 40% kadry pierwszego zespołu.
- Ten sukces to właśnie przede wszystkim zasługa samej drużyny z północy. Grają oni, oczywiście zachowując proporcje, po prostu fantastycznie. Ofensywnie, z pomysłem i polotem. Widać, że to jest coś więcej niż drużyna. W Bodo jest zgrana paczka, wielu zawodników pochodzi z regionu i jest związanych z klubem od lat - opisuje świeżo upieczonego mistrza Adrian Adamus, autor takich stron, jak “Futbol Po Skandynawsku” i “Piłkarska Norwegia”.
Najważniejszy jest mental
Bo gdy opisuje się ekipę Bodo/Glimt, to wszyscy związani z klubem zgodnie przyznają, że ciężko wyróżnić tylko jedną osobę, która szczególnie przyczyniła się do tego mistrzostwa. Z jednej strony są bowiem diabelsko skuteczni Kasper Junker i Philip Zinckernagel (w sumie 34 gole w sezonie), którzy do niedawna tworzyli świetne trio ze sprzedanym do Milanu Jensem Petterem Hauge. Z drugiej, drużyna dysponuje klasowym środkiem pola w osobach Ulrika Saltnesa i Patricka Berga, czyli piłkarzy związanych z klubem od najmłodszych lat. Wreszcie jest jednak także sztab trenerski i, jeśli już, to chyba właśnie on zasługuje na tę szczególną uwagę.
- Oczywiście jedną z kluczowych postaci jest trener Kjetil Knutsen. Niemający wcześniej żadnych sukcesów, pracujący w mniejszych klubach w Bergen 52-latek, przejął drużynę po awansie w 2017 roku. Postawił on na ofensywny futbol i przede wszystkim przygotowanie mentalne - opisuje szkoleniowca Glimt Adamus.
Do sztabu trenerskiego Knutsena dołączył wtedy Bjornn Mannsverk. Niebędący fanem futbolu były pilot Norweskich Sił Powietrznych został trenerem mentalnym zespołu, ale zgodził się na tę ofertę z dwoma zastrzeżeniami. Co istotne, nie chciał pobierać pensji od klubu. Szybko zaznaczył też, że nie zamierza być “agentem treenera” i piłkarzom będzie mówił to, co uważa za stosowne. To właśnie Mannsverk wprowadził wiele ciekawych rozwiązań, w tym m.in. obowiązkową medytację przed każdą sesją treningową.
- Klub bardzo sporo poświęcił treningowi mentalnemu, a ten chyba wciąż jest niedoceniany przez wiele innych zespołów. Knutsen wraz z Mannsverkiem i resztą swoich współpracowników dokonali czegoś niesamowitego. Na przestrzeni całego sezonu w zespole była widoczna ogromna jedność, pasja i determinacja do osiągnięcia wspólnego celu, co ostatecznie udało się w stu procentach - przyznaje Olsen.
Utarcie nosa południu
A jeszcze nie tak dawno temu region północnej Norwegii, w tym okręg Nordland, gdzie leży Bodo, nie mógłby sobie pozwolić na tak wielki sukces. Wszystko ze względów nie tyle czysto finansowych czy sportowych, ale także regulaminowych.
- W przeszłości północ kraju musiała mierzyć się ze sporą dyskryminacją ze strony reszty kraju, choć nikt nie wie tak do końca z jakiego powodu. Kiedy w latach 60. i 70. sporo mieszkańców z naszego regionu chciało przeprowadzić się do Oslo, na wielu ofertach wynajmu nieruchomości widniał dopisek, że nie dotyczą one przybyszów z północy Norwegii. Wszystko to miało też wpływ na norweski futbol. Do początku lat 70. zespoły z północy kraju nie mogły uczestniczyć w najwyższej klasie rozgrywkowej - opowiada Olsen.
Dla kibiców Bodo/Glimt mistrzostwo to więc najlepszy sposób na utarcie nosa rywalom z południa kraju. Oni sami, dość niespodziewanie, też przeszli do historii, a to wszystko za sprawą szczoteczek do zębów. Gigantyczne przedmioty służące na co dzień do higieny osobistej obecne są na stadionie klubu właśnie od mniej więcej połowy lat 70.
But then again perhaps nothing should come as a surprise at a club as special as Bodø/Glimt (Glimt being Norwegian for flash) where supporters bring novelty sized toothbrushes to matches as a running joke since the 70’s and at time boasted a giant salmon in their stadium. pic.twitter.com/EcJ9eVzryt— COPA90 (@Copa90) November 21, 2020
- Podczas jednego ze spotkań w 1974 roku, gdy Glimt występowało w 2. dywizji, lider grupy kibiców Arnulf Bendixen, chcąc wezwać fanów do wspólnego śpiewania, poprosił o jakiś przedmiot, dzięki któremu mógłby prowadzić doping. Jeden z jego przyjaciół miał w kieszeni właśnie szczoteczkę do zębów. I tak to się zaczęło. Od tego momentu coraz więcej osób zaczęło przynosić na mecze na Aspmyra “tannborsten”, czyli szczoteczki. Na 35-lecie rozpoczęcia tej tradycji, w 2009 roku producent szczoteczek Jordan wypuścił specjalne przedmioty z logo B/G. Można je kupić właściwie w każdym sklepie w Bodo. Szczoteczkę do zębów dostaje także kapitan każdej drużyny przyjeżdżającej na stadion przy Fridtjof Nansens vei 3 - wyjaśnia Adamus.
Spokojna przyszłość
I taka szczoteczka zapewne zostanie też przekazana już niedługo któremuś z kapitanów innego mistrza kraju w eliminacjach Ligi Mistrzów. W nich Bodo/Glimt oczywiście zadebiutuje, ale już w tym roku było blisko wielkiej sensacji w trzeciej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy. Drużyna Knutsena nawet przez minutę prowadziła w meczu z Milanem, jednak ostatecznie “Rossoneri” triumfowali 3:2.
To właśnie po tamtym spotkaniu do ekipy z Mediolanu za rekordową kwotę pięciu milionów euro odszedł Jens Petter Hauge, który już strzela dla siedmiokrotnego zdobywcy Pucharu Europy. W Bodo zdają sobie sprawę, że po tym niesamowitym sezonie pewnie więcej utalentowanych piłkarzy z obecnego składu zdecyduje się na spróbowanie sił w innych zespołach. W klubie podchodzą jednak do całej tej sytuacji ze sporym spokojem, na co wpływ ma bez wątpienia wysoki poziom szkolenia następców obecnych gwiazd.
Jens Petter Hauge has scored two goals in just 61 minutes for AC Milan in all competitions so far.
The summer signing has yet to start a game for Milan... It’s incredible how effective he’s been off the bench. pic.twitter.com/baackqMtDU— ?? Football (@NORftbl) November 23, 2020
- Kilka lat temu w Bodo wprowadzono duże zmiany w akademii, którą zarządza Anglik Gregg Broughton. W tej chwili akademia przy Aspmyra Stadion jest uważana za jedną z trzech najlepszych w kraju. W Bodo twierdzą natomiast, że na ten sukces zapracowali ciężką pracą wszyscy w klubie - od sprzątaczki po prezesa. I trudno się z tym nie zgodzić - ocenia Adamus.
I ci wszyscy ludzie w klubie mogą być teraz wzorem dla reszty regionu. Bodo/Glimt pokazało bowiem, że północ Norwegii to nie tylko piękne widoki i wspaniałe miejsce na wakacje, ale także bardzo ambitni ludzie, którzy chcą sięgać po najwyższe laury.
- Cały region już teraz jest dość dużą atrakcją turystyczną, ale to prawda, że dotąd nie był on znany z wielkich sukcesów sportowych. Mistrzostwo Bodo jest chyba pierwszym osiągnięciem, które wywołało tak spore poruszenie w mediach. Być może będzie to przełom dla sportu w tej części Norwegii, a także motywacja dla pozostałych tutejszych zespołów, że w sporcie niemożliwe nie istnieje - podsumowuje Olsen.
Przykład Bodo/Glimt jest chyba tego najlepszym dowodem.