Polska sensacja. Zniknął z radarów, teraz Urban musi go powołać? "Profil na wagę złota"

Polska sensacja. Zniknął z radarów, teraz Urban musi go powołać? "Profil na wagę złota"
Mateusz Porzucek / pressfocus
Mateusz - Hawrot
Mateusz HawrotDzisiaj · 13:00
Zbliżają się powołania do reprezentacji Polski na najbliższe mecze Ligi Narodów. Podpowiadamy selekcjonerowi, kogo z ostatnio nieobecnych powinien zaprosić na zgrupowanie. Czas na odważne, ale jednocześnie do bólu rozsądne decyzje!
Gorący jest selekcjonerski stołek Jana Urbana - i trudno się dziwić. Trener kadry nie broni się ani wynikami, ani grą, ani selekcją, ani wypowiedziami. To prawdopodobnie zgrupowanie ostatniej szansy (inna sprawa, że przecieki z federacji dot. jego przyszłości są bardzo nie w porządku), które rozpocznie się w poniedziałek 9 listopada. Listę powołanych poznamy trzy dni wcześniej. Zmiany względem poprzedniej na pewno będą, bo pojawiły się kontuzje, m.in. Marcina Bułki, z kolei do zdrowia wrócił np. Adrian Benedyczak. Wtedy powołany i “odwołany”, teraz wręcz pewniak, stąd nie uwzględniamy go w poniższym zestawieniu. Zawiera ono pięć, a właściwie sześć nazwisk, które widzimy w reprezentacji Polski, bo na obecność w niej zwyczajnie zasłużyły. Oto “ściągawka” dla Jana Urbana.
Dalsza część tekstu pod wideo

Bartosz Nowak

Wiemy, że selekcjoner z przymrużeniem oka, dystansem, patrzy na dokonania piłkarzy w Ekstraklasie. Nie powołał Bartosza Nowaka wiosną ani latem, gdy ten odebrał statuetkę dla najlepszego zawodnika sezonu. Gwiazdorowi GKS-u Katowice nie pomaga także metryka. Tyle że… jakie to ma znaczenie? Co z tego, że Nowak ma 33 lata, jeśli notorycznie wykręca kosmiczne liczby i trzyma wysoką formę? Co z tego, że nie został w żadnym stopniu zweryfikowany w europejskich pucharach? Co z tego, że jego zespół to generalnie ligowy średniak? Broni się grą i liczbami - a tych liczb reprezentacji Polski brakuje jak tlenu, nie licząc nieco kuriozalnego starcia z Rumunią.
Sebastian Mila też był swoje po trzydziestce, gdy Adam Nawałka odkurzył go dla kadry na słynny mecz z Niemcami. Odkurzył, bo sympatyczny pomocnik dał mu argumenty sportowe. Nowak też je daje, zachwyca regularnością, to piłkarz-konkret. Gole, asysty, gole, asysty, gole, asysty, a przy tym profil, który zawsze jest w cenie, czyli gość z wizją, mający ten magic touch. Lepiej mieć Nowaka na ławce, by mógł jednym zagraniem z dynamicznej czy stojącej piłki zmienić oblicze meczu, niż nie mieć. Szczególnie, że biało-czerwoni nie pływają w personalnych luksusach.
- Bartosz Nowak? Trochę przestaję rozumieć Jana Urbana. Nowak to piłkarz trochę niepolski, a trochę hiszpański, biorąc pod uwagę jego luz, wizję, przegląd, swobodę. Mało mnie interesuje, ile on ma lat i to, że gra w GKS-ie Katowice, który nie jest mistrzem Polski. Nowak jest piłkarzem zdecydowanie wyróżniającym się i dającym regularnie konkrety od kilku, a nawet kilkunastu miesięcy - mówił na kanale Meczyki Mikołaj Kruk.

Bartosz Mazurek

Jan Urban nie sięgnął po pomocnika Salzburga przy okazji poprzedniego, długiego zgrupowania, marnując szansę na sprawdzenie go choćby w jednym z czterech meczów, rzucając “wszystkich nie można powołać”. Z niechęci selekcjonera głównej kadry skorzystał ten młodzieżowej, czyli Jerzy Brzęczek, z miejsca wrzucając Mazurka do podstawowego składu. W rewanżu dostał popisowy występ przeciwko Szwecji. 19-latek błysnął i otwarcie przyznał, że marzy, czeka na “właściwą” reprezentację.
- Oczywiście, że bolało - szczerze mówił o braku powołania od Urbana na antenie TVP Sport. - To marzenie każdego chłopaka zagrać w pierwszej reprezentacji, ale przyszedłem tutaj, żeby pokazać swoją jakość i wysłać sygnał, że jestem gotowy. Nie grałem ze zwieszoną głową, przyszedłem tutaj pomóc, gra z orzełkiem na piersi to największe wyróżnienie - wyjaśnił. - Obym został powołany w listopadzie. Ja będę pracował. Jeszcze mamy jeden mecz z Włochami, później w klubie też będę pracował, żeby to powołanie przyszło i wiem, że prędzej czy później ono przyjdzie - dodał pewny siebie nastolatek.
Jego sytuacja klubowa nie uległa zmianie. Zwykle w przypadku polskiego piłkarza oznacza to zwiedzanie kolejnych ławek rezerwowych, ale nie tutaj. Mazurek to pewniak do gry, nie opuścił żadnego (!) spotkania austriackiej drużyny w tym sezonie. Głównie w wyjściowej jedenastce, czasem jako zmiennik, natomiast jedno się nie zmienia: pozytywne recenzje gry. Nawet gdy z Milanem przydarzył mu się oczywisty błąd prowadzący do bramki słynnego rywala, była to jedynie rysa na naprawdę solidnym występie. Kibice docenili wówczas Polaka, wybierając go MVP Salzburga. Nie widzimy powodu, by 19-letni były zawodnik Jagiellonii nie znalazł się na piątkowej liście. Polskiej piłki, reprezentacji, po prostu nie stać, by rezygnować z takiego piłkarza. Zgadza się talent, umiejętności, forma. Na co tu czekać?

Łukasz Skorupski

Zapewne “Skorup”, z którego ostatnio zrezygnowano argumentując to względami przede wszystkim metryki, nie znalazłby się w naszym zestawieniu, gdyby nie kontuzja Marcina Bułki. Bułka wyrósł na pewniaka między słupkami, jako jeden z nielicznych zdał egzamin podczas minionego zgrupowania i… doznał urazu. Pierwotnie mniej groźnego, finalnie bardziej, efekt: brak możliwości przyjazdu na mecze z Rumunią i Szwecją. Jan Urban musi zatem wrócić do punktu wyjścia z szukaniem bramkarza, mimo że właśnie go znalazł. Bułka i Grabara się leczą, z poprzednio powołanych zostają Kochalski i Abramowicz, w tle także niedysponowany ostatnio Drągowski z beznadziejnego Widzewa…
Sytuacja nie do pozazdroszczenia, w której najbardziej na grę zapracował solidnie broniący w Wieczystej Kochalski. Naszym zdaniem natomiast najsensowniejszym wyborem byłby powrót do Skorupskiego. Różnie układają się jego losy w Bologni w minionych miesiącach, jednak teraz występuje od deski do deski, zbierając pozytywne oceny. Słusznie zauważył ekspert od Serie A, Dominik Guziak, że “nie ma co specjalnie kombinować”. Stary, ale jary, sprawdzony “Skorup”, który na dobre tą jedynką w kadrze nigdy nie został. A zasłużył na kredyt zaufania.

Łukasz Poręba

Zniknął nam z radarów pomocnik, który jako duży talent wyjechał kilka lat temu z Zagłębia Lubin do Francji. Potem przeniósł się do Niemiec i właśnie tam, w sensacyjnym dziś beniaminku Bundesligi, Elversbergu, odnalazł swoje miejsce na ziemi. Grając wszystko awansował z tym zespołem na najwyższy szczebel i niezmiennie jest kluczowym piłkarzem także po awansie. A każdy reprezentant z regularnymi występami w mocnej lidze TOP5 powinien być pewniakiem do powołania, bo po prostu nie ma ich wielu. Poręba zaś zbiera nie tylko po 90 minut w każdej kolejce, ale i pozytywne recenzje.
- Kicker po piątkowym meczu z Mainz - wygranym 4:1 - pisze: "Nie rzucający się w oczy, wręcz dyskretny - można zapomnieć, że występuje, a jednak równie ważny, jak zwykle... Zapewniał świetne wsparcie defensywie, a ofensywne akcenty pozostawił swojemu partnerowi w środku pola, Keidelowi - cytował topowy niemiecki dziennik Roman Kołtoń z Prawdy Futbolu.
W kadrze na “szóstce” panuje bieda, bo jedyny nominalny pomocnik o takim profilu to Bartosz Slisz z Broendby. Dawno sprawdzony, przyzwoity, w określonych warunkach potrzebny, natomiast trudno powiedzieć, by na dłuższą metę przekonywał. Ostatnio zresztą Jan Urban wolał uzupełnić środek pola bardziej ofensywnym i wszechstronnym Wiktorem Nowakiem. Solidna “szóstka” w szerokim składzie jest natomiast na wagę złota, a Poręba spełnia wszystkie wymagane wymogi, by się w nim znaleźć. Selekcjoner nie może tego przeoczyć.

Michał Gurgul (Jakub Krzyżanowski)

Im dłużej trwa ten sezon, tym brutalniej weryfikowane są słowa selekcjonera o braku lewych obrońców w Polsce. Tak się składa, że dwóch najlepszych zawodników na tej pozycji w PKO BP Ekstraklasie to Polacy, w dodatku młodzi, utalentowani, perspektywiczni. Lech Poznań i Wisła Kraków mogą już liczyć przyszłe miliony euro z mocnych transferów zagranicznych kolejno Michała Gurgula i Jakuba Krzyżanowskiego (obaj rocznik 2006). Jesteśmy o tym przekonani. Przyszłość kadry w miejscu, które od dawien dawna spędza sen z powiek kolejnych trenerów, jest w dobrych rękach. Szczególnie, że 20-latkowie prezentują różny profil gry. Gurgul częściej błyśnie fenomenalnym podaniem między liniami obrony i nieco lepiej broni. Krzyżanowski, choć w tyłach poczynił ogromne postępy, imponuje jako nowoczesny, ofensywny boczny obrońca, odnajdujący się wręcz na “dziesiątce” czy w ataku, niczym gwiazdy Arsenalu. Obaj imponująco się rozwijają.
Gurgul szybciej wszedł na wyższy poziom, ale najwyraźniej dla Jana Urbana nie na tyle wysoki, by upoważniało go to do gry w seniorskiej kadrze. Doprawdy dziwiły słowa selekcjonera deprecjonujące umiejętności wychowanka Lecha, szczególnie że nie szły za tym konkretne argumenty. Być może opiekun biało-czerwonych zmieni zdanie; miejmy na to nadzieję. A jeśli faktycznie coś mu w Gurgulu nie pasuje, to niech powoła Krzyżanowskiego. Oba wybory by się obroniły. W zeszłym miesiącu fatalnie na tej pozycji wypadł Jakub Kiwior, niespecjalnie przekonywał Przemysław Frankowski, a Tymoteusz Puchacz nawet nie dostał szansy, bo został wrzucony na wahadło i pożarty przez Patrika Walemarka. Czas na naturalny i najbardziej logiczny wybór. Odwagi!

Przeczytaj również