Polsko, idź tą drogą! Upadła kadra rośnie w siłę. Talentów na pęczki, za dziesiątki milionów euro
Na piłkarskie salony chcą wrócić po ponad dekadzie nieobecności, a lata kryzysu zdają się mieć już za sobą - teraz Grecy weszli na krzywą wznoszącą. Nowe pokolenie utalentowanych piłkarzy daje mistrzom Europy z 2004 r. nadzieję na obiecującą przyszłość.
Od sensacyjnego mistrzostwa Europy zdobytego przez Greków minęły już 22 lata. Od ich ostatniego występu na wielkiej imprezie - 12. Oczekiwanie na powrót na wielką scenę może jednak niedługo się skończyć. Wyrasta im świetne piłkarskie pokolenie, którego przedstawiciele rozjeżdżają się po mocnych europejskich ligach i już odgrywają ważną rolę w kadrze. Tendencja spadkowa się odwróciła. Reprezentacja Grecji idzie naprzód i niedługo może zacząć mieszać na międzynarodowej scenie.
Sensacja i pasmo rozczarowań
Grecy to autorzy największej sensacji w historii EURO. Ich tytuł zdobyty w 2004 roku na portugalskich boiskach, w pierwszym od 24 lat i drugim w dziejach występie na europejskim czempionacie, to jedna z najbardziej niesamowitych piłkarskich opowieści. Tego momentu prawdopodobnie nie uda się już nigdy powtórzyć, bo wkroczyli wówczas na szczyt nieosiągalny dla zespołów o podobnym potencjale. Potem zaś czekał bolesny zjazd.
Dwa lata po historycznym złocie Grecy nie zagrali nawet na mundialu. W 2008 roku byli najsłabszą drużyną mistrzostw Europy. Następnie przyszła jeszcze faza grupowa na MŚ w RPA oraz pożegnanie w pierwszej rundzie pucharowej zarówno na polsko-ukraińskim EURO, jak i brazylijskim mundialu. A potem? Nicość. Od 2014 roku “Błękitno-biali” nie zagrali na ani jednej międzynarodowej imprezie - nawet pomimo poszerzenia mistrzostw Europy do 24 zespołów, co otworzyło drogę do awansu m.in. Albanii, Macedonii Północnej czy Gruzji. Hellada kompletnie zniknęła z piłkarskich radarów.
W międzyczasie zdołała przegrać dwa mecze z Wyspami Owczymi w kwalifikacjach do EURO 2016, sparingi z Białorusią lub Luksemburgiem, czy domowe spotkania z Estonią w Lidze Narodów i Armenią w eliminacjach EURO 2020. W trakcie walki o udział w tym turnieju zremisowała też u siebie z Liechtensteinem. W eliminacjach do MŚ 2022 dwukrotnie nie potrafiła pokonać Kosowa i straciła na własnym terenie punkty z Gruzją, która później złamała greckie serca w finale baraży o awans do EURO 2024.
W ostatnich kwalifikacjach do Mistrzostw Świata 2026 lepsi okazali się Szkoci oraz Duńczycy. Przydarzył się też remis w ostatniej kolejce ze słabiutką Białorusią - choć wygrana i tak nie zmieniłaby sytuacji Greków. Właściwie każdy “okres turniejowy” przynosił nowe bolesne kompromitacje. Grecka kadra rozczarowywała raz po razie.
Spadek jej formy dobrze obrazuje też pozycja w rankingu FIFA. Jeszcze na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku oscylowała na pograniczu jego pierwszej dziesiątki. W 2011 roku miała najwyższe miejsce w historii - ósme, w pobliżu Włoch, Anglii, Portugalii czy Brazylii. Tymczasem w 2019 roku zajmowała już najniższą od niemal 20 lat 60. lokatę. I tym razem towarzyszyły jej Czarnogóra, Burkina Faso czy Katar. Teraz wreszcie pojawia się nadzieja na odmianę sytuacji. Przynosi ją nowy narybek. To on może wyciągnąć Greków z piłkarskiego letargu.
Nowe pokolenie podbija Europę
Liczba perspektywicznych zawodników z Grecji, którzy grają w mocnych klubach, rośnie, a tego lata kolejni z nich stali się bohaterami interesujących transferów. Tylko w jednym okienku aż sześciu greckich piłkarzy kosztowało co najmniej 15 milionów euro. Wszyscy z tej szóstki to gracze U24. Trzej - nastolatkowie.
Najdroższy był najstarszy z nich - 24-letni Christos Tzolis. Arsenal zapłacił za niego 40 milionów euro. Skrzydłowy pięć lat temu odbił się od Premier League w barwach Norwich City, ale odbudował się i zaliczył fenomenalny sezon 2025/26 w Club Brugge, gdzie w samej lidze miał bezpośredni udział w 40 bramkach w 36 występach. Nowe rozgrywki rozpoczął jako pierwszy wybór Mikela Artety na lewej flance.
Z ligi belgijskiej do mocnego klubu przeniósł się też Konstantinos Karetsas. Borussia Dortmund zapłaciła Genkowi za 18-latka 30 milionów euro. Na jej zainteresowanie ofensywny pomocnik zapracował aż 17 asystami na wszystkich frontach w poprzednim sezonie. Wraz z nim na Signal Iduna Park zawitał inny ofensywny pomocnik, Giannis Konstantelias. 23-latek przywędrował z PAOK-u za kwotę mniejszą o zaledwie cztery miliony euro. W ostatniej kampanii maczał palce w aż 23 bramkach. Pobyt w Niemczech zaczął jednak pechowo - zerwał więzadła w zaledwie drugim występie po transferze, niespełna dziesięć minut po zdobyciu debiutanckiej bramki.
Beniaminek Premier League, Hull City, przeznaczył na dwóch greckich piłkarzy prawie 40 milionów euro. 23-letni bramkarz Olympiakosu, Kostas Tzolakis, kosztował 23,5 miliona i na razie spłaca się świetnie. To jedno z odkryć pierwszych tygodni ligi angielskiej. Pokazał się świetnymi interwencjami, rozpoczął od trzech czystych kont, a w ostatniej kolejce obronił rzut karny, dając “Tygrysom” nadzieję w przegranym ostatecznie spotkaniu z Newcastle United. Niedługo po nim ściągnięto za 15 milionów euro jego 19-letniego kolegę z drużyny - “złote dziecko” greckiej piłki, Christosa Mouzakitisa. On natomiast jeszcze nie odegrał istotnej roli.
Do Romy za to przeprowadził się 22-letni Kostas Koulierakis, który szybko znalazł nowego pracodawcę po spadku Wolfsburga z Bundesligi. Pod względem średnich not w kickerze wyżej oceniono zresztą tylko czterech graczy “Wilków” - i wśród nich nie było żadnego innego obrońcy. “Giallorossi” zapłacili za stopera 16,5 miliona euro, ale na razie jest zmiennikiem.
W rodzimym PAOK-u wciąż gra też łączony z przeprowadzką do Bundesligi 23-letni Christos Zafeiris. Środkowy pomocnik co prawda zaczynał karierę w Norwegii i grał dla jej młodzieżówek, ale obecnie jest integralną częścią greckiej drużyny narodowej. Do tego można dodać też młodych napastników: Charalamposa Kostoulasa i Stefanosa Tzimasa, którzy rok temu zawitali do Brightonu. Ten pierwszy świetnie rozpoczął obecny sezon i ma już cztery gole i trzy asysty w ośmiu występach. Drugi niedługo po transferze zerwał więzadła i wciąż leczy uraz. Niemniej, nawet pomimo poważnych kontuzji Konstanteliasa i Tzimasa młode pokolenie wygląda imponująco - można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że jest jednym z mocniejszych w Europie.
Jasny cel
Dobry czas dla futbolu w Grecji zwiastowały już poprzednie lata. W 2024 roku, odnosząc największy sukces greckiej piłki klubowej w historii, Ligę Konferencji wygrał Olympiakos. W tym samym roku jego młodzieżówka sprawiła ogromną niespodziankę, triumfując w UEFA Youth League - Lidze Mistrzów kategorii wiekowej U19 - pokonując po drodze Inter czy Bayern, a w finale AC Milan. Po drodze błyszczeli m.in. Mouzakitis czy Kostoulas. Dziś, pomimo nastoletniego wciąż wieku, są już częścią pierwszej reprezentacji.
Ta powoli wychodzi z dołka. W ostatnich dwóch edycjach Ligi Narodów UEFA zaliczyła dwa awanse, przeskakując z Dywizji C do A. W 2022 roku mierzyła się na przedostatnim szczeblu z Kosowem, Cyprem i Irlandią Północną. W rozpoczynającej się edycji zagra z Niemcami, Holandią oraz Serbią - już na tym najwyższym. I to będzie wartościowy test. Ambicje są bowiem konkretne. Drużyna, po 14-letnim oczekiwaniu, ma wrócić na wielką imprezę przy okazji EURO 2028.
- Następnym celem jest EURO 2028. Kiedy zakładasz tę koszulkę, chcesz wygrywać mecze. Chcemy wygrywać dla siebie, ale także dla całej Grecji - stwierdził w listopadzie cytowany przez portal Sport-fm golkiper Odysseas Vlachodimos, po tym, jak Grecy stracili szansę na awans na mundial.
- Chcemy stawać się lepsi, żeby osiągnąć kolejny ważny cel: EURO 2028 - przyznawał z kolei wiosną doświadczony skrzydłowy, Georgios Masouras, którego słowa przytacza portal Gazzetta.
Jeszcze dalej sięga prezes greckiej federacji, Makis Gkagatsis. Najbliższe mistrzostwa Europy mają w jego opinii być tylko pierwszym krokiem do realizacji długofalowego planu.
- Naszym celem jest, aby Grecja wróciła do regularnego udziału w najważniejszych imprezach i odegrała tam istotną rolę - mówił niedawno w rozmowie z portalem UEFA.
Pora wcielić plan w życie
Drużyna budowana przez selekcjonera Ivana Jovanovicia, który w maju zeszłego roku przedłużył umowę właśnie do lata 2028, to projekt długofalowy. Teraz wchodzi w ważną fazę. Nowe, utalentowane twarze, powinny dołączyć do bardziej doświadczonych kolegów i dać zastrzyk jakości pomagający pchnąć kadrę we właściwym kierunku. To, że wielu młodych Greków zrobiło w ostatnich kilkunastu miesiącach krok do przodu w klubowej karierze, zdaje się idealnie wpisywać w nakreślony plan. To od ich rozwoju w dużej mierze zależy jego powodzenie.
Tzolis już “dowozi” w narodowych barwach. Tzolakis wymienia się z Vlachodimosem miejscem w bramce. Koulierakis od kilku lat stanowi podstawowy wybór w obronie, Zafeiris regularnie gra w pomocy. Jeśli wprowadzani już do kadry Kostoulas, Karetsas czy Mouzakitis doskoczą do nich poziomem, zbuduje się naprawdę solidny trzon kadry.
Do tego można dodać również bardziej doświadczonych zawodników. Vangelis Pavlidis strzela jak na zawołanie w Benfice (74 gole w ciągu nieco ponad dwóch lat). Anastasios Douvikas w poprzednich rozgrywkach był najlepszym strzelcem włoskiego Como w drodze do awansu do Ligi Mistrzów. Kostas Mavropanos co prawda spadł do Championship z West Hamem, ale “Młoty’ są faworytami do awansu, a on stanowi centralne ogniwo defensywy. Vlachodimos broni w Sevilli. Kostas Tsimikas jest zmiennikiem w Liverpoolu.
Grecy mają więc materiał, by wreszcie wyjść z reprezentacyjnego niebytu. Rozpoczynająca się Liga Narodów będzie tylko przygrywką i testem generalnym przed “grą na poważnie”: startującymi w marcu eliminacjami do rozgrywanych w Wielkiej Brytanii i Irlandii mistrzostw Europy. W nich ma wreszcie nadejść przełamanie. To byłby początek nowej ery reprezentacji, która w 2004 roku zachwyciła cały piłkarski świat.