Potężny kryzys gwiazdy wartej 100 mln euro. Cień dawnego zawodnika. A giganci i tak o nim marzą

Potężny kryzys gwiazdy wartej 100 mln euro. Cień dawnego zawodnika. A giganci i tak o nim marzą
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 09:04
Teoretycznie jest gwiazdą wartą co najmniej 100 mln euro. W praktyce od kilku miesięcy regularnie zawodzi. Julian Alvarez stał się cieniem piłkarza, który zachwycał w Atletico Madryt.
Julian Alvarez z tego i poprzedniego sezonu to jakby dwóch różnych piłkarzy. Tuż po przybyciu do Atletico mistrz świata potrafił wspiąć się na wyżyny, w wielu sytuacjach samodzielnie dźwigał na barkach ofensywę całej drużyny. Poprzednie rozgrywki zakończył z imponującym dorobkiem 29 trafień i ośmiu asyst. Bieżące rozpoczął od pięknego trafienia z rzutu wolnego przeciwko Espanyolowi. We wrześniu skarcił jeszcze Real Madryt, kompletując dublet w wygranych 5:2 derbach. A od tego czasu nic.
Dalsza część tekstu pod wideo
Powszechnie wiadomo, że wychowanek River Plate dysponuje spektakularnymi umiejętnościami. Jest pracusiem, ma znakomicie ułożoną nogę, dobrze sprawdza się w grze kombinacyjnej, czasami strzela gole z niczego. To wszystko jest w nim ukryte. Od pewnego czasu zdecydowanie zbyt głęboko. Najstarsi górale na Półwyspie Iberyjskim powoli zapominają, kiedy “Arana” rozegrał ostatni mecz na naprawdę topowym poziomie.

Zapaść

Krytyka obecnej dyspozycji Alvareza nie jest żadnym widzimisię. 25-latek po prostu wpadł w wir słabych występów, z którego nie może się wydostać, co dobitnie potwierdzają liczby. Ostatniego gola strzelił 9 grudnia przeciwko PSV Eindhoven. W rozgrywkach krajowych czeka na przełamanie od 1 listopada. Od tego czasu spędził na murawie ponad 12 godzin. W tym sezonie ligowym trafiał do siatki tylko w czterech z 20 rozegranych meczów, zaledwie w jednym spotkaniu zdobywał bramki z otwartej gry. Oczywiście gol z wolnego liczy się tak samo jak każdy inny, jednak trend jest niezwykle niepokojący.
Obserwując Argentyńczyka, nietrudno zauważyć, że gra tak, jakby stracił pewność siebie. Siedzi w nim negatywna passa, której nie może przerwać. W ostatnim spotkaniu z Mallorcą potrafił mieszać dobre akcje z kompletnie nieudanymi zagraniami. Z jednej strony miał trzy wykreowane okazje i siedem wygranych pojedynków, a z drugiej 19 strat przy 22 celnych podaniach. Po nieprecyzyjnej wrzutce z rożnego przeprosił nawet kibiców na Metropolitano. On czuje, że cierpliwość kibiców też może mieć swoje granice.
- To już nie kryzys, to zapaść napastnika, który zbierał tak dobre recenzje. Trener i prezes podkreślają, że trzeba poczekać, że gole przyjdą, ale na razie Alvarez jest szalenie nieefektywny. Aż dziwne, że pozostaje w pierwszym składzie, chociaż też, kto inny miałby grać w ataku Atletico? - powiedział Leszek Orłowski, komentując ostatni mecz "Rojiblancos" na antenie Canal+ Sport.
- Jedno jest pewne, Julian musi zacząć strzelać. Jego desperackie gesty pokazują, że sam zdaje sobie sprawę z potrzeby gola. Trener podkreśla, że kiedy nastąpi przełamanie, to wróci najlepsza wersja tego piłkarza. U napastników stosuje się przecież "teorię keczupu". Ale najpierw potrzebny jest ten jeden gol, po którym mogą nastąpić kolejne - opisał David Medina z dziennika Marca. - Alvarez rozczarowuje. Jego słaba forma kontrastuje z dyspozycją Sorlotha, który z tygodnia na tydzień prezentuje się coraz lepiej. Jest bardziej zdeterminowany, nieokiełznany. Z kolei Julian staje się coraz mniej widoczny. Gra tak, jakby nie wychodziło mu wszystko, co kiedyś potrafił robić na najwyższym poziomie - ocenił AS.

Wsparcie w trudnym momencie

Jakie są przyczyny regresu Alvareza? Trudno wydać jednoznaczny werdykt, bowiem jego styl gry nie uległ większej zmianie. Pozostaje dość swobodnie operującym napastnikiem, którego często ciągnie nieco bliżej lewej flanki. Tak samo grał tuż po podpisaniu kontraktu z “Los Colchoneros”. W poprzednim sezonie oddawał średnio dwa strzały na mecz, z czego 1,1 celnego. W obecnym również notuje po dwa uderzenia, w tym jedno w światło bramki. Obniżyła się jednak skuteczność. W rozgrywkach 2024/25 trafiał co 137 rozegranych minut, a teraz co 201. W ostatnich tygodniach zdarzało mu się marnować dogodne okazje, jak choćby w końcówce półfinału Superpucharu Hiszpanii, kiedy mógł zapewnić “Atleti” remis i rzuty karne z Realem.
Możliwym powodem jest przemęczenie. Argentyńczyk to bowiem prawdziwy stachanowiec, który gra praktycznie zawsze. W seniorskiej karierze opuścił zaledwie dwa mecze z powodu kontuzji. Końskie zdrowie bywa zaletą, ale może też być przekleństwem, zwłaszcza we współczesnym futbolu, gdzie terminarz jest napakowany do granic możliwości. Kolejna kwestia dotyczy dopasowania do obecnych potrzeb drużyny. W minionych tygodniach Alexander Sorloth wyglądał jak lepiej pasujący element. W sześciu poprzednich meczach rosły Norweg strzelił cztery gole, z czego trzy głową. Madrytczycy lubią korzystać z dośrodkowań i mają do tego odpowiednich specjalistów w bocznych strefach, jak np. Giuliano Simeone. Czasami proste środki okazują się skuteczniejsze od skomplikowanych zagrań, na jakie stać Juliana, kiedy znajduje się w odpowiedniej formie.
W Hiszpanii coraz częściej sugeruje się, że “Cholo” powinien dokonać korekty w składzie. Sorloth pozostaje pewniakiem, ale na więcej szans być może zasługują Thiago Almada, który w weekend strzelił ładnego gola Mallorce, a także Antoine Griezmann, kiedy wyleczy kontuzję. Na jednej z konferencji dziennikarz wprost zapytał Diego Simeone o to, jakie są powody wiary w Alvareza.
- Poważnie mnie o to pytasz? Ludzie wierzą w Juliana ze względu na to, jakim jest piłkarzem, co osiągnął - odparł "Cholo". - Potrzebujemy go. Nie mam wątpliwości, że ani się obejrzymy, a znów zacznie strzelać. Wiemy, na co go stać - dodał trener.
- Julian to niesamowity zawodnik, wszyscy to wiemy - podkreślał Giuliano Simeone. - Napastnicy miewają różne serie. My zawsze będziemy wspierać Juliana. To dobry człowiek, bardzo pracowity piłkarz, wszyscy w niego wierzymy - wtórował Marcos Llorente.
Atletico stoi murem za swoim piłkarzem, co nie powinno szczególnie dziwić. Alvarez dysponuje bowiem umiejętnościami, które każą myśleć, że w każdym momencie może dojść do powrotu na właściwe tory. Napastnika stać na to, aby nawet w tym sezonie dołożyć jeszcze kilkanaście trafień, zwiększając szansę zespołu na walkę o jedno z trzech trofeów. Pytanie brzmi, kiedy znów przełoży potencjał na boiskowe osiągnięcia.

Grube miliony w grze

W międzyczasie otwarty pozostaje temat przyszłości reprezentanta “Albicelestes”. Dla porządku warto zaznaczyć, że obowiązuje go wieloletni kontrakt z Atletico, jest w nim zapisana zaporowa klauzula odstępnego na poziomie pół miliarda euro. Nie brakuje jednak doniesień, że “Rojiblancos” już w letnim okienku będą gotowi zaakceptować ofertę w okolicach 100 mln euro. A taka wycena może zachęcić kilku potencjalnych kontrahentów.
Według informacji ESPN, Arsenal jest poważnie zainteresowany napastnikiem Atletico. “Kanonierzy” raczej nie są zadowoleni z Viktora Gyokeresa, który głównie zawodzi. Źródła z Katalonii podają zaś, że wychowanek River Plate zajmuje pierwsze miejsce na liście życzeń Barcelony. Mistrzowie Hiszpanii poszukują następcy Roberta Lewandowskiemu, któremu po sezonie wygaśnie umowa. Na papierze ofensywny tercet Yamal - Alvarez - Raphinha prezentuje się więcej niż okazale. Chociaż na dziś trudno powiedzieć, czy “Blaugranę” stać będzie na tak ogromny wydatek. Niezmienne problemy finansowe trapiące ekipę z Camp Nou mogą wysforować “The Gunners” na pole position w walce o podpis Juliana.
- Nie prowadzimy żadnych rozmów na temat Alvareza, nic nie wiem o zainteresowaniu jakiegokolwiek klubu. Jeśli ktoś chce poruszyć tę kwestię, musi skontaktować się z klubem - stwierdził Fernando Hidalgo, agent 25-latka.
Otoczenie piłkarza będzie naturalnie dementowało pogłoski o transferze. Co nie oznacza, że za kulisami nie odbywają się już wstępne podchody pod potencjalny ruch latem. I jeszcze pół roku temu mogło się wydawać, że kiedy Argentyńczyk opuści Atletico, to dlatego, że zacznie przerastać klub. W końcu bywały mecze, kiedy jako jedyny gracz “Rojiblancos” zasługiwał na pochwały. Ale teraz sytuacja jest diametralnie różna. To napastnik od wielu tygodni nie prezentuje poziomu, którego wymaga się w zespole próbującym walczyć o mistrzostwo Hiszpanii. Sorloth gwarantuje gole, Griezmann miewa momenty, Almada walczy o minuty. A Alvarez robi albo mało, albo nic.
Każda seria kiedyś się kończy. Snajper “Atleti” na pewno jeszcze trafi do siatki i to pewnie kilkaset razy w trakcie kariery. Nikt z nas nie wie jednak, kiedy zawodnik, którego stać na bycie światową czołówką, przerwie passę pustych przelotów. Jego sufit jest zawieszony w stratosferze, ale podłoga znajduje się nisko. “Arana” musi wydostać się z pajęczyny.

Przeczytaj również