Pożar w Widzewie. Fatalne decyzje topią klub. Kolejny trener nie wytrzymał
Widzew ma się coraz gorzej. To trudne do uwierzenia, biorąc pod uwagę nastroje, które towarzyszyły końcówce kadencji Aleksandara Vukovicia. A jednak Mateusz Stolarski nie tylko nie poprawił wyników, ale też zaczął publicznie krytykować piłkarzy. Przy Piłsudskiego powstaje kolejny przepis na katastrofę.
Pożegnanie Aleksandara Vukovicia było logiczne z kilku powodów. Serb nie jest szkoleniowcem, który buduje projekty. Potrafi je ratować, wyciągać ponad powierzchnię, ale stworzenie czegoś autorskiego stanowi spore wyzwanie. Nie udało się choćby w Piaście, gdzie przecież "Vuko" dostał sporo czasu. Dla Widzewa, mającego ambicje odwrotnie proporcjonalne do aktualnych wyników, był to szkoleniowiec po prostu nieatrakcyjny. Poza tym nie był nominatem Łukasza Masłowskiego.
Postawiono więc na Mateusza Stolarskiego, młodego trenera, który wyrobił sobie dobrą markę w Motorze Lublin. Pierwsze spotkanie z Legią okazało się zaskakująco dobrym otwarciem nowej kadencji. Niestety dla całego klubu było jedynym takim momentem w dotychczasowej przygodzie Stolarskiego. Po sześciu meczach drużyna nie zrobiła kroku do przodu, a wręcz wypada gorzej niż za Vukovicia.
Bez progresu
W tym momencie Widzew jest najgorszą ekipą w Ekstraklasie, jeśli chodzi o liczbę zwycięstw. Trzy punkty zainkasował raz, jeszcze wtedy, gdy za wyniki odpowiadał Vuković - udało się sensacyjnie ograć Jagiellonię. Łodzianie są nad kreską dzięki dużej liczbie remisów i beznadziejnej prezencji Rakowa, Radomiaka czy Wieczystej, ale nikt nie obieca, że taki stan rzeczy utrzyma się do końca. To nie tak, że Widzew punktuje gorzej niż gra. Drużyna zasługuje na obecne rezultaty, serię 10 meczów bez wygranej (jedenastu, jeśli uwzględnimy puchary).
W tym sezonie:
- xG - 19,73
- xGA - 24,55
- Niezablokowane strzały rywala - 76%
- Podania na połowie rywala - 73%
Jedynie pod względem niezablokowanych strzałów rywala Widzew jest drużyną z górnej połówki Ekstraklasy. W pozostałych statystykach bliżej mu do faktycznej pozycji w tabeli. Rozczarowuje przede wszystkim defensywa, która za kadencji Aleksandra Vukovicia wyglądała lepiej niż za Mateusza Stolarskiego. Nowemu trenerowi nie udało się też zupełnie poprawić ofensywy.
- średnie xG za kadencji Stolarskiego - 1,31
- średnie xG za kadencji Vukovicia - 1,69
- średnie xGA za kadencji Stolarskiego - 2,11
- średnie xGA za kadencji Vukovicia - 1,69
U Vukovicia szwankowała skuteczność - na którą narzeka też Stolarski - ale to Serb miał większe podstawy, aby winę na kiepskie wyniki zrzucać na niewykorzystywanie sytuacji. W wypadku kadencji Stolarskiego akcje nadal nie są finalizowane, jednak coraz większym problemem staje się też stwarzanie dogodnych okazji. Sofascore wylicza, że Łodzianie z Wisłą Kraków nie mieli ani jednej okazji, natomiast z Wieczystą tylko jedną. Za kadencji nowego szkoleniowca zaledwie raz - w starciu z Piastem - zdarzyło się, aby Widzew był w tej klasyfikacji lepszy od rywala.
Stolarski miał ciekawy początek, spotkanie z Legią dawało dużą nadzieję, a w grze zespołu błyskawicznie było widać założenia wprowadzone przez 33-latka. Teraz jednak wszystko się rozmazało. Widzew wygląda nijako, ponownie uwikłał się w walkę o utrzymanie. W dodatku trener nie zamierza głaskać podopiecznych po głowie.
Raz za razem kulą w płot
Kibice Widzewa niechętnie rozliczają swoich zawodników nawet po całym sezonie, nie mówiąc już o wnioskach po 13 spotkaniach. Ale jeśli spojrzymy na transfery z letniego okienka, naprawdę trudno wskazać piłkarzy spełniających oczekiwania lub po prostu będących nabytkami atrakcyjnymi dla drużyny. Na siłę można tu wkomponować Karola Świderskiego i Mario Garcię. Poza tym nic.
Darian Males, Paulinho Boia, Dani Silva oraz Ioan Vermesan nie grają lub grają niewiele, Stipe Biik nie daje liczb, Giannis Papanikolaou co najwyżej ładuje "swojaki", jedynie Jusuf Gazibegović wygląda nieźle, ale gaśnie przy pozostałych środkowych pomocnikach. Łukasz Masłowski i spółka sprowadzili piłkarzy, z których spora część nie była gotowa do gry na tu i teraz. Zespół ponosi konsekwencje takiego działania, a szkoleniowcowi puszczają nerwy.
Po meczu z GKS-em Katowice Mateusz Stolarski zaznaczył wprawdzie, że dalej chce z tymi piłkarzami pracować, ale też pozwolił sobie na całkiem konkretną uwagę. Być może młodemu trenerowi się wymsknęło, a może nie potrafi skutecznie zarządzać szatnią. Takie uwagi regularnie kieruje się w stronę przedstawicieli Grupy Deductor - szatnię szybko stracił między innymi Łukasz Tomczyk, który nie dał rady wytrwać w rewolucyjnym Rakowie.
- W kuriozalny sposób tracimy pierwszą i trzecią bramkę, to niedopuszczalne zachowania. Nie wymienię teraz zawodników, bo nie ma okresu transferowego, muszę pracować z tymi zawodnikami, którzy są. Jako drużyna zachowywaliśmy się bardzo źle. Nie chciałbym teraz prowadzić narracji, kto nie jest teraz liderem w drużynie, a kto powinien nim być. Tkwimy w tym bagnie wspólnie i musimy się z niego wydostać - powiedział, cytowany przez oficjalną stronę Widzewa.
To spory problem. Jakoś z tą drużyną trzeba pracować, do zimowego okienka zostało jeszcze sporo czasu. Jeśli zaś Stolarski nie poprawi wyników, nie przekona się o tym, czy zespół skutecznie przebudowano. W tej sytuacji trudno zaś uwierzyć, aby zawodnicy zamierzali skakać w ogień za trenerem. Raczej utrzymają swoją obecną obojętność i to w najlepszym razie. Widzew wielokrotnie był tak bardzo bez charakteru, że piłkarzy trudno podejrzewać o zdolność gry przeciwko trenerowi. Oni nie robią tego specjalnie. Widzew jest po prostu słaby.
Stąpanie po cienkim lodzie
Stolarski nie gryzł się w język, gdy był trenerem Motoru, ale też nigdy tak otwarcie nie krytykował zawodników. A przecież Lublinianie przeznaczali na wzmocnienia znacznie mniej pieniędzy, a i czasu w klubie trener spędził dużo więcej. Tutaj wystarczyło sześć fatalnych meczów, aby pojawiła się wypowiedź mocno rzutująca na pozycję w oczach zawodników.
Nie chodzi o to, aby piłkarzy głaskać po głowie, bo w obecnej sytuacji nie ma ku temu żadnego powodu. Wręcz przeciwnie, zawodnicy Widzewa zasługują na ostry ochrzan. Problem w tym, że z takimi wnioskami raczej nie wychodzi się do mediów. Widzewowi i tak jest ciężko, raczej nie potrzebuje stwarzania wrażenia, że szkoleniowiec nie wierzy w swoich podopiecznych i najchętniej dokonałby rewolucji tu i teraz.
To nie tak, że problemem w Łodzi są piłkarze lub sztaby szkoleniowe. Winę ponoszą obie strony, a także kadry zarządzające. Od czasu wielkiej rewolucji Roberta Dobrzyckiego nie podjęto ani jednej decyzji personalnej, która faktycznie pchnęłaby ten zespół do przodu. Ciągła konieczność walki o utrzymanie nie wzięła się znikąd. Jest naturalną koleją rzeczy przy serii fatalnych wyborów. Kolejna gorączkowa wymiana jednego elementu nie da żadnego efektu. Zanim uda się rozwiązać jedną kwestię, kolejne problemy urosną, bo przy Piłsudskiego robią to z częstotliwością grzybów po deszczu. Klub wpadł w spiralę i nie widać powodu, aby miał się rychle odkręcić.