Oto bohater Lecha! Niedawno bał się piłki, teraz zatrzymał Legię. "Potrzebowałem tego"

Oto bohater Lecha! Niedawno bał się piłki, teraz zatrzymał Legię. "Potrzebowałem tego"
Weronika Morciszek / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 06:50
Mateusz Lis nie miał łatwego wejścia do Lecha, na starcie sezonu klub i samego Nielsa Frederiksena krytykowano za odstawienie Bartosza Mrozka, który ostatecznie przeniósł się do Udinese. Teraz jednak narracja zaczęła się zmieniać, za co odpowiada przede wszystkim sam Lis.
Żywot bramkarza Lecha wcale nie należy do najłatwiejszych. "Kolejorz" dominuje na naszym podwórku, zaczyna grać na własnych regułach, ale w przeciwieństwie do innych hegemonów nie ma zbyt wielu meczów, w których rywal wcale nie dochodzi do głosu. Z jednej strony urzędujący mistrzowie mają najmniejsze xGA w Ekstraklasie, z drugiej ich przeciwnicy mają aż 34% skuteczności uderzeń, ale ogółem oddali 41 celnych strzałów. Nikt nie może pochwalić się szczelniejszą defensywą, chociaż nie wszystko jest takie oczywiste. Chronienie bramki Lecha nie ogranicza się do jednej, dwóch parad.
Dalsza część tekstu pod wideo
Mateusz Lis znajduje się zaskakująco wysoko na liście golkiperów z największą liczbą interwencji - odbił już 30 uderzeń. Rzadziej wykazywali się między innymi piłkarze Górnika Zabrze, Korony Kielce czy Wisły Płock. Lis ma przy tym bardzo dobrą skuteczność - 73%. W całym zestawieniu lepszy wynik ma raptem pięciu zawodników, niekwestionowanym liderem pozostaje Valentin Cojocaru z Pogoni Szczecin.
Nowy zawodnik "Kolejorza" - do klubu sprowadzony przecież kilka miesięcy temu - jeszcze więcej pracy ma w europejskich rozgrywkach. W samej Lidze Europy przeciwnicy posłali 27 celnych strzałów, a za nami raptem trzy kolejki. Jasne, nie wszystkie próby Crystal Palace, Bayeru i Sunderlandu robiły wrażenie, lecz nie ma przypadku, że we wspomnianych rozgrywkach Lis jest drugi, jeśli chodzi o liczbę interwencji na spotkanie. Przed nim jedynie Klidman Lilo z OFI Crete.
29-latek potrafi wykazać się przy tym paradami zjawiskowymi. Najlepszym przykładem pozostaje chyba starcie z Legią przy Łazienkowskiej. Czy stwierdzenie, że Lis wybronił "Kolejorzowi" ten mecz byłoby pewną przesadą? Jeśli tak, to z nie ulega wątpliwości, że gdyby nie świetna postawa golkipera, drużyna Nielsa Frederiksena mogłaby zapomnieć o trzech punktach. Nie chodzi jedynie o zachowanie czujności przy strzale Damiana Szymańskiego. Lis w całym spotkaniu miał osiem parad, to najwyższy wynik dla zawodnika Poznaniaków od blisko półtora roku.
- Kluczowa interwencja przy Łazienkowskiej, żeby wygrać w takim meczu. Super. Myślę, że to było moje najlepsze spotkanie w tym sezonie. Potrzebowałem takiego spotkania, w którym zespołowi pomogę w taki sposób. Nie mówię, że wcześniej tego nie robiłem, ale chodziło o spotkanie, które podniesie pewność siebie - moją, zespołu. Kibice czekają na zwycięstwa z Legią przez cały sezon - mówił golkiper w rozmowie z Canal+Sport.
W istocie, ten mecz może okazać się przełomowy również ze względu na zmianę perspektywy na samego bramkarza. Do tej pory Lisa raczej krytykowano i to mimo wymienionych wcześniej statystyk. Powody się jednak znajdowały, głównie dotyczyły rozegrania - w tym aspekcie problemy pojawiły się jeszcze z Sunderlandem - ale też ogólnego braku pewności, co rzutowało na poczynania całej defensywy. Po Legii, ale też po meczu z "Czarnymi Kotami", w którym Lis zaliczył błyskawiczną rehabilitację, powodów do narzekań powoli zaczyna brakować. Jasne, wybraniec Frederiksena nie będzie rozgrywał na poziomie Marcela Łubika (chociaż to on swoim spokojem pomógł w zdobyciu drugiej bramki) ale ma inne, bardzo ważne dla Lecha walory.
Bronienie takich strzałów jak ten Szymańskiego niewątpliwie do nich należy. Tym bardziej, że wcześniej udało się zatrzymać Mateusza Szczepaniaka, Rafała Augustyniaka czy Kamila Piątkowskiego. To niewątpliwie był najlepszy występ nowego bramkarza, przy czym nie wziął się z niczego. Nie był chwilowym wyskokiem. Lis systematycznie budował formę, odnajdował się w zespole, zacierał kiepskie wrażenie z początku pobytu przy Bułgarskiej. Wystarczy przypomnieć starcie z Sunderlandem, a wcześniej udane zawody z Koroną, gdzie rewelacyjnie zareagował przy okazji Mateusza Stępińskiego. Lis to już nie jest ten sam gość, który w rywalizacji z Aarhus sprawiał wrażenie, że boi się piłki.
Lecha czeka jeszcze wiele trudnych meczów, wiele dużych meczów. Kadra natomiast, chociaż szeroka, ma swoje ubytki. W sytuacji, gdy dotychczasowi liderzy (Mikael Ishak, Wojciech Mońka, Ali Gholizadeh) borykają się z problemami, dobrze mieć kogoś nowego, kto spróbuje wskoczyć w ich miejsce i samemu stać się jedną z najważniejszych postaci. Czasami trzeba podjąć rękawicę. W tym przypadku bardzo dosłownie.

Dyskusja

Przeczytaj również