Przedziwna decyzja Urbana. "Powołanie tego zawodnika nie trzyma się kupy"
Będę kibicował tej kadrze zawsze, niezależnie od tego, kto będzie odpowiadał za jej wyniki. Jednocześnie zawsze będę dziwił się aż tak konserwatywnym powołaniom, a jeszcze bardziej motywowaniem swoich decyzji obrażeniem się na nieodebrany telefon. O ile ten telefon w ogóle istniał.
Brak powołania dla Oskara Pietuszewskiego od kilku miesięcy nie był realnym tematem. Krytyka spadająca na Jana Urbana bardziej dotyczyła jego postawy i dość niejasnych słów względem zawodnika FC Porto. Gdyby 17-latek faktycznie nie otrzymał zaproszenia na marcowe zgrupowanie, natarcie trwałoby pewnie do ostatniego gwizdka w spotkaniu z Albanią, a pewnie i dłużej, oczywiście w zależności od wyniku. Jednocześnie byłoby to poruszenie całkowicie zrozumiałe.
Pietuszewski znalazł się w kadrze, bo musiał. Pozostałe powołania sugerują jednak, że Urban stworzył sobie określony plan na tę reprezentację i zamierza się go trzymać za wszelką cenę. Odstępstwa możliwe są jedynie w absolutnie wyjątkowych sytuacjach, a do nich zalicza się Pietuszewski. I tylko on, bo blichtr spadający na młodego skrzydłowego nie zdołał wystarczająco mocno okryć Kacpra Potulskiego czy Bartosza Nowaka. Brak tej dwójki może boleć, ale nie skutkuje konsekwencjami podobnymi do potencjalnego pominięcia 17-latka. Urban znalazł miejsce tylko dla jednego debiutanta, bo musiał go zabrać. Tyle.
Selekcjoner najwyraźniej boi się play-offów, ale nie piszę tego, aby go wyśmiać. To spostrzeżenie bazujące na powołaniach. Trener postawił niemal wyłącznie na piłkarzy, których doskonale zna - już pracował z nimi w reprezentacji, a zdarzyło się, że w klubie. Chce i potrzebuje grupy ludzi postrzeganych przez niego jako niezawodni. W przyjętym przez niego sposobie myślenia łatwiej będzie na ostatni kwadrans wpuścić Kamila Grosickiego niż Bartosza Nowaka, a Bartosza Bereszyńskiego niż Kacpra Potulskiego.
Dominuje asekuranctwo, z którym jest jednak związane spore ryzyko. Bo Grosicki nie dojeżdża formą, a nawet w Ekstraklasie brakuje mu szybkości, nierozłącznego atrybutu lat ubiegłych. Bereszyński natomiast stanowi największą aberrację. Powołanie tego zawodnika nie trzyma się kupy, a argumenty przedstawiane przez sztab szkoleniowy zalatują kłamstwem, w najlepszym zaś razie nieścisłością. Jacek Magiera stwierdził wszak, że "Bereś" był obserwowany w Serie B. Ciekawe spostrzeżenie, biorąc pod uwagę, że od początku roku zagrał łącznie 312 minut, a od lutego raptem 205. Właściwie zupełnie nie pojawia się w pierwszym składzie. Ważniejszą pozycję w Palermo - mocnym drugoligowcu - ma... Patryk Peda. Bereszyński to obecnie zmiennik dawnego reprezentanta, a jednak zaproszenie otrzymał 33-latek.
Zamiast niego mógłby być Potulski lub Sebastian Walukiewicz, bodaj największy przegrany nadchodzącego zgrupowania. 25-latek niemal od deski gra w Serie A, lecz nie jest brany pod uwagę. Sztab szkoleniowy się na niego obraził i oczekuje wyjaśnień za nieodebrany telefon z jesieni (!!!) poprzedniego roku. Ta informacja nie jest efektem dziennikarskiego śledztwa, lecz oficjalnym powodem podanym przez Magierę. Przepraszam, lecz nie znajduję innych słów: kompromitacja. Dorośli ludzie się obrazili, bo ktoś nie podniósł słuchawki. Większość poważnych przedsięwzięć byłaby zrujnowana z takim podejściem.
Przypomnę jeszcze, że w tej kadrze gra Grosicki, który przecież zakończył karierę reprezentacyjną, ale to nikomu nie przeszkadza. W Niemczech natomiast Julian Nagelsmann kilkukrotnie dobijał się do Lennarta Karla, bo ten był na korepetycjach. U nas obrażono się na Walukiewicza, chociaż agent piłkarza Sassuolo zaprzecza, aby selekcjoner kiedykolwiek się kontaktował. Cyrk na kółkach.
Ktoś pewnie stwierdzi, że to kruszenie kopii o zawodników drugiego szeregu. Ja natomiast będę się upierał, że to kruszenie kopii o powagę w reprezentacji. Jej wciąż mocno brakuje, co pokazuje przede wszystkim sytuacja z Walukiewiczem, chociaż mnóstwo zastrzeżeń mam też do obecności Bartłomieja Drągowskiego (kto da sobie odciąć rękę, że nie zagra w marcu?), Grosickiego, Bereszyńskiego, a nawet Wiśniewskiego. Naprawdę atmosfera w tej kadrze jest tak słaba, aby musiało ją ratować kilku zawodników? A jeśli to nie charakter, to jakim sposobem z tej układanki wyszło, że drużyna skorzysta na piłkarzach mających problemy z regularnymi występami w przeciętnych drużynach?
Drapię się w głowę, nie trafiają do mnie kolejne argumenty wystosowane przez Urbana i spółkę. Mam nadzieję, że to wszystko wyjdzie na korzyść reprezentacji, ale póki co w głowie więcej mam znaków zapytania niż przekonania. Bardziej wierzę w kapitalne podanie posłane przez genialnie dysponowanego Nowaka niż na Filipa Rózgę czy ostatni zryw Grosickiego.