Przedziwny występ Lewandowskiego. Idealnym podsumowaniem 44. minuta

Przedziwny występ Lewandowskiego. Idealnym podsumowaniem 44. minuta
IMAGO / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 18:22
Robert Lewandowski wyszedł w pierwszym składzie Barcelony na mecz z Deportivo Alaves (3:1) i zagrał… no właśnie. Jak? Zdania mogą być podzielone, bo Polak świetne zagrania mieszał z bardzo prostymi błędami. Czasami w ciągu kilkunastu sekund najpierw łapaliśmy się za głowę z rozczarowania, a za chwilę już z podziwu.
Robert Lewandowski bez wątpienia nie należał podczas starcia z Alaves do najbardziej aktywnych postaci w ofensywie Barcelony. Siłami gospodarował dość oszczędnie, nie wykonywał zbędnych ruchów, czasami znikał na dłuższy czas, ale miał - jak to się często określa - momenty. Momenty kapitalne. I momenty fatalne.
Dalsza część tekstu pod wideo
Pierwszy raz tego dnia zagranie Polaka mogliśmy docenić w siódmej minucie, gdy w pobliżu pola karnego rywali wygrał walkę o piłkę, dobrze się zastawił, po czym zagrał do Daniego Olmo. Ten mógł pokusić się o strzał z dobrej pozycji, ale wybrał podanie do Lamine’a Yamala. Po chwili młody Hiszpan został zablokowany.
Niedługo później “Lewy” miał już na swoim koncie asystę. Dość dyskretną, początkowo nawet niewidoczną, ale niezwykle sprytną. Po dograniu Raphinhi z lewego skrzydła snajper “Blaugrany” delikatnie trącił piłkę piętą, co zobaczyć można było w zasadzie dopiero na powtórkach z bliższej perspektywy. Efekt? Nabiegający zza pleców Olmo przepuścił futbolówkę, dopadł do niej Yamal i trafił na 1:1. To wtedy Lewandowski zaliczył pierwszy tego dnia “magic touch”. Docenić można go nie tylko za samą asystę, ale też dobre zejście na krótki słupek, które skupiło na sobie uwagę kilku defensorów i “wyczyściło” kluczowy przy strzale fragment boiska.
W międzyczasie można było odnieść wrażenie, że najwięcej problemów “Lewemu” sprawiało utrzymanie piłki. Przynajmniej kilka razy tak długo zwlekał z jej oddaniem, że w dość banalny sposób notował straty. Było tak choćby w 44. minucie, która idealnie może podsumować występ Polaka. Dlaczego? Ano dlatego, że dosłownie w ciągu kilkunastu sekund 37-latek najpierw dał ciała i został przechytrzony przez rywala jak junior, a zaraz potem, gdy “Blaugrana” odzyskała już posiadanie piłki, zanotował fantastyczne podanie do Yamala.
Skrzydłowy Barcelony dostał od Polaka prawdziwe “ciasteczko”. Przed sobą miał tylko bramkarza rywali, ale po minięciu go trafił w słupek. To mogła być, i powinna, druga asysta Lewandowskiego w tym meczu.
Przez długi czas Polak bawił się w rozgrywającego, samemu nie mając sytuacji do zdobycia bramki. Zmieniło się to dopiero 10 minut po rozpoczęciu drugiej części spotkania. "Lewy" doszedł do strzału głową po dograniu z rzutu rożnego, ale jego uderzenie świetnie zatrzymał stojący między słupkami gości Antonio Sivera.
Chwilę później kapitana naszej kadry niestety nie było już na murawie. Hansi Flick po godzinie gry zdecydował się na dwie zmiany, a w miejsce “Lewego” wszedł Ferran Torres.
Jak występ Polaka oceniły natomiast hiszpańskie media? - Nie mając wielu szans w polu karnym, polski zawodnik cofał się, aby utrzymać tempo ofensywne Barcelony - napisało Mundo Deportivo.
Z kolei kataloński Sport określił Lewandowskiego słowem “wyłączony”, w uzasadnieniu tłumacząc: - Był napastnikiem, który najmniej angażował się w grę. Obrońcy Alaves próbowali utrzymać go z dala od pola karnego i im się to udało. Nie przestawał próbować, oddawał się do dyspozycji. W drugiej połowie, zanim został zmieniony, był bliski strzelenia gola strzałem głową po rzucie rożnym. Polak otrzymał najniższą notę w zespole - 5. Taką samą dostali także Gerard Martin, wchodzący z ławki Andreas Christensen i... Ferran Torres, a więc zmiennik Lewandowskiego.
Warto zauważyć, że Polak trzeci raz z rzędu wyszedł dziś w podstawowym składzie Barcelony. Po 11 kolejkach obecnej kampanii La Liga ma na koncie osiem goli i ustępuje jedynie Kylianowi Mbappe. Snajper "Blaugrany" wciąż czeka natomiast na pierwsze trafienie w tym sezonie Ligi Mistrzów.

Przeczytaj również