Przełom w FIFA?! Były piłkarz angielskiego giganta rusza na wojnę z Infantino

Rosnące niezadowolenie w UEFA, liczne wpadki wizerunkowe i utrata poparcia politycznych sojuszników – hegemonia Gianniego Infantino przeżywa największy kryzys od lat. Sytuację zamierza wykorzystać Ramon Vega. Były reprezentant Szwajcarii i ceniony finansista rusza na wojnę z jednym z najbardziej nielubianych ludzi na świecie.
Futbol rzadko bywa areną niespodzianek politycznych na samej górze. Przez ostatnią dekadę ster w FIFA dzierżył Gianni Infantino, o którym można powiedzieć wiele złego, ale na wewnętrznej polityce znał się jak mało kto. Rządził organizacją twardą ręką i zepchnął potencjalną opozycję do defensywy. Gdy wydawało się, że kolejna kadencja obecnego szefa federacji będzie czystą formalnością, na horyzoncie pojawił się niespodziewany rywal.
To Ramon Vega – były szwajcarski piłkarz, obrońca m.in. Tottenhamu Hotspur, a obecnie biznesmen i finansista, który oficjalnie ogłosił swój start w wyborach na prezydenta FIFA zaplanowanych na 2027 rok w Rabacie.
Od piłkarza do finansisty
Vega urodził się 14 czerwca 1971 roku w szwajcarskim Olten, w rodzinie hiszpańskich imigrantów. Jego droga do futbolowej polityki nie była oczywista. Zanim zaczął myśleć o zarządzaniu najpotężniejszą organizacją piłkarską świata, przez kilkanaście lat grał zawodowo w piłkę.
Jako solidny stoper występował w barwach takich klubów jak Grasshopper Zurych, Cagliari, Celtic FC czy właśnie angielski Tottenham, z którym w 1999 roku sięgnął po Puchar Ligi Angielskiej, w finale grając ze złamaną kostką, na lekach przeciwbólowych. W reprezentacji Szwajcarii rozegrał 23 spotkania, a w 1996 roku wystąpił na mistrzostwach Europy w Anglii. Choć na boisku słynął z bezkompromisowości, jego największe metamorfozy dokonały się już po odwieszeniu korków na kołku. Karierę zakończył nie w szkockim czy angielskim gigancie, a we francuskim Creteil w sezonie 2002/03.
Właśnie tam jego kolega z drużyny, Olivier Frapolli, dostrzegał u niego cechy, które później mogły przydać się w biznesie: otwartość, charyzmę i zainteresowanie sprawami wykraczającymi poza najbliższy mecz. Frapolli wspominał również o jego łatwości nawiązywania kontaktów.
W przeciwieństwie do wielu tradycyjnych działaczy piłkarskich, którzy całe życie spędzili w strukturach klubowych czy krajowych federacji, Vega poszedł zupełnie inną drogą. Ukończył prestiżowe studia w Zurich Business School, co umówmy się, nie jest najczęstszym schematem działań byłych piłkarzy. Od początku wiedział jednak, że zamierza do wielkiej piłki wrócić. Zajął się bankowością inwestycyjną i finansami, co dało mu zupełnie unikalną perspektywę na zarządzanie wielkim kapitałem.
Z czasem jego działalność objęła także rynek nieruchomości i rozwój luksusowych hoteli. Francuskie „20 Minutes” opisywało jego związki z hotelem Rosalp w szwajcarskim Verbier, współwłasność sklepu jubilerskiego w Romford oraz założenie szkółki piłkarskiej w hiszpańskiej Marbelli.
Jedną z najbardziej intrygujących historii z jego biznesowej przeszłości jest próba przejęcia angielskiego Portsmouth w 2009 roku. Vega stanął na czele szwajcarskiej grupy inwestycyjnej zainteresowanej zakupem klubu występującego wówczas w Premier League. Rozmowy zakończyły się jednak fiaskiem. Jak informował The Guardian, władze Portsmouth odrzuciły propozycję, ponieważ konsorcjum nie zdołało przekonująco wykazać, że dysponuje środkami potrzebnymi do sfinalizowania transakcji.
Infantino w odwrocie, szansa dla innych?
Co ciekawe, nie jest dla Vegi pierwsza próba wejścia na szczyt FIFA. Szwajcar próbował swoich sił w zakulisowych potyczkach już w 2015 roku po wymuszonej rezygnacji Seppa Blattera, jednak wówczas nie udało mu się zebrać wymaganego poparcia narodowych federacji. Przez minioną dekadę nie porzucił swoich marzeń – bacznie obserwował kulisy, analizował błędy systemu i uczył się zawiłości dyplomacji sportowej.
Tym razem jego szanse są o wiele większe. Po latach niemal absolutnej dominacji, pozycja Gianniego Infantino zaczyna budzić coraz większy opór – zwłaszcza w Europie. Nieoczekiwanym ciosem dla obecnego prezydenta była decyzja jego własnej ojczyzny: Szwajcarski Związek Piłki Nożnej oficjalnie wycofał swoje poparcie dla Infantino, powołując się na brak przejrzystości, odpowiedzialności instytucjonalnej oraz zbytnie skupienie się na komercjalizacji futbolu kosztem jego czystości.
Czarę goryczy przelały jego pomysły dotyczące, de facto, sprzedania mundialowych praw marketingowych. Infantino ostatecznie porzucił te plany, ale sprzeciw wobec niego urósł do monstrualnych rozmiarów. Nawet jego największy sojusznik, prezydent USA Donald Trump, miał nie odbierać od niego telefonów, gdy obecny szef piłkarskiej centrali szukał u niego pomocy podczas ostatniego kryzysu wizerunkowego.
To właśnie te nastroje chce przekuć w sukces Vega. W swoich wystąpieniach ostro krytykuje kierunek, w jakim zmierza światowa piłka, wskazując, że FIFA pod rządami Infantino stała się korporacją skupioną wyłącznie na generowaniu zysków i rekordowych przychodów (szacowanych na miliardy dolarów rocznie), zapominając o fundamentach.
- Nie wolno dopuścić, by napędzane ego walki w administracji piłkarskiej zaszkodziły tym, którzy są dla nas najważniejsi: zawodnikom, trenerom, sędziom i kibicom na całym świecie. To nie oni są odpowiedzialni za te konflikty. Zasługują na coś lepszego - oświadczył Vega publicznie przedstawiając się jako kandydat do prezydentury.
Zburzyć mury FIFA
Droga Vegi do fotela szefa nie będzie jednak łatwa. Aby trafić na oficjalną kartę do głosowania przed kongresem w Maroku, musi do 18 listopada zdobyć formalne poparcie co najmniej pięciu krajowych federacji. Choć Infantino zdążył już zabezpieczyć potężne zaplecze polityczne m.in. w Ameryce Południowej (CONMEBOL), Afryce (CAF) czy Azji (AFC), rosnące niezadowolenie w Europie daje opozycji nadzieję.
Vega chętnie podkreśla, że nie jest typowym działaczem piłkarskim. W rozmowie z El País opisywał siebie jako byłego zawodnika, który zna międzynarodowy futbol i jego mechanizmy, ale nie należy do obecnego układu władzy. Jednocześnie jego biografia zawiera pewien paradoks. Jako człowiek biznesu proponuje odejście od polityki napędzania futbolu coraz większymi pieniędzmi. Być może to tylko chwyt PR-owy, a może trend, jaki zamierza zapoczątkować.
Niezależnie od ostatecznego wyniku wyborczego, pojawienie się Vegi to coś więcej niż tylko kolejna fanaberia dawnego sportowca. To jasny sygnał, że monopol władzy w FIFA zaczyna pękać, a środowisko piłkarskie coraz głośniej domaga się otwarcia zamkniętych gabinetów na standardy XXI wieku. Czy to się uda? Odpowiedź poznamy w miarę zbliżania się wyborów.