Debiut marzeń w Barcelonie, potem bezsensowny transfer. "Przepadł"
Z przytupem rozpoczął karierę w Barcelonie. Był jednak niecierpliwy i przy pierwszej możliwej okazji wyfrunął z katalońskiego gniazda. Dziś, patrząc tylko na kwestie sportowe, Marc Guiu może żałować, że dwa lata temu wybrał ofertę Chelsea.
Pandemonium. Dokładnie to zapanowało na Stamford Bridge. Chelsea po raz pierwszy od 114 lat rozegrała pięć meczów ligowych bez punktu i bez zdobycia bramki. Brytyjskie media szybko skojarzyły, że w 1912 roku nastąpiła katastrofa Titanica. Na dno poszedł też projekt Liama Roseniora, który po zaledwie czterech miesiącach stracił pracę. “The Blues” tymczasowo objął Calum McFarlane, który ma podjąć próbę wprowadzenia drużyny do europejskich pucharów. Ewentualny brak awansu mógłby skończyć się wyprzedażą składu.
Niezależnie od wyników w ostatnich kolejkach sezonu, jest jeden oczywisty kandydat do opuszczenia CFC. Marc Guiu nie ma przyszłości w niebieskiej części Londynu. Wychowanek La Masii gra mało albo wcale, niezależnie od tego, kto akurat zasiada na ławce trenerskiej. Hiszpan trafił do drużyny, w której po prostu panuje zbyt duża konkurencja na jego pozycji. Dalsze tkwienie w tej relacji nikomu nie wyjdzie na dobre.
Szybki debiut i jeszcze szybsza ewakuacja
Sezon 2023/24 nie był udany dla Barcelony, która nie zdobyła wówczas żadnego trofeum. Po czasie można jednak docenić Xaviego za wylanie fundamentów pod przyszłe sukcesy. W tamtym okresie regularnie zaczęli grać młodziutcy Lamine Yamal, Pau Cubarsi oraz Fermin Lopez. Zaciąg utalentowanych wychowanków objął też Marca Guiu, ciekawego napastnika, który zaliczył rewelacyjny debiut w piłce seniorskiej. Wystarczyły 33 sekundy, aby strzelił gola na wagę zwycięstwa z Athletikiem.
Do końca tamtych rozgrywek młokos uzbierał siedem występów, notując jeszcze bramkę w przegranym meczu z Antwerpią. Snajper balansował między rezerwami Barcelony, a drużyną Xaviego, który miał też do dyspozycji Roberta Lewandowskiego, Ferrana Torresa i Vitora Roque. Guiu nie zamierzał zbyt długo czekać na szansę i już w czerwcu 2024 roku postanowił odejść do Chelsea. Negocjacje nie były szczególnie skomplikowane, ponieważ Londyńczycy aktywowali klauzulę wykupu na poziomie 6 mln euro.
- Czuję, że mogłem dostać więcej szans w Barcelonie. Widać jednak było, że klub ma inne plany. Był tam Lewandowski, sprowadzono Vitora Roque. Poczułem, że nie ma dla mnie miejsca. Z Hansim Flickiem rozmawiałem tylko raz. Przed barażami rezerw o awans powiedział mi, żebym dobrze się spisał. Później już się ze mną nie kontaktował - ujawnił Guiu w rozmowie z dziennikiem Sport. - Nie żałuję odejścia z Barcelony. To była najlepsza decyzja dla mojej kariery. Teraz mogę cieszyć się grą w Premier League. Oczywiście, że niełatwo było opuścić miejsce, w którym się wychowałem, “Barca” to mój dom. Ale było tam wielu napastników i nie miałem gwarancji gry. Z kolei Enzo Maresca zadzwonił do mnie, powiedział, że wierzy w moje umiejętności i przedstawił projekt sportowy, który jest niesamowity - dodał na antenie RAC 1.
Trudno uznać debiutancki sezon Guiu w Anglii za szczególnie udany. Spędził na murawie 619 minut, z czego tylko 70 w Premier League. Głównie dostawał szanse w Lidze Konferencji, gdzie radził sobie naprawdę dobrze. W wieku 18 lat i 350 dni stał się najmłodszym autorem hat-tricka w historii LK, pomagając w rozbiciu Shamrock Rovers 5:1. Trafiał też z Astaną i Noah, po fazie ligowej miał na koncie sześć goli. Później nie mógł poprawić dorobku, ponieważ całą rundę wiosenną stracił z powodu kontuzji uda. Chelsea bez większych problemów wygrała tamtą edycję Ligi Konferencji, ale królem strzelców został Afimico Pululu.
Ciągle na walizkach
Chelsea jak to Chelsea, lubi bardzo aktywnie działać na rynku. Latem ubiegłego roku wzmocniła ofensywę Joao Pedro i Liamem Delapem. Z klubem pożegnali się zaś m.in. Christopher Nkunku, Armando Broja oraz tymczasowo Nicolas Jackson i właśnie Guiu. Hiszpan został wypożyczony do Sunderlandu, gdzie miał zebrać niezbędne doświadczenie. W ekipie “The Black Cats” zdążył jednak rozegrać tylko trzy mecze, w których strzelił jednego gola.
We wrześniu Delap doznał kontuzji, a okienko było już zamknięte. Chelsea postanowiła awaryjnie skrócić wypożyczenie Guiu. Trener Regis Le Bris przyznał, że żałuje, ponieważ szybko złapał dobry kontakt z młodym piłkarzem. Sunderland nie miał jednak nic do powiedzenia, kiedy “The Blues” aktywowali klauzulę. Niedługo po powrocie Hiszpan zapisał się w historii przy okazji triumfu 5:1 nad Ajaksem. Po raz pierwszy w meczu Ligi Mistrzów trzech nastolatków strzeliło dla jednej drużyny. Poza wychowankiem Barcelony trafili wtedy Estevao i Tyrique George. Na pomeczowej konferencji Enzo Maresca sprowadził jednak napastnika na ziemię, podkreślając, że przed nim jeszcze daleka droga.
- Parę tygodni temu rozmawiałem z Markiem i powiedziałem mu, że nie podoba mi się sposób, w jaki trenuje, że musi coś zmienić. Zastosował się do wskazówek, dostał szansę z Ajaksem i ją wykorzystał. Od tego momentu pracował na bardzo dobrym poziomie. To silny napastnik, typowa “dziewiątka”, która najlepiej czuje się w polu karnym. Staramy się mu pomóc, aby stał się lepszym piłkarzem - przyznał włoski trener.
W styczniu Liam Rosenior zastąpił Marescę, co mogło być dobrą informacją dla wychowanka “Barcy”. Guiu w debiucie Anglika zaliczył bramkę i asystę przeciwko Charlton. Pucharowy popis na tle drugoligowca nieszczególnie wpłynął jednak na pozycję 20-latka w hierarchii. Kolejne tygodnie spędził głównie na ławce lub trybunach. Od stycznia rozegrał zaledwie 203 minuty, z czego 19 w Premier League. Nawet niedawna kontuzja Joao Pedro i gigantyczne problemy całej drużyny ze zdobywaniem bramek nie umożliwiły częstszych występów.
Londyński exodus
Guiu nie znajduje się co prawda nawet w czołowej dziesiątce największych problemów trapiących Chelsea, ale jest przykładem na niekoniecznie skuteczną politykę transferową. Czasami można odnieść wrażenie, że “The Blues” kupują piłkarza po prostu, żeby kupić. Wchodzą na rynek i ściągają 10 zawodników w jednym okienku bez patrzenia na to, czy na pewno będzie można stworzyć z nich sprawnie działający kolektyw. Jeśli nie sprawdzi się ten czy inny gracz, to przecież za rok można kupić paru innych na ich miejsce. Można. Ale czy tak wygląda droga do sukcesu?
- Guiu to jeden z bezsensownych transferów Chelsea. Oczywiście, że ma dopiero 20 lat i może jeszcze odnieść wiele sukcesów. Jest za wcześnie, aby definitywnie go skreślać, ale trudno wyobrazić sobie, aby dostał prawdziwą szansę w Chelsea. Nawet przy absencjach innych napastników siedział jedynie na ławce. Trzymanie go w zespole nie przynosi korzyści ani Chelsea, ani samemu zawodnikowi - opisał Matt Law, dziennikarz The Telegraph.
Guiu jest w Chelsea zbędnym piłkarzem, ponieważ nic nie wskazuje na to, aby miał wygrać rywalizację z Pedro i Delapem. Latem do drużyny dojdą jeszcze ściągnięty ze Strasbourga Emmanuel Emegha i Nicolas Jackson, którego Bayern nie zamierza zatrzymać na stałe. A przecież nie można wykluczyć, że włodarze z BlueCo dokooptują jeszcze jedną “dziewiątkę”. W najlepszym wypadku 20-latek będzie trzeci lub czwarty w kolejce do gry.
Nauczka dla innych wychowanków La Masii może być taka, że pieniądze to nie wszystko. Guiu z pewnością poprawił swój status finansowy, w Barcelonie jako gracz rezerw inkasował dwa i pół tysiąca euro tygodniowo, a w Chelsea dostaje około 60 tysięcy. Nigdy nie dowiemy się jednak, jak mogłaby rozwinąć się ta kariera, gdyby pozostał w mieście Gaudiego lub wybrał klub z niższej półki. Za przykład można podać Pau Victora, który w sezonie 2024/25 był głębokim rezerwowym w układance Flicka. Latem odszedł do Bragi, gdzie stał się pierwszoplanową postacią. W bieżących rozgrywkach zebrał 51 występów, 14 goli i sześć asyst, pomógł awansować do półfinału Ligi Europy. Nikogo nie zdziwi, jeśli niedługo zgłoszą się po niego jeszcze ciekawsze drużyny. On nie szedł bowiem na skróty, nie rzucił się na głęboką wodę. Postawił na rozwój i zbiera owoce.
Z kolei Guiu musi nadal walczyć o każdą minutę na Stamford Bridge. Dotychczas było ich niewiele, a perspektywy na poprawę są wątpliwe. Wszystko zmierza w kierunku zakończenia tej współpracy. Letni transfer każdemu powinien wyjść na dobre.