Raków blisko mocnego transferu. To ważny piłkarz znanego klubu. Wszystko przez... podatki

Blisko grubego transferu w Ekstraklasie. To bardzo ważna postać znanego klubu
IMAGO / pressfocus
Antoni - Obrębski
Antoni ObrębskiWczoraj · 14:45
Otwarcie okna transferowego w Polsce zbliża się wielkimi krokami, jednak rodzime kluby już teraz chcą sprowadzać nowych zawodników. Raków Częstochowa nie jest inny i, jak podaje redaktor naczelny Meczyki.pl, Tomasz Włodarczyk, znajduje się blisko sfinalizowania pierwszego zimowego ruchu. Mowa o Marko Divkoviciu, któremu jakości zdecydowanie nie brakuje.
Raków Częstochowa skończył rok jako drugi zespół w całej Lidze Konferencji oraz czwarty w Ekstraklasie, chociaż z ledwie jednym punktem straty do urzędującego lidera, jakim jest Wisła Płock. Zespół zaczął już przygotowania do wiosny, na obóz poleciało 27 graczy, ale to nie oznacza, że “Medaliki” nie będą się wzmacniać. Klub spod Jasnej Góry słynie przecież z dokonywania zakupów.
Dalsza część tekstu pod wideo
O miano bohatera pierwszego zimowego transferu klubu z Częstochowy stara się Marko Divković. Zdaniem Tomasza Włodarczyka, większość kwestii jest już dogadanych, choć Raków wciąż bada inne opcje. Umowa Chorwata z duńskim klubem wygasa wraz z końcem sezonu, jednak ten miałby trafić do klubu już teraz, w zamian za niewielką kwotę odstępnego i procenty od przyszłego transferu. To może być dobry interes. Zwłaszcza, jeśli przyjrzymy się samemu piłkarzowi, który ma coś do zaoferowania.

Długo bez miejsca

Dzisiaj Divković gra jako skrzydłowy, wcześniej był lewym obrońcą, ma więc sporo atutów, aby być dobrym wahadłowym w Rakowie. Dziwić może natomiast fakt, że pierwsze kroki w Broendby stawiał jako… napastnik. Co więcej, większość kibiców już pewnie tego nie pamięta, ale podczas eliminacji do Ligi Konferencji w 2022 roku, Divković wchodząc z ławki strzelił nawet gola przeciwko Pogoni Szczecin. Wówczas wciąż był snajperem.
- Trafił tu jako odwrócony skrzydłowy i miał problem, żeby odpalić. Miał wiele wzlotów i upadków. Nigdy tak naprawdę nie ustabilizował swojej pozycji. Najczęściej był próbowany na ataku, ale definitywnie nie jest on napastnikiem. W poprzednim klubie grał na skrzydle. Miał problemy, żeby zaliczyć serię dobrych występów. Potem spróbowano go na pozycji skrzydłowego i pokazał pozytywne sygnały. Grał naprawdę dobrze na tej pozycji, ale wciąż były argumenty przeciwko niemu. Nie strzelał wielu goli, nie notował wielu asyst, ani kluczowych podań. Do tego zbyt rzadko dobrze dośrodkowywał - mówi nam Kasper Pedersbaek, analityk, który tworzy treści dla duńskiego portalu 3point.
O ile pierwszy sezon w Kopenhadze (rozgrywki 2021/2022) nie był dla Divkovicia udany pod kątem dorobku liczbowego, to kolejna kampania przyniosła 1044 minuty, pięć goli i pięć asyst. Nie jest to rzecz jasna imponujący bilans, ale udział w bramce co 104 minuty nie brzmi słabo. Zdano już sobie jednak sprawę z faktu, że Chorwat napastnikiem nie zostanie. Kolejny sezon to już gra z boku pomocy, a potem, od początku 2025 roku, na boku obrony. W obecnie trwających rozgrywkach niespodziewanie 26-latek powrócił do roli skrzydłowego. Co trzeba podkreślić, gra bardzo regularnie. Biorąc pod uwagę cztery wcześniejsze sezony, więcej minut rozegrał tylko w jednym, a teraz przecież zostało mu potencjalnie jeszcze kilka miesięcy grania. Divković jest jednym z ważniejszych piłkarzy w zespole. Zagrał w każdym możliwym spotkaniu i jedynie w czterech robił to jako zmiennik.
- Latem Broendby sprowadziło Matsa Koehlerta i wtedy każdy już myślał, że Divković to przeżytek. Nieoczekiwanie szkoleniowiec duńskiego zespołu, Steve Cooper, przesunął go z powrotem wyżej, do pozycji skrzydłowego. Divković strzelił kilka goli i zaliczył kilka naprawdę dobrych występów - mówi dalej Pedersbaek.

Skrojony pod Raków?

Jeśli Divković trafi do Częstochowy, to niemal na pewno będzie rozpatrywany jako lewy wahadłowy. To naturalnie wynika z charakterystyki zawodnika oraz potrzeb, jakie ma klub spod Jasnej Góry. 2025 rok w pierwszym składzie na lewej stronie kończył Adriano Amorim, dla którego zmiennikiem był Jean Carlos. Ten pierwszy nie poleciał z drużyną do Turcji ze względu na sprawy osobiste w Brazylii i nie jest jasne, kiedy się one wyjaśnią. Na pokładzie samolotu nad Bosfor nie znalazł się także Erick Otieno, który kontynuuje rehabilitację. Łukasz Tomczyk może więc mieć, przynajmniej na starcie wiosny, problemy z zestawieniem lewej flanki.
- To piłkarz, który wiecznie się rusza. Ma przyspieszenie i szybkość, potrafi się pojedynkować i lubi wychodzić na wolną pozycję. W Broendby jest szanowany za swoją determinację i mentalność - mógłby umrzeć na boisku. Zawsze pracuje przede wszystkim na dobro drużyny. Jest powszechnie lubiany. To typ człowieka, który nigdy nie narzeka, prawdziwy gracz zespołowy. Jego etyka pracy to coś fantastycznego. Wielu kibiców chciałoby, żeby został w Broendby i podpisał nowy kontrakt - charakteryzuje 26-latka Pedersbaek.
Ponadto Divković jest zawodnikiem, jakiego Raków nie ma. Otieno to gracz bardziej nastawiony na fizykę, Jean Carlos na umiejętności techniczne i grę w ataku, Adriano Amorim jest zaś piłkarzem, który stara się łączyć obie te cechy, jednak z różnym skutkiem. Divković natomiast ma jeszcze coś, czego nie ma Amorim - finalizację. Bardziej trzyma się też skrzydła, zamiast schodzić do środka boiska. Nie twierdzimy, że Chorwat będzie lepszy od któregokolwiek z wahadłowych w Częstochowie, ma jednak szerszy wachlarz możliwości. Świadczą o tym zresztą pozycje, na których grał w ostatnich latach. Jeśli mielibyśmy porównać go charakterologicznie do jakiegoś zawodnika, to na myśl przychodzi Josip Juranović, który kilka lat temu robił furorę w Legii Warszawa, choć oczywiście miało to miejsce po drugiej stronie boiska.
- Czy Rakowowi jest potrzebny kolejny wahadłowy? Myślę, że tak. Raków dalej gra na trzech frontach i z pewnością lepiej mieć tę pozycję lepiej obsadzoną, niż z konieczności przesuwać tam Tomasza Pieńkę, zamiast wykorzystywać go na dziesiątce, jak to miało parę razy miejsce. Do powrotu Ericka Otieno nie tak mało czasu, a i trudno powiedzieć, jak będzie prezentować się po przerwie. Sam Divković może zagrać także na prawej stronie - ocenia z kolei Jarosław Kłak, a więc dziennikarz częstochowskiego Nawylot.
- Atrakcyjnie działa oczywiście możliwość przeprowadzenia transferu low-cost z racji kończącego się w czerwcu kontraktu. Choć z drugiej strony Divković ma 26 lat i Raków zastanawia się nad sprowadzeniem pięć lat młodszego Thorsteinsosona, który gra na tej samej pozycji i ma przede wszystkim większy potencjał sprzedażowy - przedstawia spojrzenie z innej perspektywy.

Broendby chce, a on nie

Zawodnik gra w klubie już prawie pięć lat i jest, jak ustaliliśmy, bardzo ważną postacią pierwszego zespołu. Ma już na koncie 134 występy w żółtej koszulce. Dłużej w drużynie gra jedynie dwóch piłkarzy, a wciąż mówimy o graczu, który 27 lat skończy dopiero w czerwcu. Wydawałoby się, że istnieje wiele przesłanek, by obie strony chciały przedłużyć umowę. Istnieje jednak pewien poważny problem, który sprawia, że z perspektywy piłkarza podpisanie nowego kontraktu w ogóle się nie kalkuluje.
- Problem z nim jednak był taki, że jest w Danii już niemal od pięciu lat, co oznacza, że zostały jedynie dwa lata, zanim jego pensja netto zostałaby drastycznie obniżona przez podatki. To oznacza tyle, że piłkarz nie podpisze nowej umowy, bo nie będzie mu się to opłacało. Chyba że Broendby zdecydowałoby się wyłożyć na niego ogromne pieniądze, co też nie będzie na rękę klubowi, bo jakość się nie zwiększy, a wydatki już tak - opisuje sytuację Pedersbaek.
- Divković nie podpisze umowy na dwa lata [by wygasła przed czasem, od którego będzie obowiązywał większy podatek - przyp. red]. Jest w swoich najlepszych latach, zapewne czeka na kontrakt życia. Za dwa lata będzie starszy, nie dostanie już tak długiej umowy, jak mógłby teraz. Do tego być może pieniądze również byłyby mniejsze. Nie wiadomo w końcu, czy najbliższe dwa sezony będą w jego wykonaniu udane - dodaje Duńczyk.
Sytuacja wydaje się zatem jednoznaczna. Gdyby Chorwat chciał zostać, kontrakt byłby już podpisany. Oznacza to zatem w dość oczywisty sposób wolę odejścia. Do tego Broendby sprowadziło jego następcę, którym będzie… Ousmane Sow z Górnika Zabrze. I tutaj, cały na biało, może przyjść Raków Częstochowa. Uważamy, że jeżeli ten ruch dojdzie do skutku, trudno będzie doszukiwać się w nim wad. Zarówno od strony sportowej, jak i gabinetowej. Możliwe jednak, że piłkarz do Częstochowy nie trafi, bo “Medaliki” mają być także blisko sprowadzenia innego gracza na lewe wahadło. Mowa o Auguście Orrim Thorsteinssonie, który jest pięć lat młodszy. Nie wiemy, czy przyjście jednego będzie wykluczało przyjście drugiego, ale tak podpowiadałaby logika.
Co ciekawe, od kilkunastu dni Divković może pochwalić się rekordową w swojej karierze wartością na portalu Transfermarkt. Wynosi ona obecnie 2,5 mln euro.

Przeczytaj również