Sensacyjny bohater PSG! Niesamowite, kogo przyćmił. "Najlepszy na świecie"

Sensacyjny bohater PSG! Niesamowite, kogo przyćmił. "Najlepszy na świecie"
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 06:40
PSG po raz drugi z rzędu zagra w finale Ligi Mistrzów. Twarzą kolejnej udanej kampanii Paryżan pozostają ofensywne gwiazdy. Jakiekolwiek sukcesy nie byłyby jednak możliwe bez rewelacyjnego duetu Marquinhos - Willian Pacho.
Zawód? Niekoniecznie. Raczej delikatne rozczarowanie. To mogli poczuć kibice po obejrzeniu rewanżowego meczu Bayernu z PSG. Pierwsze starcie tak nas rozpieściło, że znów mogliśmy spodziewać się kanonady i hokejowego wyniku w stylu 4:3, 3:3 etc. Zresztą nawet Luis Enrique przyznał, że po ostatnim gwizdku w Paryżu zapytał członków sztabu, ile bramek trzeba będzie zdobyć w Monachium, aby awansować. Jego współpracownicy mieli odpowiedzieć, że co najmniej trzy. Ostatecznie wystarczyła jedna.
Dalsza część tekstu pod wideo
Po szybkim trafieniu Ousmane’a Dembele mistrzowie Francji zdecydowanie nie ustawili autobusu, ale zagrali bardziej pragmatycznie niż tydzień wcześniej. Bywały momenty, kiedy cofali się, bronili głęboko, zagęszczali pole karne. Bayern nie miał takich hektarów przestrzeni, jak na Parc des Princes, kiedy Diaz i Olise hasali w najlepsze. Paryżanie wyciągnęli wnioski, czym utorowali sobie drogę do finału. I nie przez przypadek po ostatnim gwizdku statuetka MVP powędrowała w ręce Williana Pacho. To on wraz z Marquinhosem przyćmili ofensywną maszynę Vincenta Kompany'ego.

Niespodziewani bohaterowie

Po pierwszych minutach rewanżu trudno było przypuszczać, że po stronie PSG na największe pochwały zasłużą obrońcy. W końcu spotkanie w Monachium rozpoczęło się od znakomitego rajdu Kwaracchelii, po którym Dembele trafił do siatki. Gruzin stał się ex aequo z Mbappe liderem tej edycji Ligi Mistrzów pod względem udziałów przy bramkach (16 G/A). Z kolei ubiegłoroczny triumfator strzelił dziesiątej gola w bieżącym sezonie Champions League. Ofensywne gwiazdy lśniły najpiękniejszym możliwym blaskiem.
Później PSG przez półtorej godziny prowadziło 1:0 w dużej mierze dzięki rewelacyjnej postawie obu stoperów. Marquinhos i Pacho stworzyli mur, od którego gospodarze raz po raz się odbijali. Brazylijczyk korzystał z ogromnego doświadczenia, dobrze ustawiał się w polu karnym, podejmował właściwe decyzje, jak np. faul na kartkę w 86. minucie, kiedy przerwał obiecującą akcję Diaza. Z kolei Ekwadorczyk bez zarzutu ubezpieczał Mendesa bliżej lewej flanki. Portugalczyk szybko złapał żółtą kartkę, przez co musiał uważać w kolejnych pojedynkach z Olise. Boczny obrońca zawsze mógł liczyć na wsparcie stopera, który trzymał się od błędów najdalej jak to tylko możliwe.
Ekwadorczyk zaliczył w tym meczu 13 interwencji w obronie, wygrał sześć pojedynków na sześć prób, a przy tym nie popełnił ani jednego faulu. To akurat u niego norma, w 33 występach w LM nie dostał ani jednej żółtej kartki. Większość interwencji wykonuje czysto, w białych rękawiczkach. Oficjalny profil Ligue 1 napisał w środę, że 24-latek jest najlepszym obrońcą na świecie. Trudno jednoznacznie podpisać się pod tym stwierdzeniem, znając jakość Williama Saliby czy Gabriela Magalhaesa. Na pewno jednak stoper PSG znajduje się w ścisłej czołówce na swojej pozycji.
- Dzisiaj pokazaliśmy, że my też potrafimy bronić i walczyć jak szaleni - powiedział Marquinhos po awansie. - Jestem niezwykle zadowolony i dumny z wysiłku całej grupy. To, co wyróżnia nas w porównaniu z innymi drużynami, to zaangażowanie wszystkich piłkarzy w obronę. Taka jest nasza mentalność - dodał Pacho na antenie Canal+.

Legenda i transfer idealny

Marquinhos tylko umacnia swój niepodważalny status legendy. Czasami można odnieść wrażenie, że PSG nie mogłoby bez niego istnieć, w końcu gra tam prawie od zawsze. Debiutował na początku ery Katarczyków, występując u boku m.in. Zlatana Ibrahimovicia, Thiago Motty, Blaise'a Matuidiego czy Jeremy’ego Meneza. Oni wszyscy przeminęli. Tymczasem wychowanek Corinthians nieustannie zapisuje się na kartach historii. Łącznie zdobył z Paryżanami 38 trofeów i nawet w tym sezonie może dobić do 40. Jest jedynym piłkarzem w dziejach z dwucyfrową liczbą mistrzostw Francji. W środę pobił rekord Roberta Carlosa, stając się Brazylijczykiem z największą liczbą rozegranych meczów (121) w Lidze Mistrzów. I chociaż wydaje się to niemożliwe, praktycznie z każdym sezonem gra coraz lepiej.
- Marquinhos jest dla mnie jak ojciec. Zawsze mogę na niego liczyć. Codziennie uczę się czegoś nowego, pomaga mi swoim doświadczeniem i charakterem - podkreślał Pacho.
31-latek tworzy znakomicie funkcjonujący duet z Pacho. Włodarze PSG oszukali system, ściągając gracza tej klasy za 40 mln euro. Eintracht regularnie inkasuje jeszcze wyższe kwoty za napastników, ale okazuje się, że we Frankfurcie lepiej szukać stoperów niż “dziewiątek”. Ekwadorczyk ma bowiem wszystko, czego potrzebuje współczesny obrońca. Jest silny, szybki, pewny w pojedynkach, nie ma problemów z rozegraniem piłki. Pewnie, że zdarzają mu się pojedyncze błędy, jak sprokurowany karny w pierwszym meczu z Bayernem. Ale na przestrzeni dwóch ostatnich sezonów w Paryżu jego stosunek błędów do udanych zagrań jest więcej niż zadowalający.
- Wystawiając Pacho, wiem, że mecz potoczy się dla nas dobrze. To świetny piłkarz, który dodatkowo sprawia, że wszyscy wokół grają lepiej. Taki obrońca robi różnicę na boisku. Jesteśmy z niego bardzo zadowoleni - mówił Enrique na początku tego sezonu.

Nietykalni

Słusznie zachwycamy się przerażająco jakościowym atakiem PSG. Doue, Dembele i Kwaracchelia to zawodnicy, których pewnie chcieliby wszyscy trenerzy świata. Jednocześnie warto też docenić postawę defensorów, którzy wykonują zadania bez większych zarzutów. Wygrany 5:4 mecz z Bayernem był pewną anomalią, jeśli chodzi o poziom gry obronnej. W Monachium wszystko wróciło do normy znanej z ćwierćfinałowego dwumeczu z Liverpoolem, gdzie udało się zachować dwa czyste konta, czy poprzedniej edycji LM, kiedy w półfinale i finale Paryżanie stracili zaledwie jednego gola.
Marquinhos i Pacho grają tak dobrze, że dziś praktycznie nie ma tematu obecności Ilji Zabarnego w pierwszym składzie na ważne mecze Ligi Mistrzów. A przecież mówimy o obrońcy, za którego zapłacono aż 63 mln euro. Ukrainiec musi jednak zadowolić się występami w Ligue 1 na tle znacznie mniej prestiżowych rywali. I nic w tej materii się nie zmieni, ponieważ PSG planuje przyszłość z obecnym duetem stoperów. Rok temu w mediach pojawiła się informacja, że Real Madryt chciałby kupić Pacho, ale Luis Enrique szybko uciął wszelkie spekulacje.
- To normalne, że Real interesuje się i chciałby takiego piłkarza. Ale myślę, że trudno jest wyciągnąć zawodników z PSG - rzucił wówczas “Lucho”.
Finał Ligi Mistrzów z pewnością będzie zapowiadany jako starcie najskuteczniejszego ataku z najszczelniejszą obroną. W tej edycji najwięcej bramek zdobyło PSG (44), a najmniej stracił Arsenal (6). Jednocześnie obie drużyny mają kim straszyć w swoich teoretycznie słabszych sektorach. Viktor Gyokeres i Bukayo Saka zagrali bez zarzutu w rewanżu z Atletico, a duet Pacho - Marquinhos zaserwował w Monachium wykład ze skutecznej gry w defensywie. Do 31 maja jeszcze sporo czasu, ale już teraz nie możemy doczekać się decydującej potyczki podopiecznych Enrique i Artety. To powinno być odpowiednie zwieńczenie wspaniałego sezonu.

Dyskusja

Przeczytaj również