Sensacyjny lider strzelców Ekstraklasy. Oto jego sekret, trener zachwycony. "To jest piękno piłki nożnej"
Czapki z głów, jeśli ktokolwiek miesiąc temu przewidziałby, że to Jordi Sanchez będzie najlepszym strzelcem Ekstraklasy na starcie sezonu. Tymczasem Hiszpan z Wisły Kraków strzela jak najęty, a przecież jego gra w pierwszym składzie wcale nie była oczywista. Ba, kibice mogli się zastanawiać, czy na pewno warto przedłużać mu kontrakt!
7 czerwca Wisła Kraków ogłosiła podpisanie nowej, rocznej umowy z Jordim Sanchezem. Hiszpan, znany wcześniej z gry dla Widzewa, przyszedł do klubu zimą, ale furory w I lidze nie zrobił. “Biała Gwiazda” obdarzyła go jednak zaufaniem i już zbiera tego owoce. 31-latek kapitalnie wszedł w nowy sezon: po trzech meczach ma cztery gole i przewodzi tabeli strzelców PKO BP Ekstraklasy. Zaskoczeni?
Piękno piłki nożnej
Sanchez wrócił do Polski w styczniu po półtora roku gry w Japonii. Wisła ściągnęła go, szukając wsparcia dla osamotnionego w ataku Angela Rodado. Dała krótki kontrakt, a napastnik miał pomóc jej odciążyć najlepszego strzelca i dołożyć kilka cegiełek do awansu. Wyszło średnio. 11 meczów, 500 minut i dwa gole - ten bilans trudno uznać za pozytywny. Patrząc jednak szerzej, to warto podkreślić, że w momencie, gdy kontuzjowany Rodado udał się na operację i leczenie barku, uraz złapał też sam Sanchez. 21 marca z Odrą Opole rozegrał 13 minut, uszkodził kostkę i wypadł na trzy kolejne spotkania. Nie mógł złapać rytmu, rozegrać się, “wstrzelić”. Dociągnął do końca sezonu w cieniu innych graczy, w tym wszechstronnego Frederico Duarte. Część kibiców Wisły zastanawiała się, czy otrzyma nowy kontrakt, czy podpisanie go byłoby dobrą decyzją. Wątpliwości nie wzięły się znikąd, natomiast sam piłkarz był przekonany o swojej przyszłości.
- Z mojej strony nie było żadnych wątpliwości. Z informacji, które przekazał mi klub, sztab, koledzy z drużyny, wynikało, że są ze mnie zadowoleni. Okazywali mi to od samego początku. Każdego dnia na treningu pokazywałem to, co teraz pokazuję na boisku w trakcie meczów. Myślę, że to dlatego Wisła zaoferowała mi nową umowę na Ekstraklasę. Ale kontrakt to składowa wielu części, dlatego zajęło nam trochę czasu, by podpisać nowy - tłumaczył nam Sanchez, który w środę 13 sierpnia był gościem programu Krakoska Piłka na kanale Meczyki.
Podpisał, a okoliczności sprawiły, że miał utorowaną drogę do gry na pozycji numer “dziewięć”. Rodado stracił większość okresu przygotowawczego, a pozyskany w połowie lipca Jeremy Guillemenot jeszcze nie zadebiutował. Sanchez dostał szansę i ją wykorzystał, co - jak wspominał Mariusz Jop - wcale nie było tak oczywiste.
- To jest piękno piłki nożnej, że czasami piłkarz, który wydaje się w ocenie większości, że będzie numerem dwa czy trzy (...), wykorzystuje swoją szansę. Myślę, że w przypadku Jordiego możemy powiedzieć, że ciężką pracą wywalczył sobie tę pozycję. Oczywiście, sytuacja była też dla niego sprzyjająca, bo wiemy, że Rodado był po urazie, a Jeremy też przyszedł do nas trochę później. Natomiast gdyby on nie pracował tak, jak pracował w okresie przygotowawczym, to byśmy szukali innego rozwiązania na pozycję numer dziewięć. Bo to nie jest tak, że byliśmy na Jordiego skazani - mówił wprost trener Wisły jeszcze przed trzecią kolejką.
A okres przygotowawczy łatwy nie był, bo Hiszpan zdobył tylko jedną bramkę. Miał problemy ze skutecznością, chociażby przeciwko Wrexham, gdy pudłował, także z rzutu karnego. Ten mecz szczególnie zapadł mu zresztą w pamięci.
- W meczu z Wrexham, trudnym dla mnie, z części trybun słyszałem gwizdy i krzyki w moją stronę. Ale po ostatnim gwizdku większość kibiców zaczęła skandować moje imię i nazwisko, próbując pocieszyć, wesprzeć. To był piękny początek prawdziwej miłości - żartował Hiszpan, mówiąc o tym, że już “zakochał się w Krakowie i Wiśle”.
Strzelecki sekret
Przyszła liga i przyszła skuteczna wersja Sancheza. Już w meczu otwarcia 31-letni snajper dwukrotnie znalazł drogę do siatki GKS-u Katowice. Sędzia uznał jednego z dwóch goli, ale za to tego ważniejszego i, swoją drogą, przedniej urody. Efektowny “szczupak” pod poprzeczkę, nie do obrony, po wyprowadzeniu rywali w pole. Finalizacja pierwsza klasa.
Z Piastem w drugiej kolejce Jordi ustrzelił legalny dublet. Najpierw zachował przytomność umysłu w polu karnym, czubkiem buta kierując piłkę do siatki w sporym zamieszaniu. Potem znów okazał się królem w chaosie, bezbłędnie główkując.
Czwartą bramkę w tym sezonie dołożył przeciwko Wiśle Płock. Znów pokazał to, co ma najlepsze, czyli niesamowity snajperski nos blisko bramki przeciwnika. A przy tym dołożył spryt i precyzję.
Efekt jest taki, że dziś to właśnie Sanchez przewodzi tabeli strzelców PKO BP Ekstraklasy. Ma dwa razy więcej goli od reszty stawki, a ten wynik mógłby być jeszcze lepszy - poza wspomnianą “cofką” z GKS-em, miał też świetną szansę z Wisłą Płock, już w ostatnim fragmencie meczu. Tym razem się nie udało, natomiast Hiszpan całościowo wykręcił świetne liczby na starcie sezonu - nigdy aż tak dobrze nie wystartował. Ponadto to zawodnik bardzo pożyteczny dla zespołu, wykonuje tytaniczną pracę jako silna “dziewiątka”. W Wiśle bardzo go za to cenią. A jaki jest sekret takiej skuteczności Jordiego?
- To przede wszystkim kwestia pewności siebie. Drużyna też bardzo we mnie wierzy, dzięki czemu mam więcej kontaktów z piłką w polu karnym - tam, gdzie uwielbiam być. To jest klucz: drużyna kreuje wiele sytuacji strzeleckich, a ja znajduje się w odpowiednim momencie, pewny siebie, by trafić do bramki - wyjaśnił 31-latek. - Odkąd gram profesjonalnie w piłkę, to mój najlepszy start sezonu. Myślę, że to też kwestia dojrzałości i nadejścia idealnego momentu. Zawsze musisz być gotowy, nigdy nie wiesz, kiedy ten moment nadejdzie. Nadszedł teraz i muszę z tego czerpać - usłyszeliśmy.
We dwójkę raźniej
Sanchez strzela jak najęty i widać po nim pewność siebie, o której wspomina. Wybaczcie kolokwializm, ale: “jak żre, to żre”. Jak słynne, wiecie pewnie jakie, powiedzenie Ruuda van Nistelrooya o butelce ketchupu. Tak to już z napastnikami jest.
- Bardzo się cieszę, że Jordi się przełamał. (...) Myślę, że wielu napastników ma takie momenty, w których, jak strzelają, to łapią serię i na tej euforii po prostu strzelają dużo bramek. Są też takie momenty, w których napastnicy się zacinają, bo takich przypadków można mnożyć. Ja się cieszę, że Jordi jest teraz w dobrym momencie, z korzyścią dla niego, dla zespołu i oczywiście my chcemy tę jego dobrą dyspozycję wykorzystać - chwalił Mariusz Jop.
Wisła ma sześć punktów po trzech meczach, co nie byłoby możliwe bez skutecznego, powtarzalnego napastnika. A kibice mogą zacierać ręce, bo do optymalnej formy wraca Angel Rodado, który ostatnio zdobył debiutancką bramkę w Ekstraklasie. Obaj Hiszpanie wreszcie zagrali razem i przeciwko Wiśle Płock wyglądało to naprawdę obiecująco. Strzelili po golu, świetnie współpracowali i wyrzucili do kosza dyskusję o tym, czy nadają się do wspólnej gry, co zresztą Sanchez wypunktował w mediach społecznościowych.
- W I lidze rzadko tak graliśmy (...), ale jesteśmy bardziej niż zdolni do gry razem (śmiech). Rozumiemy siebie jak nikt inny w lidze. Mogę to porównać do współpracy Marca Guala i Jesusa Imaza w Jagiellonii, gdy świetnie im szło nie tylko jeśli chodzi o gole, ale i asysty. Kontynuujemy wspólną pracę, pomaga nam też to, że jesteśmy przyjaciółmi. Chcemy, by wszystko było dobrze i dla nas, i dla Wisły, więc działamy dalej, z radością. Podsumowując: tak, możemy grać razem - podkreślił Sanchez.
Najskuteczniejszy piłkarz ligi zwraca uwagę, że najważniejsza jest dla niego drużyna, a sam nie postawił przed sobą celu, ile goli zamierza strzelić. Zachowuje też ostrożność z oceną możliwości Wisły w tym sezonie - według Hiszpana zdeterminują to najbliższe tygodnie.
- Wielokrotnie wspominałem, że jestem "team playerem". Chcę po prostu grać dalej, cieszyć się grą i starać wykorzystać każdą sytuację, która się nadarzy. Strzeliłem cztery gole, a mogłem więcej, bo z GKS-em Katowice sędzia cofnął bramkę, teraz z Wisłą Płock miałem jeszcze jedną szansę. Dlatego mój cel to skupienie się na tym, by strzelać tych goli jak najwięcej i pomagać drużynie, też młodszym piłkarzom, bez doświadczenia w Ekstraklasie. Ciężka praca każdego dnia - powiedział napastnik. I dodał:
- Nie mam więc indywidualnego celu. Chcę trzech punktów w każdym meczu - i tyle. A jako zespół musimy skupić się na każdym kolejnym tygodniu. We wrześniu będzie długa przerwa reprezentacyjna (blisko trzy tygodnie - przyp. red.). Przed nami mecze do tej przerwy, po której będziemy wiedzieć, gdzie jest ta drużyna i co może osiągnąć. Myślę też, że w oczach wielu osób jesteśmy niedoceniani, ale to jest Ekstraklasa, tu w każdej kolejce może się coś wydarzyć. Gwarantuję, że będziemy walczyć do końca w każdym meczu, do końca sezonu. Co weekend są do wzięcia trzy punkty - jako profesjonaliści zrobimy wszystko, by wygrywać.
Zakochany
Słuchając Jordiego Sancheza łatwo można dostrzec, jak pozytywna energia od niego bije i jak ważny jest dobry moment, ale też odpowiednie wsparcie klubu i kolegów. Wisła stworzyła mu środowisko, w którym - na boisku i poza nim - czuje się doskonale, może “rosnąć”, a drużyna wraz z nim. Serwis zamienia na gole, pokazując, że potrafi być skuteczny, co mogliśmy obserwować, gdy grał w Widzewie. Hiszpan zresztą bardzo ciepło mówi o swoim byłym klubie, proszony o porównanie obu ekip i ich sympatyków.
- Kibice obu klubów są jak bracia: i w Krakowie, i w Łodzi na każdym meczu możesz poczuć tę niesamowitą atmosferę, prawie taką samą - prawie, bo stadion przy Reymonta jest oczywiście większy. Może dlatego Widzewiacy używają więcej środków pirotechnicznych [by zatrzeć różnicę] (śmiech). Do teraz dostaję wyrazy wsparcia z Łodzi, jestem Widzewowi bardzo wdzięczny, bo otworzył mi drogę do tego, by być piłkarzem, którym teraz jestem. Cieszę się, że jestem w klubie, którego fani przyjaźnią się z fanami Widzewa - zapewnił zawodnik “Białej Gwiazdy”, który imponuje dojrzałością nie tylko na boisku, ale także w swoich wypowiedziach.
- Czy już zakochałem się w Krakowie, w Wiśle? Myślę, że tak. Szczerze mówiąc, od samego początku czułem się tu bardzo dobrze, dzięki kibicom, ale na koniec musisz przede wszystkim dowieźć dobre występy na boisku. To jest najważniejsze, nie ma znaczenia, co udało mi się wcześniej osiągnąć w Ekstraklasie. Ale teraz, znowu w Ekstraklasie, pokazuję, jakim jestem piłkarzem i jakim mogę być. Myślę, że ludzie teraz już wiedzą, w jaki sposób gram. Zawsze są osoby, które będą wytykać, co robisz źle, krytykować, ale nie zwracam na to uwagi. Ważne, że są wokół klubu ludzie, którzy zawsze cię wspierają, okazują sympatię - podsumował napastnik.
Kolejny mecz Wisła rozegra w niedzielę o 20:15 z Górnikiem w Zabrzu. Jak na razie Jordi Sanchez jest nie do zatrzymania - zobaczymy, czy znajdą na niego sposób Rafał Janicki i spółka. My już zacieramy ręce na myśl o hicie czwartej kolejki.
Oglądaj program Krakoska Piłka na kanale Meczyki
