Świetny interes Barcelony. W tym transferze nie ma przegranych. Jest tylko jedno "ale"

Kiedy strzelił gola w finale mundialu, nagle zainteresował się nim amerykański program śniadaniowy, a on sam zaczął wyglądać jak małpa w cyrku. Ferran Torres nie zawahał się wykorzystać swoich pięciu minut, co oczywiście pomogło też Barcelonie. Klub sprzedaje go do PSG w szczytowym momencie jego wartości rynkowej. W tej transakcji nie ma przegranych.
Chyba każdy, kto widział te sceny, musiał się uśmiechnąć. Gol przeciwko Argentynie napompował ego Ferrana Torresa do tego stopnia jakby nagle stał się drugim Andresem Iniestą po finale z 2010 roku, choć tamten akurat zawsze wolał cień niż flesze aparatów. Ameryka przez moment naprawdę uwierzyła, że ma przed sobą supermana. Czas prysł, kiedy ten w telewizyjnym studiu nieudolnie żonglował piłką i wyglądał, jakby ktoś wstawił tam przechodnia z ulicy.
Z drugiej strony to wtedy zaczęła się transferowa gra pt. “Pokażcie, jak bardzo mnie chcecie” albo odchodzę. Kontrakt Torresa z Barceloną wygasał w 2027 roku. Klub mógłby próbować go zatrzymać, skoro akurat teraz przeżywa szczyt kariery, ale z drugiej strony bardzo realny stawał się inny scenariusz. Mianowicie, że lepiej już było i że moment na “cash-out” jest właśnie teraz. Właśnie z tego założenia wyszli Katalończycy.
Piłkarz wybrakowany
PSG zapłaci 50 mln euro. Luis Enrique już w czerwcu dzwonił do Torresa, nakreślając mu swoją wizję. Jak na możliwości finansowe Paryżan nie jest to wielka kwota, więc Francuzi dostaną porządnego rezerwowego. Zyskuje też oczywiście Torres, który na stole ma pięcioletni kontrakt i świadomość gry u trenera, który mu ufa. Na końcu jest oczywiście Barcelona, która dostaje za swojego gracza niemal tyle samo, ile w 2022 roku zainwestowała, wyciągając go z Manchesteru City. Gdyby przedłużyła umowę, musiałaby wypłacić klauzulę Anglikom (8 mln euro). W tym momencie sprzedaż wydaje się rozsądną opcją.
Torres w Barcelonie zawsze był graczem z dopiskiem. Niby potrzebnym, a z drugiej strony zawsze z jakimś “ale”. W jego historii było sporo krytyki, zmarnowanych sytuacji, okresów siedzenia na ławce i porównań z zawodnikami, którzy mieli w klubie znacznie większy status. Był trochę wszystkim. Skrzydłowym, napastnikiem, zmiennikiem, zawodnikiem do rotacji. Potrafił zagrać świetny mecz, by chwilę później zaprzepaścić kilka okazji i znowu znaleźć się pod ostrzałem kibiców.
Z drugiej strony to on w ostatnich dwóch latach strzelił 40 goli dla Barcy, licząc wszystkie rozgrywki. Luis Enrique od dawna twierdzi, że z tego materiału można ulepić więcej i lepiej przedstawiać go marketingowo. W Barcelonie zostawia za sobą cztery lata, siedem tytułów i 65 goli.
Wieczna sinusoida
Na mundialu nie był podstawowym graczem Luisa de la Fuente. Kiedy Hiszpania przechodziła kolejne fazy, najwięcej mówiło się o Rodrim, Cucurelli albo Pedro Porro. Torres do finału nie miał ani jednego gola. A potem przyszła 106. minuta, zgranie od Nico Williamsa i pewne wykończenie 26-latka. Torres, który w Barcelonie zawsze miał status “niewystarczającego”, nagle przeszedł do historii. Grupa graczy, którzy rozstrzygali swoimi golami finał mundialu jest niewielka. To paradoks, że w tak elitarnym gronie znalazł się gracz, o którym zwykły fan Barcy mówi wprost: “Nie będę za nim płakał”.
Problem z Torresem jest taki, że wiecznie był sinusoidą. Na przykład od połowu grudnia do połowy kwietnia rozegrał 24 mecze i strzelił tylko trzy gole. Kiedy Barca potrzebował egzekutora w lutym i marcu, on nagle zapadł się pod ziemię. Takie okresy jasno pokazywały, że przy pierwszej lepszej okazji warto Torresa wypchnąć dalej, a że mundial podbił jego wartość, to lepiej to zrobić jak najszybciej. Jedyną wątpliwością “Blaugrany” jest fakt, że latem pozbyli się już dwóch napastników, licząc też Roberta Lewandowskiego. Sezon startuje za niespełna tydzień (23 lipca) spotkaniem z Elche na wyjeździe. Temat pozyskania Juliana Alvareza dalej stoi w miejscu.
Problemy w ataku
Ryzyko pustki w środku ataku jest w tym momencie spore i to ono może docelowo decydować o ostatecznej ocenie ruchu z Torresem. Dzisiaj wygląda to logicznie, ale czas może zweryfikować, czy odejście bohatera mundialu zostanie zapamiętane jako mądra decyzja biznesowa, czy jako błąd, na który klub nie mógł sobie pozwolić. Gdyby transfer Alvareza ostatecznie nie doszedł do skutku, to w grze pozostają alternatywy o zdecydowanie niższym profilu finansowym – wymieniani są między innymi Jonathan Burkardt z Frankfurtu, Fisnik Asllani z Hoffenheim czy Georges Mikautadze z Villarrealu. Ostatnio też sporo mówi się o Elim Juniorze Kroupim, który miał znakomity sezon w Premier League.
W najgorszym wypadku Hansi Flick rozważa też rozwiązanie bez typowego środkowego napastnika – grę fałszywą dziewiątką, do której predysponowani są Dani Olmo, Fermin López, a nawet Lamine Yamal, deklarujący w wywiadach chęć częstszej gry w bardziej centralnych strefach boiska. W tym samym czasie dużo lepiej swoją kadrę lepi PSG. Luis Enrique wskazuje palcami graczy, a klub błyskawicznie mu ich dostarcza. Ten zespół ciągle ma ręce i nogi i jest na fali wznoszącej.
Torres dołącza do listy letnich wzmocnień obejmującej między innymi młodego bramkarza Alessandro Longoniego, Lucasa Digne’a i Maghnesa Akliouche’a oraz skrzydłowego Ajaksu, Mikę Godtsa. Paryżanie od dawna pokazują, że łamią każdą barierę. Wystarczy trochę “dosypać”.
Torres wie, że PSG pozbyło się latem Goncalo Ramosa i Lee Kang-Ina. Otoczony skrzydłowymi dostarczającymi mu piłkę, Hiszpan może skupić się na tym, co robi najlepiej – szukaniu wolnych przestrzeni i ruchu bez piłki. “Serwis” w Paryżu jest potężny, więc i liczby bramek czy asyst powinny się zgadzać.