Oby więcej takich transferów w Ekstraklasie! Znakomity ruch polskiego klubu

Oby więcej takich transferów w Ekstraklasie! Znakomity ruch polskiego klubu
LaPresse / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 15:40
Musimy się chyba przyzwyczaić, że przez najbliższy czas każde kolejne okienko w Ekstraklasie będzie biło jakieś rekordy. Zimą polskie kluby często nie bawiły się w półśrodki. Wydawały, ściągały, wypożyczały, w znamienitej większości zbroiły się, jakby wyczuwając, że każdy może coś ugrać w związku z niebywale płaską tabelą. Większość zainteresowania zgarnął szalejący Widzew, lecz w pozostałych drużynach też bywało naprawdę ciekawie.
Wybranie 15 najciekawszych transferów przed wznowieniem rozgrywek Ekstraklasy stanowiło zatem spore wyzwanie, pojawił się swoisty kłopot bogactwa. Jak na dłoni widać, że polscy zawodnicy, którzy mają problemy za granicą, nie boją się już wrócić do Polski. Nie traktują tego w kategoriach wstydu, ale szansy na rozwój, odbicie się.
Dalsza część tekstu pod wideo
Można stwierdzić, że wynika to z kwestii finansowych, pokaźnych kieszeni właścicieli Pogoni Szczecin i Widzewa Łódź, ale przecież Polacy wzmocnili też Koronę, Zagłębie czy Górnika. Dzieje się sporo, dzieje się drogo. Oczywiście nie każda z takich transakcji okaże się strzałem w dziesiątkę, przy czym nie o to chodzi w poniższym zestawieniu. Celem było wskazanie ruchów najciekawszych, które mogły nieco umknąć w ogólnym zamieszaniu.
Kolejność alfabetyczna.

Kellyn Acosta (Pogoń Szczecin)

30-letnie legendy MLS rzadko decydują się na transfer do Europy, tym bardziej, jeśli są Amerykanami. Kellyn Acosta zaskoczył i trafił do Pogoni nawet nie na zasadzie wypożyczenia, ale transferu definitywnego. Podpisał umowę ważną do 30 czerwca 2027 roku. Z miejsca wzmocnił pozycję defensywnego pomocnika, co dla Szczecinian było jednym z najważniejszych zadań na zimowe okienko.
O 58-krotnym reprezentancie USA ciepło wypowiadał się między innymi Mateusz Klich, który rozmawiał z Acostą na temat przeprowadzki do Polski. Zawodnik Cracovii zwrócił uwagę choćby na zaskakująco dobre uderzenia z dystansu, jakimi dysponuje nowy nabytek Pogoni. Acosta, chociaż gra na "szóstce", nie bez powodu zdobył 20 bramek i zanotował 22 asysty w 302 spotkaniach sezonu zasadniczego MLS.

Karol Angielski (Pogoń Szczecin)

Inną bolączką Pogoni był brak napastnika. Tym również zajęli się włodarze ze Szczecina i postawili na Karola Angielskiego. 29-latek wraca do Polski po nieudanym sezonie w barwach Larnaki. A przynajmniej nieudanym pod względem liczby realnych szans, bo pięć goli w 842 minuty wypada przyzwoicie. Doświadczony zawodnik trafiał do siatki średnio co 168 minut. Byłby to najlepszy wynik w całej Pogoni, nie licząc jedynie Efthymiosa Koulourisa, który odszedł z drużyny w letnim okienku.
Angielskiemu zaoferowano ciekawy kontrakt, skonstruowany w sposób zbliżony do amerykańskich standardów. Były zawodnik Radomiaka, Piasta Gliwice i Wisły Płock podpisał umowę ważną do 30 czerwca 2027 roku. Zakłada ona dwie opcje prolongaty - o 12 lub 24 miesiące. Wszystko zależy od tego, jak "dziewiątka" wkomponuje się do drużyny Thomasa Thomasberga. Podwojenie aktualnego dorobku wydaje się odpowiednim zadaniem na ten sezon.

Samed Bazdar (Jagiellonia)

Względem Jagiellonii słusznie formułuje się więcej uwag niż pochwał, ale 11-krotny reprezentant Bośni i Hercegowiny to zawodnik ciekawy. Inna sprawa, że "Duma Podlasia" ściągnęła go na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu. Ta zaś ustawiona jest na poziomie dwóch milionów euro, a takich pieniędzy w Białymstoku się nie wykłada. Tym samym mistrzowie Polski mogą przede wszystkim ograć Sameda Bazdara z korzyścią dla Realu Saragossa.
Ostatnie dokonania 21-latka zupełnie nie powalają, dziewięć występów przyniosło gola i asystę. W drużynie z drugiej ligi hiszpańskiej odgrywał drugoplanową rolę, ale nie bez powodu o utalentowanym zawodniku myślały, uwaga, Raków, Schalke, Gil Vicente, Bochum czy Almeria. Weszło.com podało zaś, że latem z Rosji wpłynęła oferta opiewająca na ponad 2,5 mln euro. Została jednak odrzucona przez Hiszpanów.

Paweł Bochniewicz (Górnik Zabrze)

Transfer Górnika robi wrażenie już pod względem tego, jak zręcznie zaplanowano całą transakcję. O większości ruchów wiadomo z pewnym wyprzedzeniem. Tutaj zaś wszystko dobrze ukryto, a sprowadzenie Pawła Bochniewicza stanowiło dużą niespodziankę dla kibiców Zabrzan. Pewnym zaskoczeniem jest również umowa, bo mający spore problemy ze zdrowiem zawodnik podpisał kontrakt ważny do 30 czerwca 2029 roku. W Górniku wierzą jednak, że 30-latek najgorsze ma za sobą.
W bieżącym sezonie trzykrotny reprezentant Polski zdołał w końcu wrócić na boisko, otrzymał kilka minut w Eredivisie oraz Pucharze Holandii. Na podstawie tych występów trudno wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, ale defensor na pewno nie wraca do kraju w celu dalszej rehabilitacji. Bo chociaż w Heerenveen nie grał, to regularnie łapał się do kadry meczowej. Oby dwukrotne zerwanie więzadeł naprawdę było już tylko wspomnieniem.

Osman Bukari (Widzew Łódź)

Widzew nie bawi się w półśrodki. Jak trzeba wydawać, Robert Dobrzycki wydaje. Zwykło się mówić, że takie inwestycje muszą w końcu zaprocentować, ale czy w wypadku Łodzian znajdzie to zastosowanie już w tym sezonie? Ze względów wizerunkowych - dobrze by było, zwłaszcza, że przedstawiciele klubu wciąż mówią o wielkich ambicjach, chęci gry w rozgrywkach UEFA, zdobyciu Pucharu Polski. Pomóc w tym mają zawodnicy kalibru Osmana Bukariego. Od stycznia będącego najdroższym piłkarzem w historii Ekstraklasy.
Skrzydłowy Austin FC kosztował aż 5,5 mln euro. Amerykanie nie zdołali odzyskać całości kwoty, jaką sami zainwestowali latem 2024 roku, gdy kupili reprezentanta Ghany z Crvenej zvezdy. Nie było ku temu realnych podstaw - w USA 27-latek zrobił przeciętne wrażenie. Cztery gole i siedem asyst w 42 spotkaniach to dorobek bardzo zbliżony do liczb Kamila Jóźwiaka, który teraz trudzi się w Jagiellonii. A przecież Bukari podpisał umowę ważną aż do 30 czerwca 2030 roku! Skrzydłowy ma dużo do udowodnienia. Prawdopodobnie najwięcej ze wszystkich piłkarzy, jacy w ostatnich miesiącach zawitali do Polski.

Paweł Dawidowicz (Raków Częstochowa)

Wszyscy wiedzą, że 17-krotny reprezentant Polski przyszedł do Rakowa, bo musi się odbudować. Wiedzą to same "Medaliki", co tłumaczy kontrakt obowiązujący tylko do 30 czerwca 2026 roku. Zawarto w nim opcję prolongaty o kolejne 12 miesięcy, ale Częstochowianie podchodzą do tematu bardzo ostrożnie. Paweł Dawidowicz jest przecież bez gry od maja, doświadczonego stopera trzeba odkurzyć, a i to nie gwarantuje sukcesu. 30-latek ma swoje mankamenty.
Przed sztabem szkoleniowym Rakowa stoi trudne zadanie. Środkowego obrońcę trzeba potraktować kompleksowo. Zadbać nie tylko o zdrowie, ale też pewność siebie na boisku. Dawidowicz potrafił przecież być stoperem porządnym, uzbierał te 139 meczów na poziomie Serie A. Z drugiej jednak strony często podejmował decyzje po prostu głupie, niefrasobliwe. Obserwowanie tego, jak poradzi sobie w Ekstraklasie po 11 latach przerwy, będzie ciekawym doświadczeniem.

Bartłomiej Drągowski (Widzew Łódź)

Widzew miał swoje problemy z obsadą bramki, więc ściągnięcie kolejnego golkipera nie dziwi, chociaż Bartłomiej Drągowski będzie czwartym piłkarzem testowanym na tej pozycji w ciągu jednego sezonu, co nie wystawia dobrej recenzji wcześniejszym ruchom ze strony Łodzian. O ile bowiem Rafał Gikiewicz w klubie już był, o tyle Maciej Kikolski i Veljko Ilić zostali ściągnięci i zawiedli. "Drążek", czterokrotny reprezentant Polski, ma sytuację ustabilizować.
28-latek to ciekawy wybór, niezależnie od tego, że ostatnie miesiące w Panathinaikosie miał nieudane. Owszem, stracił miejsce w składzie, ale zachował umiejętności plasujące go wyżej niż dotychczasowych bramkarzy Widzewa. Jeśli Drągowskiemu przyjrzymy się bliżej, to zobaczymy, że nawet z rozegraniem piłki nie jest źle, a to właśnie za ten aspekt zbierał największe cięgi podczas występów w biało-czerwonych barwach (szczegóły TUTAJ). Dobrze wygląda też suma transferu - 300 tysięcy euro - przykrywająca pensję na poziomie miliona euro rocznie w ramach umowy ważnej do 30 czerwca 2029 roku.

Emil Kornvig (Widzew Łódź)

Może zestarzeć się to jak mleko, ale gdyby takich transferów było w Polsce więcej, Ekstraklasa byłaby lepszym miejscem. Widzew ściągnął 25-letniego Duńczyka, zawodnika w sile wieku, ważną postać drużyny udanie rywalizującej w Lidze Europy. Emil Kornvig pożegnał się z Brann wspaniale, w ostatnim meczu strzelił gola przeciwko FC Midtjylland (3:3), a zdobyty punkt okazał się kluczowy dla awansu Norwegów do 1/16 finału.
Środkowy pomocnik ma spore doświadczenie w mocnych ligach skandynawskich, przeszedł też pozytywną weryfikację w europejskich rozgrywkach. Łodzianie zapłacili za niego nieco ponad dwa miliony euro. Długo negocjowali kwotę, w końcu zbili ją do akceptowanego przez siebie poziomu. Kornvig ma z miejsca wejść do zespołu Igora Jovićevicia i stać się jednym z motorów napędowych przebudowanego środka pola. Na papierze bardzo mocnego środka pola i to nie tylko w skali Ekstraklasy.

Sebastian Kowalczyk (Zagłębie Lubin)

Jeszcze w poprzednim sezonie Sebastian Kowalczyk był dość istotną postacią Houston Dynamo, uzbierał blisko 1500 minut w samej MLS. Za licznymi okazjami nie szły jednak liczby, bo skrzydłowy strzelił tylko jednego gola i zanotował jedną asystę. Był to zresztą problem całej jego amerykańskiej kariery, bo o ile bilans 27-latka w Pogoni Szczecin wygląda porządnie, o tyle za oceanem ofensywnemu piłkarzowi wiodło się kiepsko.
Kowalczyk był więc dostępny na rynku, a rękę wyciągnęło Zagłębie Lubin. "Miedziowym" słusznie dostało się za fatalne negocjacje w sprawie transferu Leonardo Rochy, ale ściągnięcie dawnego zawodnika "Dumy Pomorza" wygląda interesująco. Lubinianie nie podejmują większego ryzyka, zawodnik podpisał umowę ważną do 30 czerwca 2026 roku z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy.

Lukas Lerager (Widzew Łódź)

Gdyby 10-krotny reprezentant Danii był nieco młodszy... pewnie by do Ekstraklasy nie trafił, więc nie ma tematu. Nie róbmy jednak ze środkowego pomocnika piłkarza, który zaraz zakończy karierę. Lukas Lerager ma 32 lata, ale przed chwilą był kluczową postacią Kopenhagi, zawodnikiem grającym od deski do deski w większości spotkań. Nawet w Lidze Mistrzów biegał w drugiej linii, a przeciwko Tottenhamowi pełnił funkcję kapitana. Pod względem cech charakterologicznych, ale też czysto piłkarskich, Lerager wygląda mocarnie na papierze.
Stanowi ostatni element nowego środka pola Widzewa, gdzie ma komponować się z Julianem Shehu oraz Kornvigiem. Co ważne, Duńczyka udało się ściągnąć na zasadzie wolnego transferu - to była okazja, którą Łodzianie musieli wykorzystać. Również kontrakt pomocnika wydaje się rozsądny. Podstawowa umowa wygasa 30 czerwca 2028 roku, ale zawarto w niej opcję przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Jeśli były zawodnik Genoi się spisze, ma szanse na uwielbienie, jakim w Widzewie obdarzono Marka Hanouska.

Luquinhas (Radomiak)

Goncalo Feio lubi Luquinhasa, a Luquinhas lubi grać pod wodzą Feio. W Legii współpraca obu panów układała się dobrze. Brazylijczyk rozegrał 46 meczów za kadencji Portugalczyka, zdobył 13 bramek i zanotował trzy asysty. Lepsze liczby w takim okresie wykręcili jedynie Ryoya Morishita, Marc Gual i Bartosz Kapustka. Nic więc dziwnego, że w Radomiu bardzo dobrze przyjęto wieść o transferze 29-latka, przy okazji detronizując konkurencję w postaci Motoru Lublin.
Skrzydłowy może nie błyszczał przy okazji powrotu do Legii, a w Santa Clara wypadł jeszcze słabiej, ale Radomianie to nieco inna para kaloszy. Drużyna bardzo ofensywna, grająca w sposób pasujący Luquinhasowi. Ponadto wypełniona zawodnikami ze zbliżonego kręgu kulturowego. Wiele tu wskazówek, że sprowadzenie Brazylijczyka może wypalić. Umowa obowiązująca do 30 czerwca 2027 roku z opcją przedłużenia o kolejne lata również wygląda rozsądnie.

Dominik Sarapata (Wisła Płock)

Wisła, sensacyjny lider Ekstraklasy, bardzo bezpiecznie podeszła do tematu zmian kadrowych w trakcie sezonu. "Nafciarze", przynajmniej na moment tworzenia tego tekstu, utrzymali wszystkich istotnych zawodników. Z drugiej strony wzmocnili się nieznacznie, bo zespół Mariusza Misiury uzupełnili jedynie Matvey Bokhno i Dominik Sarapata. Ciekawszy wydaje się ten drugi ruch, również ze względu na przeszłość 18-latka.
Środkowy pomocnik latem został sprzedany do Kopenhagi przez Górnika Zabrze. Ślązacy zainkasowali cztery miliony euro, ale utalentowany zawodnik nie otrzymywał zbyt wielu szans w pierwszej drużynie. Po trzech spotkaniach uznano, że Sarapata powinien złapać więcej minut na wypożyczeniu, z czego postanowiła skorzystać Wisła. Umowa między stronami nie zawiera opcji wykupu, ale sam zawodnik kupił już kibiców. W pierwszym wywiadzie ambitnie stwierdził, że chce pomóc Płocczanom w walce o mistrzostwo Polski.

Mariusz Stępiński (Korona Kielce)

Doświadczonego napastnika bardzo długo łączono z Widzewem, ale finalnie Łodzianie nie byli zdeterminowani, aby sfinalizować transakcję. Mariusz Stępiński był jednak cały czas do wzięcia, wobec czego do rozmów z Omonią usiadła Korona. Kielczanom udało się szybko zamknąć temat i Polak podpisał umowę ważną do 30 czerwca 2026 roku. Jeśli wypali, a jest na to spora szansa, klub może przedłużyć kontrakt o 24 miesiące.
Już teraz ze współpracy z 30-latkiem cieszy się Jacek Zieliński, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę występy Stępińskiego w meczach kontrolnych. Ze Spartakiem Trnawa zdobył bramkę, z CSKA Sofia popisał się dubletem. Widać, że to piłkarz potrafiący znakomicie odnaleźć się w polu karnym. W Arisie i Omonii swoje strzelił, teraz powinien przenieść to na boiska Ekstraklasy, na które wraca po ponad dziewięciu latach.

Attila Szalai (Pogoń Szczecin)

Jeszcze w grudniu Attila Szalai był kapitanem Kasimpasy, prowadził drużynę na starcie z Galatasaray. W styczniu jednak zapadła decyzja, że stoperowi lepiej będzie gdzie indziej. 49-krotny reprezentant Węgier na moment wrócił do Hoffenheim, a następnie został wysłany na wypożyczenie do Pogoni Szczecin. Tym samym "Duma Pomorza" zrealizowała swoje ostatnie zadanie w zimowym okienku - sprowadziła defensywnego pomocnika, napastnika i stopera.
Szalai ma zdecydowanie najmocniejsze nazwisko z całej trójki i szkoda, że w Pogoni ma grać tylko do końca bieżącego sezonu. Jeśli się jednak sprawdzi, niewykluczone, że Alex Haditaghi usiądzie do kolejnych rozmów z Niemcami. Kanadyjczyk pokazał, że stać go na ruchy naprawdę mocne. Kontrakt 28-latka z Niemcami obowiązuje zaś tylko do 30 czerwca 2027 roku, zatem przedstawicielom Bundesligi powoli kończy się czas na ewentualną sprzedaż. Trzeba też pamiętać, że Węgier nie jest szczególnie związany z Hoffenheim, w barwach tej drużyny zagrał raptem pięć razy.

Przemysław Wiśniewski (Widzew Łódź)

Nie róbmy z Przemysława Wiśniewskiego zawodnika, który sam jeden udźwignie obronę Widzewa, ale nie róbmy też z niego piłkarza, który potrafi wyjątkowo niewiele. Agenci pięciokrotnego reprezentanta Polski przekonują, że jeszcze latem Spezia oczekiwała nawet siedmiu milionów euro za stopera. Z biegiem czasu cena spadała, spadała i spadała, a Łodzianie finalnie zbili ją do poziomu nieznacznie przekraczającego trzy miliony. Włosi nie zdołali nawet odzyskać całej kwoty, jaką sami zainwestowali na początku 2023 roku.
Wiśniewski wrócił do Polski po trzech i pól roku. Wrócił mając w dorobku debiut w kadrze, 14 spotkań w Serie A i 71 w Serie B. Zawodnik zdaje sobie sprawę, że z Widzewa bliżej mu do reprezentacji niż ze Spezii, która niebawem może wylądować na trzecim poziomie rozgrywkowym. Podobnie na sytuację 27-latka zapatruj się Jan Urban, regularnie komentujący decyzje swoich podopiecznych. To transfer, na którym może skorzystać każda ze stron.

Przeczytaj również