Szalony mecz Polaków, Bednarek w roli głównej. Pomeczowy wywiad rozwalił system

Jakub Kiwior i Jan Bednarek zaczęli mecz z Rangersami w Lidze Europy najgorzej jak się dało. Na szczęście rehabilitacja, szczególnie drugiego z nich, przyszła błyskawicznie. Koniec końców obaj kończyli spotkanie w doskonałych nastrojach.
W czwartkowy wieczór FC Porto walczyło o miejsce w TOP8 fazy ligowej Ligi Europy, by uniknąć rywalizacji w play-offach. Trener Francesco Farioli poważnie potraktował mecz z już wyeliminowanymi Rangersami, desygnując do gry najmocniejszy skład. Powrócił tym samym do ustawienia “polskiego muru” na środku defensywy. Jakub Kiwior i Jan Bednarek znów stworzyli rozbity ostatnio duet. W lidze przeciwko Gil Vicente pierwszy z kadrowiczów został bowiem przesunięty na lewą flankę, by ustąpić miejsca Thiago Silvie. Poza składem znalazł się Oskar Pietuszewski, który jako nowy nabytek będzie mógł reprezentować barwy Porto dopiero w fazie pucharowej.
Zaczęli fatalnie
Dla Kiwiora był to 24. występ w tym sezonie, dla Bednarka - 29. Zaczęło się sensacyjnie. W szóstej minucie obrona Porto kompletnie się pogubiła. Najpierw Kiwior źle wyprowadził piłkę w lewym sektorze, niedokładnie uruchamiając jednego z kolegów. Ta trafiła pod nogi Curtisa, którego wrzutki wyprowadzony w pole “Kiwi” nie zdążył zablokować. W polu karnym głową uderzył osamotniony, odpuszczony przez Alberto Costę Gassama i wydawało się, że strzał ten musi zablokować Jan Bednarek. Reprezentant Polski jednak wykonał dziwny ruch, jakby skiksował, nie przeciął uderzenia. Efekt - zaskoczony zachowaniem obrońcy Diogo Costa i otwierający wynik gol dla gości. Obaj biało-czerwoni powinni się w tej akcji zachować lepiej.
Na szczęście Polacy nie wpadli w spiralę błędów i otrząsnęli się po straconej bramce. W 12. minucie Bednarek dobrze “wyczyścił” atak Rangersów. Potem, tyle że w grze do przodu, pokazał się Kiwior. Lewonożny stoper huknął z dystansu, ale załadował w trybuny. Gospodarzom nie szło, pojawiały się nawet pojedyncze gwizdy. W 22. minucie “Smoki” dośrodkowały z rzutu wolnego w pole karne, Kiwior zgrał piłkę głową, po czym wydawało się, że będzie rzut karny za zagranie ręką. Nie było, bo reprezentant Polski podawał z pozycji spalonej.
W 27. minucie Porto wyrównało za sprawą Rodrigo Mory, a w 30. minucie znowu zapachniało “jedenastką”. Tym razem ostrym wślizgiem potraktowany został Pepe. Kamery pokazały, jak Jan Bednarek żywiołowo dyskutuje z sędzią i próbuje ustalić, jaka będzie decyzja. Kapitan bez opaski - nie jest przypadkiem, że Polak błyskawicznie został jednym z liderów drużyny. Mówił też o tym w Polsacie Oskar Pietuszewski.
- Nie znałem Kuby i Janka wcześniej, pomogli mi w równym stopniu. Janek to typ osoby, która wchodzi i od razu staje się liderem danego miejsca. Kuba jest cichszy, ale stanowimy fajną ekipę. Rywalizacja w drużynie jest zdrowa - tłumaczył.
Po gwizdku sam Bednarek podkreślił, że został wyznaczony do rozmów z arbitrem.
Bednarek o włos...
W 36. minucie Porto strzeliło drugiego gola. Bednarek zaczął akcję długim przerzutem w pole karne, tam Rangersi sami sobie przeszkodzili, a piłkę do siatki wpakował Moura.
Przed przerwą padła jeszcze jedna bramka dla ekipy Polaków - tym razem po rzucie rożnym. Wydawało się, że to Bednarek wpisał się na listę strzelców, ale powtórki potwierdziły trafienie samobójcze Fernandeza. Niemniej, polski defensor mocno się przyczynił do podwyższenia wyniku na 3:1.
- Ja nawet nie miałem jak tego strzelić. Jedyne, co mogłem, to wywrzeć jak największą presję, by Fernandez mógł główkować. I to się udało - opowiadał po meczu reprezentant Polski. - Spędzamy na treningach dużo czasu nad stałymi fragmentami - dodał.
Zanim sędzia zakończył pierwszą połowę, Bednarek z Kiwiorem i spółką znaleźli sposób na rozochoconego Gassamę - tym razem zawodnik gości został bezbłędnie zablokowany. Wydarzenia 45 minut dobrze podsumował komentujący Bożydar Iwanow:
- Znów widzimy Jana Bednarka. Dyrygujący polską ścianą, murem, z którego dziś jakaś cegła wypadła, ale patrząc na wynik, nie ma wielkich konsekwencji - zauważył dziennikarz Polsatu Sport.
Brawa dla lidera
Drugą odsłonę obaj stoperzy rozpoczęli od dobrej interwencji w obronie. Najpierw wykazał się młodszy z biało-czerwonych, potem starszy świetnie przeciął groźne podanie w polu karnym. Kiwior starał się też błysnąć próbami z dystansu - w 54. minucie uderzył po krótkim rozegraniu rzutu wolnego. Nieco celniej niż przed przerwą, jednak nadal daleko od bramki.
W 57. minucie Bednarek znów zebrał brawa od kolegów z zespołu. Zapachniało golem dla Rangersów, ale lider defensywy w ostatniej chwili interweniował na piątym metrze.
Do końca meczu nie padło więcej bramek i generalnie nie działo się za dużo. Obrona Porto robiła swoje, Polaków warto wyróżnić też za grę piłką do przodu. Dobrze, że po kiepskim starciu i zawaleniu gola na 0:1 obaj weszli na właściwe tory, a Bednarek wyrósł na główną postać tego spotkania. Zaczął od błędu, potem zaś przyczynił się do dwóch trafień “Smoków” i dorzucił do tego kilka naprawdę imponujących interwencji w defensywie. O to chodzi!
Dziennik A Bola wystawił obu reprezentantom Polski po “szóstce” w skali 1-10.
- W 7. minucie nie zdołał dobrze rozpocząć ataku, co doprowadziło do gola dla Rangersów. Następnie wrócił do swojej normalnej, dobrej formy - napisano o Kiwiorze. - Przy golu gości nikt nie próbował zatrzymać Gassamy, który otworzył wynik. Ale Polak jest bardzo opanowany i nie pozwolił, by to wpłynęło na jego grę. Podanie przy drugim golu do Moury - podręcznikowe! - zauważyli dziennikarze.
FC Porto może szykować się bezpośrednio do gry w 1/8 finału - uniknie play-offów. Teraz przed “Smokami” ligowy mecz z Casa Pia (poniedziałek 21:45), w którym liczymy na występ Oskara Pietuszewskiego.
Na koniec parę słów dotyczących wywiadu z polskim duetem obrońców w Polsacie Sport. To był kawał rozmowy (prowadzonej przez Bożydara Iwanowa) - z jednej strony merytoryka i boiskowe spostrzeżenia, z drugiej - luz, żart i Bednarek w świetnym humorze, co rusz podpuszczający Kiwiora, mniej wygadanego z tej dwójki. Tak to powinno wyglądać; czapki z głów i dla dziennikarza, i zawodników. A Kuba Kiwior naprawdę sobie radzi przed tym mikrofonem całkiem nieźle, czekamy na więcej. I przede wszystkimi na kolejne udane występy biało-czerwonego muru z Porto.