Szokujące, co odstawił Ronaldo. "Jeden wielki absurd"
Cristiano Ronaldo tupnął nóżką. Legendarny snajper obraził się na reprezentację, ale nie tak na amen, właściwie tylko na chwilę. W sumie to nawet w listopadzie mógłby wrócić do kadry. Pytanie brzmi, czy ekipa Jorge Jesusa naprawdę potrzebuje jeszcze zawodnika Al-Nassr?
Minione już zgrupowanie portugalskiej kadry należy podzielić na dwie części. Poza boiskiem wszystko orbitowało wokół afery z Cristiano Ronaldo w roli głównej. Jakiekolwiek konferencje prasowe i wywiady wiązały się z pytaniami, co się stało z CR7, dlaczego opuścił zgrupowanie, czy wróci do kadry, czy to już koniec, i czy Jorge Jesus na pewno ma prawo tak traktować największą ikonę portugalskiego sportu. W skrócie, jeden wielki chaos.
Cały ten szum tymczasowo znikał, kiedy Portugalczycy wychodzili na boisko. A trzeba im oddać, że zaliczyli dosłownie perfekcyjny start w Lidze Narodów. W czterech meczach zgromadzili komplet punktów, zapewniając sobie awans do fazy pucharowej rozgrywek. Ostatnie spotkania z Danią i Norwegią pokazały, że w tej kadrze istnieje życie bez Ronaldo. I wcale nie musi ono być gorsze.
Obraza majestatu
Skąd wzięło się całe zamieszanie wokół Ronaldo? Na początku zgrupowania rozegrał on mierne zawody przeciwko Walii. Na początku drugiej połowy zmarnował znakomitą sytuację, później trafił do siatki, ale ze spalonego, w 67. minucie dostał zasłużoną zmianę. W kolejnym meczu z Norwegią nie podniósł się z ławki, a trzy dni później opuścił zgrupowanie. Dlaczego? Jorge Jesus najpierw powiedział piłkarzowi, że planuje go wystawić w pierwszej i czwartej kolejce Ligi Narodów. W drugim spotkaniu wysłał weterana na rozgrzewkę, kiedy Norwegia wyrównała. Po chwili Goncalo Ramos trafił na 2:1, więc selekcjoner odłożył zmianę. Ronaldo przesiedział 90 minut na ławce, coś takiego zdarzyło mu się w meczu kadry po raz pierwszy od 2008 roku.
Jesus oczywiście został zapytany o brak wystawienia kapitana. Wytłumaczył, że myślał o wprowadzeniu 41-latka, ale mecz potoczył się w taki sposób, że wybrał inne rozwiązania. Podkreślił, że to on jest trenerem, więc może decydować, czy dany zawodnik zagra 30, 90 minut czy w ogóle nie pojawi się na boisku. Czy te słowa są szczególnie kontrowersyjne? Niekoniecznie. A jednak na tyle rozzłościły Ronaldo, że wymeldował się z hotelu i poleciał do Madrytu. Według medialnych doniesień selekcjoner i Pedro Proenca, prezes portugalskiej federacji, pojechali jeszcze na lotnisko, aby przekonać weterana do zmiany zdania. Ich misja nie zakończyła się sukcesem. Napastnik odleciał w siną dal.
Sytuacja sama w sobie jest absurdalna. Czy zmiana decyzji trenera odnośnie planu gry to naprawdę wystarczający powód, aby rzucać wszystko i zostawiać własną reprezentację? Oczywiście, że nie mówimy o zwykłym piłkarzu, tylko absolutnej legendzie, twarzy całej portugalskiej piłki. Ale także ze względu na swój status 41-latek nie powinien zachowywać się w taki sposób. Jaki przykład innym daje kapitan, który w środku zgrupowania pakuje walizki i rzuca gorzkie “adios”? Bruno Fernandes czy Vitinha też mają prawo zostawić kadrę, jeśli nie spodoba im się jakaś decyzja Jesusa? A może wszyscy rezerwowi powinni bukować czartery, żeby wywrzeć presję na trenerze?
Oliwy do ognia dodała siostra Cristiano, Elma, która napisała, że Portugalczycy są zazdrośni, nienawistni i ignoranccy. Generalnie, najgorsi, jacy tylko mogą być. Dodała jeszcze, że reprezentacja zasługuje na powrót do przeciętności sprzed czasów jej brata. Krótko mówiąc, cały naród został zmieszany z błotem, bo piłkarzowi nie spodobał się sposób traktowania przez selekcjonera. Nietrudno odnieść wrażenie, że Ronaldo, a przynajmniej jego bliscy, właściwie chcieliby, aby Portugalia zaczęła seryjnie przegrywać. Wtedy mogliby triumfalnie powiedzieć: “Ha, bez CR7 nie znaczycie nic”. Problem polega na tym, że Jesus tworzy drużynę, która może znaczyć i to bardzo dużo.
Gotowy następca
Pod nieobecność kapitana do pierwszego składu wskoczył Goncalo Ramos. Perfekcyjnie wykorzystał swoją szansę, notując trzy gole i asystę w trzech ostatnich spotkaniach. Przeciwko Danii wykreował kolegom trzy okazje. Tyle samo, ile Cristiano w ośmiu poprzednich występach w kadrze. Aby znaleźć ostatnią asystę CR7 w narodowych barwach, trzeba cofnąć się do listopada 2024 roku i meczu z Polską wygranego 5:1. Nietrudno dostrzec, że Portugalii gra się łatwiej z napastnikiem mobilnym, wybieganym i przyzwyczajonym do pracy na rzecz kolektywu.
25-latek nie po raz pierwszy potwierdza, że może być pierwszą strzelbą Portugalii. Przypomnijmy, że już na mistrzostwach świata w Katarze Fernando Santos próbował dokonać wymiany pokoleniowej. W fazie pucharowej Ronaldo był zmiennikiem, a Ramos błysnął hat-trickiem ze Szwajcarią. Na ostatnim mundialu to nowy nabytek Milanu strzelił gola w doliczonym czasie z Chorwacją, czym zapewnił awans do 1/8 finału. Wychowanek Benfiki nigdy nie zbliży się do poziomu prezentowanego przez Cristiano w szczytowej formie, ale obecnie jest po prostu lepszym wyborem dla reprezentacji.
Portugalia z dorobkiem dziewięciu goli ma trzecią najlepszą ofensywę w pierwszej dywizji Ligi Narodów. Za kadencji Jesusa na razie oddaje średnio 18 strzałów na mecz. Próbka nie jest duża, natomiast bez wątpienia zespół ten wyglądał lepiej na tle Norwegii czy Danii niż np. podczas mistrzostw świata. A w składzie nie doszło do żadnej rewolucji. Zmienili się tylko - albo aż - selekcjoner oraz podstawowy napastnik.
- Cała Portugalia uśmiecha się, widząc tak grającą reprezentację. Jorge Jesus zaliczył świetny start. Sprawił, że sprawa Cristiano nie miała wpływu na boiskowe poczynania. Selekcjoner korzysta niemal z tych samych zawodników, których wystawiał Roberto Martinez, ale ma na nich nowy pomysł. Ustawienie 4-1-3-2 wprowadziło świeżość i zapewniło sporą wymienność pozycji. Świetnie układa się współpraca na linii Ramos - Felix, obaj strzelili na tym zgrupowaniu po trzy gole. Dawny duet z Benfiki daje nadzieję na lepszą przyszłość - opisał Afonso Santos z dziennika A Bola. - Narodził się Goncalo Ronaldo. Napastnik Milanu trafiał do siatki w każdym z trzech ostatnich meczów, pozwalając, aby Portugalczycy “zapomnieli” o nieobecności Ronaldo - zaznaczyła Marca.
Drepcząc w kółko
W Portugalii niedługo wszystko może wrócić do punktu wyjścia. Sam Jesus ogłosił, że chętnie powoła 41-latka, jeśli ten będzie gotowy do gry. Prezes federacji zasypał zaś napastnika komplementami, aby delikatnie poprawić napięte relacje.
- Cristiano to najlepszy piłkarz w historii. Jest symbolem portugalskiego futbolu i naszej tożsamości narodowej. Kiedy tylko będzie gotowy, zawsze znajdzie się dla niego miejsce w kadrze. Między nim i trenerem doszło do nieporozumienia, zajęliśmy się tą sprawą. Cristiano wciąż jest częścią kadry, naszym symbolem, kapitanem, ikoną. Mógł zakończyć karierę reprezentacyjną po mundialu, ale z miłości do barw nie zrobił tego. Teraz, kiedy zgrupowanie dobiegło końca, mamy czas, aby usiąść, porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Chcemy, aby wrócił w listopadzie do reprezentacji - podkreślił Pedro Proenca.
Z kolei Cristiano w długim komunikacie zadeklarował gotowość powrotu do kadry i zaakceptowania kary za opuszczenie zgrupowania. Podkreślił jednak, że poczuł się okłamany przez Jesusa. Selekcjoner na wspomnianej konferencji po meczu z Norwegią miał oświadczyć, że to on namieszał w planie zgrupowania i najpierw poprosił Cristiano o to, żeby był gotowy na grę, potem wysłał na rozgrzewkę, a finalnie pozostawił na ławce. Selekcjoner nie potwierdził publicznie tej wersji, chociaż według relacji piłkarza obiecał to zrobić.
Cała sytuacja wygląda groteskowo, bowiem szkoleniowiec nie jest od tego, żeby wychodzić do mediów i odczytywać z kartki to, czego oczekiwałby zawodnik. Nawet tak wybitny, jak CR7. Zresztą całe jego oświadczenie to jeden wielki absurd. Po takiej aferze naprawdę z politowaniem można czytać o notatkach sfrustrowanego gwiazdora, który liczył, że Jesus publicznie zacznie go porównywać do Pele, Maradony i w ośmiu punktach wyartykułuje przeprosiny za brak minut z Norwegią.
Przyjmijmy, że Ronaldo faktycznie przyjeżdża na kolejne zgrupowanie. I co dalej? Będzie na nim tak długo jak wszyscy, czy dopóki coś mu nie podpasuje? Czy trener będzie miał prawo odesłać go na ławkę? A może zostanie uznane to za brak szacunku i powód, aby znów rzucić papierami. Goncalo Ramos dostanie kolejne szanse, na które uczciwie zapracował dobrymi występami w ostatnich meczach, czy jednak zasada merytokracji na środku ataku pójdzie w diabły? Tak wiele pytań, tak mało dobrych odpowiedzi. Może dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby faktycznie Cristiano obraził się na dobre i nie wracał do reprezentacji za kadencji Jesusa.
Ronaldo jest piłkarskim gigantem, być może drugim najlepszym zawodnikiem w historii. Końcówka jego kariery niestety nie pasuje do kilkunastu lat, kiedy utrzymywał się na szczycie. I nie chodzi tylko o średnie występy na EURO 2024 czy tegorocznym mundialu. To oczywiste, że piłkarz po czterdziestce nie będzie czarował jak za najlepszych lat. Problemem są zachowania jak te z ostatniego zgrupowania. Egocentryzm, chęć podporządkowania sobie całej reprezentacji. Na zasadzie: “będzie tak jak ja chcę, albo nie będzie wcale”. Może nie znamy wszystkich szczegółów, może selekcjoner faktycznie w jakiś sposób “upokorzył” Cristiano i niejako zmusił do radykalnych kroków. Ale to tylko domysły. Bazując na faktach, widzimy doświadczonego gracza, który nie zagrał w danym meczu, po czym usłyszał na konferencji, że to trener ma decydujący głos. Nie spodobało mu się to, więc czym prędzej zostawił drużynę. A zespół zareagował w najlepszy możliwy sposób, wygrywając kolejne mecze z dużą pomocą nowego lidera ofensywy.
Jorge Jesus z jednej strony już wie, że nie będzie mógł liczyć na Ronaldo, jeśli znów mu czymś podpadnie. Z drugiej strony widzi także, że brak CR7 wcale nie wpływa negatywnie na grę kadry. Wręcz przeciwnie.