Szokujący wybór na trenera Realu Madryt? Może zrobić "terapię elektrowstrząsami"
Sensacja może stać się faktem. Jose Mourinho jest poważnym kandydatem na trenera Realu Madryt, co wbrew pozorom zdaje się być logicznym ruchem. W tym pozornym szaleństwie kryje się konkretna metoda.
Alvaro Arbeloa nie pozostanie pierwszym trenerem Realu Madryt. Decyzja nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona, ale czuć, że sam zainteresowany już ją poznał. A objawia się to choćby poprzez jego zachowania na konferencjach. W pierwszych miesiącach pracy brał całą winę na siebie, regularnie stawał murem za piłkarzami, wydawało się, że robi wszystko, aby wkupić się w ich łaski. Wyniki osiągane pod wodzą 43-latka pokazały, że jego plan zdjęcia publicznej odpowiedzialności z piłkarzy się nie powiódł.
Teraz nastąpiła zmiana. Arbeloa przestał obawiać się wypunktowania widocznych wad swoich podopiecznych. Po ostatnim zwycięstwie z Espanyolem podkreślił, że zespół biega za mało, co w perspektywie całego sezonu utrudnia jakąkolwiek walkę o sukcesy. Wygląda to tak, jakby jeszcze obecny trener wysyłał sygnał swojemu następcy: “Słuchaj, wejdziesz do szatni pełnej nieco rozleniwionych graczy, którzy nie chcą umierać za ten klub”. “Los Blancos” muszą zatem znaleźć szkoleniowca, który będzie potrafił wydobyć z piłkarzy maksimum niekoniecznie samego potencjału, a raczej energii i zaangażowania. To brak tych elementów hamuje cały projekt. I dlatego powrót Jose Mourinho na Bernabeu miałby sens.
- Florentino Perez chce trenera, który przywróciłby dyscyplinę. Uważa, że to niezbędny krok po zwolnieniu Alonso, który był bardziej elastyczny. Nie dziwi zatem, że pojawiła się kandydatura Mourinho - stwierdził Romain Molina.
Orzeł wylądował
Mourinho? Przecież on już jest skończony. Tak może myśleć wielu kibiców. W ostatnich latach prowadzone przez niego ekipy zdecydowanie nie biły się o najwyższe cele. W 2014 roku “The Special One” po raz ostatni wygrał dwumecz w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. W poprzednich ośmiu sezonach jedyne wywalczone przez niego trofeum to Liga Konferencji z Romą. Jeden powie, że trudno kolekcjonować puchary w Tottenhamie czy Fenerbahce. Ktoś inny zauważyłby, że może nie przez przypadek to w klubach z tej piłki zaczął pracować, a już nie w Realu czy Interze. Obie strony po części mają rację.
Bez wątpienia obecny Mourinho nie jest już tak skutecznym menedżerem, jak ten sprzed 15-20 lat. Co nie oznacza, że jego metody nie przynoszą już żadnych efektów. Obecnie jest na najlepszej drodze do rozegrania w Benfice całego sezonu ligowego bez porażki. Mistrzostwo padło już łupem FC Porto, jednak bilans 19 zwycięstw i dziewięciu remisów “Orłów” pod wodzą 63-latka musi robić wrażenie. Zwłaszcza w kontekście Realu, który od kilku lat ma gigantyczne problemy z utrzymaniem koncentracji na krajowym podwórku. W ostatnich miesiącach potrafił nawet na swoim stadionie przegrywać z Celtą czy Getafe. Takie wpadki uniemożliwiły stoczenie z Barceloną wyrównanej batalii o tytuł.
Mourinho musiał też zrobić dobre wrażenie na Realu podczas trójmeczu w Lidze Mistrzów. Obie ekipy rywalizowały najpierw w ostatniej kolejce fazy ligowej, a następnie w 1/16 finału. Tamte starcia pokazały, że współczesna piłka wcale nie odjechała Portugalczykowi. Świetnie przygotował drużynę, która odstawała talentem, ale starała się nadrabiać to charakterem. Na przestrzeni trzech spotkań Benfica wykręciła wyższy wskaźnik oczekiwanych goli (5,12 do 3,35). I to mając w ofensywie Schjelderupa, Pavlidisa oraz przez moment Trubina, a nie gwiazdorskie zestawienie Mbappe - Vinicius - Bellingham.

Odpowiedni profil
Źródła z Hiszpanii podają, że na zatrudnienie Mourinho naciska Florentino Perez. Mario Cortegana z The Athletic i portal ABC zaznaczali, że to właśnie Portugalczyk jest wybrańcem prezesa Realu. W mediach przewijają się nazwiska innych kandydatów, jak np. Juergen Klopp, Mauricio Pochettino, Didier Deschamps czy Lionel Scaloni, ale słowo najważniejszej osoby na Bernabeu może być święte. A Perez musi doskonale pamiętać, że “Mou” już radził sobie z piłkarzami najwyższego formatu.
- Niektórzy kibice mówią, że Mourinho nie sprawdziłby się w Realu z powodu ego. Mbappe, Vinicius, Bellingham… jak to wszystko ogarnąć? Ale mówimy o znakomitych piłkarzach, każdym się z tym zgodzi. A oni w trójkę nie mają takiej osobowości i ego, jak Sergio Ramos czy Ronaldo, których Mourinho prowadził w Realu. Sądzę, że ego zawodników nie byłoby żadnym problemem. To część piłki na najwyższym poziomie. Potrzebujesz jedynie trenera z doświadczeniem i autorytetem. Jose to ma - przyznał Fabio Capello na antenie TNT Sports.
Obecna sytuacja “Królewskich” wskazuje na to, że niezbędny jest im trener, który przede wszystkim poprawi warstwę mentalną. Real nie potrzebuje topowego taktyka, ponieważ na nic się to zda, jeśli zawodnicy nie pójdą za nim w ogień. Króciutka kadencja Alonso dobitnie to pokazała. On miał pomysł, świeże spojrzenie na piłkę, tytułami w Bayerze potwierdził swój warsztat. Wszystkie te atuty odeszły w zapomnienie, kiedy po kilku miesiącach stracił szatnię wypełnioną w równym stopniu talentem, co egoizmem
Na Bernabeu brakuje obecnie osoby, która umiałaby scalić zespół. Niekoniecznie wymyślić koło na nowo, a po prostu zmusić piłkarzy, aby w sobotę z Mallorcą grali na zbliżonym poziomie intensywności, jak w środę z Bayernem. Nikt nie wątpi w to, że zawodnicy “Los Blancos” dysponują gigantyczną jakością. Mbappe, Vinicius, Bellingham, Valverde czy Tchouameni w formie to gracze z absolutnie topowej półki. Problem polega na tym, że pokazują to zbyt rzadko. Momentami wybierają sobie mecze, w których grają na 100% (październikowe El Clasico, dwumecze z City czy Bayernem), a w innych zaciągają hamulec ręczny. Myślą, że samo się wygra. Barcelona zgarnie mistrzostwo nie tylko za sprawą swojej regularności, ale też cyklicznych wpadek głównego rywala z przeciwnikami drugiej kategorii. I tu znów można uśmiechnąć się do Mourinho, który nie toleruje bylejakości. Prawdopodobny sezon bez porażki w Benfice to dowód na to, że umie odpowiednio przygotować i zmotywować drużynę na dystansie ligowego maratonu.
- Mam wrażenie, że Mourinho to byłby bezpieczny wybór, dlatego, że Florentino Perez nie chce spojrzeć prawdzie w oczy i nie chce popatrzeć na to, że trochę źle wychował swoich piłkarzy - że to oni trzęsą klubem i mają za duży wpływ na wszystko, co się dzieje dookoła i nie ponoszą za to żadnych konsekwencji. Zamiast wyrzucić niektórych zawodników, stwierdził, że weźmie trenera, który ma trochę twardszy charakter i nie będzie bał się iść na zwarcie. Może to się powiedzie, a może np. Kylian Mbappe będzie kimś, kim był Paul Pogba w Manchesterze United czy Iker Casillas w Realu, kiedy Mourinho potrzebował kozła ofiarnego - powiedział Krzysztof Rot na kanale Meczyki.
Niezbędny wstrząs
W nadchodzących dniach nie należy spodziewać się żadnych potwierdzeń czy komunikatów odnośnie ewentualnego przybycia Mourinho do Realu. Sam zainteresowany na niedawnej konferencji przekazał, że nikt z “Los Blancos” się z nim nie kontaktował i skupia się tylko na kolejnym rywalu w lidze. Dopóki sezon trwa, każda z zainteresowanych stron będzie ucinać temat. Co nie znaczy, że takowy nie istnieje. Zwłaszcza, że “Królewscy” nie musieliby nawet negocjować z Benficą, ponieważ w umowie 63-latka znajduje się klauzula odstępnego w wysokości 6 mln euro. Umówmy się, nie jest to wysoka kwota za trenera, który być może wprowadziłby tak poszukiwany na Bernabeu porządek.
- Już Cervantes pisał, że drugie części nigdy nie są tak dobre jak pierwsze. Można by twierdzić, że Mourinho nadaje się do archiwum, że jego metody nie są już dostosowane do obecnych realiów w futbolu. Istnieje wiele przeciwwskazań, ale sytuacja Realu sprawia, że rozsądne byłoby zatrudnienie właśnie Portugalczyka. Przypominają się słowa Karima Benzemy: “Mou zmienił sposób myślenia zespołu. Sprawił, że uwierzyliśmy, że możemy być najlepsi”. Mourinho podczas pierwszej kadencji w Madrycie zastosował terapię elektrowstrząsami. Tego potrzebuje ta drużyna. Nie delikatnego wsparcia i kozetki w gabinecie psychoanalityka, ale elektrowstrząsów. Real nie może tkwić w wiecznym letargu - opisał Frederic Hermel z dziennika AS.
Sceptycy powrotu Mourinho też mają swoje argumenty. Jeden z nich dotyczy tego, jak Portugalczyk dogadałby się z Viniciusem, którego niedawno publicznie krytykował. Trenerowi nie spodobał się taniec skrzydłowego przy chorągiewce po ładnym golu na Estadio da Luz. Warto przypomnieć, że miało to miejsce w tym samym meczu, w którym Gianluca Prestianni obraził Brazylijczyka, za co został zawieszony na sześć spotkań w rozgrywkach UEFA.
Nie siedzimy w głowie “Viniego”, ale patrząc na wszystkie okoliczności, zapewne optowałby on za zatrudnieniem innego szkoleniowca. Jednak może właśnie dlatego Real powinien zatrudnić “Mou”. Aby pokazać, że klubem rządzi prezes, a nie zawodnicy. Oni mają grać, a nie wybierać sobie, którego szkoleniowca zaakceptują, a którego zwolnią po maksymalnie pół roku. Niewykluczone, że właśnie wspomniana “terapia elektrowstrząsami” jest potrzebna, aby przywrócić należyty ład w hierarchii na Bernabeu. Gracze potrzebują kogoś, kto, brzydko mówiąc, złapie ich za twarze i pokaże, kto tu rządzi. Trudno dojść do innego wniosku, czytając choćby niedawne doniesienia o scysjach z udziałem Valverde i Tchouameniego. Arbeloa nie panuje już nad tym, co dzieje się w zespole.
Zatrudnienie Mourinho przez Real na pewno byłoby dobrą wiadomością dla neutralnych kibiców, którzy w piłce szukają przede wszystkim emocji. O 63-latku można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że wywołuje obojętność. O ile konferencje Alonso czy Arbeloi nie należały do najciekawszych, o tyle “Mou” zapewne regularnie podgrzewałby atmosferę. Całą sytuację dobrze podsumowuje wpis Ikera Casillasa, w którym nawet nie zamieścił nawet jednego słowa. Kiedy nasiliły się plotki o potencjalnym powrocie do Madrytu, były bramkarz wrzucił jedynie emotikony popcornu. Tyle pozostało. Złapać za przekąskę i obserwować seans na srebrnym ekranie. Czas pokaże, jaką fabułę na przyszły sezon przygotuje Real w reżyserii Florentino Pereza.