Tak sypie się Raków Częstochowa. Niegdyś wzór, teraz chaos

Tak sypie się Raków Częstochowa. Niegdyś wzór, teraz chaos
Grzegorz Misiak / pressfocus
Szymon - Janczyk
Szymon JanczykDzisiaj · 17:00
Kolejne paniczne zmiany trenerów, którzy pracują w klubie coraz krócej. Miotanie się pomiędzy koncepcjami budowy klubu. Rozsypane struktury, w których żaden dyrektor nie przywiązywał się do swojego stanowiska. Raków Częstochowa dawno stracił miano klubu dobrze zarządzanego, stawianego za wzór do naśladowania. To, co oglądamy teraz, to po prostu coraz szybciej postępująca erozja i degrengolada.
Raków Częstochowa zawsze będzie w Polsce przykładem zbudowania czegoś z niczego. To pomysły, pieniądze i koncepcja Michała Świerczewskiego doprowadziły do ściągnięcia do klubu Marka Papszuna i zbudowania drużyny, która nie tylko wspięła się po szczebelkach do Ekstraklasy, ale dołączyła do absolutnego topu. Medale mistrzostw Polski - w tym złoto - zdobyte puchary kraju, występy w Europie, najdroższy transfer wychodzący (obok Lecha, Legii i Pogoni), rozruszanie rynku wewnętrznego, reprezentanci krajów, kopalnia talentów w strukturach, na różnych stanowiskach. To wszystko dziedzictwo ostatnich lat w wykonaniu Rakowa.
Dalsza część tekstu pod wideo
Nie można tego lekceważyć i zdmuchnąć nawet w obliczu obecnego chaosu, bo droga Rakowa była absolutnie wybitna w skali globalnej. Na lokalnym podwórku wielu próbowało to powtórzyć, ale nikomu się to nie udało. Nawet obrzydliwie bogata Wieczysta Kraków nie była w stanie do tego nawiązać. W Częstochowie dawno jednak znikać zaczął zdrowy rozsądek, logika i merytokracja, czyli cokół, na którym stanął pomnik Rakowa w polskim futbolu. Po szybkich, radykalnych zmianach w Widzewie Łódź łatkę nowego Józefa Wojciechowskiego zaczęto przypinać Robertowi Dobrzyckiemu, ale dziś zdecydowanie bliżej tego miana jest Michał Świerczewski.
Pięciu trenerów na przestrzeni roku to liczba, która sama w sobie zakrawa na kpinę. Gdy dodamy do tego całą otoczkę, decyzje Rakowa wyglądają nawet bardziej kuriozalnie.

Raków Częstochowa żongluje trenerami

Ocena tej sytuacji nie zmieni się nawet w obliczu ewentualnego utrzymania drużyny w lidze przez Dawida Szwargę, który zastąpi Tomasza Kaczmarka. Nie zmieni się, bo to, czy Raków zdołałby to zrobić z Kaczmarkiem, jest i będzie niemierzalne. Nie zmieni się, bo Raków posadę trenera zaczął traktować jak okres próbny dostępu do oprogramowania. Niestety dla trenerów nie jest to WinRAR, który po wygaśnięciu wersji demo wciąż był na miejscu. Niestety dla księgowych nie są to też okresy bezpłatnych testów poszczególnych opcji. Każdemu trzeba było zapłacić odprawę, dwóch trzeba było nawet wykupić (Łukasza Tomczyka z Polonii Bytom, Tomasza Kaczmarka z Radomiaka).
Największym absurdem tej sytuacji jest fakt, że w zasadzie wciąż obracamy się w gronie tych samych nazwisk. Gdy zimą szukano następcy Marka Papszuna, wśród rozważanych opcji byli właśnie Tomczyk, Kaczmarek, ale też Dawid Szwarga. Latem ponownie rozmawiano z Kaczmarkiem, lecz postawiono na Kroczka, po którego zwolnieniu rozmawiano z... Kaczmarkiem, Szwargą oraz Goncalo Feio. Nie jest nawet tak, że nie ułożyły się karty i trzeba było na kogoś zaczekać. Przez pewien czas Szwarga, Kaczmarek, nawet Feio byli zajęci, ale w gruncie rzeczy można było:
  • zatrudnić Tomasza Kaczmarka latem zamiast Dawida Kroczka i oszczędzić milion złotych na wykupie go z Radomiaka plus odprawę dla Kroczka,
  • zatrudnić Dawida Szwargę latem i oszczędzić milion złotych na późniejszym wykupie Kaczmarka z Radomiaka plus odprawę dla Kroczka.
Można nawet założyć, że gdyby Raków zgłosił się zimą do Arki Gdynia z pytaniem o to, czy da radę wykupić Dawida Szwargę, to też byłoby to możliwe. Natomiast nie ma to większego znaczenia, bo patrząc na popłoch w działaniach klubu z Częstochowy, opisywany ciąg wydarzeń i tak by nastąpił, po prostu trzeba byłoby poprzestawiać nazwiska.

Organizacyjny chaos w Rakowie. Tak sypie się wzorowy klub

Obraz totalnego chaosu, który się z tego wyłania, zdumiewa, gdy weźmiemy pod uwagę to, co działo się bezpośrednio przed uruchomieniem karuzeli z trenerami. Kwestię odejścia Marka Papszuna do Legii Warszawa rozegrano przecież pod dyktando tego samego człowieka, który osobiście odpowiada za rozkręcenie niekończącego się procesu trenerskich zmian. Michał Świerczewski stracił trenera, który pchał jego klub do sukcesów, ale na własnych zasadach. Przetrzymał Legię Warszawa, ograł Dariusza Mioduskiego, napsuł krwi ligowemu rywalowi, któremu wydawało się, że wykupienie Papszuna będzie zwykłą transakcją jak w osiedlowym sklepiku.
Trzeba było za to Świerczewskiego chwalić, bo gdy to on znajdował się w potrzebie wykupienia Kaczmarka z Radomiaka, to Radomiak nic do gadania nie miał i z dnia na dzień trenera stracił, więc fakt utrzymania szkoleniowca tak długo, jak tylko się dało i wciąż wyrwania za niego niezłych pieniędzy, był po prostu oczywistym sukcesem Rakowa. To w Częstochowie byli krótkoterminowymi zwycięzcami tej sytuacji: nie dość, że się nie ugięli, to jeszcze realnie zaszkodzili Legii, która w innych okolicznościach mogła kosztem Rakowa właśnie zagrać w Europie. To, co działo się potem, to odrębny temat, ale też temat, który nie zaskakuje, gdy patrzy się na postępujący rozkład Rakowa w ostatnich latach.
Tomasz Kaczmarek w wywiadzie z Meczykami mówił co prawda o profesjonalnym klubie, strukturach i organizacji, lecz tylko ignorant mógł nie dostrzec, że na przestrzeni lat z Częstochowy odpływali kolejni kompetentni trenerzy, dyrektorzy, skauci, analitycy. Okres największego wzrostu Rakowa, który został skonsumowany pucharami i mistrzostwem Polski, miał twarz Papszuna i Świerczewskiego, ale był wsparty pracą wielu zdolnych osób, którzy wówczas mieli jeszcze realny wpływ na wiele decyzji dotyczących rozwoju i rekrutacji. Im bardziej ten proces przechodził w ręce wspomnianej dwójki frontmenów, tym bardziej można było mówić o tymczasowości i chwiejności całego projektu.
Papszunowi należy jednak oddać to, że potrafił być w tym skuteczny. Dopiero gdy zabrakło go na pokładzie i lejce trzymał sam właściciel, chaos ogarnął każdy aspekt życia klubu. Na końcu to on wypadł na bezpiecznik i równoważnik, który sprawiał, że cały ten projekt kręcił się tak, jak powinien.

Kaczmarek poprawił grę Rakowa i wypełnił ultimatum

Kadencji Tomasza Kaczmarka nie ma nawet sensu oceniać przez pryzmat sportowy. Można jednak zauważyć drastyczną poprawę jeśli chodzi o tak zwany performance. Po pierwszych sześciu meczach sezonu (Kroczek + Dawid Szulczek) Raków był najgorszy w lidze pod względem różnicy xG. Sam wygenerował trzecie najniższe xG w stawce (1,36) podczas gdy rywale stwarzali sobie zdecydowanie najwięcej właśnie w meczach z Rakowem (xGA: 2,80). Bilans - -1,44 - był tak zły, że żaden zespół nawet się do tego wyniku nie zbliżył. Druga i trzecia najgorsza różnica w tym okresie to odpowiednio -0,45 (Piast Gliwice) i -0,43 (Pogoń Szczecin).
Kaczmarek miał przeprowadzić rewolucję w sposobie gry, myślenia o piłce i filozofii całego klubu. Kręciło się to wokół przestawienia wajchy na ofensywę. I jego Raków to zadanie dźwignął: ostatnie pięć gier Rakowa to drugie najwyższe xG w Ekstraklasie (2,20), dlatego nawet jeśli obrona poprawiła się tylko troszkę (xGA 2,10), to bilans wreszcie wyszedł na plus. Przykładowa Pogoń, wszędzie chwalona, też notowała słaby start pod względem kreowanych szans i zaliczyła podobny progres: wyciągnęła xG difference z -0,43 do +0,65.
Gdybyśmy jednak chcieli kręcić się wokół takich argumentów, nadalibyśmy tej decyzji jakiś logiczny wymiar. To nie ma sensu nawet pod tym względem, że przed Kaczmarkiem postawiono ultimatum - czy może bardziej: ostrzeżono go, że dla dobra jego dalszej pracy lepiej, żeby ograł Wieczystą - które wypełnił po najlepszym meczu Rakowa od dawna. Meczu, w którym odwrócił wynik spotkania dobrymi decyzjami z ławki, bo zrobił to rezerwowy Lamine Diaby-Fadiga. Meczu, w którym Raków po raz pierwszy od inauguracyjnego starcia z Wisłą Płock nie dopuścił przeciwnika do wielu szans bramkowych. I wszystko to nie wystarczyło, żeby pracę zachować.
Mało tego: argumentami, którymi próbowano podeprzeć zwolnienie, były między inny te, które ten mecz obalił: że Kaczmarek nie uzdrowi defensywy, że źle zarządza meczem z ławki.

Świerczewski zwątpił w Szwargę. Zwolnił go przed końcem sezonu

Raków Częstochowa, który tak bardzo spieszył się z wykupieniem Tomasza Kaczmarka, że zrobił to naprędce po meczu jego poprzedniego klubu, zwolnił go zaraz po pierwszym pełnym tygodniu pracy w nowym systemie. W przerwie na kadrę spora część zawodników udała się na zgrupowanie. Pierwszy mikrocykl po powrocie poprzedzał właśnie spotkanie z Wieczystą. Trener i sztab cieszyli się, że mogą przepracować zidentyfikowane wcześniej problemy z całym zespołem. Jeszcze bardziej ucieszyli się, że to zadziałało. Dopiero co z szatni płynęły głosy o tym, że ten zespół w końcu kogoś kupił - nie jest tajemnicą, że poprzedni trenerzy nie mieli poważania w oczach wielu zawodników, zwłaszcza tych z dłuższym stażem. Ich metody pracy i kompetencje były podważane i kwestionowane.
Wszystko to można wyrzucić, Raków trzeba stawiać i nakręcać od nowa. Zrobić ma to trener, którego osobiście cenię, ale też trener, który w oczach właściciela nie potrafił dźwignąć zespołu po Marku Papszunie. Michał Świerczewski w trakcie pierwszej kadencji Szwargi surowo oceniał formę zespołu nawet na Twitterze. W pewnym momencie trenera i radę drużyny wezwano na dywanik. Świerczewski ignorował wówczas fakt, że performance drużyny był dobry i siódme miejsce nijak nie współgrało z wynikiem oczekiwanych punktów czy goli. Zaawansowane liczby broniły Szwargi, który w obliczu licznych kontuzji i pierwszego w historii sezonu łączonego z występami w Europie wypadł solidnie.
Właściciel uznał wówczas, że to za mało i jeszcze przed końcem rozgrywek poinformował, że zwolni Szwargę wraz z finiszem sezonu. Sam zainteresowany przyznał potem, że komunikat w tej sprawie miał pośredni wpływ na słabsze wyniki w decydującej fazie sezonu i wpłynął na każdego w klubie. Kiedy Michał Świerczewski nabrał przekonania, że Dawid Szwarga to jednak jego trener? Skoro nie latem, gdy rozmawiał o jego powrocie, to wychodzi na to, że w niedawnym meczu z GKS Katowice, w którym GieKSa obnażyła Raków. Żart o tym, że Szwarga załatwił sobie tym samym pracę w Częstochowie, wcale nie musi być żartem.
Ile jednak znaczy wizja i przekonanie Michała Świerczewskiego - widzimy na przykładzie Kaczmarka. Szwardze wypada życzyć jak najlepiej, jednak trudno o optymizm, gdy po zapowiedzi wielkiej rewolucji i kompletnej zmiany tożsamości zespołu (nie tylko ze strony trenera, ale też właściciela), cierpliwość co do autora tych zmian potrwała półtora miesiąca.

Dyskusja

Przeczytaj również