Taką kasę Śląsk Wrocław ciągnie od miasta. Liczby porażają, niekompetencja jeszcze bardziej

Śląsk Wrocław dostał kolejne 30 milionów złotych od miasta. Suma ładna, ale mała w zestawieniu ze wcześniejszym dofinansowaniem, stale wspieranym przez prezydenta Jacka Sutryka. Klub okazuje się ważniejszy niż sprawy mieszkaniowe, edukacyjne czy ochrona zdrowia. Ale radnym to nie przeszkadza, nawet jeśli muszą kłamać w żywe oczy.
Polski futbol ma problem z ciągłym dosypywaniem pieniędzy publicznych. Dofinansowanie od swoich miast dostaje Jagiellonia, dostaje też GKS Katowice. Mogłyby one stanowić linię obrony dla zwolenników sztucznego podtrzymywania stanu kasy Śląska Wrocław, ale to podejście zgubne. Błędu nie powinno usprawiedliwiać się błędem, tym bardziej, że jeden jest większy od drugiego.
Od kiedy prezydentem Wrocławia jest Jacek Sutryk, Śląsk stał się swoistym eldorado. Niezależnie od tego, jak źle lub dobrze gra drużyna, pieniądze zawsze się znajdą. Już na początku pierwszej kadencji Sutryk dał klubowi przeszło dziewięć milionów. Później, przynajmniej raz w roku, na mocy jego rozporządzeń dosypywano kolejne miliony. Łącznie, jak podaje Weszło, było ich 121.
W przeliczeniu na dwanaście miesięcy - 19,5 mln. To więcej niż w tegorocznym budżecie Wrocławia przewidziano na między innymi:
- pomoc materialną dla studentów i doktorantów, obronę cywilną,
- nieodpłatną pomoc prawną,
- oddziały przedszkolne w szkołach podstawowych,
- przedszkola specjalne,
- dokształcanie i doskonalenie nauczycieli,
- szpitale ogólne,
- zasiłki okresowe, celowe i pomoc w naturze oraz składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe,
- dodatki mieszkaniowe,
- rehabilitacja zawodową i społeczną osób niepełnosprawnych
- specjalne ośrodki szkolno-wychowawcze.
Wyliczać można jeszcze długo.
A przecież te 121 milionów nie stanowi całości kwoty wsparcia ze środków publicznych. Bo jeszcze pięć milionów w grudniu 2025 (dotacja celowa), bo jeszcze 30 milionów w styczniu, za czym zagłosowała Rada Miasta. A kurka nikt nie zamierza zakręcić.
- Chciałbym, żeby ta lekcja dotarła do pionu sportowego WKS, podobnie jak świadomość, że piłkarski poker i rozwiązywanie wszystkich problemów pieniędzmi z miasta się skończyły - powiedział radny Robert Suligowski 10 stycznia, kiedy Śląskowi dołożono pięć milionów.
Skłamał. I nie zrobił nic, aby przeciwstawić się procesowi.
Łubu-dubu, łubu-dubu, niech nam żyje!
Czwartkowe głosowanie nad dofinansowaniem na kwotę 30 mln złotych było paradne. Decyzje radnych poprzedziło wystąpienie Remigiusza Jezierskiego, nowego prezesa Śląska, wybranego bez konkursu, chociaż takowy obiecał Sutryk.
Jezierski przygotował prezentację, w której przedstawił swoją osobę, starał się wskazać kompetencje obligujące do zajmowanego stanowiska. Wymienił między innymi komentowanie meczów Ekstraklasy na antenie Canal+.
W przygotowanym pokazie slajdów znalazły się też zdjęcia. Na przykład stadionu Wrocławian, dość szczelnie wypełnionego kibicami. Kibicami jednak nie Śląska, ale Chelsea i Betisu. Zdjęcie wykonano przy okazji finału Ligi Konferencji, który "The Blues" wygrali 4:1 (0:1).
Następnie ruszono z osławioną prognozą finansową, o której pisaliśmy już TUTAJ. Po stronie kosztów zapisano 46,6 mln, po stronie przychodów 16,6 mln. Wyszło, że Śląsk potrzebuje 30 mln, żeby zbilansować wydatki. Cyferki się zgadzają, dzieci się cieszą.
Problem w tym, że wyliczenia nie trzymają się kupy, co zauważyły osoby zainteresowane nie tylko losem Wrocławian. Słusznie oburzył się między innymi Jarosław Królewski, prezes Wisły Kraków.
Kilka wyliczeń przedstawionych przez Jezierskiego nie ma pokrycia w faktach i logice. Spójrzmy detalicznie:
- dzień meczowy - koszt: 8 milionów - jak? Dzień meczowy to dla klubu okazja na zarobek, dla Śląska poważny problem. Głos zabrali nawet przedstawiciele Tarczyński Arena Wrocław, którzy wyjaśnili, że te "osiem milionów dotyczy całości rocznych wydatków Śląska Wrocław na organizację spotkań. Z tej kwoty do spółki trafia nieco ponad 1/3. Pozostała część dotyczy innych kosztów organizacyjnych".
- transfery - zysk: 4 miliony - skąd to założenie? Skąd takie twarde dane przy debatowaniu nad podłączeniem kolejnej kroplówki? Śląsk nie jest w stanie dokładnie oszacować, ile zarobi na piłkarzach po zakończeniu bieżącego sezonu. Stawiam dolary przeciwko orzechom, nawet pustym, że w letnim okienku zysk z transferów nie będzie wynosił czterech milionów.
- bilety i karnety - zysk: 5,5 miliona - słabiutko. Mecze Śląska nie cieszą się dużym zainteresowaniem, a wypełnienie stadionu przygotowanego pod EURO 2012 wygląda źle, a byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie akcje frekwencyjne ratujące obraz. Na Śląsk można dostać darmowy bilet, jeśli się rozlicza we Wrocławiu. Rozliczanie w Krakowie nie wystarcza do wjazdu do Strefy Czystego Transportu.
- utrzymanie pierwszej drużyny - koszt: 23 miliony - prawie dwa razy więcej niż Wisła Kraków, lider I ligi. Klub, który generalnie nie oszczędza. Klub, który ma w swoich szeregach Angela Rodado, drugiego najlepiej opłacanego zawodnika na zapleczu Ekstraklasy. Mimo tego "Biała Gwiazda" na utrzymanie pierwszej drużyny przeznacza około 14 mln.
- przychody - kwota całości: 16,6 miliona - gigantyczna niegospodarność. Gigantyczna. Widzew Łódź, jako beniaminek I ligi, miał w sezonie 2020/21 przychód na poziomie 17,1 mln. Obecna Wisła ma około 51 mln.
- 2 złote dofinansowania na każdą wygenerowaną złotówkę? Nie ma szans by te dane były prawidłowe, bo to byłaby absolutna kompromitacja - podsumował Jarosław Królewski.
Prezentację zrobiono na kolanie. Gdyby w bilansie miał wyjść słoń, wyszedłby słoń. Prognozę przygotowano, bo jakaś być musiała i nie wykluczam, że nie wykonał jej nikt z klubu, ale bardziej rozgarnięty licealista na lekcji biznesu i zarządzania.
Cyrk przyjechał do miasta
Ale radnym to nie przeszkodziło. Nie przeszkodziły też ich własne deklaracje. Nie przeszkodził nawet rozłam w partii. Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości - Michał Kurczewski, Łukasz Kasztelowicz i Andrzej Kilijanek - nie zgadzali się ze sobą. Kasztelowicz poparł dotację, Kurczewski i Kilijanek byli jednymi z nielicznych głosów sprzeciwu.
- Nie mam złudzeń, jedenasty rok podejmujecie te same decyzje. Parę lat temu głosowaliśmy pieniądze na akademię, a kilka dni później usłyszeliśmy, że jej nie będzie - argumentował Kilijanek, cytowany przez Gazetę Wyborczą.
Był jednak w mniejszości, również pod względem buty.
- Darujcie sobie niepotrzebne dyrdymały - stwierdził Robert Leszczyński z KO i zapowiedział, że jego radni poprą podpięcie kroplówki.
Finalnie oddano 35 głosów. 27 radnych było za, dwójka nie głosowa, trzech się wstrzymało, pięciu było przeciwnych. W trzeciej grupie znalazł się między innymi Suligowski, który niespełna dwa tygodnie wcześniej zapowiadał, że koniec z dosypywaniem pieniędzy. W ostatniej grupie byli Kilijanek, Kurczewski, Jakub Janas, Jakub Nowotarski oraz Piotr Uhle.
Po zakończeniu głosowania dziennikarz Kamil Warzocha miał usłyszeć od jednego z wiceprzewodniczących rady miejskiej, że to ostatni taki przelew. Nikt już w to nie wierzy. Tych ostatnich przelewów było tyle, że Śląsk bardziej przypomina toksyczną miłość z liceum, która piętnasty raz obiecuje poprawę i koniec zdrad, niż poważny klub piłkarski.
Właściciela nie ma, a Ekstraklasy?
Śląsk nie potrafi znaleźć prywatnego inwestora. W czwartek poruszono ten temat, tłumaczył się wiceprezydent Michał Młyńczak. Potwierdził, że wstępnie zainteresowanych było trzech, na koniec został jedynie Mariusz Iwański. Zabrakło jednak konkretów pozwalających na finalizację transakcji.
- Oczekiwaliśmy od inwestora zabezpieczenia finansowego, a on je modyfikował. Deklarowaną kwotę 10 mln zł chciał poręczyć m.in. osobistym majątkiem. Otrzymaliśmy informacje, ale bez szczegółów, i to nie dawało podstaw bezpieczeństwa - stwierdził Młyńczak, cytowany przez GW.
Klub wciąż tkwi w limbo, jest sztucznie utrzymywany przy życiu. Na terapię szokową nie chce pozwolić żaden z polityków będących u władzy. Boją się utraty dużej części elektoratu, który zasiada na trybunach stadionu.
Boją się tego bardziej niż irracjonalnych kontraktów dla Patryka Klimali i Filipa Rejczyka. Klimala zarabiał około 150 tysięcy złotych miesięcznie, wystąpił w 11 meczach, nie strzelił gola, zanotował asystę, wyjechał do Australii, później Korei. Rejczyka, obiecującego piłkarza, obsypano złotem. Pomocnik miał inkasować przynajmniej 60 tysięcy w skali miesiąca. Uzbierał sześć spotkań, obecnie próbuje odnaleźć się w GKS-ie Katowice.
Takich kwiatków jest oczywiście więcej i nieszczególnie dziwi, że zespół Ante Simundzy nie łapie się nawet do play-offów. A przynajmniej mnie się tak wydaje, bo prezes Jezierski do tematu podchodzi inaczej.
- Jesteśmy blisko awansu do Ekstraklasy i to jest cel realny. Jesteśmy w miejscu, w jakim jesteśmy z budową drużyny, i nie unikniemy prawa rynku. Pojawiają się głosy, że zawodnicy u nas tyle zarabiają. Ale jak nie u nas, to pójdą gdzie indziej - przekonywał radnych podczas czwartkowej sesji.
Śląsk jest siódmy. Ma tyle samo punktów co szósta Wieczysta, ale też dziesiąta Miedź Legnica. W ostatnich ośmiu ligowych spotkaniach uzbierał siedem "oczek". Może czegoś nie wiem, ale nie wydaje się to spójne ze stwierdzeniem: blisko awansu. Takie słowa w I lidze mogą paść jedynie ze strony przedstawicieli Wisły Kraków. Ale naginanie rzeczywistości we Wrocławiu to już znak firmowy.