Tej "kartoflanej" lidze brakuje polotu. Nie ma wizjonerów i kreatorów, są kompromitujące statystyki

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Ekstraklasa jest taka słaba? Z jakiego powodu polskie drużyny mają kłopot z awansem do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a nawet Ligi Europy? Czemu nawet bohatersko nie przegrywamy z uznanymi markami, tylko musimy się godzić na to, że wygrywają z nami ekipy ze Słowacji czy Mołdawii? Pewnie tak, ale my spoglądamy na ten problem z perspektywy boiska. Ze strony, o której rzadko się wspomina.
Powodów posiadania “kartoflanej” ligi tak naprawdę jest mnóstwo. Zaczynając od szkolenia, które nie stoi na wysokim poziomie, kończąc na tym, że do Polski ściąga się za dużo klasycznego szrotu, który później nawet zaniża jakość polskiej ligi. Nie ma jednej, konkretnej przyczyny, przez którą ciągle spadamy w klubowym rankingu UEFA, będąc aktualnie na 29. miejscu, m.in. za Azerbejdżanem, Kazachstanem, Bułgarią czy Białorusią. A wiadomo już, że za rok będzie jeszcze gorzej. Rzadko kiedy mówi się jednak o tym, że Ekstraklasa jest za mało kreatywna. Ze świecą w ręku szukać w naszym kraju piłkarskich wizjonerów.
Gdyby ktoś majaczył, że z polską piłką jest coraz lepiej, a kluby są fantastycznie zarządzane – na otrzeźwienie ranking UEFA klubów na sezon 20/21 (źródło https://t.co/UbwxVmHQXU). Niezmiennie szokuje.
W 2016 roku było 18. miejsce. Czy ktoś jeszcze w Europie upadł w takim tempie? pic.twitter.com/4uKx8Wjypm— Łukasz Olkowicz (@LukaszOlkowicz) November 2, 2019
Chętnych brak
W polskiej lidze brakuje klasowych ofensywnych pomocników. Kreatorów, którzy wzięliby na siebie ciężar gry, a nie asekuracyjnie podawali do najbliższego zawodnika. Po 26. kolejce, w klasyfikacji najlepszych asystentów, mówiąc eufemistycznie, nie trwa szczególnie zażarta walka o tytuł najlepszego rozgrywającego.
Aktualnie wśród najlepszych (dane za ekstrastats.pl) najlepsi są: Luquinhas (Legia Warszawa) oraz Filip Starzyński i Alan Czerwiński (obaj Zagłębie Lubin). Każdy z nich ma na koncie zaledwie po siedem asyst. Nie zrozumcie nas źle - to dobry wynik, ale jak na piłkarzy, którzy powinni być o kilka miejsc za liderem, a nie na najwyższym stopniu podium. Mówimy w końcu o zawodniku, który odbił się od ligi portugalskiej, graczu negatywnie zweryfikowanym przez belgijskie Lokeren i obrońcy, który ma już 27 lat i ani razu nie zagrał w reprezentacji Polski.
Dalsze miejsca zajmują Petr Schwarz (Raków Częstochowa) i Łukasz Wolsztyński (Górnik Zabrze), który zaliczyć sześć asyst. Najlepszy w tej klasyfikacji na koniec sezonu mógł być Darko Jevtić (pięć ostatnich podań), ale zimą Rubin Kazań wykupił go z Lecha Poznań. Zagraniczne kluby coraz szybciej wybierają najlepszych piłkarzy z naszej ligi, choć trzeba przyznać, że Szwajcar serbskiego pochodzenia i tak długo pograł w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce.
"Figo" na czele
Sytuacja zaczęła się psuć w ostatnich dwóch latach. W sezonach 2017/18 i 2018/19 jedynym piłkarzem, który zaliczył dziesięć lub więcej asyst był Rafał Kurzawa. Zanotował on aż 16 ostatnich podań, tym samym wyrównując rekord Kamila Kosowskiego z sezonu 2002/03. Nikt w XXI wieku tyle razy nie asystował. Od tamtej pory Kurzawa nie potrafi jednak nie tylko dobić do tego wyniku, ale i regularnie grać za granicą. Próbował już we Francji, teraz robi to w Danii.
Z kolei w sezonach 2015/16 i 2016/17 ta sztuka udała się siedmiu piłkarzom. Byli to Nemanja Nikolić, Adam Gyursco (po 10), Tomasz Nowak, Patrik Mraz (po 11), Mateusz Cetnarski i Vadis Odjidja-Ofoe (po 12) oraz Konstantin Vassiljev (13).
Mianem najlepszego kreatora gry w Ekstraklasie możemy chyba określić Starzyńskiego. Odkąd gra w Ekstraklasie, to zawsze utrzymuje co najmniej solidny poziom. Nie dość, że jest współliderem klasyfikacji najlepszych asystentów, to jeszcze strzelił jeszcze cztery gole i zaliczył osiem asyst drugiego stopnia - najwięcej ze wszystkich zawodników z naszej ligi. Pomimo tego, i tak nawet nie znajduje się w kręgu zainteresowań Jerzego Brzęczka. To pokazuje, na jakim poziomie znajdują się te rozgrywki.
Skromna, ale własna
Mimo wszystko, taki bilans i tak wygląda niekorzystnie na tle innych lig. Weźmy najpierw na tapetę TOP 5 tych europejskich. W Premier League prowadzi Kevin de Bruyne (16 asyst), w Bundeslidze Thomas Mueller (16), w Ligue 1 Angel Di Maria (14), w La Liga Lionel Messi (12), a w Serie A Luis Alberto (12). No dobrze, a w rozgrywkach, do których Ekstraklasa chciałaby być porównywana? W Austrii lideruje Michael Liendl (15), w Szkocji James Forrest (14), a w Grecji Mathieu Valbuena (10).
Rzadko w której poważnej lidze znajdziemy graczy mających na swoim koncie jednocyfrową ilość asyst po ponad połowie sezonu. To w głównej mierze przez to, że w Polsce dużo goli jest dziełem przypadku. Nie ma co się oszukiwać, rzadko obserwujemy mecze, które stoją na wysokim poziomie, a bramki są wypracowane i strzelane po kreatywnych, przemyślanych akcjach. Przez to, że w Ekstraklasie brakuje asystentów z prawdziwego zdarzenia, ta liga bywa nudna i jest najzwyczajniej w świecie słaba. Cóż, przynajmniej nasza.
Łukasz Klinkosz