Ten klub to rewelacja sezonu w Polsce. Może dokonać czegoś niebywałego. "Czekają 38 lat"
Górnik z podwójną koroną w sezonie 2025/26? To naprawdę może się wydarzyć. Już w sobotnie popołudnie ekipa z Roosevelta zagra w wielkim finale Pucharu Polski, a potem powalczy o to, by jako aktualny wicelider wycisnąć jak najwięcej z finiszu rywalizacji w PKO BP Ekstraklasie. Marzenia Zabrzan za moment mogą się urzeczywistnić. W skali, o jakiej chyba nawet nie śnili.
Poprzedni sezon Górnik kończył na dziewiątej lokacie, natomiast z Pucharem Polski pożegnał się już po pierwszej rundzie, przegrywając u siebie z Radomiakiem. Do gabloty znów nie trafiło więc żadne trofeum, na które Zabrzanie czekają od… 1988 roku. To wówczas, 38 lat temu, po raz ostatni zdobywali mistrzostwo Polski. Czternaste w historii. Na triumf w krajowym pucharze czekają jeszcze dłużej, bo od 1972 roku. Prehistoria.
Puchar i liga dla Górnika?
Teraz, po kilku dekadach oczekiwania, może dojść do przełomu. W najlepszym przypadku nawet podwójnego! Czy ktoś na starcie sezonu mógł się tego spodziewać? Raczej nie. Transfery Górnika wyglądały co prawda bardzo obiecująco, ale choćby po przykładzie Widzewa czy Legii widzimy, że teoria nie zawsze ma potem przełożenie na rzeczywistość. Podczas gdy ekipy z Łodzi i Warszawy po wydaniu grubych milionów na wzmocnienia drżą o utrzymanie, ich ligowy rywal z Zabrza celuje w… podwójną koronę.
Górnik podszedł do tematu dużo bardziej rozsądnie. Też sięgnął do kieszeni, ale zrobił to z umiarem. Latem wydał mniej więcej milion euro, potem kilkaset tysięcy na nowych piłkarzy dorzucił też w przerwie zimowej. Wolał szukać okazji i sprowadzać piłkarzy z kartą w ręku, często ogranych już w ekstraklasowych warunkach. Na tej zasadzie do Zabrze powędrowali Maksym Chłań, Jarosław Kubicki, Michal Sacek czy Paweł Bochniewicz.
Przy Roosevelta wyszli chyba z założenia, że sprowadzą cały tabun graczy, a wówczas przynajmniej kilku z nich da drużynie odpowiednią jakość. Były też ruchy chybione, ale one z czasem zeszły na dalszy plan, gdy drużyna zbudowana po części z piłkarzy dopiero zakontraktowanych, a po części z tych już w Zabrzu ogranych, zaczęła notować znakomite wyniki.
Architekt i jego mocny zespół
Wszystko w odpowiednią całość spiął trener. Też nowy, bo powitany na Śląsku latem, przed startem sezonu. Michal Gasparik w przeszłości był już w Górniku jako piłkarz, potem po zawieszeniu butów na kołku mocno rozwinął się w roli trenera, odnosząc sukcesy ze Spartakiem Trnawa, a teraz stanął przed zadaniem przywrócenia blasku ekipie z Zabrza. Z tygodnia na tydzień coraz mocniej potwierdza, że zna się na swoim fachu naprawdę dobrze.
Jego Górnik gra w tym sezonie falami, miewał już kryzysy i gorsze okresy, ale całościowo wyróżnia się na tle ligi. Potwierdzenie tego widzimy oczywiście w tym, co najważniejsze, a więc w wynikach. Na cztery kolejki przed końcem sezonu podopieczni słowackiego szkoleniowca zajmują drugie miejsce w PKO BP Ekstraklasie. Do liderującego Lecha tracą tylko trzy punkty i choć trudno będzie im “Kolejorza” przeskoczyć, uwzględniając też fakt, że mają z nim gorszy bilans spotkań bezpośrednich, a i przy okazji trudniejszy rozkład jazdy na finiszu rywalizacji, to marzenia o zdobyciu mistrzostwa Polski jeszcze w Zabrzu nie umarły. Według Piotra Klimka szansa na realizację takiego scenariusza wynosi 8,5%.
Europa niemal pewna
Zakończenie rywalizacji na podium też będzie na pewno dla Górnika ogromnie satysfakcjonujące. Przecież druga lokata w tym sezonie jest najcenniejsza w historii - daje udział w eliminacjach Ligi Mistrzów! A tu liczby są już dla Zabrzan bardziej optymistyczne, bo w TOP2 sezon zakończą na 65,7%. Mogą być też praktycznie pewni (98,2%), że w kampanii 2026/2027 przystąpią do rywalizacji w eliminacjach europejskich pucharów, nawet jeśli ostatecznie nie będzie to Champions League.
Do Europy mogą przedostać się nawet dwiema drogami. Pierwsza prowadzi przez Stadion Narodowy, gdzie już w sobotnie popołudnie Górnik powalczy w wielkim finale Pucharu Polski z Rakowem. Jeśli wygra, nie tylko zdobędzie swoje pierwsze trofeum od 38 lat, ale też będzie reprezentował Polskę na międzynarodowej scenie. Gdy w starciu z “Medalikami” powinie mu się noga, pozostanie jeszcze liga.
W niej Górnik musiałby wówczas wypaść poza czołową piątkę (zakładając, że będzie w niej Raków), by zostać z niczym. A to jest mało realne, co potwierdzają przytoczone już wcześniej wyliczenia. Jedno jest pewne - przed Zabrzanami arcyważne dni, potem pewnie też tygodnie. Choć brzmi to trochę jak sen, realna jest nawet podwójna korona.
Kolektyw, nie jednostki
Siła Górnika tkwi dziś przede wszystkim w drużynie. I to dosłownie. Nie mamy do czynienia z zespołem ciągniętym za uszy przez jedną czy drugą gwiazdę. Pokazuje to doskonale fakt, że najlepszy strzelec Zabrzan uzbierał zaledwie siedem trafień. Mało tego! Od kilku miesięcy nie ma go już w klubie. Ousmane Sow, bo o nim mowa, wyróżniał się jesienią, co w zimowej przerwie skłoniło duńskie Broendby do wyłożenia za Senegalczyka kwoty 3 mln euro.
Początkowo Górnik odczuwał brak swojej gwiazdy. Co prawda w pierwszym meczu 2026 roku pokonał Piasta, ale potem zdobył tylko punkt w czterech meczach. Wydawało się wówczas, że znakomita jesień była przyjemnym odstępstwem od reguły, a o zakończenie sezonu z jakimkolwiek happy endem będzie trudno. Po chwilowym deszczu dość szybko wyszło natomiast słońce. I grzeje do dziś.
Górnik nie przegrał meczu od 28 lutego. W tym czasie pokonał Lecha na Bułgarskiej w Pucharze Polski, zgodnie z planem ograł też Zawiszę w półfinale, a na boiskach Ekstraklasy wygrał m.in. z Rakowem czy Jagiellonią. Zatrzymał ponadto Legię, i to w Warszawie, gdzie “Wojskowi” na wiosnę zazwyczaj jednak wygrywają. Zabrzanie są ewidentnie na fali wznoszącej. Patrząc na ostatnie pięć kolejek, punktują - wspólnie z Lechem - najlepiej w lidze.
Co ciekawe, to właśnie w Górniku bukmacherzy widzą minimalnego faworyta do wygrania finału Pucharu Polski. Jakiś czas temu byłoby to jeszcze nie do pomyślenia. Przecież to Raków na przestrzeni ostatnich lat wyrósł na czołowy polski klub. Kilka razy wygrywał krajowy puchar, był mistrzem, kilka tygodni temu grał jeszcze w fazie pucharowej Ligi Konferencji. A mimo to jest underdogiem w starciu z Górnikiem. To pokazuje, jak mocna ekipa powstała w Zabrzu. Teraz musi tylko postawić kropkę nad “i”.