Ten mecz musi przemówić do Urbana. Katastrofa reprezentanta. Nic nie daje w Ekstraklasie

Piątkowy bój Widzewa z Wisłą okazał się widowiskiem niemącącym spokojnego snu na kanapie przed telewizorem. Mam jednak nadzieję, że Jan Urban śledził je wystarczająco uważnie, aby wyciągnąć jakieś wnioski na temat dalszego powoływania tercetu z Łodzi. I traktowania Karola Świderskiego jako "dziesiątki".
Wyszedł z tego taki mecz - chociaż to nieco górnolotne określenie biorąc pod uwagę dyspozycję obu zespołów - z którego żadna strona nie może być w pełni zadowolona. Wydaje się przy tym, że bardziej nosem powinna kręcić Wisła. Nieco paradoksalne, biorąc pod uwagę, że beniaminek ma do dyspozycji trzech rezerwowych na krzyż, a w ofensywie zaprezentował się w Łodzi po prostu bardzo słabo, niezależnie od karnego zmarnowanego przez Angela Rodado. A jednak, jak trzeźwo przyznał sam Mateusz Stolarski, to Wisła zasługiwała na trzy punkty. Widzew na boisku głównie przebywał.
Niewykorzystana "jedenastka" i ogólna niemoc w wykorzystaniu przynajmniej jednego z licznych błędów Widzewa doprowadziły do sytuacji, gdy Wisła znów nie wygrała na wyjeździe. W sześciu spotkaniach zdobyła raptem trzy punkty, gorzej w Ekstraklasie mają się obecnie jedynie Cracovia, Śląsk Wrocław i Radomiak. Jasne, podopieczni Mariusza Jopa potrafią odbić sobie niedostatki meczami u siebie, lecz wpadki w delegacjach konsekwentnie blokują możliwość wykręcenia wyniku powyżej oczekiwań.
Poza tym, tak dysponowany Widzew zwyczajnie wypada ograć. To zespół nieustannie pozbawiony charakteru, walczący w zupełnie nieprzekonujący sposób. Łodzianie mają też oczywiste braki piłkarskie, a trener - chociaż z Legią zaczął naprawdę obiecująco - w niczym nie pomaga. Za jego kadencji zespół jeszcze nie wygrał, a była ku temu okazja z nieustabilizowaną Wieczystą czy wyjazdową Wisłą.
Nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy za postępujące przeciętniactwo Widzewa bardziej odpowiada zespół, czy sztab szkoleniowy. Wina raczej rozkłada się po równo, chociaż nie ma przypadku w tym, że kolejny trener nie potrafi wejść do tej szatni i zrobić w niej prawdziwy porządek. Drużynę skonstruowano koszmarnie, co odbija się na dyspozycji tydzień w tydzień. Doszło nawet do tego, że w drugiej połowie Widzew czekał ponad 20 minut, aby wymienić trzy podania na połowie Wisły.
Środek pola został totalnie przegrany przez zawodników Stolarskiego. Źle, co już powoli przechodzi w stałą, wyglądały skrzydła. Karol Świderski również nie zasłużył na cień pochwały. Odcięto go od ataku, oddał jeden strzał, w dodatku zza pola karnego. Kiedy zaś próbował rozgrywać, wychodziło pokracznie. Jeśli Jan Urban naprawdę upatruje w Świderskim "dziesiątki" dla reprezentacji Polski, nie mam dla kadry żadnych dobrych informacji.
Nie chodzi tylko o koncertowo zawalony kontratak z 75. minuty, ale ogólną postawę Świderskiego. Ani jednego podania w tercję Wisły, zero podań progresywnych, zero długich podań, ogółem raptem osiem udanych. Ja się naprawdę nie chcę znęcać, ale Bartosz Nowak takie liczby wykręca bez jednej nogi i zasłoniętymi oczami, a i tak jest pewnie niezadowolony.
Trudno mi uwierzyć, że w reprezentacji Polski będzie naprawdę dobrze, skoro powołania regularnie otrzymuje trzech zawodników Widzewa. To się po prostu nie spina, nie trzyma kupy. Świderski wygląda w Ekstraklasie beznadziejnie, nie jest lepszy od Karola Czubaka czy Rafała Adamskiego, zaś traktowanie go jako "dziesiątki" przypomina pomysł z kapelusza. Bartłomiej Drągowski również nie zachwyca prezencją, chociaż akurat z Wisłą wypadł nieźle. Przemysław Wiśniewski spuścił z tonu po dobrym początku, poza tym popełnił gigantyczny błąd ze Szwecją.
Cała trójka gra dla 13. obecnie siły Ekstraklasy. Dla drużyny, która czeka na zwycięstwo od... sierpnia! Łodzianie nie zwyciężyli od przeszło dwóch miesięcy, w najbliższym czasie czekają ich potyczki z Górnikiem, GKS-em i Pogonią, więc trudno uwierzyć, że przykra seria rychle dobiegnie końca. Z całej "jedenastki" na starcie z Krakowianami czterech piłkarzy łapie się do swoich reprezentacji. Poza Polakami na takie wyróżnienie zapracował sobie jedynie Steve Kapuadi. DR Konga zajmuje 40. miejsce w rankingu FIFA, a z Kapuadim w składzie przegrało oraz zremisowało z Ugandą. Lepszego podsumowania nie można było sobie wyobrazić.
Kiedyś na Widzewie mówiono, że może być biednie, ale musi być godnie. Teraz biednie z pewnością nie jest, ale z tą godnością bywają nieliche problemy. Piłkarsko Łodzianie wyglądają koszmarnie, bezjajecznie. Od dawna nie było spotkania wygranego w sposób przekonujący. "Oczka" uciekają przez palce, nie ma punktu zaczepienia, oparcia się, aby myśleć o szybkim odbiciu. Wygląda na to, że nie doszacowałem i Widzew jednak nie będzie walczył o środek, lecz znów ze strachem oglądał się na strefę spadkową.