Ten występ Lewandowskiego przejdzie do historii. Przebił Ronaldo i goni Messiego

Ten występ Lewandowskiego przejdzie do historii. Przebił Ronaldo i goni Messiego
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 06:40
Robert Lewandowski raczej nigdy nie zapomni środowego spotkania ze Slavią Praga. 37-latek po pierwszej połowie musiał czuć gigantyczną frustrację. Później nastąpił jednak moment, na który czekał od dziewięciu miesięcy.
Pech. Tak można nazwać sytuację, w której Robert Lewandowski strzelił gola samobójczego ze Slavią. 37-latek po raz pierwszy w karierze trafił do własnej siatki. Przy czym trudno szczególnie go obwiniać w tej konkretnej sytuacji. Przy rzucie rożnym, które Czesi w tym konkretnym spotkaniu bili wręcz znakomicie, piłka nieszczęśliwie odbiła się od napastnika i zaskoczyła Joana Garcię. Zdarza się.
Dalsza część tekstu pod wideo
Problem “Lewego” polegał na tym, że przez długi czas nie zdołał wynagrodzić “swojaka” pod drugą bramką. Grał zdecydowanie poniżej oczekiwań, przegrywał pojedynki, nie miał najlepiej nastawionego celownika. Dopiero w 71. minucie wreszcie pokazał to, z czego jest znany, czyli skuteczne wykończenie. Tym razem do właściwej siatki. Snajper zgasił futbolówkę po mocnym podaniu Marcusa Rashforda i z bliskiej odległości pokonał Jindricha Stanka.

Wyczekiwana szansa

Nieszczęście jednego jest szczęściem drugiego. Po poprzednim meczu Barcelony z Realem Sociedad Ferran Torres zgłosił uraz mięśniowy, co otworzyło Robertowi Lewandowskiemu drogę do składu. A trzeba podkreślić, że Polak mógł delikatnie odzwyczaić się od gry w once de gala. W poprzednich ośmiu spotkaniach “Lewy” tylko raz zaczął od pierwszej minuty. Miało to miejsce w finale Superpucharu Hiszpanii, kiedy Hansi Flick postawił na doświadczenie, co okazało się słuszną koncepcją. 37-latek strzelił wówczas gola z Realem Madryt, pomagając odnieść zwycięstwo 3:2. Później wrócił na ławkę przy okazji starć z Racingiem i RSSS. Absencja “El Tiburona” wpłynęła na kolejną roszadę w ofensywnej hierarchii.
Doświadczony napastnik niestety początkowo nie wykorzystał swojej szansy. Pierwszy fragment meczu był kompletnie nieudany w jego wykonaniu. W 2. minucie Fermin Lopez wypuścił Lewandowskiego w uliczkę, a ten oddał nieprecyzyjny strzał z dystansu. Po chwili Polakowi nie udało się przeprowadzić dwójkowej akcji z Raphinhą. W kolejnych minutach David Zima i Stepan Chaloupek świetnie radzili sobie z kryciem “dziewiątki”. Grali dobrze na wyprzedzenie, nie dawali rywalowi nawet chwili swobody. Czesi odpuścili krycie jedynie w feralnej 44. minucie, kiedy “Lewy” strzelił samobója.
- Robert Lewandowski w pechowy sposób doprowadził do remisu 2:2, strzelając pierwszego gola samobójczego w karierze. Barcelona ma spory problem z obroną stałych fragmentów gry, w tym sezonie straciła już osiem bramek po rożnych - opisał na gorąco AS. - Wniósł niewiele do ataku i wyróżnił się jedynie skierowaniem piłki do własnej siatki. Słaby występ polskiego zawodnika - ocenił kataloński Sport. - Kiedy nie gra Ferran, to jest Lewandowski i odwrotnie. Tym razem padło na Polaka, który musiał być niezadowolony po swoim występie w pierwszych 45 minutach - dodało Mundo Deportivo.

Koniec posuchy

Lewandowski od ponad dziewięciu miesięcy czekał na przełamanie w Lidze Mistrzów. 9 kwietnia ubiegłego roku skompletował dublet w wygranym 4:0 meczu z Borussią Dortmund. Później rozegrał siedem spotkań z pustym przelotem. Istniało ryzyko, że po raz pierwszy w karierze zakończy fazę grupową/ligową Champions League bez gola. Aż wreszcie wykorzystał okazję ze Slavią.
- Lewandowski najlepiej jak potrafił skontrolował dogranie Rashforda i trafił na 4:2. Odkupił winy - napisała Marca. - Akrobatycznie wpakował piłkę do siatki. Lewandowski czekał na to przełamanie, to jego pierwszy gol w tej edycji Ligi Mistrzów - dodało Mundo Deportivo.
Jak ten występ wyglądał w liczbach? Napastnik oddał pięć strzałów, z czego trzy celne. Miał 46 kontaktów z piłką, dziesięć skutecznych podań i 19 strat. Wygrał cztery z dziewięciu pojedynków, co przede wszystkim dobrze świadczy o Zimie i Chalupku. Trudno oczywiście chwalić defensywę po meczu, w którym Slavia straciła cztery gole. Jednak środkowi obrońcy raczej starali się wywiązywać z zadań bez większych zarzutów.
Z kolei Lewandowski umocnił się na trzeciej pozycji w historycznej klasyfikacji strzelców Ligi Mistrzów. W tych rozgrywkach zebrał już 106 trafień, ustępując jedynie dwóm największym, czyli Leo Messiemu (129 goli w Lidze Mistrzów) i Cristiano Ronaldo (140). Jako ciekawostkę warto dodać, że Slavia to 39. rywal, któremu “Lewy” strzelił w Champions League. Przebił tym samym CR7, który zdobywał bramki z 38 drużynami. Rekord należy zaś do Messiego. Argentyńczyk karcił 40 różnych zespołów. Kto wie, czy Polak nie pokusi się o pobicie rekordu “La Pulgi”. Wyrównać może go już za tydzień, kiedy na Camp Nou przyjedzie Kopenhaga.

Niepewna przyszłość

Jednocześnie wciąż toczą się dyskusje na temat tego, gdzie Lewandowski będzie grał w przyszłym sezonie. Sam zainteresowany wielokrotnie podkreślał, że na razie nie zaprząta tym sobie do głowy i podejmie decyzję dopiero pod koniec rozgrywek. Ale w mediach huczy od różnego rodzaju doniesień. Katalońska prasa podkreśla, że warunkiem koniecznym do pozostania jest obniżenie pensji. Florian Plettenberg poinformował zaś, że realny staje się scenariusz, w którym snajper odejdzie do MLS.
Jak to w Barcelonie bywa, wszystko na pewno rozbije się o finanse. I nie chodzi tu nawet o kwestię pensji Lewandowskiego, ale raczej budżet na ewentualnego następcę. W mediach jednego dnia pisze się o Julianie Alvarezie, za którego trzeba by zapłacić co najmniej 100 mln euro, a drugiego o Dusanie Vlahoviciu, który może być dostępny na rynku wolnych zawodników. Argentyńczyk niewątpliwie podniósłby jakość w ofensywie “Blaugrany”, ale już w przypadku kandydatury Serba można stawiać pewne znaki zapytania. Dlatego włodarze z Camp Nou mogą dojść do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji będzie zachowanie obecnego duetu “dziewiątek”.
- Lewandowski jest wysoko ceniony przez działaczy Barcelony. Klub utrzymuje, że Polak to fundamentalna postać w szatni ze względu na etykę pracy, którą zaraża innych, szczególnie młodszych piłkarzy. Profesjonalizm i umiejętność strzelania goli skłaniają "Barcę" do zatrzymania go na dłużej, o ile warunki finansowe będą temu sprzyjać. Piłka jest po stronie napastnika. To on musi zdecydować, czy dostosuje się do nowych warunków i obniży pensję o niemal połowę, czy też będzie wolał poszukać nowych wyzwań - opisał niedawno David Bernabeu z dziennika Sport.
Największym sprzymierzeńcem “Lewego” jest teraz terminarz. Kolejni rywale “Blaugrany” to Real Oviedo, Kopenhaga, Albacete i Mallorca. Naprawdę trudno wyobrazić sobie lepszy zestaw dla napastnika. Ferran Torres ma wrócić do gry na przełomie stycznia i lutego, więc weteran ma jeszcze chwilę, aby pokazać Flickowi, że warto na niego stawiać. Oby wykorzystał tę okazję.

Przeczytaj również