To dlatego Kane zdobył Złotą Piłkę. "Przesądziło"

To dlatego Kane zdobył Złotą Piłkę. "Przesądziło"
Antoine Massinon / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 06:33
Przez lata uchodził za najlepszego wśród tych, którzy nie zdobywali żadnych trofeów. W końcu jednak opuścił swoją londyńską strefę komfortu i dziś może świętować najcenniejszy indywidualny laur w świecie futbolu. Harry Kane otrzymał Złotą Piłkę. Cytując klasyka - zasłużenie, proszę państwa. Zasłużenie.
Sezon 2025/26 nie miał jednego bohatera. Nie wykreował absolutnego pewniaka do otrzymania Złotej Piłki. Nie było kogoś, kto miał w rękach kluczowe argumenty. Kogoś, kto jako absolutna gwiazda i lider niemal w pojedynkę poprowadził klub czy reprezentację do najważniejszych sukcesów. Era kosmitów z Argentyny i Portugalii, którzy plebiscyt France Football przez lata zamieniali w prywatny folwark - minęła.
Dalsza część tekstu pod wideo
Żeby więc tym razem wyłonić tego najlepszego z najlepszych, trzeba było się pogimnastykować. Porównać wagę poszczególnych wyczynów indywidualnych oraz drużynowych. Zestawić ze sobą tych, którzy zaliczyli świetny, choć nie perfekcyjny sezon. Bo jak zdążyliśmy już wspomnieć - nikt znacząco nie odjechał konkurencji.

Złoto na mundialu? Nie wystarczyło

Tylko jeden piłkarz mógł pochwalić się i zdobyciem złota na mundialu, i końcowym triumfem w Lidze Mistrzów, a wiemy, że to głównie te rozgrywki mają realny wpływ na plebiscyty indywidualne w roku turniejowym. Fabian Ruiz, bo o nim mowa, w teorii przeszedł w sezonie 2025/26 grę. I choć jak najbardziej zasłużył na pochwały, to mimo wszystko trudno było dostrzec w nim kluczowego piłkarza PSG czy reprezentacji Hiszpanii. W kontekście nagród indywidualnych nie pomaga mu też mimo wszystko niezbyt wielka medialność. To piłkarz z cienia. Nie zachwyca dryblingami jak Yamal, nie strzela masowo goli jak Kane czy Mbappe. Mimo to po cichu marzył o nagrodzie od France Football, mając pewnie w pamięci, że nie tak dawno gwiazdy o większych nazwiskach pokonał w głosowaniu jego kumpel, Rodri.
Ten ostatni też był w gronie potencjalnych zwycięzców tegorocznego plebiscytu, bo podczas mistrzostw świata spisał się po prostu kapitalnie, nie bez powodu otrzymując nagrodę MVP. Na jego niekorzyść zadziałał jednak w gruncie rzeczy dość przeciętny sezon klubowy. Wiele meczów Rodri stracił z powodu kontuzji, w samej Premier League zanotował tylko 21 występów, a ponadto z Manchesterem City ani nie zdobył krajowego mistrzostwa, ani nie liczył się w walce o Ligę Mistrzów, z której “Obywatele” odpadli już na etapie 1/8 finału.

Messi? Było blisko

Gdyby w wielkim finale mundialu wygrała Argentyna, oglądalibyśmy zapewne piękną klamrę i dziewiątą Złotą Piłką dla najlepszego piłkarza wszech czasów. Leo Messi rozegrał genialny turniej, poprowadził Argentynę do meczu o złoto, a wcześniej notował sukcesy i kosmiczne wręcz liczby w barwach Interu Miami. I nawet jeśli na wyczyny z MLS trzeba patrzeć z przymrużeniem oka, to w przypadku pokonania ekipy “La Roja” bez wątpienia byłby faworytem do nagrody. Ostatecznie nie pomógł mu fakt, że akurat w tym kluczowym spotkaniu zgasł jak cała jego drużyna.
Realnie w grze o tegoroczną nagrodę byli więc Lamine Yamal, Harry Kane i Kylian Mbappe. Ten pierwszy zdobył złoto na mundialu i gdyby tylko znacząco się do niego przyczynił, dyskusję moglibyśmy uznać za zamkniętą. O dziwo jednak wcale za oceanem nie błyszczał. Strzelił zaledwie jednego gola i to w meczu fazy grupowej z Arabią Saudyjską. W kluczowych etapach turnieju Hiszpanii bardziej przysłużyli się Cubarsi, Porro, Cucurella, Rodri, Ruiz czy Oyarzabal. Wywalczony rzut karny z Francją to jak na skalę możliwości Yamala bardzo mało. Wcześniej, w sezonie klubowym, było natomiast trochę odwrotnie. Grał znakomicie, notował świetne liczby, zdobył też mistrzostwo Hiszpanii i kilka trofeów na krajowym podwórku, ale z Ligi Mistrzów odpadł już po ćwierćfinałowym dwumeczu z Atletico.
Gdyby Yamal ostatecznie dostał nagrodę - nie byłaby to żadna wielka kontrowersja. Podobnie jak w przypadku zwycięstwa Kyliana Mbappe. Francuz mocno liczył na otrzymanie Złotej Piłki, w pewnym momencie urządził wręcz medialną kampanię w tej sprawie, nawołując praktycznie wprost, że należy go wyróżnić. Czy miał argumenty? Jak najbardziej. Został królem strzelców na dwóch najważniejszych frontach - w Lidze Mistrzów i mistrzostwach świata. Liczbowo nie miał też sobie równych w La Liga. Zabrakło mu jednak sukcesu z drużyną. Real zaliczył kiepski sezon, a Francja, choć długo wyglądała na faworyta do złota, zza oceanu wróciła bez żadnego krążka.

Wszystkiego po trochu

Dlaczego więc wygrał Kane? Przesądziły, tak się przynajmniej wydaje, detale. Anglik nie wygrał co prawda ani mundialu, ani Ligi Mistrzów, ale drużynowo w tych rozgrywkach był krok czy dwa przed Mbappe. Z mistrzostw świata, znakomitych także pod względem indywidualnym (sześć goli i asysta) wrócił z brązowym medalem, a w Champions League dotarł do półfinału, gdzie po szalonym dwumeczu Bayern musiał uznać wyższość późniejszego triumfatora - PSG. Można więc powiedzieć, że w obu przypadkach było naprawdę blisko. To Kane okazał się też całościowo najlepszy w liczbach - strzelił 73 gole i zaliczył osiem asyst (przy 58 bramkach i 14 asystach Mbappe). Poza tym, nawet jeśli dla Bayernu wielkim wyczynem nie są sukcesy w kraju, odnotować trzeba, że Anglik sięgnął z “Die Roten” po potrójną koronę w Niemczech. No i dorzucił Złotego Buta.
Kane był najrówniejszy i najrzadziej schodził poniżej bardzo wysokiego poziomu, znakomicie wypadając ponadto w tzw. teście oka. Wystarczyło obejrzeć trochę meczów Bayernu czy reprezentacji Anglii, żeby zobaczyć niesamowity wręcz repertuar zagrań 33-latka. To gość, który radzi sobie w każdej strefie boiska. Wykończy akcję jak rasowy goleador, pośle perfekcyjne podanie z głębi pola, a potem zobaczymy, jak odbiera piłkę pod własnym polem karnym. Ewenement.
Dostaliśmy też kolejny dowód na to, że czasami to, co najlepsze, przychodzi z wiekiem. Kane swoją pierwszą Złota Piłkę zdobywa jako 33-latek, w podobnym wieku był triumfujący w 2018 roku Luka Modrić, a jeszcze później podobnej sztuki dokonał Karim Benzema. Dlatego Mbappe czy Yamal mogą spać spokojnie. Ich moment też pewnie nadejdzie. Mają sporo czasu, by w końcu dopiąć swego i postawić na półce wymarzone dla każdego piłkarza trofeum.

Przeczytaj również