To ma być jego sezon w Realu Madryt. Ancelotti ignorował, Alonso widzi lidera

To ma być jego sezon w Realu Madryt. Ancelotti ignorował, Alonso widzi lidera
IMAGO / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek Przyborowski27 Aug · 19:41
Kiedy w czerwcu kibice Realu Madryt usłyszeli, że Jude Bellingham nie zagra przez kilka miesięcy, zabrzmiało to dla nich niczym wyrok. Anglik miał być jednym z liderów projektu Xabiego Alonso. Nowy trener “Królewskich” nie zamierzał się jednak poddawać i rozpoczął poszukiwania kreatora gry. Teraz wiele wskazuje, że będzie nim Arda Guler.
Los Jude’a Bellinghama był od dłuższego czasu praktycznie przesądzony. Reprezentant Anglii zmagał się z narastającym bólem barku. Podczas Klubowych Mistrzostw Świata potwierdził, że po turnieju czeka go operacja. To z kolei oznaczało spory problem dla Xabiego Alonso i to już na starcie jego kadencji w roli trenera Realu. Baskijski szkoleniowiec musiał szybko wcielić w życie plan B. Z pomocą przyszedł mu Arda Guler. Turek, który u Carlo Ancelottiego nie odgrywał aż tak wielkiej roli, jak mu wcześniej wielu wróżyło, u jego następcy ma być jednym z filarów zupełnie nowej drugiej linii “Los Blancos”.
Dalsza część tekstu pod wideo

“Carletto” miał problem

Największy talent swojej generacji, prawdziwy fenomen i przyszła ikona tego sportu. Z takimi łatkami w ojczyźnie musiał zmagać się Guler na długo przed transferem do Realu. Na Estadio Santiago Bernabeu trafił latem 2023 roku za 24 miliony euro z Fenerbahce. W kraju już wtedy widziano w nim kogoś znacznie lepszego niż tylko kolejny młody talent. Jego początki w Madrycie nie były jednak usłane różami. Gulerowi przez pierwsze kilka miesięcy nie sprzyjało zdrowie, przez co długo musiał czekać na debiut w nowej ekipie.
Gdy już ten wreszcie nastąpił, to pod koniec sezonu 2023/24 był jednym z najlepszych zawodników “Królewskich”, choć akurat nie pomógł im w sięgnięciu po Ligę Mistrzów, w której Ancelotti nie dał mu wtedy choćby minuty. Wydawało się nawet, że Włoch w ogóle ma jakiś bliżej nieokreślony problem ze swoim zawodnikiem. O ile bowiem od marca 2024 roku Guler w reprezentacji Turcji opuścił tylko dwa z 19 meczów, o tyle w klubie ówczesny trener nie potrafił zaufać mu na dłużej.
- W swoich dwóch pierwszych sezonach nie miał łatwo z dwóch powodów. Po pierwsze, nie sprzyjało mu zdrowie i tuż po transferze do Realu zaczęły trapić go kontuzje. Uniemożliwiło mu to debiut aż do stycznia 2024 roku, kiedy to pokazał się z dobrej strony i zakończył sezon świetnym wynikiem. Wszystko wskazywało na to, że będzie kluczowym graczem dla Ancelottiego w kolejnych rozgrywkach, ale Carlo nie postawił na niego - mówi w rozmowie z nami Alex Alonso, dziennikarz Bernabeu Digital.

Ma grać. Tylko gdzie?

Jak wyliczyli dziennikarze Diario AS, w trakcie poprzednich rozgrywek, nie wliczając KMŚ, Turek rozegrał zaledwie 1775 minut, z czego aż 550 już po 33. kolejce. Ancelotti pod koniec swojej kadencji na Santiago Bernabeu rzeczywiście trochę poluzował lejce wobec młodego i pozwolił mu wreszcie rozbłysnąć. Doświadczony trener wcześniej pozostawał niewzruszony na apele kibiców - zwłaszcza tych z ojczyzny piłkarza - którzy nawoływali, by wreszcie zaczął dawać więcej szans 20-latkowi.
Teraz jedno było niemal pewne - jeśli Gulera będą oszczędzać kontuzje, nie przydarzy mu się już tak lichy sezon jak ten ubiegły. W Hiszpanii latem nikt nawet nie zastanawiał się nad tym, czy Turek powinien grać dla Realu. Wszelkie rozważania raczej dotyczyły tego, na jakiej pozycji Arda sprawdzi się najlepiej: jako “szóstka”, “ósemka”, na swojej ulubionej “dyszce”, a może mimo wszystko na prawym skrzydle? Bez wątpienia jednak Xabi Alonso był zdeterminowany, aby mu to miejsce na boisku znaleźć.
- Arda Guler wyraźnie potrzebował tego zaufania od trenera. Za kadencji Ancelottiego to właśnie jego brak sprawiał, że grał bardzo mało, a kiedy już występował, to nie błyszczał. Podczas Klubowych Mistrzostw Świata był już z kolei wyróżniającym się piłkarzem w ekipie Xabiego Alonso. Podobnie powinno to wyglądać również w nadchodzących miesiącach. Turek wreszcie będzie mógł wykorzystać drzemiący w nim potencjał, a ten jest naprawdę spory - uważa Alonso.

TGV zamiast CMK

Oprócz kontuzji Bellinghama latem w Realu miało miejsce jeszcze inne ważne wydarzenie, które ma wyraźny wpływ na nową rolę Gulera w zespole. Po 13 latach stolicę Hiszpanii opuścił Luka Modrić, który po wygaśnięciu umowy z “Królewskimi” związał się z Milanem. Tym samym nastąpił kres tria CMK, które Chorwat współtworzył razem z Casemiro oraz Tonim Kroosem. Zgodnie z wyliczeniami hiszpańskich mediów ta trójka pomocników rozpoczęła razem w sumie 156 meczów. Od 13 lat nie obserwowaliśmy Realu bez któregoś z tych graczy.
Obecny sezon to zatem zupełnie nowe otwarcie madryckiej drugiej linii. Jej liderem ma być Federico Valverde, który już od kilku sezonów jest jednym z kluczowych piłkarzy Realu. Obok niego ważne role mają również pełnić Aurelien Tchouameni oraz właśnie Arda Guler. Trio, nazwane już przez dziennikarzy z Półwyspu Iberyjskiego mianem “TGV”, ma sprawić, że zespół Xabiego Alonso podkręci tempo. Bellingham w klasyfikacji kanadyjskiej w Realu w poprzednim sezonie ustąpił jedynie Viniciusowi. Pod nieobecność Anglika oraz Modricia odpowiedzialność za kreowanie gry ma być teraz nieco bardziej rozłożona.
- U Xabiego sytuacja Gulera powinna wyglądać zupełnie inaczej. Turek na pewno potrzebuje regularności. Musi nauczyć się odpowiednio ustawiać na boisku. Będzie grał bliżej środka pola, ale nadal powinien pracować nad swoją fizycznością. Już teraz wygląda dużo lepiej w tej kwestii, natomiast wciąż ma jakieś pole do poprawy. Przede wszystkim musi jednak uzbroić się w cierpliwość. Jeśli w dalszym ciągu będzie czerpał naukę od Alonso, jest na dobrej drodze do tego, by stać się kluczowym zawodnikiem “Królewskich” - mówi nasz rozmówca.

Nie na sprzedaż

Takim piłkarzem dla Barcelony miał być do pewnego momentu Ansu Fati. Choć oczywiście to zawodnicy o trochę innym profilu, los, który spotkał wychowanka “Barcy”, może być przestrogą dla Gulera. Fatiemu wielką karierę na Camp Nou zniszczyły w dużej mierze kontuzje. Turka nie podłamały jednak ani kłopoty ze zdrowiem w początkowej fazie pobytu w Hiszpanii, ani mało minut od Ancelottiego. Choć Włoch to w Madrycie prawdziwa ikona, być może to właśnie jego odejście uratowało karierę 20-latka na Santiago Bernabeu.
- Jeśli Ancelotti pozostałby trenerem, przyszłość Gulera byłaby poza Realem. Relacje między nimi nie były szczególnie pozytywne, choć jestem daleki od stwierdzenia, że panowała między nimi jakaś wrogość. Ale nie ulega wątpliwości, że to właśnie u Xabiego Turek może rozkwitnąć. Wraz z zaufaniem trenera oraz zarządu klubu pomocnik ma szansę pozostać na Estadio Santiago Bernabeu na wiele lat. Już teraz jest jednym z niewielu “nietransferowalnych” zawodników “Królewskich” - podsumowuje hiszpański dziennikarz.
Inauguracyjne, wygrane przez Real 1:0 spotkanie z Osasuną pokazało, że pozycja Gulera w zespole w ciągu kilkunastu tygodni rzeczywiście mocno wzrosła. Podopieczni Alonso na start rozgrywek wyszli w ustawieniu 4-3-3 z Ardą i Valverde jako środkowymi pomocnikami wysuniętymi przed Tchouameniego. Turek spędził na boisku 90 minut i dopiero w doliczonym czasie gry zmienił go Dani Ceballos. Błysnął też w drugiej kolejce z Realem Oviedo, gdzie brylował na boisku i zakończył wygrany 3:0 mecz z asystą (rozegrał 74 minuty). Jak widać, w nowej erze “Królewskich” ma być jednym z mózgów całej operacji. Trio TGV dopiero się rozgrzewa.

Przeczytaj również