150 mln euro na stole. Totalny zwrot akcji ws. przyszłości gwiazdy

150 mln euro na stole. Totalny zwrot akcji ws. przyszłości gwiazdy
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 12:00
Łaska kibica na pstrym koniu jeździ. Droga od braw do gwizdów i z powrotem może być krótsza niż ktokolwiek by przypuszczał. Julian Alvarez, który na początku sezonu był znienawidzony na Metropolitano, powoli odzyskuje zaufanie kibiców Atletico.
Latem Julian Alvarez był bohaterem najgłośniejszej sagi transferowej na Półwyspie Iberyjskim. FC Barcelona oferowała za niego 100 mln euro, Real Madryt podbił stawkę do 150 mln euro. Nawet tak okazałe sumy nie naruszyły żelaznego stanowiska Atletico. Gil Marin, szef “Rojiblancos”, podkreślał, że Argentyńczyk mógłby opuścić Metropolitano tylko w jeden sposób. Poprzez aktywowanie klauzuli odstępnego w wysokości pół miliarda euro. Futbol widział już różne szalone transakcje, ale wiadomo było, że nikt nie wyda tak absurdalnych pieniędzy. Drzwi do odejścia zostały zatem zatrzaśnięte na cztery spusty.
Dalsza część tekstu pod wideo
Sam zainteresowany z pewnością nie był zadowolony z takiego przebiegu sprawy. W końcu w trakcie mistrzostw świata publicznie przyznał, że “transfer byłby najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich stron”. On nie chciał dłużej grać w ekipie Diego Simeone, szukał drogi ucieczki, ale nie mógł nic poradzić wobec nieugiętej postawy pracodawcy. Został zatem w Madrycie, gdzie kibice uczynili z niego wroga numer jeden. A teraz sukcesywnie pracuje nad odbudową tego, co sam zniszczył.

Persona non grata

Kiedy Atletico publicznie ogłosiło, że Alvarez nigdzie nie odejdzie, musiało liczyć się z nadchodzącym pandemonium. Fani “Los Colchoneros” z jednej strony mogli cieszyć się, że Barcelona i Real nie postawiły na swoim, a z drugiej zostali z kukułczym jajem, zawodnikiem, który nie pozostawił cienia wątpliwości, wyrażając chęć odejścia. Wszyscy wiemy, jak działa futbol, więc należało spodziewać się ostrej reakcji ze strony trybun Metropolitano. 23 sierpnia podopieczni Diego Simeone rozegrali pierwszy domowy mecz w tym sezonie, który przerodził się w festiwal gwizdów, buczenia i wyzwisk pod adresem niedoszłego dezertera. Kibice pokazali Argentyńczykowi, że skoro nie jest jednym z nich, to będą przeciwko niemu.
We wspomnianym spotkaniu z Villarrealem Alvarez spędził na murawie 24 minuty, prezentując się do bólu przeciętnie. Nie podejmował ryzyka, mało biegał, przy prawie każdej okazji oddawał piłkę do najbliższego. Widać było, że nie czuje się dobrze w tak nieprzyjaznym anturażu, co akurat nie mogło dziwić. Trudno odciąć się od całego świata i skupić wyłącznie na grze, kiedy jesteś w zespole, który przed chwilą tak bardzo chciałeś opuścić, a ponad 60 tysięcy ludzi obraża cię przy każdym kontakcie z futbolówką.
Pewnie ten stan wzajemnej niechęci mógłby trwać do dziś, gdyby nie intensywna praca i niezachwiana wiara trenera. Diego Simeone na każdym kroku podkreślał, że ufa Julianowi i zrobi wszystko, aby pomóc mu odzyskać blask. Mistrz świata i zdobywca fury trofeów w Manchesterze City nagle nie zapomniał przecież jak grać w piłkę. “Cholo” tłumaczył, że jego podopieczny mógł się pogubić, ale po zamknięciu okienka to wszystko nie ma już żadnego znaczenia. Liczy się to, ile jeszcze może dać drużynie. Koledzy z szatni podchwycili tę narrację, starając się wyjść delikatnie naprzeciw rozjuszonym ultrasom.
- Wszyscy wiemy, jakim piłkarzem jest Julian. Znamy jego jakość. To bardzo ważny zawodnik dla naszej drużyny. Wszyscy chcemy mu pomóc - podkreślał Ademola Lookman. - Odzyskał uśmiech. Widzę, że jest szczęśliwy, ciężko pracuje i odsunął na bok wszystko, co działo się w poprzednich miesiącach. To wielki profesjonalista, który zrobi wszystko, aby pomóc zespołowi - przyznał Cuti Romero w rozmowie z Gastonem Edulem. - Lato musiało być trudnym okresem dla Juliana, ale to już przeszłość. Widać, że jest zaangażowany i gotowy, aby zaprezentować 100% możliwości - dodał Alex Baena.

Magiczne słowo “przepraszam”

W trakcie okresu przygotowawczego Alvarez był pochłonięty zamieszaniem transferowym, więc nie mógł zbudować topowej formy. Nic dziwnego, że na starcie sezonu prezentował się co najwyżej miernie. Początkowo miewał jedynie przebłyski, jak np. ładna asysta do Marcosa Llorente na Anfield. Atletico finalnie przegrało z Liverpoolem 1:2, natomiast Simeone widział, że warto nadal stać murem za napastnikiem.
20 października nastąpiło wyczekiwane przełamanie. W starciu ze Stuttgartem “Pająk” przerwał strzelecką posuchę, zdobywając pierwszą bramkę dla “Atleti” od 29 kwietnia. Poszedł za ciosem i cztery dni później trafił z Deportivo A Coruna. Był to dla niego pierwszy ligowy gol na Metropolitano od długich 347 dni. Po tamtej akcji napastnik został nagrodzony oklaskami przez kibiców w Madrycie. To był pierwszy krok w stronę pojednania. Drugi nastąpił po ostatnim gwizdku, kiedy stanął przed kamerami Movistar i przeprosił. Jak przyznał - jego słowa wypowiedziane w trakcie mundialu o chęci transferu były kompletnie niepotrzebne. Dodał też, że rozumie złość sympatyków Atletico, ponieważ zachował się w nieodpowiedni sposób, ale będzie walczył o odbudowę nadszarpniętych relacji. Topór wojenny został zakopany.
- Ogromnie szanuję ludzi, którzy są zdolni do przeprosin. To nie jest łatwe, aby poprosić o wybaczenie. Cieszę się, że Julian to zrobił. Teraz będzie mógł pracować z jeszcze większym spokojem. Potrzebujemy go, jeśli chcemy dotrzeć na szczyt. Potrzebujemy Juliana w najwyższej formie - zaznaczył “Cholo”. - Julian potrzebował tego gola i wsparcia ze strony kibiców. Cieszymy się, że po tym całym zamieszaniu jego powrót na właściwą drogę nastąpił tak szybko - wtórował prezes Enrique Cerezo na antenie RNE. - To dobrze, że Julian przeprosił. Mądrze jest przyznać się do błędów, ponieważ to droga do przebaczenia kibiców. Jeśli wszyscy się zjednoczą, Atletico będzie silniejsze - podsumował Jose Maria Gimenez, legenda “Rojiblancos”, a obecnie gracz Deportivo.

Droga do odkupienia

Za słowami Alvareza poszły czyny. Zakończył on współpracę z dotychczasowym agentem, Fernando Hidalgo. W hiszpańskich mediach podkreślano, że to właśnie ten działacz bardzo mocno naciskał na przenosiny do Barcelony, popadając w otwarty konflikt z włodarzami Atletico. Zwolnienie go pokazało, po której stronie stoi teraz 26-latek. Jednocześnie “Blaugrana” też wycofała się rakiem z wcześniejszych podchodów. We wrześniu Deco rzucił w jednym z wywiadów, że Julian to już przeszłość, a klub z Camp Nou skupia się na innych priorytetach. Oczywiście za rok czy dwa może dojść do kolejnego zwrotu akcji, natomiast na tę chwilę temat potencjalnego transferu został pogrzebany.
Co najważniejsze, Alvarez powoli zaczyna wracać do należytej formy. Bilans dwóch goli i dwóch asyst w 11 występach tego sezonu pewnie nie rzuca na kolana, przy czym trzeba brać poprawkę na okoliczności. Na początku rozgrywek napastnik raczej nie był w pełni skupiony na Atletico. Dopiero w ostatnich tygodniach, kiedy kurz po letnim mercato opadł, a szum gwizdów ucichł, Julian mógł w większym stopniu być tym wirtuozem, który czarował tuż po przenosinach z City.
- Nic nie daje napastnikowi większej radości niż gole. Kiedy Alvarez wrócił do strzelania w Atletico, na jego twarzy znów zagościł uśmiech. Przeszedł drogę od apatii w meczu z Villarrealem do euforii po bramkach ze Stuttgartem i Deportivo. Idzie w ślady Griezmanna, który po powrocie z Barcelony też początkowo był wygwizdywany. Zapracował jednak na przebaczenie i znów stał się bohaterem Atletico - opisał Sergio Ruiz z dziennika AS.
Wychowanek River Plate może pomóc w osiągnięciu czegoś wielkiego. Na razie “Rojiblancos” starają się dotrzymywać kroku Barcelonie, tracąc do niej tylko dwa punkty w tabeli. Ostatnio są w wybornej dyspozycji, wygrali siedem kolejnych meczów ligowych przy imponującym bilansie bramkowym 15:2. Jeśli Madrytczycy pokonają “Blaugranę” w niedzielnym hicie, nie tylko wskoczą na fotel lidera, ale też potwierdzą całemu światu mistrzowskie ambicje.
Oczywiście Atletico nie jest w tym momencie faworytem do wygrania ligi. W przeszłości “Cholo” już dwukrotnie znalazł jednak sposób na przełamanie duopolu “Barcy” i Realu. W zwycięskich kampaniach kluczem “Rojiblancos” do sukcesu były jedność i wspólna gotowość do poświęceń. Latem nie wszyscy piłkarze na Metropolitano wyznawali te zasady. W końcu jednak nawet Julian Alvarez się nawrócił, a to może być zwiastun naprawdę udanego sezonu całej “bandy Simeone”.

Dyskusja

Przeczytaj również