Transferowe szaleństwo w europejskiej lidze. Co za nazwiska! "Ta pensja wygląda absurdalnie"

Transferowe szaleństwo w europejskiej lidze. Co za nazwiska! "Ta pensja wygląda absurdalnie"
IMAGO / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 09:21
Duże nazwiska, wielkie wydatki na transfery i tygodniówki. Fanatyczni właściciele, biznesmeni gotowi ufundować zakup gwiazd oraz zasilić budżety ukochanych klubów z pomocą państwa i banków. Turecka Super Lig pręży finansowe muskuły - tego lata nie jest inaczej. I wciąż marzy o ściąganiu kolejnych wielkich nazwisk.
Tego lata większe sumy na wzmocnienia od zespołów ligi tureckiej przeznaczyły tylko kluby TOP5 lig Europy i Championship (w ich przypadku wynik mocno podbijają spadkowicze z Premier League zasilani dużymi środkami ze sprzedaży swoich najlepszych graczy). Prawie 265 milionów euro wydane ˇw Turcji na nowych piłkarzy robi wrażenie, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Ekipy z Super Lig dokonały też imponujących wzmocnień na zasadzie wolnych transferów, pozyskując Mohameda Salaha czy Dusana Vlahovicia. Za niewielką kwotę przyszedł ponadto Romelu Lukaku. W Turcji znów lądują wielkie nazwiska. Może i czasem bliskie emerytury lub na zakręcie, ale takie ruchy w lidze spoza wielkiej piątki i Arabii Saudyjskiej robią wrażenie.
Dalsza część tekstu pod wideo

Pomagają sponsorzy, banki i… państwo

Zgodnie z danymi portalu Transfermarkt - liga turecka jest na ten moment jedyną obok Premier League, Serie A oraz Saudi Pro League, która w trzecim kolejnym sezonie ma sumaryczne wydatki przekraczające 200 milionów euro, operując jednocześnie “na minusie”. Rok temu kluby Super Lig przeznaczyły na wzmocniania niemal 485 milionów euro, a wykup Victora Osimhena z Napoli kosztował Galatasaray 75 milionów. To kwoty zbliżone do europejskiej czołówki, choć poziom sportowy ligi wciąż od niej odstaje.
- Turecka piłka ma pieniądze, bo tam futbol jest czymś znacznie większym niż biznes. To element życia społecznego, a największe zespoły mają dostęp do bardzo bogatych ludzi, wielkich firm, sponsorów, a nawet, w pewnych momentach, także państwowego systemu finansowego - tłumaczy nam Krzysztof Gerlak, znawca tureckiego futbolu. - W 2019 roku, kiedy zadłużenie największych klubów było gigantyczne, uruchomiono system restrukturyzacji długów z udziałem krajowego ZPN i banków. Wydłużały one znacznie okres spłaty. Daje to tureckim gigantom coś, czego wiele klubów w Europie po prostu nie ma: możliwość przetrwania gigantycznego zadłużenia i jednoczesnego dalszego funkcjonowania na wysokim poziomie. Dochodzą do tego jeszcze aktywa klubów, nieruchomości (Besiktas miał wygenerować z ich sprzedaży aż 200 milionów euro), prawa telewizyjne, wpływy UEFA, sprzedaż zawodników i gigantyczna baza kibicowska.
- Nad Bosforem naprawdę wszyscy żyją piłką. I dlatego też wokół klubów funkcjonuje ogromny ekosystem pieniędzy - kontynuuje Gerlak. - Kibice, a w zasadzie fanatycy, są gotowi wydawać pieniądze na bilety, karnety, koszulki czy transmisje, a przedsiębiorcy chcą być kojarzeni z klubami. Szczególnie w przypadku Fenerbahce, Galaty i Besiktasu mamy do czynienia z potężnymi społecznościami, które mogą generować ogromne przychody. W tureckim futbolu mamy paradoks: kluby potrafią jednocześnie mieć ogromne długi i wydawać ogromne pieniądze na zawodników.
To lato pokazuje, że w Turcji wciąż są w stanie płacić bardzo dobrze. Lukaku i Vlahović dostali kontrakty z gwarantowaną tygodniówką na poziomie 150 tysięcy euro. Salah - 325 tysięcy euro. Galatasaray, Fenerbahce, Besiktas czy nawet Trabzonspor, który zaskoczył mocno resztę Europy, rozbijając bank dla Egipcjanina, są w stanie proponować pieniądze konkurujące z największymi markami kontynentu.
- Ważna sprawa to bardzo specyficzny model właścicielsko-sponsorski. „Sponsor” często nie oznacza tutaj po prostu bezosobowej korporacji, która kupuje reklamę na koszulce. Za klubami stoją ludzie z absolutnego szczytu tureckiego biznesu. Dobry przykład to “Fener” i Ali Koc, były już prezes, który pochodzi z jednej z najbogatszych rodzin w Turcji, stojącej za Grupą Koc, do której należy m.in. Arcelik, właściciel marek takich jak Beko. Podobnych ludzi w tureckiej piłce mamy więcej: prezesi, członkowie zarządów, biznesmeni związani z wielkimi holdingami czy prywatni inwestorzy, którzy po prostu są emocjonalnie związani z klubem. W tureckiej piłce pieniądze często pojawiają się dlatego, że ktoś jest kibicem. Nie zawsze chodzi o czysty biznes.
- Szczególnie piękny przykład to Hamdi Ulukaya. Wychował się w Turcji, kibicując Fenerbahce. Gdy był dzieckiem, nie miał pieniędzy, żeby regularnie chodzić na mecze, więc doświadczenie stadionu i klubu stanowiło dla niego coś bardzo emocjonalnego. Dziś jest właścicielem globalnej marki Chobani, której przychody przekraczają cztery miliardy dolarów i została ona sponsorem “Fener”. I tutaj historia zatacza koło: kiedyś nie mógł kupić biletu, więc słuchał stadionowego ryku z zewnątrz. Dziś jego firma płaci za nazwę tego stadionu oraz reklamę na europejskiej koszulce Fenerbahce. Umowa na prawa do nazwy obiektu gwarantuje klubowi dziesięć milionów euro za sezon, a sponsoring europejskiego trykotu to minimum cztery miliony rocznie.
Duża kasa pozwala na mocne nazwiska. A tych tego lata nie brakuje.

Mohamed Salah (Liverpool -> Trabzonspor, wolny transfer)

To chyba najgłośniejsza postać, która trafiła ostatnio do Turcji. Po rozwiązaniu kontraktu z Liverpoolem wielu mogło spodziewać się, że Salah powędruje na świetnie płatną piłkarską emeryturę do Arabii Saudyjskiej, bo już wcześniej miał stamtąd lukratywne oferty. Najdłużej biły się jednak o niego Besiktas i Trabzonspor, który ostatecznie wygrał walkę o podpis. Ekipa z Trabzonu nie należy do tradycyjnej “wielkiej trójki”, więc mocno zaskoczyła, płacąc egipskiej gwieździe 325 tysięcy euro tygodniowo. Uczyniła ją tym samym najlepiej opłacanym zawodnikiem w historii Super Lig.
- Trabzon nie potraktował Salaha wyłącznie jako transfer sportowy, ale też wielką inwestycję marketingową. Tureckie media informują o pomocy linii lotniczych i sponsorów w sfinansowaniu tego ruchu. Besiktas był bardzo blisko - proponował nawet około 15 milionów euro gwarantowanej pensji plus bonusy, ale rozmowy rozbiły się głównie o kwestie praw do wizerunku. 17 milionów euro rocznie wygląda absurdalnie, ale dzięki Salahowi o Trabzonsporze zaczęła mówić cała piłkarska Europa, a przede wszystkim Afryka i świat arabski - wyjaśnia Gerlak.
- Do tygodniówki dochodzą bonusy i 20% udziału w sprzedaży produktów z jego nazwiskiem - kontynuuje. - Salah ma częściowo „spłacić się” sam. Według danych podawanych po transferze, w ciągu zaledwie trzech dni liczba sprzedanych karnetów dobiła do około 17 tysięcy. Cel klubu to 25 tysięcy [liczba większa niż pojemność połowy stadionów Super Lig - przyp. red.], przy obiekcie mieszczącym około 41 tysięcy widzów. Trabzonspor mógł pozwolić sobie na ponad 300 tys. euro tygodniowo dla Salaha nie dlatego, że nagle stał się bogatszy od Fener czy Galaty, tylko dlatego, że może on wygenerować dla klubu pieniądze, których zwykły transfer nigdy by nie wygenerował.
O tym, jak wielkim wydarzeniem są przenosiny Egipcjanina na Medical Park Stadyumu, niech świadczą obrazki z przywitania go przez kibiców.

Mason Greenwood (Olympique Marsylia -> Fenerbahce, 39 mln euro)

Nowy rekord transferowy Fenerbahce. W przypadku 24-letniego Greenwooda nie można mówić o piłkarskiej emeryturze, ale na jego karierze cieniem kładzie się skandal, przez który opuścił Manchester United. Anglik jest więc piłkarzem najpewniej “skreślonym” w większości topowych zespołów i pomimo dużego talentu ma ograniczone pole manewru, jeśli chodzi o wartościowe oferty. Sytuację wykorzystała więc ekipa ze Stambułu.
- Na papierze “Fener” robiło marketingowe harakiri, sprowadzając zawodnika z takim bagażem kontrowersji - przyznaje Gerlak. - Tymczasem Greenwood dostał w Turcji drugie życie, stał się jednym z największych nazwisk ligi i jednocześnie dostał świetne miejsce do kontynuowania swojej kariery. Fenerbahce z kolei dostało zawodnika, za którego można było zapłacić rekordowe pieniądze właśnie dlatego, że widzi w nim wartość sportową, marketingową i potencjał dalszej odsprzedaży.
Patrząc na suche liczby - mowa o drugiej strzelbie Ligue 1. Więc jak na Super Lig jest to duża wartość sportowa.

Dusan Vlahović (Juventus -> Besiktas, wolny transfer)

Od dłuższego czasu łączono go z największymi markami w Europie, choć wydaje się, że mowa bardziej o obozie serbskiego napastnika, który oferował go wielkim klubom z nadzieją na zagwarantowanie mu dobrego kontraktu. Angielska czołówka, PSG, Real Madryt, Atletico, Bayern Monachium, AC Milan - ostatecznie zainteresowany się nie znalazł, a umowa Vlahovicia z Juve wygasła i Serb został wolnym zawodnikiem. Nieudana przygoda w Turynie mocno nadszarpnęła reputację 26-latka, uznawanego jeszcze kilka lat temu za jednego z najbardziej utalentowanych napastników na świecie. Dlatego też długo nie potrafił znaleźć miejsca gwarantującego mu satysfakcjonującą rolę i zarobki. Ostatecznie 150 tysięcy euro zaproponował mu Besiktas i to w jego barwach Vlahović spróbuje się odbudować. Spotka tam Vincenzo Italiano, który ze świetnym skutkiem prowadził go we Fiorentinie.

Romelu Lukaku (Napoli - > Fenerbahce, 6 milionów euro)

Lukaku w poprzednim sezonie miał problemy zdrowotne i w efekcie zagrał w Napoli zaledwie siedem razy, wchodząc jedynie z ławki. Klub postanowił więc zejść z jego wysokiej tygodniówki i pomimo niezłego mundialu (trzy trafienia w drodze Belgii do ćwierćfinału) pozwolił 33-latkowi odejść za symboliczną kwotę. Fener zaoferowało doświadczonemu napastnikowi około 150 tysięcy euro tygodniowo i tym samym ma kolejne bardzo głośne nazwisko w kadrze.
Przenosiny do Stambułu to dla Lukaku wybór nie tylko finansowy, ale i sentymentalny. Jego ojciec grał bowiem w tureckim Genclerbirligi, gdy młody Romelu miał trzy lata.
- Powrót po wielu latach do Turcji, gdzie mieszkałem jako dziecko i odkryłem świat profesjonalnego futbolu, to wzruszający moment - mówił Belg, zwracając się do kibiców.
Niestety “Big Rom” nie był jeszcze gotowy na pierwszą kolejkę, a wówczas historia spięłaby się piękną klamrą. Fener grało w niej bowiem przeciwko dawnej drużynie jego zmarłego taty.

Leandro Trossard (Arsenal -> Besiktas, 18 milionów euro)

Trossard został trochę nieoczywistym bohaterem Arsenalu w walce o mistrzostwo Anglii. Strzelił bowiem kluczowego gola na wagę wyszarpanego zwycięstwa 1:0 z West Hamem, gdy nie było już miejsca na żadne potknięcia. To stanowiło jeden z ostatnich akcentów jego pobytu na Emirates. “Kanonierzy” postanowili sprzedać go, zanim wygaśnie mu kontrakt, więc lubiany i doceniany przez londyńskich kibiców 31-latek przeniósł się do Stambułu. Tam ma zarabiać pieniądze podobne do Vlahovicia i Lukaku.
- Może nie jest to transfer tak medialny jak Salah czy Greenwood, ale to zawodnik, który wciąż daje poziom pozwalający myśleć o wielkiej piłce, a na ostatnim mundialu pokazywał, że nadal może być bardzo wartościowy. Razem z Vlahoviciem są manifestem ambicji powrotu na salony ze strony “Orłów” - komentuje ten ruch Gerlak.

Orkun Kokcu (Benfica -> Besiktas, 30 milionów euro)

Podobnie jak Fenerbahce, również i Besiktas pobił tego lata swój transferowy rekord. Klub ze Stambułu już rok temu zobowiązał się zapłacić 30 milionów euro za wykup Kokcu po wypożyczeniu z Benfiki, ale transakcja oficjalnie jest zapisana na ten sezon. I ta duża kwota wydaje się uzasadniona. 25-latek to bowiem jeden z najlepszych tureckich piłkarzy, a trzy lata temu ekipa ze stolicy Portugalii płaciła za niego podobną kwotę. Po przenosinach do Turcji zeszłego lata szybko dostał opaskę kapitańską, a jego dorobek 10 goli i 10 asyst na wszystkich frontach z pozycji środkowego pomocnika w debiutanckiej kampanii na Besiktas Stadium mówi sam za siebie.

Nie tylko weterani, ale i młodsi

Do listy ciekawych nabytków możemy dopisać jeszcze nowych doświadczonych graczy Fenerbahce - ściągniętego z Manchesteru City stopera, Nathana Ake (31 lat) i wicekróla strzelców LaLiga w barwach Mallorki, Vedata Muriqiego (32 lata) oraz Alexandra Nuebela (29 lat), którego pozyskał Besiktas. Niemiecki golkiper sześć lat temu został ściągnięty przez Bayern Monachium, aby zostać następcą Manuela Neuera. Długowieczność niemieckiej “jedynki” sprawiła jednak, że ostatnie pięć sezonów spędził na wypożyczeniach do Monaco i Stuttgartu. W obu klubach był niekwestionowanym pierwszym wyborem. W tym drugim zdobył nawet Puchar Niemiec i grał w Lidze Mistrzów. Tuż przed 30-tką postanowił pójść własną ścieżką i przekonał go właśnie turecki kierunek.
Na boiskach Super Lig zawitali też ciekawi młodsi gracze. Jest wśród nich strzelec najpiękniejszego gola mistrzostw świata, Sidny Lopes Cabral, który zamienił Benfikę na Trabzonspor. 23-latek po udanym mundialu w barwach Wysp Zielonego Przylądka kosztował siedem milionów euro.
Ciekawą postacią jest również 17-letni Saba Charebaszwili. O gruzińskim obrońcy zrobiło się głośno, gdy zadebiutował w Dinamo Tbilisi w wieku zaledwie 15 lat. Trafił wówczas na listę życzeń Liverpoolu i Realu Madryt. Reprezentant Gruzji zmienił jednak barwy tego lata, przenosząc się za dwa i pół miliona euro do Basaksehiru. Kilka lat temu Turcja stała się świetnym przystankiem przed karierą w Napoli i Bayernie Monachium dla koreańskiego stopera, Min-jae Kima. Charebaszwili może liczyć, że w jego przypadku historia potoczy się podobnie, bo to gracz o wielkim potencjale. Na wypożyczenie do Galatasaray trafił za to 22-letni rosły pomocnik z Francji, Lesley Ugochukwu. Przez ostatnie dwa sezony regularnie grał w Southampton i Burnley w Premier League, a w 2023 roku Chelsea płaciła za niego ponad 25 milionów euro.
- Moim zdaniem najbardziej o potencjale transferowym Super Lig świadczy dziś nie to, ile płaci się na nazwiska, ale jakie nazwiska się do Turcji sprowadza. Jeszcze kilka lat temu ligę nazywano „cmentarzyskiem dla dinozaurów” albo „opuszczonym Disneylandem”- miejscem, do którego przyjeżdżało się odcinać kupony. Dzisiaj coraz częściej jest inaczej. Turcja może być fantastycznym rozdziałem kariery, miejscem, w którym można zaznać fanatycznej miłości kibiców, a dla młodszych zawodników również trampoliną do TOP5 - komentuje ruchy młodszych zawodników Gerlak.

Mocny polski akcent

Naturalnie w Turcji nie brakuje też polskich wątków. Eks-zawodnik Legii Warszawa, Ernest Muci, za opłatą ośmiu i pół miliona euro zamienił po rocznym wypożyczeniu Besiktas na Trabzonspor, gdzie będzie grał u boku Salaha. Samsunspor niedawno zapłacił dwa i pół miliona euro Piastowi Gliwice za ich środkowego obrońcę, Igora Drapińskiego. Po przenosinach do Gaziantepsporu na zasadzie wolnego zadebiutował już Kacper Tobiasz. Strzelecką formę w Super Lig odnalazł też Adrian Benedyczak. 25-letni napastnik spędził drugą połowę poprzednich rozgrywek na wypożyczeniu w Kasimpasie, a teraz został wykupiony za cztery miliony euro. I wygląda to na promocję, bo w 14 ligowych występach w poprzednich rozgrywkach strzelił aż 10 goli. Na inaugurację obecnej kampanii trafił z kolei z karnego do siatki Trabzonsporu. Od debiutu jest najskuteczniejszym snajperem tureckiej ekstraklasy. Nasz rozmówca zwraca na niego szczególną uwagę.
- Jego bramki były jednym z kluczowych powodów, dla których Kasimpasa zapewniła sobie utrzymanie - mówi. - Co ważne, bardzo wysoko ceni go trener Emre Belozoglu. Sam Benedyczak po sezonie podkreślał, że dzięki jego zaufaniu odzyskał pewność siebie i znowu czerpał radość z gry. Jest to też ciekawy przykład tego, o czym mówię: liga turecka może również stanowić trampolinę dla zawodników, którzy potrzebują miejsca, aby się odbudować i pokazać swoją wartość.
W Turcji wciąż marzą o kolejnych imponujących nazwiskach. Fenerbahce kusiło Marcusa Rashforda i Rafeala Leao. Miało też dogadać się z Serhou Guirassym z Borussii Dortmund, proponując za niego 25 milionów euro, ale na pozycję napastnika ostatecznie przyszedł Lukaku. Galatasaray niedawno złożyło Arsenalowi 45-milionową ofertę za Gabriela Martinellego.
- W przypadku Leao pewien biznesmen miał przekazać klubowi, żeby skontaktował się z Portugalczykiem, a on sam miał wyłożyć pieniądze na transfer. W medialnych doniesieniach mowa była o kwocie sięgającej 50 milionów euro. Samą historię traktuję jako anegdotę, a nie potwierdzoną transakcję - ale świetnie pokazuje ona “kibicowską” mentalność, o której wspominam - zwraca uwagę Gerlak.
Z tych ruchów na razie nic nie wyszło, ale niewykluczone, że czekają nas jeszcze kolejne głośne transfery do Super Lig.

Dyskusja

Przeczytaj również