Trzęsienie ziemi w klubie Polaków. Klęska za klęską, trener stracił pracę

Trzęsienie ziemi w klubie Polaków. Klęska za klęską, trener stracił pracę
PSNEWZ/SIPA / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 13:00
Gdy Sebastian Szymański trafiał do Stade Rennais, wszystko wskazywało na to, że trudno dla niego o lepszy ruch na obecnym etapie kariery. Tymczasem w bretońskim klubie nagle rozpoczął się pożar, w efekcie którego zwolniony został trener Habib Beye. Co poszło nie tak?
O odejściu senegalskiego szkoleniowca ze stanowiska po raz pierwszy było głośno już w październiku, czyli miesiącu, który Rennes zakończyło bez ani jednego wygranego meczu. Zarząd nie miał jednak dla niego gotowego następcy, więc z tego dołka udało mu się wyjść bez ściętej głowy - w następnych miesiącach drużyna z Bretanii wskoczyła z 10. na 5. miejsce i punktowała najlepiej w Ligue 1, nie licząc PSG i niezawodnego w tym sezonie Lens. Sebastian Szymański dopiął swój transfer do klubu akurat wtedy, gdy ten świetny okres dobiegał końca. Odkąd Polak jest zawodnikiem “Czerwono-Czarnych”, jego nowa drużyna przegrywa każdy kolejny mecz.
Dalsza część tekstu pod wideo

Nawrót kryzysu

Zaczęło się z pozoru niewinnie, bo od remisu 1:1 z Le Havre, który trudno było uznać za coś więcej niż wypadek przy pracy. Szymański został graczem Rennes tydzień później, a zadebiutował w derbach Bretanii z Lorient, które jego klub niespodziewanie przegrał 0:2.
Cel sprowadzenia 26-latka był prosty - wzmocnienie środka pola kosztem Seko Fofany i Ludovica Blasa, którzy przestali spełniać oczekiwania trenera. Pierwszy z wymienionych niedawno zasilił FC Porto, drugi zaś stracił miejsce w pierwszym składzie kosztem… Przemysława Frankowskiego, który po powrocie do Francji zaczął występować na prawym wahadle. Były piłkarz Lens przebywa obecnie w Rennes w ramach wypożyczenia, lecz po sezonie zostanie wykupiony z tureckiego Galatasaray. Niestety obecnie jest kontuzjowany i jeszcze nie wiadomo dokładnie, kiedy wróci na boisko. Arnault Pouille i spółka poszli natomiast za ciosem, sprowadzając jego rodaka.
W meczu 1/8 finału Pucharu Francji mogliśmy oglądać już Szymańskiego od pierwszej minuty, gdy po przeciwnej stronie był Olympique Marsylia. Na tle kolegów z drużyny pomocnik zaprezentował się dobrze, jednak nie pomógł przy wyniku. Rennes przegrało 0:3 i widać było, że Beye nie kontroluje sytuacji na boisku. Uwagę mediów szczególnie przykuły napięte dyskusje senegalskiego szkoleniowca z Mousą Al-Tamarim i Brice’em Sambą. Pierwszy miał otrzymać ostrą reprymendę w szatni, co negatywnie wpłynęło na grę zespołu w dalszej części spotkania. Drugi zaś był krytykowany za swoje zagrania podczas samego meczu.

Skutki napięć jak domino

Sam trener Rennes oczywiście wszystkie doniesienia zdementował.
- Jeśli coś wyjdzie na jaw i okaże się prawdą, to jestem gotów to zaakceptować, ale uważam, że należy relacjonować fakty, a nie zmyślone wydarzenia. Niepokoi mnie to, że bardzo poważne gazety podają informacje całkowicie odbiegające od prawdy. Nie jestem tu, by prostować fakty, musimy się przed tym chronić. Takie jest moje zadanie, żeby chronić przed tym moją grupę - mówił po meczu, cytowany przez RMC Sport.
Beye zaznaczył, że sytuacja z meczu z Marsylią została wyolbrzymiona przez media, a w praktyce dawał on tylko i wyłącznie instrukcje taktyczne swoim zawodnikom. Dość szybko okazało się, że jego słowa nie są zgodne z prawdą - z kadry na następny mecz ligowy przeciwko Lens usunął bowiem wspomnianego Sambę.
Doświadczony bramkarz miał popaść w konflikt ze szkoleniowcem po pucharowym meczu z Marsylią. Warto zaznaczyć, że cztery dni wcześniej był kapitanem drużyny w ligowym meczu z Monaco, co jest jeszcze bardziej wymowne w kontekście braku kontroli Beye’a nad szatnią.
Obraz rozpychającej się w czołówce ligi drużyny prysł w moment. Zamiast efektywnego punktowania co kolejkę kibice obejrzeli trzy sromotne, kompromitujące porażki. 0:2 u siebie w derbach Bretanii z Lorient, 0:4 z nijakim, nierównym i pogrążonym w przeciętności Monaco, i wreszcie 0:3 z Marsylią, naznaczone odpadnięciem z pucharu i wybuchem konfliktów. Trzy ważne mecze, bilans 0:7. A to nie był koniec, bo trzeba było jeszcze zagrać z rewelacyjnym liderem Ligue 1. Na jego terenie, wystawiając na bramce wychowanka z jednym występem na koncie w seniorskiej piłce.

Miarka się przebrała

Nie mogło skończyć się inaczej - z Lens drużyna Beye’a znów wróciła do domu pokonana. Poniosła porażkę 1:3, mimo że od 56. minuty grała w przewadze po czerwonej kartce Rubena Aguilara. Jednym z niewielu pozytywów był gol Estebana Lepaula, który odblokował się i trafił do siatki po raz pierwszy od siedmiu meczów. Ale cała reszta? Wyglądało to po prostu źle. 13 na 14 oddanych strzałów niecelnych, proste straty, dziurawa obrona, a na domiar złego poważnej kontuzji nabawił się Jeremy Jacquet. Młody defensor, który niedawno dopiął transfer do Liverpoolu i został najdrożej sprzedanym piłkarzem w historii Rennes (więcej o tym ruchu pisaliśmy TUTAJ), niefortunnie upadł na bark, a boisko opuszczał przy pomocy sztabu medycznego. W tym sezonie już nie zagra, a w najbliższej przyszłości czeka go operacja.
Ten mecz przelał czarę goryczy w gabinetach. Habib Beye oficjalnie pożegnał się z posadą głównego trenera, a w najbliższym meczu z PSG drużyna będzie prowadzona przez sztab zastępczy złożony z trzech szkoleniowców - Sebastiena Tamboureta, Pierre’a-Alexandre’a Lelievre’a i Maxime’a Le Marchanda.
Drużynę na stałe ma z kolei objąć Franck Haise, człowiek znany przede wszystkim z długoletniej pracy w Lens, które w sezonie 2022/23 doprowadził do wicemistrzostwa Francji. Pracował wtedy m.in. z Sambą, Fofaną i Frankowskim, więc w obecnej sytuacji klubu zdaje się być jedną z bardziej sensownych opcji dostępnych na rynku. Z perspektywy polskiego kibica na pewno ciekawić może to, jak wykorzysta obu naszych reprezentantów. Bez dwóch zdań można się spodziewać gry formacją 3-4-1-2, co dla Szymańskiego mogłoby oznaczać występy w roli samotnej “dziesiątki” ustawionej za dwójką napastników.
Warto pamiętać, że 26-latek ma za sobą trudniejszy okres w Fenerbahce i wcale nie było pewności, czy zdoła od razu zadomowić się w pierwszym składzie. Tymczasem zrobił to już po kilku meczach. Zarówno spotkanie z Marsylią, jak to z Lens zaczynał od pierwszej minuty. Pozostaje mieć nadzieję, że jego pozycja w zespole nie ucierpi wskutek ostatnich wydarzeń w klubie.

Przeczytaj również