W ich kraju trwa rzeź, liga nie funkcjonuje. A kadra dokonała cudu
Tamtejsza kadra narodowa gra poza granicami swojego kraju, bo jest on pochłonięty barbarzyńsko krwawą wojną. Liga nie funkcjonuje normalnie, a dwa najbardziej utytułowane kluby skaczą po różnych rozgrywkach, by móc rozgrywać jakiekolwiek mecze. Na terenie Sudanu jest obecnie prawdziwe piekło, ale podczas trwającego Pucharu Narodów Afryki futbol dla wielu stanowi tam malutki promyk światła. Reprezentacja tego kraju przeszła bowiem przez fazę grupową turnieju i już niedługo spróbuje zawalczyć o ćwierćfinał.
Gdyby zrobić listę najsłabszych personalnie drużyn, jakie zakwalifikowały się na trwającą edycję Pucharu Narodów Afryki, to Sudan bez dwóch zdań zająłby na niej jedno z pierwszych miejsc. Jeżeli chodzi zaś o samą fazę pucharową, to jest w niej drużyną bezdyskusyjnie najsłabszą. O jego występie na tym turnieju warto opowiedzieć - nie tylko dlatego, że sprawił niemałą niespodziankę, ale też ze względu na wymiar pozasportowy.
Futbol w cieniu rzezi
Sam awans na Puchar Narodów Afryki był dla sudańskiej kadry narodowej wielkim wydarzeniem. Przypomnijmy - w momencie jego wywalczenia była ona dopiero 32. reprezentacją na kontynencie oraz 119. na świecie. Już przed startem eliminacji była ona skazywana była na pożarcie. Wylosowała między innymi Angolę i Ghanę, czyli zespoły, w których składach znajdziemy wielu piłkarzy grających na wysokim poziomie w Europie. Obok nich był jeszcze słabiutki Niger, ale jemu, podobnie jak Sudanowi, nie dawano wielkich szans na nawiązanie walki o zajęcie jednego z dwóch pierwszych miejsc w tabeli.
Ale Afryka, jak to ma w zwyczaju, zaskoczyła. I zaskoczyła wyjątkowo mocno, bo Sudańczycy zakończyli eliminacje na drugiej lokacie kosztem Nigru i… Ghany, która jako faworyt grupy nie odnotowała ani jednego zwycięstwa. Sudanowi też udało się ją pokonać - w czwartej kolejce wygrał z nią 2:0. I nawet, jeśli ta żałosna klęska “Czarnych Gwiazd” ma swoje kulisy (o których pisaliśmy TUTAJ), to dla “Sokołów Pustyni” wciąż był to triumf wyjątkowo symboliczny.
Sudan jako kraj jest obecnie w prawdziwej ruinie. Od kwietnia 2023 roku trwa tam najbardziej krwawy konflikt zbrojny na świecie. Dwie frakcje, rządowe Sudańskie Siły Zbrojne (SAF) i rebelianckie Siły Szybkiego Wsparcia (RSF), toczą ze sobą wojnę domową o władzę nad państwem. Doprowadziła ona do ogromnego kryzysu humanitarnego - w regionie Darfuru, który jest prawdziwym kotłem etnicznym, dochodzi do masowych mordów na ludności cywilnej. W kraju panuje anarchia, a jego stolica, Chartum, stoi w ogniu. Ofiary są liczone w kilkunastu dziesiątkach tysięcy, zaś za granicę wybyło już ponad 13 milionów uchodźców.
Katastrofalna sytuacja w państwie ma ogromny wpływ na futbol. Dla wielu szokiem może być fakt, iż zawieszona od dwóch lat sudańska ekstraklasa nadal jest dziewiątą najsilniejszą ligą w Afryce według rankingu CAF. Warto natomiast zaznaczyć, że to głównie zasługa dwóch klubów z Omdurmanu. Al-Hilal i Al-Merreikh to krajowi hegemoni - ci pierwsi wygrali aż 31 mistrzostw kraju, drudzy 19. Od 1993 roku, a więc od ponad trzech dekad, żaden inny klub nie zdołał sięgnąć po tytuł mistrzowski.
Wpływ tych dwóch drużyn na poziom futbolu w kraju jest więc kolosalny. Jako jedyne mogą sobie one pozwolić na duże wydatki transferowe, a ich piłkarze od lat stanowili o kształcie i sile kadry Sudanu. Nic dziwnego, że zrobiono wszystko, by mogły one rozgrywać regularnie swoje mecze. W 2023, po wybuchu wojny domowej, sudańskie rozgrywki piłkarskie zostały wstrzymane, lecz przez kolejne dwa lata Al-Hilal i Al-Merreikh występowały w lidze… Mauretanii.
Co więcej, gdy w drugiej połowie sezonu 2024/25 sudańska Premier League została przywrócona w dość prowizorycznej formie, Al-Hilal udało się wywalczyć mistrzostwo dwóch różnych lig krajowych. Mauretańską ekstraklasę skończyło na pierwszym miejscu w tabeli, z kolei później, latem, skorzystało z zaproszenia do grupy mistrzowskiej ligi “swojego” kraju. Były to krótkie, organizowane na terenie Tanzanii rozgrywki (osiem drużyn, pojedyncze mecze bez rewanżów), gdzie 14 punktów w siedmiu spotkaniach wystarczyło do zdobycia tytułu.
“Wyzwolić kraj poprzez futbol”
Gdyby nie pomoc ze strony innych afrykańskich federacji, sudański futbol prawdopodobnie ległby w gruzach. Reprezentacja narodowa domowe mecze rozgrywa w Libii, przy czym warto wspomnieć, że aż 16 z 27 jej zawodników powołanych na tegoroczny Puchar Narodów Afryki to piłkarze wspomnianych Al-Hilal i Al-Merreikh. Trudno wyobrazić sobie, jak kadra wyglądałaby bez tego trzonu. Obecnie omdurmańscy giganci grają gościnnie w lidze Rwandy, na podobnej zasadzie, co kiedyś w Mauretanii.
Na samym PNA cudów nie oczekiwano, tym bardziej że Sudan znów trafił do dość niewygodnej grupy. Na start turnieju musiał stawić czoła bardzo silnie wyglądającej Algierii, która pod wodzą Vladimira Petkovicia wyrosła na jednego z głównych faworytów turnieju. Nie miał w tym meczu żadnych szans - przegrał aż 0:3, a wynik spokojnie mógł być wyższy, gdyby nie dobra postawa golkipera Mongeda Elneela.
Starcie z Gwineą Równikową było już bardziej wyrównane. Tu “Pustynnym Sokołom” udało się jednak dokonać rzeczy historycznej - po samobójczej bramce Saula Coco wygrały 1:0, notując swoje pierwsze zwycięstwo na PNA od 13 lat. Dzień po spotkaniu na stronie BBC Sport Africa pojawił się poruszający reportaż, ujawniający, jak kryzys w kraju wpływa na sytuację wewnątrz kadry narodowej. Największym echem w sieci poniosła się rozmowa z Johnem Mano, napastnikiem, który tuż po starcie wojny domowej uciekł do Libii, gdzie do dziś kontynuuje swoją karierę piłkarską.
- Niektórzy nie mogą nawet obejrzeć meczu, nie usłyszą o nim nawet w radiu. Ale próbujemy wyzwolić nasz kraj poprzez futbol. Każdego dnia ludzie tu umierają - mówił.
- Rebelianci śmiali się z nas, robili sobie z nas żarty. Kiedyś jeden z nich zatrzymał mnie i powiedział: “Grasz w Al-Hilal? Ja kibicuję Al-Merreikh. W każdej chwili mogę cię zabić i nikt nie będzie tego kwestionował”. Mój najlepszy przyjaciel, z którym dorastałem oraz grałem w piłkę od małego, został przez nich schwytany. Chcieli, żeby współpracował z armią. W momencie, kiedy próbował coś wyjaśnić, zaczęli do niego strzelać - zdradził.
Podczas meczu z Gwineą Równikową w sudańskiej reprezentacji zadebiutował Sheddy Barglan. 23-letni skrzydłowy Den Bosch przyszedł na świat w Holandii, do której wyemigrowali jego rodzice. Sudanu jednak nigdy w swoim życiu nie odwiedził.
- Dziś to niemożliwe, żebym tam pojechał. Zawsze chciałem odwiedzić Sudan, jak byłem młodszy, ale moja mama nie miała jeszcze wtedy paszportu i nie chciała, żebym jechał sam z tatą. Zawsze była zdania, że podróżowanie tam nie jest zbyt bezpieczne - mówił.
Wynik ponad stan
Na wyróżnienie bez dwóch zdań zasługuje selekcjoner Kwesi Appiah. To człowiek, który wykonał i nadal wykonuje w sudańskiej drużynie narodowej ogrom pracy, nie tylko w kontekście doboru składu i taktyki, ale także w kwestiach mentalnych. Pod jego wodzą drużyna poczyniła naprawdę duży progres, co widać było nawet w eliminacjach do MŚ 2026. Po czterech kolejkach jego podopieczni liderowali w tabeli swojej grupy, wyprzedzając m. in. Senegal czy Demokratyczną Republikę Konga. W drugiej części kampanii pogubili jednak bardzo dużo punktów, przez co nie udało im się dostać nawet do baraży kontynentalnych.
- Bardzo często otrzymujemy wiadomości, że któryś z chłopaków stracił kogoś bliskiego, ale zawsze im przypominam: to wy jesteście tymi, którzy mogą wywołać uśmiech na twarzach swoich bliskich. Kiedy gramy, czasami broń milknie nawet na tydzień - opowiadał na łamach Citi Sports.
Tak się złożyło, że korzystne wyniki w innych grupach dały Sudanowi niespodziewany awans do 1/8 finału PNA jeszcze przed końcem ostatniej kolejki fazy grupowej. W trzecim meczu z Burkina Faso (0:2) nie było więc zbyt dużej presji, choć trzeba przyznać, że pierwsze 30 minut miało bardzo chaotyczny przebieg. Kto wie, co by się stało, gdyby Nooh Al-Gozoli udźwignął odpowiedzialność i wykorzystał przyznany jego drużynie rzut karny, zmieniając wynik na 1:1.
Już w sobotę Sudan zagra o ćwierćfinał Pucharu Narodów Afryki z Senegalem. Patrząc na to, że “Lwy Terangi” w ostatnim czasie bezlitośnie miażdżą każdego wyraźnie słabszego od siebie na papierze rywala, możemy się tu spodziewać brutalnego zderzenia ze ścianą. Ale z drugiej strony, Sudan już nic nie musi - tylko może. Tak samo, jak nie musiał w fazie grupowej i kwalifikacjach. A mógł i dał radę. W pamięci wielu kibiców wciąż jest marcowy mecz eliminacji do mundialu, w którym obie drużyny zremisowały ze sobą 0:0. Pytanie, czy na takim etapie dużego turnieju jest jakakolwiek szansa na powtórzenie tego wyniku.