Walił w Lewandowskiego, hejtował kadrowiczów. Teraz będzie ich... selekcjonerem

Walił w Lewandowskiego, hejtował kadrowiczów. Teraz będzie ich... selekcjonerem
IMAGO / pressfocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 12:00
Przez lata bezlitośnie oceniał reprezentantów Turcji, podważał ich umiejętności, a nawet kwestionował kompetencje swoich poprzedników. Teraz sam odpowiada za wyniki kadry narodowej. Sergen Yalcin, jeden z najbardziej barwnych i niepokornych ludzi tureckiego futbolu, dostał zadanie wyprowadzenia reprezentacji z kryzysu. Czy mu się to uda?
Sergen Yalcin to postać, której w tureckim futbolu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Co innego w Polsce. Urodzony 5 listopada 1972 roku w Stambule były piłkarz, a obecnie trener, przez lata uchodził za jeden z największych talentów swojego pokolenia. Miał wszystko, czego potrzeba do wielkiej kariery: znakomitą technikę, kapitalny przegląd pola, precyzyjne uderzenie i umiejętność zagrania piłki, której nie dostrzegali inni. Nie bez powodu kibice nad Bosforem później porównywali Mesuta Ozila i Ardę Gulera właśnie do niego.
Dalsza część tekstu pod wideo

Lewandowski? Nie, dziękuję

Niemniej jego kariera była równie barwna, co nieprzewidywalna. Wychowanek Besiktasu reprezentował barwy największych rywali swojego macierzystego klubu: Fenerbahce, Galatasaray i Trabzonsporu. Co ciekawe, został pierwszym piłkarzem w historii, który występował we wszystkich tych czterech zespołach. W reprezentacji Turcji rozegrał 37 spotkań, zdobywając pięć bramek. Wystąpił także na mistrzostwach Europy w 1996 i 2000 roku.
Yalcin miał jednak opinię człowieka, który rzadko wykorzystywał swój ogromny potencjał. W tureckich mediach wielokrotnie pojawiały się historie o jego zamiłowaniu do rozrywkowego stylu życia. Mówiono, że właśnie to miało stanąć na przeszkodzie transferu do jednego z europejskich gigantów. Talentu mu nie brakowało, ale dyscyplina i konsekwencja nie zawsze szły z nim w parze. Osiadł w kraju, zadowolony i pyszny, że ma tu status legendy.
Po zakończeniu kariery piłkarskiej spróbował sił w trenerce. Największy sukces odniósł w Besiktasie, gdzie sześć lat temu zdobył mistrzostwo oraz puchar. Tym samym został pierwszym człowiekiem w historii klubu, który był mistrzem Turcji zarówno jako piłkarz, jak i szkoleniowiec. To właśnie ten sezon jest jego najmocniejszą trenerską wizytówką. Późniejsze przygody nie były już tak udane, a druga kadencja w Besiktasie, zakończona w maju 2026 roku, okazała się porażką.
To właśnie wtedy Yalcin publicznie przyznał, że zablokował i odrzucił propozycję transferu Roberta Lewandowskiego z Barcelony. Swoją decyzję argumentował wówczas niechęcią sprowadzania do klubu “blisko 40-letnich zawodników”, czym jeszcze bardziej podburzył zarząd klubu i kibiców. Nie przeszkodziło mu to jednak w otrzymaniu propozycji pracy dla kadry narodowej.

“Arda Guler to żadna gwiazda”

Objęcie reprezentacji przez Yalcina było konsekwencją wyjątkowo trudnego okresu tureckiej piłki. W październiku 2026 roku federacja rozstała się z Vincenzo Montellą. Włoski szkoleniowiec prowadził drużynę w 40 spotkaniach, ale ostatnie miesiące jego pracy przyniosły same rozczarowania. Turcja przegrała cztery kolejne mecze Ligi Narodów, a kibice wciąż nie mogli pogodzić się z odpadnięciem reprezentacji już w fazie grupowej mistrzostw świata. Potrzebna była zmiana, która przywróciłaby drużynie tożsamość i entuzjazm.
Yalcin wcale nie był faworytem do objęcia posady. Według medialnych doniesień wcześniej rozważano kandydatury Ardy Turana i Abdullaha Avciego, ale obaj mieli odmówić. Ostatecznie federacja postawiła na człowieka, który doskonale zna tureckie środowisko i nie potrzebuje tłumacza, żeby porozumieć się z zawodnikami. Brzmi znajomo, prawda? Szybko okazało się jednak, że największym wyzwaniem nowego selekcjonera może być nie taktyka, lecz relacje międzyludzkie.
Przez kilka ostatnich lat Yalcin regularnie występował w roli eksperta telewizyjnego. Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych i bezkompromisowych komentatorów w kraju. Nie miał oporów przed krytykowaniem piłkarzy, trenerów czy działaczy. Problem polega na tym, że część osób, które wówczas znalazły się na jego celowniku, ma teraz poprowadzić w reprezentacji. To dokładnie tak, jakby polską kadrę objął Tomasz Hajto czy Wojciech Kowalczyk, znani z tego, że nie gryzą się w język, gdy oceniają biało-czerwonych po spotkaniach naszej reprezentacji.
Yalcin potrafił uderzać choćby w największe talenty młodego pokolenia. O Gulerze mówił, że selekcjonerzy popełniają błąd, przesadnie kreując go na gwiazdę. - Nie zrobił wystarczająco dużo, by zasłużyć na taki status - wyjaśniał. Kenan Yildiz również nie doczekał się komplementów. Przyszły trener kwestionował jego przynależność do światowej czołówki.
Lista krytykowanych była zresztą znacznie dłuższa. Yalcin rugał w mediach Hakana Calhanoglu czy Orkuna Kokcu. Walił jak w bęben w warsztat innych trenerów. Kiedy Nuri Sahin kierował Borussią Dortmund, przejechał się po nim równo. - Czy naprawdę tak łatwo być trenerem BVB? Dwa lata w Antalyasporze, zero sukcesów, a potem otrzymał pracę w Dortmundzie. Jak coś takiego mogło się wydarzyć? - pytał retorycznie. Nie darował również poprzednikowi, Vincenzo Montelli. Kwestionował jego kwalifikacje do prowadzenia reprezentacji, pytając, jakie właściwie sukcesy Włoch osiągnął, zanim powierzono mu turecką kadrę.

Hejter kontra obrażeni

Nic dziwnego, że po nominacji nowego selekcjonera pojawiły się doniesienia o problemach komunikacyjnych. Według tureckiego dziennikarza, Sercan Hamzaoglu, kilku reprezentantów nie odbierało telefonów od Yalcina. Jeden z zawodników miał anonimowo stwierdzić, że nie zamierza rozmawiać z człowiekiem, który wcześniej tak ostro wypowiadał się na jego temat. Według tych doniesień chodziło o dwóch lub trzech piłkarzy regularnie występujących w reprezentacji.
Wywoływany do tablicy odniósł się do całej tej sytuacji. Co ciekawe, nie próbował udawać, że jego wcześniejsze wypowiedzi nie miały miejsca. Przyznał, że część komentarzy wygłaszanych w telewizji była elementem medialnego show. Innymi słowy - to, co przed kamerami miało przyciągać uwagę widzów, teraz może utrudniać mu codzienną pracę. I tyle. Niczego nie żałował, za nic nie przeprosił.
Jednocześnie zapowiedział sprawiedliwą selekcję. Nie zamierza budować kadry wyłącznie na nazwiskach i dotychczasowej pozycji poszczególnych piłkarzy. Liczyć ma się przede wszystkim aktualna dyspozycja. To ważna deklaracja, szczególnie w reprezentacji, w której nie brakuje zawodników występujących w największych europejskich klubach.
Przed nowym selekcjonerem stoją zatem dwa równoległe zadania. Pierwsze jest oczywiste: musi poprawić wyniki, odbudować pewność siebie drużyny i sprawić, żeby Turcja znów była zespołem, którego obawiają się europejscy rywale. Drugie może okazać się znacznie trudniejsze. Musi przekonać piłkarzy, że człowiek, który jeszcze niedawno oceniał ich z pozycji eksperta, potrafi teraz stanąć po ich stronie.
Nie wystarczy mieć rację, jak w studiu telewizyjnym. Trzeba jeszcze sprawić, żeby ludzie chcieli walczyć z tobą i za ciebie. A w przypadku Yalcina, który nigdy nie zabiegał o sympatię za wszelką cenę, to będzie najtrudniejsze. W roli selekcjonera musi nauczyć czegoś, czego nigdy nie wypracował mając podpięty mikrofon: dyplomacji.

Dyskusja

Przeczytaj również