Wart 80 mln euro, rozegrał... 172 minuty. Złoty dzieciak na marginesie. "Odczuwa frustrację"

Wart 80 mln euro, rozegrał... 172 minuty. Złoty dzieciak na marginesie. "Odczuwa frustrację"
IMAGO / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 15:40
Powtórka z Endricka? Pewnie nie na taką skalę, ale można mieć pewne skojarzenia. Drugi rok z rzędu utalentowany nastolatek z Brazylii zaczyna grać zdecydowanie mniej, gdy stery jego zespołu przejmuje Xabi Alonso. Estevao rozegrał w tym sezonie ligowym zaledwie 6,5% możliwych minut. Pojawiają się informacje, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, może dojść do poważnych rozmów na temat jego przyszłości w Chelsea.
Estevao przychodził do Chelsea jako jeden z największych talentów Ameryki Południowej, złote dziecko brazylijskiej piłki. W debiutanckim sezonie grał regularnie i imponował, a teraz dostaje… ogony. Jego sytuacja może martwić fanów “The Blues”. Zwłaszcza że Brazylijczyk podobno zaczyna mieć wątpliwości związane z małą liczbą minut otrzymywanych od Xabiego Alonso. To jednak ważny test dla 19-latka. Ma wymagającą konkurencję do miejsca w składzie i to, jak sobie z nią poradzi, może zdeterminować jego dalszą karierę.
Dalsza część tekstu pod wideo

“Najlepszy od czasów Neymara”

Obecna sytuacja Estevao zaskakuje. Chelsea wyłożyła przecież na niego ogromną kasę i jeszcze w poprzednich rozgrywkach regularnie stawiała na niego w sporym wymiarze czasowym. Nie bez powodu. Niedługo po 17. urodzinach Brazylijczyka, jeszcze w 2024 roku, zapłaciła Palmeiras aż 34 miliony euro, a w umowie transferu zapisano bonusy warte kolejne 27 milionów. Choć to ogromna kwota, a na przenosiny Estevao do Anglii trzeba było czekać rok, bo musiał skończyć 18 lat, taka suma wcale nie wyglądała na bezzasadną. Zwłaszcza wówczas, gdy Estevao meldował się już w Europie.
Jego występy na poziomach młodzieżowych zapewniły mu przydomek “Messinho” - “mały Messi”. Młodziutki skrzydłowy przyjechał na Stamford Bridge z bagażem zaledwie półtorarocznego doświadczenia w dorosłej piłce, ale w tym czasie zdążył wielokrotnie zachwycić. W jedynym pełnym sezonie w brazylijskiej Serie A strzelił aż 13 goli i zanotował dziewięć asyst. Jego Palmeiras nie zdołało sięgnąć po mistrzostwo i musiało zadowolić się srebrem, ale sam piłkarz zasłużył sobie na indywidualne wyróżnienia. Wybrano go najlepszym młodym zawodnikiem oraz najlepszym atakującym ligi.
Został też najmłodszym graczem w historii tamtejszej Serie A, który zaliczył bezpośredni udział przy co najmniej 20 bramkach, przebijając samego Neymara. Były gwiazdor Barcelony czy PSG pisał na Instagramie:
- Gratulacje za pobicie mojego rekordu. Obyś dalej błyszczał i oczarowywał wszystkich swą grą. Fruń.
Estevao przenosił się do Europy z zaliczonym debiutem w reprezentacji Kraju Kawy oraz bilansem 83 spotkań, rozegranych - poza ligą - także w Copa Libertadores czy na Klubowych Mistrzostwach Świata. Zanotował w nich 27 trafień i 15 asyst. To liczby lepsze niż te notowane przez ściąganych za wielkie pieniądze przez Real Madryt innych nastolatków z Brazylii: Viniciusa (14+5 w 69 meczach dla Fluminense), Rodrygo (17+8 w 80 meczach dla Santosu) czy Endricka (21+3 w 82 meczach dla Palmeiras). Mowa była o naprawdę ogromnym talencie.
- Estevao jest trochę jak Lamine Yamal. Niedługo będzie wielką gwiazdą. To bardzo obiecujący gracz, ma dopiero 17 lat - mówił o nim sam Ronaldo Nazario w rozmowie z portalem Give Me Sport.
- Moim zdaniem to najlepszy nastolatek opuszczający Brazylię od czasów Neymara. Można go porównywać chyba tylko z Endrickiem, ale to inny typ piłkarza. Pójdzie też za granicę w innej sytuacji niż Vini, bo zrobił więcej na krajowym podwórku - opowiadał nam z kolei w grudniu 2024 Wojciech Peciakowski, prowadzący portal Brazylijski Futbol.

Przyszłość Chelsea

Londyńczycy pokładali w Estevao ogromne nadzieje. Polityka klubu opierała się na ściąganiu perspektywicznych, młodych piłkarzy - czasem nawet bez wielkiego doświadczenia. A Brazylijczyk był jedną z najbardziej imponujących “zdobyczy” transferowych. Od razu został włączony do pierwszego zespołu.
Zadebiutował, wchodząc z ławki w otwierającym sezon spotkaniu z Crystal Palace. Już w drugiej kolejce wyszedł od pierwszej minuty i uświetnił występ asystą. Premierową bramkę w nowych barwach ustrzelił na początku października, dając w doliczonym czasie wygraną 2:1 z Liverpoolem.
W podstawowym składzie grał częściej w pucharach niż w lidze, ale w niej i tak regularnie łapał minimum po kilkanaście minut na mecz. Odliczając okres absencji (a pod koniec rozgrywek stracił łącznie ponad dwa miesiące), rozegrał w niej 37,6% możliwych minut, co było niezłym wynikiem dla tak nieopierzonego młokosa. A na innych frontach też odciskał swoje piętno. Łącznie uzbierał osiem goli i cztery asysty w 36 meczach na wszystkich frontach. W Lidze Mistrzów trafił w każdym ze swoich pierwszych trzech występów w podstawowym składzie (z Ajaksem, Karabachem i Barceloną). Wcześniej zrobili to tylko dwaj nastolatkowie - Erling Haaland i Kylian Mbappe. Wielokrotnie nad Estevao rozpływali się prowadzący zespół Enzo Maresca oraz Liam Rosenior.
- Jest tak dobry, że może grać wszędzie - mówił Włoch. A innym razem stwierdził: - Bez wątpienia w przyszłości będzie ważnym piłkarzem tego klubu.
- Jest niebywały, pokazuje to nie przeciwko ekipie z przypadku, tylko Barcelonie i to w wieku 18 lat - komentował z kolei Rosenior (...). - Jest niesamowicie skromny. Uwielbia z nami pracować, chce po prostu stawać się coraz lepszy i ciężko pracuje. Ma niesamowite umiejętności.
Po przejęciu sterów klubu przez Xabiego Alonso sytuacja Estevao się jednak zmieniła. Brazylijczyk ledwo co łapie minuty. A już teraz pojawiają się pytania dotyczące jego przyszłości.

6,5% minut w lidze

Latem na Stamford Bridge działo się sporo. Zatrudnienie Alonso oznaczało zmianę systemu gry. Klub nie próżnował też na rynku. Pobił swój rekord transferowy, wzmacniając ofensywę zawodnikiem Aston Villi, Morganem Rogersem. Do tego na obie strony przyszli nowi wahadłowi: Marco Palestra i Pep Chavaria, który załatał lukę po sprzedaży Marca Cucurelli do Realu Madryt. W niebieskiej części Londynu zameldował się też wreszcie kupiony rok wcześniej z lizbońskiego Sportingu skrzydłowy, Geovany Quenda. Dlaczego mowa o tych ruchach? Wszystkie są potencjalnie istotne dla pozycji Estevao w zespole. Bo ten w systemie nowego trenera najpewniej pasowałby do roli jednego z dwóch zawodników ustawionych za plecami napastnika, bądź, przy ofensywnym wariancie, wahadłowego - choć Alonso sam mówił, że do tej roli potrzebna jest poprawa w defensywie.
Zmienił się system, zmienił trener, konkurencja wcale się nie skurczyła, a na domiar złego “The Blues” nie grają w europejskich pucharach. To sprawiło, że Estevao wylądował w drugim szeregu, bo ustawiani jako “dziesiątki” Rogers i Cole Palmer są absolutnymi pewniakami, grającymi najczęściej po ponad 80 minut. Na razie, po ośmiu kolejkach Premier League, Brazylijczyk ma rozegrane zaledwie 47 minut. Rok temu uzbierał tyle samo w… 11. minucie drugiej kolejki, a po ośmiu seriach gier (nawet pomimo spowodowanej chorobą jednomeczowej pauzy) było ich o 230 minut więcej.
Pięć z jego sześciu występów tej edycji ligi to wejścia z ławki na niecałe 10 minut. Najdłuższy - niewiele ponad kwadrans w ostatniej kolejce przeciwko Tottenhamowi. Utalentowany skrzydłowy wyszedł w podstawowej jedenastce tylko w dwóch spotkaniach Pucharu Ligi. W jednym z nich, z Leeds, został zdjęty już w przerwie, przy stanie 1:0 dla rywali (Chelsea ostatecznie wygrała 6:3). Co istotne, w nadchodzącym meczu czwartej rundy z Liverpoolem znów powinien zagrać w większym wymiarze, bo Palmer będzie zawieszony za czerwoną kartkę z ostatniej kolejki ligowej.
Aktualny czas gry nie może jednak satysfakcjonować Estevao. Z 37,6% ligowych minut, gdy był dostępny w poprzednim sezonie, zjechał aktualnie do 6,5%. We wszystkich rozgrywkach - z 45,4% do 19,1% i uzbierał ich na razie 172. Dokładnie tyle samo, ile w zaledwie trzech meczach podczas ostatniego zgrupowania reprezentacji Brazylii.

Powtórka z Endricka

Alonso, podobnie jak jego poprzednicy, wielokrotnie podkreślał wiarę w talent Brazylijczyka i komplementował jego ciężką pracę. Mówił też wprost: sezon jest długi, każdy dostanie swoją szansę, lecz potrzebna jest cierpliwość.
Niedawny mecz z Tottenhamem pokazał jednak, że droga Estevao do gry wcale nie musi być prosta. Pod nieobecność Joao Pedro hiszpański trener postanowił przesunąć na szpicę Rogersa. Za jego plecami obok Palmera wystawił z kolei łapiącego jeszcze mniej minut Quendę. Oczywiście mogła o tym zadecydować koncepcja na to kolejne spotkanie - Alonso postawił na oddanie piłki przeciwnikom i wybrał skład gwarantujący większą intensywność w pressingu. Koncepcja nie wypaliła, skończyło się porażką 0:2, a Estevao wszedł na 18 minut, jeszcze przy stanie 0:0.
To, że Hiszpan w obliczu osłabień i przesunięcia Rogersa do przodu nie dał szansy występu od pierwszej minuty Estevao, wzbudziło obawy niektórych obserwatorów.
- Gdy masz taki tercet w ataku, jak Rogers, Palmer i Pedro, trudno jest wedrzeć się do składu takiemu młodemu chłopakowi. Sądzę jednak, że w poprzednim sezonie pokazał się z dobrej strony, był świetny - komentował cytowany przez Metro eks-zawodnik Chelsea, John Obi Mikel, w swoim podcaście The Obi One Podcast. - (...) Estevao musi złapać rytm, bo gdy któryś z nich wypadnie z kontuzją i nagle on zostanie wrzucony do składu, to będzie mu trudno. Dobra, może nie trzeba wystawiać go od pierwszej minuty, ale niech wchodzi wcześniej w drugich połowach (...). Mamy młodego piłkarza i ostatnie, czego chcę, to aby odszedł z klubu. Już pojawiają się plotki, że odczuwa frustrację.
Takie doniesienia rzeczywiście przekazuje insider Greame Bailey. Według jego źródeł nastolatek jest niezadowolony z niesatysfakcjonującego czasu gry, a fakt postawienia na Quendę przeciwko “Spurs” ma istotny wpływ na jego odczucia. Brazylijczyk ma być zdeterminowany, żeby przekonać do siebie trenera i zamierza ciężko pracować, aby osiągnąć ten cel. Niemniej, jeśli nie uda się poprawić sytuacji do stycznia, można spodziewać się rozmów z klubem na temat jego przyszłości. Minuty są bowiem kluczowe dla jego rozwoju.
Sam piłkarz zachowuje na razie pokorę, co deklarował w rozmowie z ESPN Brazil:
- Każdy trener ma swój pomysł na grę. Oczywiście codziennie wkładamy pracę, sam daję z siebie wszystko każdego dnia. Mamy w Chelsea dobrych zawodników, więc skupiam się na tym, co mogę kontrolować. Staram się dawać z siebie sto procent na treningach i gdy już dostaję szansę.
To, jak mało gra w tym sezonie Estevao, ma prawo martwić fanów “The Blues”, którzy wiążą z nim duże nadzieje. Mało kto spodziewał się przecież, że po niezłym pierwszym roku nagle wyląduje zupełnie w drugim szeregu. To wciąż bardzo młody chłopak, ale liczba otrzymywanych od Alonso minut rzeczywiście jest zaskakująco mała. Zresztą rok temu, w Realu Madryt, hiszpański trener zaliczył już podobną - choć bardziej ekstremalną - przygodę z innym talentem z Brazylii, Endrickiem. Jeszcze przed stratą posady na Santiago Bernabeu kompletnie go zmarginalizował, korzystając z jego usług zaledwie trzykrotnie. Skończyło się to styczniowym wypożyczeniem do Olympique’u Lyon.
Dla Estevao to ważny test. Musi zapracować na większe zaufanie szkoleniowca i przekonać go do siebie. W końcu wielkich piłkarzy poznaje się po tym, jak radzą sobie z przeciwnościami. A Estevao właśnie takim ma się stać.

Dyskusja

Przeczytaj również