Wielka gwiazda w potrzasku, może nie pojechać na mundial. "Ten sezon to koszmar"

Wielka gwiazda w potrzasku, może nie pojechać na mundial. "Ten sezon to koszmar"
IMAGO / pressfocus
Nie ma sensu skupiać się na plotkach, że niby Cole Palmer miałby trafić do Manchesteru United. Ten transfer w tym momencie jest praktycznie niemożliwy. Dużo ciekawsza kwestia to spadek formy gwiazdy Chelsea, jego notoryczne problemy ze zdrowiem i odwlekana operacja. 23-latek znalazł się w potrzasku: z jednej strony chce grać, bo na horyzoncie mundial. Z drugiej - tuszowanie problemu i gra na pół gwizdka tylko pogłębiają problem.
Ostatnio wygląda tak jakby przestał być graczem, którego znaliśmy. W meczu ligowym z Brentford (2:0) strzelił gola z rzutu karnego, ale brakowało jego charakterystycznej celebracji w stylu “Zimnego Palmera”. Dopiero trzeci raz w sezonie rozegrał pełne 90 minut. Poza wykonaniem jedenastki nie wykreował jednak żadnej sytuacji kolegom. Przegrywał dryblingi, a w jego grze nie widać było dawnego błysku. Cztery dni później w spotkaniu z Pafos (1:0) w Lidze Mistrzów w ogóle nie wyszedł na murawę. Media znowu zaczęły stawiać pytania.
Dalsza część tekstu pod wideo

Jazda w dół

To mniej więcej w tamtym czasie brytyjskie źródła wypuściły informację, że Manchester United byłby skłonny wyciągnąć Palmera z Chelsea. Oczywiście potem odnosił się do tego trener Liam Rosenior. Zaprzeczył też temu Fabrizio Romano. Zresztą trudno byłoby uwierzyć w tę możliwość, bo nawet jeśli United rozglądają się za podobnym profilem piłkarza, to Palmer ma umowę do 2033 roku. Jest graczem nietykalnym. Jeżeli Chelsea któregoś dnia chciałaby go sprzedać i zarobić fortunę, to na pewno nie w tym momencie. Bardziej niż ewentualnym transferem warto zająć się aktualnym brakiem formy Anglika i tym, że trwa to już niepokojąco długo.
Był czas, gdy Enzo Maresca nazywał go najlepszym piłkarzem Premier League. Palmer oczarował świat, kiedy w swoim pierwszym sezonie w Chelsea strzelił 22 gole w lidze i zanotował 11 asyst. Debiutował jeszcze za czasów Mauricio Pochettino i wywarł taki wpływ na zespół, że ten nazywany był “Cole Palmer Club”. Jego szczytem był kwiecień 2024 roku - hat-trick przeciwko Manchesterowi United, a chwilę później cztery gole strzelone Evertonowi. Palmer w następnym sezonie znowu liczbowo się bronił (15 goli, 9 asyst), choć trzeba pamiętać, że już wtedy miał słabszą wiosnę. Z drugiej strony - dwa gole w finale Klubowych Mistrzostw Świata przeciwko PSG budowały pozytywną zapowiedź nowych rozgrywek.

Kłody pod nogami

Sezon 2025/26 to na razie jednak koszmar Palmera. Od początku wyglądał niemrawo, a od połowy września do grudnia w ogóle nie zagrał z powodu kontuzji pachwiny. Kiedy wrócił, Enzo Maresca opowiadał, że nie jest to uraz wyleczony do końca. Palmer dalej odczuwał dyskomfort na treningach i nie był w stanie grać na takiej intensywności jak reszta. Maresca wykluczył wtedy konieczność operacji, ale jednocześnie nie włączył Anglika do grupy graczy, którzy mogą grać co trzy dni. Podobną strategię stosuje Rosenior - stąd absencja w meczu Ligi Mistrzów.
Palmer w tym sezonie rozegrał tylko trzy mecze w pełnym wymiarze czasowym. Strzelił cztery gole, ale dwa to trafienia z karnych. Można teraz tylko gdybać, co było gdyby Anglik był w takiej formie jak półtora roku temu. Ostatni mecz z Pafos ukazał drużynę wolną, bez inwencji, która ma problem z ugryzieniem rywala. W takich meczach zwykle różnicę robił 12-krotny reprezentant Anglii. Jego mina po niedawnym meczu z Brentford, ogólne wrażenie przytłoczenia, pokazuje jak dużym ciężarem jest brak rytmu, dawnej formy i przeciągający się dyskomfort zdrowotny.

Nieustanny hamulec

Fachowo nazywa się to pubalgia. Jest to przewlekły ból w okolicy pachwiny i spojenia łonowego, wynikający m.in. z przeciążeń. To dość powszechna przypadłość w świecie piłki, bo zmagają się z nią choćby Lamine Yamal albo Nico Williams. Eksperci mówią, że zawodnicy bazujący na szybkości i grający na skrzydłach są szczególnie narażeni ten uraz. Gwałtowne zmiany kierunków i hamowanie po sprincie ma na to ogromny wpływ. Problem ten doskwiera szczególnie młodym graczom jak np. Franco Mastantuono z Realu Madryt. Z Palmerem łączy go to, że też grał na Klubowych Mistrzostwach Świata. Ogromna eksploatacja i presja zbierają żniwa.
Palmer w ostatnich dwóch sezonach rozegrał równo 100 spotkań. Do tego trzeba doliczyć też 12 meczów w kadrze. To jest dawka, która musiała kiedyś wystawić mu rachunek. Jeszcze półtora roku temu był pewniakiem w reprezentacji Anglii. Dzisiaj nie jest to takie oczywiste - zwłaszcza, że w ostatnich 15 miesiącach rozegrał w narodowych barwach jedynie 65 minut. Działo się w to spotkaniu z Andorą (1:0), gdzie Anglicy nie grali dobrze, a Palmer został zmieniony przez Eberechiego Eze. Na razie był to jego jedyny kontakt z selekcjonerem Thomasem Tuchelem.

Konkurencja w kadrze

Niemiec siedział na trybunach Stamford Bridge w połowie grudnia, kiedy Palmer wrócił po przerwie i strzelił ładnego gola Evertonowi (2:0). Był to jeden z nielicznych jego błysków w tym sezonie. Daily Mail pisał w tytule, że Cole ponownie puka do reprezentacji Anglii. Trzeba być jednak świadomym konkurencji jaka w międzyczasie mu wyrosła. Możemy tu wymienić choćby Jude’a Bellinghama, Phila Fodena, Eberechiego Eze, Bukayo Sakę, czy Morgana Rogersa. Kiedy Palmer był w najwyższej formie, ten ostatni w ogóle nie był jeszcze brany pod uwagę w kontekście kadry. Nagle jednak pomocnik Aston Villi stał się jego realnym zagrożeniem. Rodgers pokazał w tym sezonie, że robi wszystko, by zagrać na mundialu.
Paradoksem jest to, że obaj bardzo się przyjaźnią. Znają się jeszcze z czasów akademii Manchesteru City. Zresztą nawet słynna “cieszynka” ze skrzyżowanymi dłońmi u Palmera wzięła z tego, że wcześniej zobaczył ją u Rodgersa. Nie ma wielu selekcjonerów, którzy mają taki ból głowy w doborze kadry. Problem Palmera polega na tym, że z jednej strony musi przekonać Tuchela do siebie, a z drugiej - dalej walczy ze zdrowotnym dyskomfortem.

Odwlekana operacja

Wiele osób sugeruje, że piłkarz Chelsea powinien poddać się operacji, postawić własne zdrowie jako fundament i myśleć o długiej perspektywie. To nie jest jednak łatwa rzecz, kiedy mówimy o wielkich ambicjach i splendorze gry na mistrzostwach świata. Palmer był już latem w Stanach Zjednoczonych. Grał na tym samym stadionie, na którym rozegrany zostanie finał mundialu. Strzelił wtedy dwa gole i zaliczył asystę. Kto by pomyślał, że od tego czasu tak zjadą jego akcje, a on zakopie się w wątpliwościach.

Przeczytaj również