Wielki powrót w Lechu Poznań. Spadł klubowi z nieba, ale... jest jeden problem
Chociaż Lech Poznań zimą nie szalał z transferami, to w rzeczywistości bardzo się wzmocnił. Regularnie grać (i to jak) zaczął bowiem Ali Gholizadeh, piłkarz dla “Kolejorza” absolutnie bezcenny. Niestety w ostatnim czasie targany też problemami zdrowotnymi.
Lech Poznań posiada zapewne najlepsze indywidualności w lidze. Luis Palma, Patrik Walemark, Leo Bengtsson czy właśnie Ali Gholizadeh to zawodnicy, którzy jednym zagraniem mogą otworzyć drogę do bramki przeciwnika, nawet gdy drużynie idzie gorzej. Dyspozycja tego ostatniego po powrocie do zdrowia pokazuje, jak ważny jest irański element układanki Nielsa Frederiksena.
“Książę Persji” magikiem
To, że Ali Gholizadeh lewą nogą umie wiązać krawaty, doskonale wiemy. Trzeba sobie jednak zdać sprawę z tego, jak dobrze to robi. Oglądając ostatni mecz Lecha Poznań z Piastem Gliwice, nie dało się nie docenić gry Irańczyka. Strzelił w końcu pięknego gola i zaliczył asystę, ale to nie daje pełnego obrazu tego występu. Kilka statystyk robi wrażenie. 92% celnych podań, z czego ponad dwie trzecie z nich na połowie rywala. 13 pojedynków, sześć dryblingów. To naprawdę bardzo dobre wyniki. Przy tym 29-latek ogólnie dużo drybluje. Mimo niewielkiej liczby minut rozegranych w tym sezonie, w wielu statystykach, takich jak dryblingi czy kluczowe podania, mocno się wyróżnia.
Lech Poznań wygrał w tym sezonie zaledwie osiem ligowych spotkań, z czego bez Irańczyka udało się zwyciężyć jedynie w trzech. Za to z Gholizadehem na boisku Poznaniacy wygrali pięć gier - ponad połowę z tych, w których 29-latek brał udział. To, jaką wartość ma ten zawodnik, wiedzą w stolicy Wielkopolski i nie boją się o tym mówić. Tak o swoim podopiecznym wypowiadał się Niels Frederiksen w listopadzie, gdy Gholizadeh wrócił do zdrowia.
- Powrót Alego jest jak anioł spadający nam z nieba. Świetnie mieć go z powrotem. Ma wyjątkowe umiejętności, które można wykorzystać w różnych sytuacjach. Jego ponowna obecność w składzie to dla nas duży plus - mówił trener Lecha Poznań na konferencji prasowej po spotkaniu z Radomiakiem Radom.
Już mistrzowski sezon 2024/25 pokazał, jak ważny dla “Kolejorza” jest Irańczyk. Poprzednie rozgrywki to u niego 33 mecze w Ekstraklasie, osiem bramek i sześć asyst. Widzimy więc, że 29-latek wcale nie jest skazany na ciągłe problemy ze zdrowiem. A wracając do mistrzostwa - imponować mogły liczby w kluczowych momentach, odpowiedzialność w najważniejszych chwilach. Gholizadeh strzelał w obu meczach z Legią Warszawa, dał się we znaki także Pogoni Szczecin, Jagiellonii Białystok, Cracovii czy Koronie Kielce. W kilku przypadkach jego bramki czy asysty przesądziły o wyniku. Było tak choćby we wspomnianym meczu z Legią z maja zeszłego roku. Irańczyk strzelił jedynego gola, a dzięki temu zwycięstwu Lech wrócił na czub tabeli. Bez wygranej w Warszawie nie świętowałby mistrzostwa.
Odejście tylko odroczone?
Nie zawsze w kontekście Irańczyka było jednak tak kolorowo. Przychodził przecież do Lecha jako przyszła gwiazda, a bardzo długo nie mógł nawet zadebiutować. Jego uraz kolana się przedłużał i tak oto piłkarz na fazę ligową europejskich pucharów, do których ekipa Johna van den Broma ostatecznie się nie doczołgała, zadebiutował na stadionie w… Bydgoszczy. Zresztą nawet po wyleczeniu urazu nie nastąpiła szybka poprawa. Gholizadeh wciąż miał problemy zdrowotne, zagrał ledwie ponad 600 minut, nie wyglądał też jak zawodnik, za którego zapłacono prawie dwa miliony euro. Z kolei na pierwsze liczby musiał czekać do sierpnia 2024 roku - ponad rok od transferu, prawie dziewięć miesięcy od debiutu.
Nikogo więc nie powinno dziwić, że niewielu było zadowolonych z Gholizadeha, a jego pierwsze lepsze mecze spotykały się z dość ostrożną reakcją. Na początku bardziej traktowano je jako coś, co za chwilę przeminie, niekoniecznie stanie się standardem. Nie mogą też zatem szokować liczne prognozy odejścia pomocnika z klubu. Mimo dobrych meczów w sezonie mistrzowskim, sam piłkarz wiosną zeszłego roku udzielił takiej wypowiedzi:
- Persepolis jest niesamowitym zespołem w Iranie z milionami kibiców, podobnie jak inne zespoły, np. Tractor, który zdobył teraz mistrzostwo. Trenerem jest tam mój były szkoleniowiec z kadry narodowej. Oczywiście chciałbym zagrać jeszcze w Iranie, a w szczególności dla Persepolis, ale teraz kontrakt wiąże mnie z Lechem i na nim się koncentruję - mówił zawodnik, cytowany przez portal Sportowy Poznań.
- Oj, jeszcze dużo wody musi upłynąć, żeby Gholizadeh się spłacił. Owszem, zagrał bardzo dobre spotkanie, ale też byłbym spokojny z takimi stwierdzeniami. Na ten moment Irańczyk zasługuje na pochwały i ja też do tej pory w żadnym momencie nie chciałem przesadnie go krytykować - tak z kolei o zawodniku po wygranym 5:2 meczu z Legią jesienią 2024 roku wypowiadał się Bartosz Bosacki - były piłkarz Lecha Poznań - w rozmowie z Przeglądem Sportowym.
Temat wyjazdu byłego gracza Charleroi z Polski zimą zeszłego roku był więc naprawdę realny. O zainteresowaniu wspomnianego przez samego zawodnika Persepolis informowały zarówno irańskie, jak i polskie media. W pewnym momencie były argumenty, by sądzić, że Lech może przystać na ofertę rodaków piłkarza. Klub zdecydował jednak o pozostawieniu 29-latka, i jak dzisiaj wiemy, opłaciło mu się to.
Byle było zdrowie
Teraz jednak włodarze ponownie będą stali przed podobnym dylematem. W czerwcu wygasa umowa zawodnika, który w grudniu skończy 30 lat. Ogólnie rzecz biorąc, powinien mieć przed sobą jeszcze kilka lat grania na dobrym poziomie. Tylko że jest to piłkarz podatny na kontuzje, nie ma co się oszukiwać. Pytanie zatem, jak w “Kolejorzu” ocenią przydatność Irańczyka w następnych latach, jego możliwości fizyczne i ryzyko pojawiania się urazów.
- Ali to jest ogromna wartość dla drużyny. Oczywiście pamiętamy to, że znaczną część jesieni stracił z przyczyn zdrowotnych. Teraz też musimy wziąć pod uwagę jego zdrowie pod kątem dalszej części sezonu. Przed nami dziesięć meczów do marcowej przerwy na kadrę. Ali zmaga się obecnie z drobnym urazem. Decyzja co do tego, czy pojedzie do Finlandii, czy zostanie w Poznaniu, żeby w spokoju przygotować się do niedzielnego meczu z Koroną Kielce, zapadnie jeszcze dzisiaj - przyznał rzecznik Lecha Poznań, Adrian Gałuszka, w rozmowie z Meczyki.pl. W tej chwili jest już potwierdzone, że Gholizadeha zabraknie w Finlandii podczas pierwszego meczu 1/16 finału Ligi Konferencji przeciwko KuPS.
40-krotny reprezentant Iranu może być dla Lecha kluczowy w kontekście walki o obronę mistrzowskiego tytułu. Najważniejsze jest tu natomiast jedno słowo - zdrowie. Jeśli ono dopisze, “Kolejorz” zyska więcej niż na jakimkolwiek transferze do klubu. Choć Niels Frederiksen ma do dyspozycji wiele ofensywnych gwiazd, ostatnio żadna z nich nie błyszczy tak intensywnie jak Gholizadeh.