Wielki przewrót w Barcelonie?! Ten ruch może zmienić wszystko. "Poszedł na całość"

Niedziela przejdzie do historii FC Barcelony. 15 marca odbywają się wybory na prezesa “Blaugrany”. Joan Laporta do niedawna szykował się do pewnej wygranej, ale odważna kampania kontrkandydata sprawiła, że ustępujący sternik nie może być pewny reelekcji.
Ile musi się zmienić, żeby nie zmieniło się nic. Po raz drugi z rzędu o stołek prezesa w Barcelonie walczą Joan Laporta i Victor Font. Nieporównywalnie większym doświadczeniem dysponuje oczywiście ten pierwszy, który zarządza “Dumą Katalonii” od 2021 roku, a wcześniej robił to także w latach 2003-2010. Jego pierwsza kadencja przypadła na wystrzał dream-teamu Pepa Guardioli z Leo Messim w centrum projektu. Obecnie filarami, na których opiera się “Blaugrana”, pozostają Hansi Flick na ławce trenerskiej i Lamine Yamal na boisku. Po raz kolejny okres panowania Laporty zbiegł się w czasie z namacalnymi sukcesami i widocznym rozwojem klubu. A jednak nie wiadomo, czy to wystarczy, aby ponownie zapracował na zaufanie socios.
Wyjście na prostą
Kiedy w 2021 roku Laporta wygrał wybory, Barcelona znajdowała się w fatalnej kondycji. Balansowała na skraju przepaści, a jeden fałszywy krok mógł się skończyć dosłownym upadkiem klubu. Kadra była przepłacona i przeciętna. Stadion sypał się w oczach. Potrzeba było znaleźć nowego sponsora na koszulce. Drużynie brakowało sukcesów, a w międzyczasie Real Madryt prężył muskuły. Wydawało się, że “Królewscy” całkowicie zdominują rywalizację na krajowym podwórku. Tak się jednak nie stało.
Laporta rozpoczął poprzednią kadencję od serii dobrych wyborów. Mateu Alemany sprawdził się jako dyrektor sportowy, który oczyścił kadrę z niepotrzebnych piłkarzy. Antoine Griezmann, Samuel Umtiti, Philippe Coutinho, Clement Lenglet i wiele innych niewypałów zostało oddelegowanych jak najdalej od miasta Gaudiego. W ostatnich pięciu latach stosunek przychodów do wydatków na pensje w Barcelonie zmalał z ponad 90% do 55%. Dość pozytywnie można też ocenić pracę Xaviego. Oczywiście, że jego ostatni sezon był kompletnie nieudany, naznaczony brakiem trofeów i niezbyt przyjemnym dla oka stylem gry. Jednak położył on fundamenty pod lepszą przyszłość, stawiając odważnie na dzieciaków z akademii. To pod jego okiem debiutowali m.in. Lamine Yamal, Pau Cubarsi czy Fermin Lopez, którzy dziś stanowią o sile drużyny. Na plus trzeba też ocenić wybór Hansiego Flicka, bo on sięgnął z zespołem już po cztery trofea. Dziś “Blaugrana” ma dość konkurencyjną, młodą kadrę i wciąż liczy się w walce o najważniejsze laury.
Aspekt sportowy to nie wszystko. Do tego dochodzi kilka ważnych decyzji komercyjno-reklamowych. Od czterech lat sponsorem Barcelony pozostaje Spotify. Ta współpraca okazała się strzałem w dziesiątkę. Angaż gwiazd pokroju Travisa Scotta, Eda Sheerana, zespołów The Rolling Stones i Coldplay musiała pozytywnie wpłynąć na markę całego klubu. Kolejnym ważnym krokiem była decyzja o przebudowie stadionu. To oczywiste, że Laporta i spółka zasługują na krytykę dotyczącą wyznaczania nierealistycznych terminów. “Barca” co najmniej trzy razy przekładała datę powrotu na stadion, który dość długo przypominał pobojowisko. W końcu jednak obiekt nabrał kształtu. Od listopada podopieczni Flicka znów mogą grać w swojej świątyni. Kilka dni temu Rada Miasta wydała tzw. Licencję 1C, która zwiększa pojemność z 45 tys. do 62 tys. Za dwa lata stadion ma pomieścić ponad 100 tys. osób, stając się największym kolosem na piłkarskiej mapie Europy.
Sytuacja finansowa również uległa poprawie. Według raportu Deloitte poprzedni sezon był pierwszym od 2019/20, w którym Barcelona zajęła miejsce na podium pod względem przychodów klubu. W poprzednim roku wygenerowała 975 mln euro, ustępując jedynie Realowi Madryt, który przekroczył miliard. W pierwszym roku kadencji Laporty przychód wyniósł zaledwie 582 mln euro. Patrząc na samą działalność sponsorską i reklamową, nastąpił wzrost z 277 do 522 mln euro. Po zimowym okienku limit “Barcy” w ligowym Finansowym Fair Play wzrósł z 351 do 432 mln euro. Przy sprawnie działającym Camp Nou wszystkie tabelki w excelu powinny jeszcze mocniej się zazielenić.
- Wierzę w ciągłość oraz w ludzi, którzy rozumieją, czym jest ten klub. Życzę naszemu prezesowi wszystkiego najlepszego w nadchodzących wyborach. Jestem pewien, że będzie kontynuował swoją misję, by przynieść klubowi jeszcze więcej sukcesów - powiedział jakiś czas temu Robert Lewandowski w rozmowie ze Sky Sports. - Model zarządzania działa i nie ma potrzeby, aby go zmieniać. To byłoby lekkomyślne. Wygłaszanie apokaliptycznych przepowiedni dotyczących przyszłości klubu to czysta demagogia. Nie twierdzę, że nie da się niczego poprawić, ale klub jest w znacznie lepszej sytuacji niż pięć lat temu, kiedy rozpoczynaliśmy naszą pracę - zaznaczał Laporta.
Klasowy konkurent
Barcelona wyszła na prostą, ale można odnieść wrażenie, że Laporta zbyt mocno zachłysnął się tym sukcesem. Jeszcze parę miesięcy temu nadchodzące wybory faktycznie można było uznać za formalność. Problem w tym, że sam zainteresowany chyba uwierzył, iż samo się wygra. Na początku kampanii nie robił właściwie nic, aby przekonać do siebie kibiców. Raczej bawił się tym wszystkim, chodził po lokalach gastronomicznych, jeździł na spotkania z kibicami meleksem i traktorem. Generalnie przypominał lokalnego kandydata na sołtysa, a nie poważnego polityka, który zabiega o jeden z ważniejszych stołków w klubowej piłce.
Laporta najwyraźniej nie docenił Victora Fonta, którego pięć lat temu pokonał bez najmniejszych problemów. 53-latek ewidentnie wyciągnął jednak wnioski. Oparł swoją kampanię na punktowaniu błędów poprzedniego prezesa i przedstawieniu alternatywnych rozwiązań. W wielu wywiadach krytykował pracę Deco, który nie miał wielkiego doświadczenia, obejmując stanowisko dyrektora sportowego. Font postawił zaś na ludzi, którzy zjedli zęby na pracy w mieście Gaudiego. Jego dyrekcja miałaby się opierać na trójce Carles Planchart, Albert Puig, Francesc Cos. Pierwszy jako analityk współpracował z Guardiolą w Barcelonie, Bayernie i City. Drugi pracował w "Dumie Katalonii" jako skaut, trener młodzieżówek oraz kierownik sekcji juniorskiej. Cos również ma w CV Barcelonę i City.
- Przedstawiamy trio, które zrewolucjonizuje zarządzanie aspektami sportowymi w Barcelonie. To światowej klasy specjaliści, którzy pracowali u boku m.in. Pepa Guardioli czy Luisa Enrique. Wrócą, aby zabezpieczyć przyszłość klubu. Przyszłość nie może być improwizowana. Przyszłość się buduje - podkreślał Font w lutym.
- Obecnie przy dokonaniu transferu decydująca jest opinia dyrektora sportowego. Ale w przypadku zgody większej liczby osób istnieje mniejsze ryzyko popełnienia błędu. Jeśli nie masz kontaktu z La Masią, nie tylko z pierwszą drużyną, to możesz stworzyć problem młodym zawodnikom, którzy też mogliby stanowić wzmocnienie. Kręgosłupem Barcelony musi być La Masia. Chcemy budować drużynę w oparciu o naszą akademię - mówił Pitarch dla La Vanguardia.
Font potrafił skontrować sukcesy Laporty. Poprzedni prezes chwalił się tym, że Barcelona przedłużyła kontrakt z Nike do 2038 roku, co łącznie ma wygenerować przychód na poziomie 1,8 mld euro. Font zauważył, że w momencie zawarcia porozumienia była to najlepsza tego typu umowa w piłce, ale choćby PSG prowadzi obecnie rozmowy z Nike i według doniesień może zgarnąć więcej za sezon. Zapowiedział, że za jego prezesury roczne przychody mogłyby sięgnąć niebotycznego poziomu 1,6 mld euro.
Widać też duży postęp w kwestii występów publicznych. W 2021 roku Font słabo wypadł w trakcie debat, Laporta śmiał się, że jest człowiekiem z tabletem, który skupia się tylko na cyferkach. Konkurent postanowił zatem zagrać w jego grę. Tym razem odłożył komputer, nie zasypywał odbiorców liczbami, rzucał nośne hasła, które mogły trafić do kibiców. Podkreślał, że jego program zawiera ponad sto propozycji, a Laporta nie ma żadnej. Zwracał uwagę na to, że poprzedni prezes nie dba o miejscowych fanów, ponieważ wyrzucił ze stadionu zorganizowane grupy kibicowskie. Przedstawiciele Grada d’Animacio po rocznej nieobecności wrócili na stadion dopiero przy okazji rewanżowego starcia z Atletico w półfinale Copa del Rey. “Barca” przy czterobramkowej starcie potrzebowała większego wsparcia, więc Laporta w trudnym momencie schował dumę do kieszeni. Ale wcześniej klubowi nieszczególnie zależało na zadbaniu o przynajmniej przyzwoity poziom dopingu.
Czułe punkty
Font dodatkowo oparł kampanię na pomnikowych postaciach Barcelony. Ogłosił, że chciałby, aby Leo Messi otrzymał funkcję honorowego prezesa. On wie, że Argentyńczyk cieszy się w stolicy Katalonii statusem półboga. I zdaje sobie sprawę, że nie było mu po drodze z Laportą. W 2021 roku nie spełnił on obietnicy dotyczącej przedłużenia umowy z “La Pulgą”. Klub z dnia na dzień stracił najlepszego piłkarza w swojej historii. Messi nie zapomniał tej zadry. Dwa lata później nie przywitał się z Laportą podczas gali Złotej Piłki.
W katalońskich mediach nie brakowało opinii, że gdyby Messi oficjalnie poparł Fonta, byłoby pozamiatane. Jedno zdanie mogłoby pogrzebać marzenia Laporty o reelekcji. Wygląda jednak na to, że Argentyńczyk, co pasuje do jego introwertycznej natury, nie zamierza tykać tego tematu. Głos zabrała jednak inna postać, która spokojnie zasługuje na miano legendy.
- Po odejściu postanowiłem z szacunku do Barcelony nie wydawać żadnych oświadczeń, ponieważ wszyscy wiedzą, jak mocno kocham ten klub. Ale narracja narzucona przez klub była fałszywa i muszę to wyjaśnić. Joan Laporta pozbył się mnie ze stanowiska pod wpływem kogoś, czyje zdanie jest ważniejsze od prezesa. Alejandro Echevarria zdecydował, że nie będę już trenerem Barcelony. Tak właśnie działa "Barca". Echevarria praktycznie rządzi klubem - wypalił Xavi w rozmowie z La Vanguardia.
Font w jednym z wywiadów przyznał też, że chciałby, aby Guardiola wrócił do klubu. I ktoś może naturalnie zauważyć, że bazowanie na przeszłości nie ma sensu. Era Pepa, Xaviego i Messiego już minęła, a klub powinien skupić się na zadbaniu o Flicka, Yamala, Pedriego itd. I to prawda. Ale wiemy, jak działają wybory. Socios mogą pobieżnie podejść do całej sprawy. Widzą, że jeden kandydat na prezesa nie utrzymuje praktycznie żadnych relacji z największymi ikonami klubu, a drugi dobrze gra na emocjach i sentymencie.
Font nie bał się korzystać z klasycznych zagrywek pod publikę. W czwartek gruchnęły wieści o spotkaniu przedstawicieli 53-latka z Ferranem Soriano, prezesem Manchesteru City. Tematem rozmów miał być potencjalny transfer Erlinga Haalanda. Naturalnie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że “Obywatele” w środku marca raczej nie podejmą decyzji o sprzedaży gwiazdy, którą obowiązuje kontrakt do 2034 roku. Font skomentował jednak, że jego współpracownicy zadbali jedynie o zapewnienie opcji pierwszeństwa w sytuacji, gdyby Norweg kiedyś chciał opuścić Etihad. Co ciekawe, pięć lat temu w trakcie kampanii to Laporta delikatnie podgrzewał temat ewentualnego transferu Haalanda. Teraz mógł poczuć się jak Severus Snape, przeciwko któremu użyto jego własnych zaklęć.
Nie ulega wątpliwości, że w ostatnich tygodniach akcje Fonta poszły w górę. Pozornie oczywista wygrana Laporty już wcale nie może być brana za pewnik. Kontrkandydat odrobił pracę domową i zaprezentował ciekawych ludzi na stanowiska dyrektorskie. Wiedział, kogo atakować (Deco), a kogo zostawić w spokoju (Flick). Punktował błędy rywala, do jakich można zaliczyć brzydkie pożegnania z legendami i konflikt ze zorganizowanymi grupami kibicowskimi. Względem początku kampanii na pewno zyskał nowe głosy. Według niektórych doniesień ich liczba może okazać się wystarczająca do przejęcia rządów.
- W niedzielę dokonamy wyboru. Barcelona jedności czy Barcelona konfrontacji. Barcelona turystów czy Barcelona miejscowych kibiców. Barcelona, która kryminalizuje grupy kibicowskie czy Barcelona, która wspiera fanów. Przyszłość jest w waszych rękach. Możliwość zmiany jest w waszych rękach - ogłosił Font na koniec czwartkowej debaty.
Nie wiemy, czy Fontowi faktycznie uda się zdetronizować Laportę. Na pewno jednak nadchodzące godziny nie będą łatwe dla ustępującego prezesa. Sukcesy z poprzedniej kampanii wcale nie muszą wystarczyć do kolejnego triumfu. A ewentualna zmiana sternika może się okazać punktem zwrotnym w całej historii FC Barcelony. Kibice “Blaugrany” wiedzą jedno. Przyszło im żyć w bardzo ciekawych czasach.