Rewolucja w słynnym klubie. 190 mln euro za trzy gwiazdy. A to nie koniec
Jeśli Aston Villa w poprzednim sezonie zdobyła szczyt, to teraz musi udowodnić, że potrafi z niego nie spaść. Unai Emery latem stracił trzech podstawowych graczy. Sukces potrafi pustoszyć, ale z drugiej strony jest też szansą. Przychody klubu rosną, a za kadencji baskijskiego trenera żadna drużyna w Premier League nie sprzedawała tak dobrze. Nie zmienia się tylko pozycja Matty’ego Casha, bo ta ciągle jest mocna.
To było aktywne lato na Villa Park. Drużyna latała do Portugalii, Indonezji i Hongkongu, a zaraz zagra w Salzburgu w Superpucharze Europy przeciwko PSG. Klub przed tym meczem oddelegował Matty’ego Casha przed kamery, a ten od razu przypomniał, jak półtora roku temu Aston Villa ograła Paryżan u siebie (3:2) i już wtedy pokazała, że rozgaszcza się na europejskich salonach. Wygranie Ligi Europy w maju i awans do Ligi Mistrzów to demonstracja wielkich ambicji Emery’ego. Pytanie tylko, co stanie się z drużyną, która od 2022 roku nie przechodziła tak dużych przetasowań kadrowych.
Krojenie na kawałki
Aston Villa zarobiła prawie 190 mln euro na sprzedaży Morgana Rogersa (Chelsea), Youriego Tielemansa (Manchester United) i Lucasa Digne’a (PSG). Ciągle niepewna jest sytuacja Ezriego Konsy i Olliego Watkinsa. A do tego odeszło też trzech asystentów trenera. Emery nie chce już żyć obrazkami ze Stambułu, kiedy John McGinn wznosił w górę puchar Ligi Europy. Za moment na nowo będzie musiał rozbudzić głód swoich graczy i wyznaczyć priorytety. Aston Villa, żeby zanotować postęp, musiałaby w przyszłym sezonie wygrać Premier League albo Ligę Mistrzów. Już teraz istnieje ryzyko, że stanie się zakładnikiem własnego sukcesu.
Realia wielkiej piłki są brutalne: im wyżej jesteś, tym wyższe masz koszty. Przepisy UEFA bezwzględnie kontrolują, by wydatki na pensje graczy i prowizje agentów nie przekraczały 70 procent dochodów. Do tego dochodzi kontrola PSR. Aston Villa praktycznie co roku zmuszona jest więc sprzedawać swoje gwiazdy. Strata Rogersa i Tielemansa boli, choć finansowo trzeba to rozpatrywać jako majstersztyk. Ten pierwszy przyszedł na Villa Park za 15 mln funtów, a odszedł za 117 mln. Za drugiego “przytulono” 35 mln, choć w Birmingham pojawił się jako wolny zawodnik. Ten czysty zysk pokazuje, że Aston Villa potrafi grać w tę grę nie tylko na boisku.
Pozytywne saldo
Kiedy w 2022 roku Emery obejmował drużynę, co chwilę słyszał bajki o “uśpionym gigancie”, choć wtedy trudno było w to uwierzyć, bo zespół szorował po dnie tabeli, a jego kadra nie była najbardziej atrakcyjna w skali Premier League. Czas leci tak szybko, że nagle Bask jest drugim najdłużej pracującym trenerem w lidze po Mikelu Artecie. Ma ogromny zakres kompetencji i jak sam mówi: nie buduje tylko drużyny, ale też klub. “The Villans” w ostatnich pięciu latach zarobili ponad 200 mln funtów ze sprzedaży samych wychowanków. Nauczyli się umiejętnie żonglować nazwiskami jak Moussa Diaby, Douglas Luiz, Jacob Ramsey, czy Jhon Durán. Wszyscy byli tutaj na chwilę, ale docelowo dali klubowi zarobić.
Niedawno ciekawą grafikę opublikował portal The Athletic, pokazując, jak konkurencyjnym środowiskiem jest Premier League i jak dużo trzeba wydawać, by utrzymać się na powierzchni. Przykładowy Tottenham w ostatnich trzech sezonach zanotował wydatki transferowe netto na poziomie 554 mln, czyli w ogóle nie bilansuje sobie tego sprzedażami. Tylko dwa kluby są pod tym względem wyjątkiem: Aston Villa i Wolverhampton, który w maju spadł z ligi. Villa ma w tym okresie ujemny net spend na poziomie 62 mln funtów - sprzedała zawodników za więcej, niż wydała na nowych.
Nowe rozdanie
Ciekawy jest też inny fakt. Mianowicie w tym czasie ekipa Emery’ego zdobyła czwartą najwyższą liczbę punktów. To znowu pokazuje, że wyniki Baska są bardzo mocno oparte na dobrym zarządzaniu kadrą, rozwoju zawodników, a nie tylko na przewadze finansowej. Tego lata “The Villans” dziury łatają Johanem Manzambim, który był rewelacja mundialu. Przyszedł też do środka pola Joao Gomes z Wolverhampton i Alejandro Garnacho jako gracz wypożyczony z Chelsea. W mediach mówi się jeszcze o możliwości pozyskania Joao Palinhi, Endricka oraz Matteo Ruggeriego z Atletico, który miałby zastąpić Digne’a na lewej obronie.
Na razie ciągle zagadką jest pozycja napastnika. Odkąd Emery objął zespół, Villa szuka kogoś, kto uzupełni, a docelowo zastąpi Ollie'ego Watkinsa. Wydaje się, że klub przespał złoty moment, by go sprzedać, bo wcześniej zarobiłby na nim dużo więcej. Jhon Durán miał talent, ale zabrakło mu charakteru. Donyell Malen odszedł do Romy bardziej z powodów księgowych niż sportowych. Tammy Abraham, sprowadzony w styczniu z Beşiktaşu, po zaledwie czterech występach w podstawowym składzie jest już na wylocie. W tym kontekście regularnie wraca nazwisko Nicolasa Jacksona z Chelsea, znanego Emery'emu jeszcze z czasów wspólnej pracy w Villarrealu.
Kręgosłup daje stoi
Jeśli szukać w tej układance elementu ciągłości, to jest nim oczywiście Matty Cash. Dla reprezentanta Polski będzie to siódmy sezon na Villa Park. Emery w przeszłości kilka razy szukał dla niego alternatywy, ale na dobrą sprawą nigdy nie znalazł. To na nim obok Konsy, Emiego Martíneza czy McGinna, Villa opiera swoją stabilność w linii defensywnej. Jedynym problemem są powracające kłopoty zdrowotne Casha. Do klubu niedawno wrócił z wypożyczenia w Lipsku 20-letni Kosta Nedeljkovic i być może mocniej naciśnie w tym sezonie. Z drugiej strony on też w ostatnim sezonie co chwilę wypadał z powodu urazów.
Aston Villa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w sprawie wzmocnień. Emery ma świadomość, że Liga Mistrzów to nie Liga Europy, a wymagania w tym sezonie będą większe. Manzambi na razie leczy kontuzję i nie jest przewidywany do gry na początku sezonu. W tle słychać też przypomnienia o tym, jak słabo “The Villans” rozpoczęli rozgrywki rok temu, kiedy aż do 25 września czekali na pierwsze zwycięstwo. Wcześniej bardzo długo nie mogli w ogóle strzelić gola.
To wszystko mnoży wątpliwości odnośnie sezonu, w którym klub podpisał gigantyczną umowę (20 mln funtów) z Visit Rwanda. Rozpoczyna się też przebudowa stadionu do 50 tysięcy miejsc, dzięki czemu zwiększą się możliwość finansowe klubu. Mimo wielkich roszad, to ciągle jest miejsce wzrastające. Z trenerem, który doskonale wie, co robi. Emery nigdy nie wygrał meczu o Superpuchar Europy, więc w środę będzie chciał z przytupem domknąć poprzedni sezon. A potem już cała naprzód i rzeźbieni nowej rzeczywistości.