Wisła Kraków pobije rekord transferowy? "On ma wszystko"

Naprawdę przyjemnie patrzy się na to, jak rozwija się Jakub Krzyżanowski. Boczny obrońca Wisły Kraków zrobił ogromny postęp i wyrasta dziś na jednego z najciekawszych lewych defensorów w kraju. Wydaje się, że to właśnie on może pobić niebawem transferowy rekord klubu z Reymonta.
To miał być dla Jakuba Krzyżanowskiego największy test w tym sezonie, a pewnie i w dotychczasowej karierze. W sobotni wieczór 20-letni defensor Wisły Kraków musiał zmierzyć się na swojej stronie z najlepszym dziś piłkarzem PKO BP Ekstraklasy - Patrikiem Walemarkiem. I choć Szwed znów spisał się znakomicie, strzelając m.in. jednego z goli, to najwięcej zagrożenia stwarzał wówczas, gdy miejsca szukał sobie w centralnej części boiska. Na flance naprawdę nieźle radził z nim sobie Krzyżanowski.
Imponujące liczby
20-latek z Wisły musiał stoczyć w meczu z Lechem aż 18 pojedynków - nikt nie był wystawiony na tak wielką próbę. Spisał się jednak nieźle, bo wygrał 10 z nich, pod tym względem też będąc numerem jeden widowiska. Co jeszcze bardziej imponujące, miał siedem prób odbioru piłki i… wszystkie były skuteczne. Drugi pod tym względem zawodnik zanotował zaledwie dwa. W defensywie wypadł więc bardzo solidnie. A swoje dokładał też z przodu.
Lewy defensor “Białej Gwiazdy” strzelił swojego pierwszego ekstraklasowego gola, w 56. minucie doprowadzając do remisu po strzale głową, a ponadto wywalczył rzut karny, na nieszczęście dla niego i jego kolegów - zmarnowany przez Angela Rodado Wspólnie z Darijo Grujciciem zaliczył też w ekipie Mariusza Jopa najwięcej kluczowych podań (dwa). Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, że Krzyżanowski był tego wieczora wśród Wiślaków najjaśniejszym punktem i defensywy, i ofensywy.
Czy to zaskakujące? W zasadzie nie. Wychowanek Wisły regularnie potwierdza w tym sezonie, że dysponuje ogromnym wręcz potencjałem. Dobrze wypada w liczbach, bo ma m.in. najwięcej odbiorów w całej lidze (30), ale zdaje też tzw. test oka. Niesamowicie poprawił się w grze defensywnej, która była jego kulą u nogi, gdy stawiał swoje pierwsze kroki w seniorskiej Wiśle. Pomogło, nie tylko zresztą w tej kwestii, wypożyczenie do włoskiego Torino, gdzie Krzyżanowski spędził niemal rok, grając w tamtejszej drużynie młodzieżowej. Wrócił lepszy fizycznie, faktycznie, ale też piłkarsko.
Przeskok z pierwszej ligi do Ekstraklasy nie okazał się dla 20-latka szczególnie trudny. Podczas gdy niektórzy piłkarze Wisły faktycznie mają jeszcze problemy, by potwierdzić wcześniej prezentowaną jakość szczebel wyżej, on po prostu rozkwita. Ma w zasadzie wszystko, czego oczekuje się dziś od klasowego bocznego obrońcy. Jest szybki, mocny fizycznie, dobry w pojedynkach, a przy tym coraz groźniejszy w grze do przodu. Momentami gra nawet trochę jak… środkowy pomocnik, bo piłka przy nodze też mu nie przeszkadza. A wiadomo, że mimo wszystko zawsze pewnym atutem jest wiodąca lewa noga, zwłaszcza wśród obrońców będąca towarem deficytowym.
Kandydat na rekordzistę
Nic zatem dziwnego, że Wisła na Krzyżanowskiego chucha i dmucha, a niedawno przedłużyła z nim umowę do 2030 roku. To dla klubu kapitalna wiadomość, znacząco zwiększająca szansę na duży transfer. Już latem, zanim jeszcze w ogóle wychowanek “Białej Gwiazdy” zadebiutował w Ekstraklasie, telefony dzwoniły regularnie. Mówiło się m.in. o ofertach Sturmu Graz czy Sigmy Ołomuniec, ale temat szybko ucinał prezes Wisły, Jarosław Królewski.
- Nie jesteśmy zainteresowani sprzedażą Kuby w tym okienku. To obecnie zbyt ważna postać dla nas. Oferta odrzucona. Generalnie nie ma sensu wysyłać teraz ofert za niego jakby ktoś pytał - pisał dokładnie 7 lipca.
Dziś natomiast Krzyżanowski jest już po jak najbardziej pozytywnej weryfikacji na najwyższym szczeblu, co tylko wzmaga zainteresowanie i spekulacje. W kontekście ewentualnego transferu padają też coraz większe nazwy.
- Newcastle United - o czym pisał Bartosz Karcz - obserwowało Krzyżanowskiego z trybun w meczu z Rakowem. Sprawa nie jest jeszcze jakoś rozwojowa. Nie tylko Newcastle mu się przygląda. Po meczu z Legią telefony z Europy się rozdzwoniły - mówił niedawno redaktor naczelny Meczyki.pl, Tomasz Włodarczyk.
Wisła promuje swoją młodzież, bo mowa nie tylko o Krzyżanowskim, ale też choćby Kacprze Dudzie. Wydaje się natomiast, że sufit mimo wszystko wyżej ma lewy obrońca. I to on wyrasta dziś na najpoważniejszgo kandydata, by pobić zakurzony od wielu lat rekord transferowy Wisły. Do tej pory najwięcej “Biała Gwiazda” zarobiła na sprzedaży Marcelo, którego latem 2010 roku PSV wykupiło za 3,8 mln euro.
Czas na kadrę?
Imponujący rozwój Krzyżanowskiego to natomiast świetna wiadomość nie tylko dla Wisły, ale też… reprezentacji Polski. Jeszcze do niedawna Jan Urban upierał się, że nie mamy lewych obrońców, dlatego nie gramy czwórką z tyłu. Te słowa dziś powoli wkładać można między bajki. Jest Michał Gurgul, jest Tymoteusz Puchacz, jest też mający wśród nich chyba największy potencjał Krzyżanowski. Jeśli nie wydarzy się jakiś kataklizm, prędzej czy później (ale raczej prędzej) wychowanka Wisły zobaczymy z orzełkiem na piersi. Nie tylko w kadrach młodzieżowych.
Ciekawe zresztą, czy selekcjoner już w najbliższy piątek, rozsyłając powołania na nadchodzące zgrupowanie, nie spojrzy w kierunku Krzyżanowskiego. Nie popełni raczej podobnego błędu jak miesiąc wcześniej, gdy powołał zaledwie jednego lewego obrońcę, co potem mocno ograniczało mu pole manewru przy grze czwórką z tyłu. Na swoją szansę czeka natomiast też wspomniany już Gurgul i wydaje się, że to on ma póki co większe szanse, by znaleźć się na liście. Tyle teoria. A praktyka? Przekonamy się za kilka dni.