Wow! Rewelacyjny ruch Barcelony. "Skandalista" odzyskał blask
Z drogi śledzie, nowa gwiazda Barcelony jedzie. Obrońcy w lidze hiszpańskiej coraz częściej muszą ustępować miejsca zawodnikowi, którego nie mają prawa dogonić. Karim Adeyemi gra i funkcjonuje w swoim własnym rytmie.
Kibice na Camp Nou mogli niedawno przecierać oczy ze zdumienia. W meczu z Racingiem Santander wyglądało to tak, jakby ktoś użył wehikułu czasu i przeniósł wszystkich dekadę wstecz. Do okresu, kiedy na lewym skrzydle Barcelony brylował Neymar, który raz po raz miażdzył rywali techniką, szybkością, dryblingiem i wieloma innymi atutami. Brazylijczyk już od dawna nie gra w stolicy Katalonii, natomiast Karim Adeyemi zaczął w bardzo podobny sposób łączyć futbol z sambą
Występ Niemca w starciu z beniaminkiem był rewelacyjny. Zaliczył asystę, wywalczył dwa karne, wykreował cztery okazje, wygrał 12 pojedynków, sześć z siedmiu prób dryblingów było udanych. Kiedy włączał szósty bieg, przeciwnicy mogli tylko oglądać jego plecy. Ktoś może oczywiście twierdzić, że Racing to żaden rywal, że La Liga generalnie traci na jakości i nie ma powodu do ekscytacji. Pewnie. Trudno jednak nie chwalić zawodnika, który niedawno był regularnie krytykowany w Niemczech, a teraz wymiata w jednej z prawdopodobnie dwóch, trzech najlepiej grających drużyn świata.
- Karim coraz lepiej rozumie naszą grę. To dobry piłkarz i świetny człowiek. Wiem, że w Niemczech nie przeżywał najlepszego okresu, nie było mu łatwo. Najlepszym rozwiązaniem była zmiana. Jestem bardzo szczęśliwy, że wybrał właśnie nasz zespół. Ufam mu, jestem w stu procentach przekonany do jego umiejętności. Oby grał częściej tak, jak z Racingiem - pochwalił Flick.
Piłkarz-sinusoida
Adeyemi w przeszłości dał się poznać jako piłkarz równie dobry, co problematyczny. Takie “enfant terrible” niemieckiej piłki. Z akademii Bayernu wyleciał ze względów dyscyplinarnych, których szczegóły nigdy nie ujrzały światła dziennego. Sam zainteresowany stwierdził jedynie, że jego rodzice w pewnym momencie przestali dogadywać się z dyrektorem “Die Roten”. Po przenosinach do Salzburga jego talent ukazał się w pełnej krasie. Czarował w Austrii, w 2021 roku dziennik Tuttosport wyróżnił go nagrodą dla najlepszego gracza młodego pokolenia. Nikogo nie mogło zdziwić, kiedy przeszedł do BVB za 30 mln euro. W Dortmundzie pokazał zarówno swoje najlepsze, jak i najgorsze oblicze.
Skrzydłowy był jak to pudełko czekoladek, w którym nigdy nie wiesz, na co trafisz. Występy cudowne mieszał z fatalnymi. Potrafił w trzech meczach dawać konkrety pod bramką, żeby następnie zaciąć się na miesiąc lub dwa, albo i dłużej w przypadku kontuzji. Najbardziej uwidoczniło się to w Lidze Mistrzów. W sezonie 2022/23 strzelił przepięknego gola z Chelsea, ale już w rewanżu nie zagrał z powodu urazu. Rok później trafiał do siatki w prestiżowych starciach z Milanem czy PSG, po czym kompletnie zawalił finał. Przeciwko Realowi Madryt marnował okazje na potęgę, ułatwiając “Królewskim” odniesienie zwycięstwa.
Adeyemi miał stać się liderem BVB, ale tak naprawdę nigdy nie podołał tej roli. W trzech poprzednich sezonach ligowych rozpoczął tylko 42 mecze w wyjściowym składzie. Na drodze stawały mu zarówno problemy zdrowotne (w Borussii pauzował łącznie przez prawie 300 dni z powodu różnych kontuzji), jak i wspomniane wahania formy. Kolejni trenerzy nie potrafili w pełni trafić do tego piłkarza.
- Powiedziałem Karimowi, że nikt nie jest ponad drużyną. Każdy musi dawać z siebie wszystko. Odniosłem wrażenie, że w ostatnim czasie nie prezentował najlepszej formy - mówił Mike Tullberg, kiedy tymczasowo prowadził BVB w poprzednim roku. - Adeyemi to piłkarz, z którym najczęściej rozmawiam. Wiem, ile potrafi, ale musi zrozumieć, że w piłce nie gra się tylko do przodu, gra się w dwie strony. Pracujemy z nim nad tym elementem - to już słowa Niko Kovaca.
W poprzednich rozgrywkach Adeyemi częściej wzbudzał kontrowersje niż zachwyt. W listopadzie znaleziono u niego taser i kastet, na które nie miał pozwolenia. Tłumaczył się policji, że przedmioty pochodziły z tzw. mystery boxa, którego zamówił przez internet i, jak sama nazwa wskazuje, nie wiedział, co będzie w środku. Nałożono na niego grzywnę w wysokości 450 tys. euro. W grudniu Borussia wystawiła mu zaś rachunek na 90 tys. euro. Była to kara za zachowanie w meczu z Gladbach, kiedy został zmieniony po godzinie gry. Wściekły piłkarz chciał od razu zejść do szatni, ale został zatrzymany przez Sebastiana Kehla. Ówczesny dyrektor klubu przyznał wówczas, że nigdy więcej nie chce widzieć takiej reakcji. Legendarny Stefan Effenberg ostrzegał, mówiąc, że “Adeyemi zniszczy sobie karierę, jeśli dalej będzie się tak zachowywał”. W Niemczech wszyscy mieli dość 24-latka, a podsumowaniem słabego okresu był brak powołania na mundial.
Promocja
Wspomniane afery z pewnością nie ułatwiły rozmów na temat nowego kontraktu z BVB. Adeyemi rozczarowywał, a jednocześnie domagał się podwyżki. Patrick Berger ujawnił, że piłkarz oczekiwał pensji na poziomie dziesięciu milionów euro rocznie, Borussia oferowała tylko siedem. Czas uciekał, negocjacje utknęły w martwym punkcie, a poprzednie porozumienie obowiązywało tylko do połowy 2027 roku. Dortmundczycy na początku poprzedniego okienka wiedzieli, że będą musieli sprzedać krnąbrnego gwiazdora. Zdawali sobie jednocześnie sprawę, że nie ugrają zbyt wysokiej ceny.
Ryzyko postanowiła podjąć Barcelona. Katalończycy zgodzili się zapłacić za Niemca 22 mln euro kwoty stałej plus siedem w bonusach. Przy obecnych cenach na rynku bez wątpienia nie była to wygórowana kwota. Pojawiły się przy tym obawy, czy zawodnik, który momentami przegrywał rywalizację z Julianem Brandtem czy Maximilianem Beierem, da radę w ekipie Hansiego Flicka. Wątpliwości nie rozwiał nieoficjalny debiut Adeyemiego w sparingu z Birmingham. Zagrał wówczas bardzo przeciętnie, niechlujnie, tracił sporo piłek. To nie był poziom mistrzów Hiszpanii.
- Karim? Jego niektóre zagrania nie były dobre. Myślę, że jego potencjał jest większy niż to, co dziś pokazał. Na treningach widziałem go w lepszej dyspozycji. Ale to normalne, dopiero zaczyna. Na pewno da nam wiele w następnych spotkaniach - rzucił Flick po tamtym meczu.
Wygląda na to, że trener potrafił przemówić do rozsądku swojemu rodakowi. Kiedy Barcelona zaczęła grać o punkty, kibice ujrzeli zupełnie inną wersję Adeyemiego. Już nie naburmuszonego egoistę, który najchętniej wyszedłby na boisko sam, uważając, że nie powinien podlegać żadnym rotacjom. Niemiec znów zaczął nawiązywać do formy z Salzburga i początków na Signal Iduna Park, kiedy zachwycał szybkością i umiejętnością ogrania dowolnego przeciwnika.
Adeyemi stwierdził niedawno, że najlepsze mecze rozgrywa, kiedy nie myśli zbyt wiele, a wszystko przychodzi mu naturalnie. Wtedy idzie na żywioł, robi to, co w danej chwili podpowiada mu umysł. Nie siedzimy w jego głowie, zatem trudno dokładnie zbadać, co zmieniło się względem okresu w Dortmundzie. Przy czym na pierwszy rzut oka widać, że odzyskał on radość z gry po przenosinach do Barcelony.
- Trener oczekuje ode mnie, że będą grał swobodnie, wykorzystywał szybkość, wygrywał pojedynki jeden na jeden. Staram się to robić, szukam goli i asyst, a także bardzo mocno skupiam się na obronie. Jako napastnicy powtarzamy tu, że jesteśmy pierwszymi obrońcami. Nasz pressing na razie przynosi efekty. Wiemy, że zespół jest najgroźniejszy, kiedy gra razem. Tego wymaga od nas Hansi, więc ja i wszyscy wokół dajemy z siebie wszystko - podkreślił na łamach Diari Ara.
Złap mnie, jeśli potrafisz
Patrząc na tegoroczne transfery Katalończyków, widać, czego Flick szuka u skrzydłowych - szybkości. Anthony Gordon i Karim Adeyemi to boiskowi sprinterzy. Niemiec w poprzednim sezonie wykręcił maksymalną prędkość na poziomie 37,28 km/h. Czysty obłęd. Sztuką jest natomiast, aby połączyć dynamikę z decyzyjnością. Z tym największe problemy miał Marcus Rashford, który nie został wykupiony przez “Barcę”, chociaż notował całkiem dobre liczby. Nierzadko jednak tuszował średnie występy poprzez np. asystę z rzutu rożnego. Anglik często urywał się obrońcom, stawał oko w oko z bramkarzem i jakby zapominał, co ma zrobić. Kopał na oślep, marnując wysiłek swój i reszty zespołu. Tymczasem spadkobierca numeru 14 potrafi minąć kilku defensorów i zachować chłodną głowę w najważniejszych sytuacjach.
- Adeyemi jest wszystkim tym, czego Flick oczekiwał od Rashforda - zaznaczył Guillem Perez, dziennikarz Jijantes. - Adeyemi jest najlepszy na świecie w jednym aspekcie - biegu z piłką w linii prostej. W takich sytuacjach praktycznie nie da się go zatrzymać - stwierdził Andres Weiss z DAZN. - Adeyemi może się okazać złotym strzałem na rynku. 22 miliony to prawdziwa okazja za zawodnika z taką szybkością, talentem i możliwościami fizycznymi. Gra jak demon, czy to przypadkiem nie jest najszybszy piłkarz, jakiego widzieliśmy w Barcelonie? - ocenił Albert Blaya Sensat, hiszpański analityk piłkarski. - Cóż to jest za transfer. Ostatnie występy Adeyemiego były fenomenalne. Sprowadzenie go za 22 mln euro to prawdziwy sukces Deco. Myślę, że to może być jeden z tych elementów, którego brakowało Barcelonie, zwłaszcza, myśląc o Lidze Mistrzów - dodał David Sanchez z Radio Marca.
To nie jest oczywiście tak, że Adeyemi w tym sezonie ociera się o perfekcję. Zdarzają mu się błędy, choćby z Athletikiem zmarnował dwie dogodne okazje. Ale całościowo broni się zarówno poprzez tzw. eye-test, jak i liczby. W ośmiu meczach zebrał trzy gole i trzy asysty, średnio bierze udział przy bramce co 51 rozegranych minut. Pewnie, że w ofensywnej maszynie, jaką stała się Barcelona, łatwiej śrubować indywidualne statystyki. Przy czym Niemiec w ostatnich paru tygodniach stara się nie odstawać od bardziej renomowanych kolegów z ofensywy. A to już naprawdę wiele mówi o jego obecnej formie.
O tym, że Adeyemi dysponuje ogromnym talentem, od lat wiedziały pewnie wszystkie topowe kluby. Większość z nich najwidoczniej nie chciała sparzyć się, pamiętając o liście jego wybryków w BVB. W efekcie Barcelona miała otwartą drogę do przeprowadzenia transferu na naprawdę atrakcyjnych warunkach. Dziś Deco i Flick mogą świętować, patrząc na odrodzenie 24-latka. Rywale “Blaugrany” muszą zaś zagęszczać ruchy. Jedno mrugnięcie okiem i już będą spóźnieni.