Wracają do Premier League po 25 latach i już zaskakują! "Transfery jak z filmu"
Kiedy w 2001 roku Coventry City żegnało się z Premier League, piłkarski świat wyglądał zupełnie inaczej. Dziś – po ćwierćwieczu spędzonym w niższych ligach – „Błękitni” wracają do elity, lecz nie robią tego metodą bezmyślnego rzucania milionów na znane nazwiska.
Cały angielski futbol zmaga się z gorączkowym szałem rekordowych transferów, pompując ceny, obroty i merchandise. A po wszystkich przychodzi Coventry City, które po świetnym sezonie zakończonym na szczycie Championship, znów zagra w elicie, niewidzianej przez 25 lat. Gdy Frank Lampard obejmował zespół w listopadzie 2024 roku, Coventry znajdowało się w dolnej połowie zaplecza angielskiej ekstraklasy. Półtora roku później klub wygrał ligę i zameldował się w Premier League. Kluczem do tego sukcesu – i do letniego okienka transferowego – okazała się unikalna polityka zakupowa, która teraz będzie kontynuowana.
Moneyball po piłkarsku
Jak dotąd cała Premier League w obecnym okienku transferowym wydała prawie 2,5 miliarda euro, z czego trochę ponad 100 milionów pochodzi z kasy „Sky Blues”. To kwota duża jak na standardy europejskich drużyn, ale przeciętna jak na Anglię i najbardziej konkurencyjne rozgrywki na świecie. Zwłaszcza dla zespołu, który musi walczyć o utrzymanie. Zaczynając praktycznie od zera.
Możemy sobie porównać. W zeszłym sezonie inny beniaminek nie zamierzał trzymać węża w kieszeni. Sunderland wydał aż 155 milionów euro na budowę kadry – która zresztą okazała się solidna, bo „Czarne Koty” zakończyły sezon na rewelacyjnym siódmym miejscu, uzyskując kwalifikację do Ligi Europy. Oczywiście mamy dopiero połowę sierpnia, więc do zamknięcia okienka pozostało jeszcze sporo czasu na wzmocnienia. Do zespołu prowadzonego przez Franka Lamparda dołączyli Frank Onyeka, Aurele Amenda, Loum Tchaouna, Carl Rushworth i Caleb Yirenkyi.
Władze klubu przyznały, że transfery do klubu uległy spowolnieniu m.in. z powodu Mistrzostw Świata w USA, które wstrzymały wiele negocjacji. Jednocześnie jednak podkreślono, że żadna spektakularna transakcja za wielkie pieniądze nie wchodzi w grę. A dokładniej: klub będzie starał się wyszukiwać okazje niskim kosztem, maksymalnie optymalizując swoje zasoby i zapewniając Frankowi Lampardowi konkurencyjny skład. To podejście w stylu Coventry, opierające się na zaufaniu do własnego skautingu i umiejętności wydobywania potencjału z piłkarzy grających poniżej swoich możliwości.
Z Anglii dochodzą wręcz porównania do “Moneyball” – słynnego filmu z Bradem Pittem w roli menedżera bejsbolowego, zmuszonego do zbudowania świetnej drużyny mimo znikomego budżetu. Tak wygląda wartość analityki, krzyżowania danych i bezpośrednich obserwacji tam, gdzie rywale stawiają na najgłośniejsze nazwiska w tej dyscyplinie. Spoiler alert: w filmie to działa, ale tylko do pewnego momentu. Tutaj do systemu ma się o wiele większe zaufanie.
“Król wypożyczeń” i pomoc od Essiena
Coventry, wierne własnej filozofii, spróbuje zrobić to samo, nie rezygnując przy tym z dość kreatywnych dodatków: w nowym, futurystycznym sklepie klubowym, otwartym z okazji wielkiego powrotu do Premier League, zainstalowano nawet... symulator Formuły 1. Co ma to wspólnego z piłką nożną – nie wiadomo. Albo inaczej, nikt nie jest w stanie wytłumaczyć. Ale to jedyny ekscentryczny wyskok.
W tempie wyścigowym do drużyny zaczęli przychodzić nowi zawodnicy. Ten najcenniejszy, Caleb Yirenkyi, został kupiony z Nordsjaelland, chyba największej akademii ze Skandynawii. 27 milionów euro to rekordowa sprzedaż w przypadku duńskiego klubu. Pomocnik wystąpił we wszystkich czterech meczach reprezentacji Ghany podczas letnich mistrzostw świata. W pierwszym spotkaniu przeciwko Panamie zdobył nawet zwycięską bramkę. Kluczową rolę w negocjacjach odegrał Frank Lampard, który skonsultował się ze swoim byłym klubowym kolegą z Chelsea, Michaelem Essienem (obecnie trenerem w Nordsjaelland), by uzyskać pełny profil zawodnika.
Kolejny transfer to już czysto techniczne porozumienie. Coventry w ostatnich dniach za 25 milionów euro kupiło bramkarza Carla Rushwortha, którego już wcześniej miało w swoich szeregach. 25-latek spisał się znakomicie podczas wypożyczenia w Championship w zeszłym sezonie, odgrywając kluczową rolę w awansie zespołu, rozpoczynając wszystkie 46 meczów ligowych i zdobywając nagrodę Złotej Rękawicy za zachowanie czystego konta w 17 meczach. W angielskim środowisku jest znany jako “król wypożyczeń”. Od 2019 roku aż sześciokrotnie był zsyłany do niższych lig i słabszych zespołów, wszędzie jednak zostawiał bardzo dobre wrażenie.
Najciekawszy wydaje się zakup 23-letniego Aurele Amendy. Szwajcarski wieżowiec (stoper ma 194 cm wzrostu) sprowadzony z Eintrachtu Frankfurt wzmacnia środkową linię obrony, dodając zespołowi niezbędne warunki fizyczne przy stałych fragmentach gry. O dziwo, jego idolem nie jest żaden utytułowany defensor, lecz legenda koszykówki – Kobe Bryant. Amenda wielokrotnie wspominał, że stara się czerpać z jego słynnej „Mamba Mentality”, zwłaszcza jeśli chodzi o etykę pracy i chęć wygrywania każdego pojedynku, nawet na treningach.
To idzie młodość
Ruchy transferowe Coventry City wyraźnie pokazują przemyślaną strategię. Średnia wieku sprowadzonych zawodników wynosi zaledwie 23 lata, co gwarantuje nie tylko wysoki potencjał piłkarski, ale i spore możliwości odsprzedaży w przyszłości. Kluczowe postaci z poprzedniego sezonu zostały w większości zatrzymane, a rozstano się jedynie z graczami szerokiego składu, takimi jak Brad Collins czy Jamie Allen.
Największym wyzwaniem dla Coventry jako beniaminka będzie zderzenie z intensywnością i jakością rywali w elicie. Różnica budżetowa i kadrowa między Championship a Premier League wymaga od trenera jeszcze większej elastyczności taktycznej i odejścia od dominującego stylu na rzecz zwartej defensywy i zabójczych kontrataków. W przeciwieństwie do wielu debiutujących w Premier League szkoleniowców, Lampard doskonale zna realia ligi – zarówno jako piłkarz, jak i menedżer.
Przekroczenie bariery 100 milionów euro na transfery w jednym okienku jasno wyznacza cel: Coventry nie chce być tylko jednosezonowym beniaminkiem. Jeśli Frank Lampard zdoła szybko wkomponować nowe twarze do wyjściowego składu, “Sky Blues” mogą stać się jednym z najbardziej niebezpiecznych i bezkompromisowych zespołów w nadchodzących rozgrywkach. Jeśli to naprawdę da utrzymanie – pozostanie tylko przyklasnąć. Pierwszy sprawdzian, a wręcz egzamin dojrzałości, w piątek 21 sierpnia - wtedy na start beniaminek zmierzy się z mistrzem Anglii, Arsenalem.