Wygrani i przegrani meczu ze Szwecją. Ta dwójka może wylecieć z XI. "Już czeka w blokach"
Niezłe fragmenty, naprawdę obiecująca gra w kreacji, ale jednocześnie dziurawa defensywa i ostatecznie porażka. W poniedziałkowy wieczór przeżyliśmy małe deja vu. Polska znów w Solnej musiała uznać wyższość Szwecji. O dziwo jednak po ostatnim gwizdku łatwiej jest nam wskazać w szeregach biało-czerwonych postacie… wygrane.
Ten mecz łudząco przypominał starcie z marca, gdy na tym samym stadionie Polska przegrała ze Szwecją decydujące o awansie na mistrzostwa świata spotkanie barażowe. Wtedy ekipa “Trzech Koron” wygrała 3:2, teraz zaś 3:1. Znów okazała się bardziej konkretna i przede wszystkim skuteczna. Co z tego, że długimi fragmentami to biało-czerwoni, podobnie zresztą jak kilka miesięcy wcześniej, lepiej grali w piłkę. Ostatecznie liczy się to, co w sieci.
Czego zabrakło? Z jednej strony skuteczności, bo choć Polacy oddali aż 18 strzałów, z czego siedem celnych, to wpakowali piłkę do siatki tylko raz. Z drugiej - nie da się na dłuższą metę funkcjonować z tak pogubioną defensywą. Jan Urban błyskawicznie wrócił do ustawienia z trójką stoperów i… demony wróciły. Obrona, która kilka dni wcześniej w innej formacji zagrała praktycznie bezbłędnie (choć oczywiście z mniej groźnym przeciwnikiem), znów dała plamę.
Najwięksi przegrani
Obrońcy (głównie Kiwior i Wiśniewski)
Zazwyczaj uderzamy w konkretne nazwiska, ale tym razem zganić trzeba po prostu całą polską defensywę. Jan Bednarek i Jakub Kiwior maczali palce przy pierwszym straconym golu, Przemysław Wiśniewski przy trzecim. Całe trio zdecydowanie nie wyglądało jak monolit. Jan Urban, który siedzi na coraz bardziej gorącym stołku, musi reagować błyskawicznie, bo już za kilka dni jego podopieczni zagrają z Rumunią i Bośnią. Niewykluczone, że po kolejnym bolesnym doświadczeniu z grą trójką stoperów, selekcjoner znów zmieni ustawienie i - podobnie jak w pierwszym starciu przeciwko Bośni - wystawi w tej formacji duet. A to kiepskie wieści i dla Wiśniewskiego, i Kiwiora, bo w blokach czeka Kacper Potulski, który do tej pory w kadrze nie zawiódł.
Żeby jednak po meczu ze Szwecją nie znęcać się tylko nad stoperami, wspomnieć trzeba też, że duże problemy w defensywie mieli momentami inni piłkarze reprezentacji Polski. Patrik Walemark, dobrze znany z ekstraklasowych boisk, wrzucił na karuzelę Tymoteusza Puchacza, ale ten swoje braki w grze obronnej rekompensował przynajmniej solidną grą do przodu. Jeśli grał dziś o ugruntowanie swojej pozycji po powrocie do kadry, to - tak się przynajmniej wydaje - ani się nie skreślił, ani szczególnie nie zaplusował. Słodko-gorzki występ.
Jan Urban
Przed Janem Urbanem sądne dni. Jeśli jego podopieczni zawalą nadchodzące mecze z Rumunią i Bośnią, chyba nic nie uratuje już posady selekcjonera, który na jakikolwiek triumf czeka od marca i barażowego półfinału z Albanią. Kolejne cztery spotkania przyniosły dwa remisy i dwie porażki, a przeciwko Szwecji, choć oczywiście były dobre fragmenty, znów dały o sobie znać te same mankamenty biało-czerwonych. To dość wymowne, że po sześciu miesiącach reprezentacja Polski wróciła na ten sam stadion, grała z tym samym rywalem, i znów dała się ograć w bardzo podobny sposób. Nieszczególnie widać progres, a sam Urban trochę się pogubił. Chociaż kilka dni temu jego drużyna w nowym ustawieniu w końcu zagrała bardzo dobrze w defensywie, na starcie ze Szwedami wolał wrócić do ustawień fabrycznych i gry trójką stoperów. Jak to się skończyło - wszyscy widzieliśmy. Urban zaryzykował, ale kolejny raz zawiódł.
Najwięksi wygrani
Wiktor Nowak
Co za piłkarz! Drugi mecz w kadrze, drugi świetny występ. Nowak kilka dni temu zadebiutował w pierwszej reprezentacji i błyskawicznie zapracował sobie na awans do podstawowej jedenastki. Przeciwko Szwecji, zwłaszcza w pierwszej połowie, wyglądał po prostu imponująco. Odbierał, rozgrywał, napędzał akcje. Mógł nawet strzelić gola, ale jego potężny strzał minimalnie minął słupek bramki gospodarzy. Potem 22-latek trochę przygasł, ale i tak może być z siebie zadowolony. Na ten moment to absolutny pewniak do gry w kadrze. Nikt chyba nie wyobraża sobie scenariusza, w którym do składu jego kosztem wraca choćby Bartosz Slisz. Póki co pomocnik Slavii Praga perfekcyjnie wykorzystuje szanse, które dostaje od selekcjonera.
Mateusz Żukowski
Po słabym występie, jaki Robert Lewandowski zaliczył kilka dni temu, Urban zdecydował się na odważną zmianę w ataku. Posłał w bój Mateusza Żukowskiego, który przed starciem ze Szwedami miał na koncie tylko dwa reprezentacyjne występy jako zmiennik. Trzeba jednak przyznać, że na tle “Trzech Koron” napastnik Magdeburga wypadł jak najbardziej pozytywnie. Nie wykorzystał co prawda dobrego dośrodkowania Puchacza, uderzając głową w bramkarza (był to jego jedyny strzał), ale dawał drużynie wiele dobrego w rozegraniu i kreowaniu sytuacji. Miał aż pięć (!) kluczowych podań. To najlepszy wynik spośród wszystkich piłkarzy, licząc i Polaków, i Szwedów. Gdyby koledzy Żukowskiego mieli lepiej nastawione celowniki, mógł zaliczyć kilka asyst. Czy po takim występie 24-latek ugruntował sobie pozycję w kadrze? Nawet jeśli na dłuższą metę nie będzie podstawową “dziewiątką”, powinien dostawać swoje szanse.