Wyjątkowe show Zielińskiego. Wielka zmiana po 30 latach
Wreszcie. W trakcie czwartej kolejki doczekaliśmy się pierwszego gola Polaka w tej edycji Ligi Mistrzów. Piotr Zieliński nie tylko trafił do siatki na De Kuip, ale przede wszystkim potwierdził, że to od jego nazwiska Cristian Chivu powinien zaczynać układanie linii pomocy.
Mówi się, żeby nie drażnić lwa. Ten z czarno-niebieskiej części Mediolanu musiał być rozzłoszczony do granic możliwości po ostatnich derbach. Inter pokazał się z fatalnej strony na tle Milanu, szybko stracił dwa gole, a próba dokonania rimonty została bezlitośnie spacyfikowana przez Mike’a Maignana. Finalnie “Rossoneri” triumfowali 3:1, przez co mistrzowie Włoch stracili fotel lidera na rzecz Lazio. Ekipa Cristiana Chivu potrzebowała natychmiastowego zwycięstwa, aby uciszyć zwiastuny kryzysu.
Feyenoord miał pecha, że trafił na “Nerazzurrich”, którzy w pewien sposób się na nich wyżyli. Tym razem zobaczyliśmy zupełnie inny Inter niż w derbach. Miał niższe posiadanie piłki, ale grał szybciej, bardziej bezpośrednio, oferował znacznie więcej konkretów. Kluczem do sukcesu okazała się wygrana batalia o środek pola. I swoją rękę przyłożył do tego niezawodny Piotr Zieliński.
Wyjątkowy moment
Przeciwko Milanowi Zieliński otrzymał tylko 18 minut z ławki, w trakcie których nie pokazał zbyt wiele. Z Feyenoordem znalazł się w pierwszym składzie i udowodnił, że być może powinien nieco rzadziej podlegać rotacji. Na De Kuip zaprezentował się bowiem z fantastycznej strony. Był aktywny w rozegraniu, niezwykle precyzyjny - przy 38 celnych podaniach utrzymał skuteczność na poziomie 90%. W fazie defensywnej starał się wspierać bliżej skrzydła Federico Dimarco, który pojedynkował się z Anisem Hadj Moussą, bez wątpienia najlepszym graczem ekipy z Rotterdamu. Algierczyk zmarnował jedną świetną sytuację, natomiast generalnie nie sprawił Mediolańczykom większych problemów. W ofensywie głównie brylowali przyjezdni ze stolicy Lombardii.
Od początku widać było, że Zieliński ma chrapkę na gola. Upodobał sobie przede wszystkim uderzenia lewą nogą z dystansu. Już w pierwszej połowie najpierw huknął obok słupka, a później zmusił Tjarka Ernsta do interwencji. W końcu sprawdziło się powiedzenie o tym, że do trzech razy sztuka. W 54. minucie pomocnik uderzył idealnie, tuż przy słupku, nie dając bramkarzowi żadnych szans. Była to jego dziewiąta bramka w Lidze Mistrzów, dzięki czemu stał się trzecim najskuteczniejszym Polakiem w tych rozgrywkach. Kamil Rogólski zauważył, że po 30 latach z trzeciego miejsca w klasyfikacji spadł Krzysztof Warzycha. O ile Robert Lewandowski (109 goli w Champions League) pozostanie niedościgniony, o tyle “Zielu” spokojnie może pokusić się o przebicie wyniku Arkadiusza Milika, który zebrał dziesięć trafień w elicie.
Po takim meczu na Zielińskiego oczywiście musiała spłynąć fala komplementów we włoskich mediach. Doceniono nie tylko zdobytą bramkę, ale też aktywność i technikę, która od lat pozostaje jego znakiem rozpoznawczym. Polak wyróżnił się pozytywnie na tle rywala, a jednocześnie pozostałych kolegów z pomocy. Gdyby w przyszły weekend Inter miał rozgrywać kolejne derby, raczej Chivu nie wystawiłby drugi raz Petara Sucicia w pierwszym składzie.
- Zabójczy Zieliński, strzelił gola i był zaangażowany w każdą akcję. Był pomocnikiem Interu, który grał z największą werwą - opisał portal Tuttomercatoweb, wystawiając notę 7,5. - Imponująca jest łatwość, z jaką Zieliński radzi sobie z piłką. Jego gol przypieczętował zwycięstwo 3:0 - napisał włoski oddział Eurosportu, gdzie rozgrywający dostał “siódemkę”. - Po katastrofalnych derbach wszystkie oczy były zwrócone na pomocników. Barella i Zieliński znaleźli się w oku cyklonu, ale odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób. Na krytykę należy reagować działaniami na boisku i to właśnie zrobili. Polak dał z siebie wszystko w Rotterdamie - czytamy na łamach fcinter1908.it.
Niezbędna reakcja
Dla topowych ekip jedna porażka to problem, a dwie to już niemal katastrofa. Dlatego tak ważne było, aby Inter błyskawicznie pozbierał się po zawalonych derbach. Terminarz jest na tyle napięty i wymagający, że piłkarze nie mają czasu na rozpamiętywanie porażek czy lizanie ran. Jednego dnia przegrywasz, czujesz gorycz, żal etc, ale za mniej więcej 72 godziny dostajesz okazję na poprawę. Mistrzów poznaje się po tym, że wykorzystują szanse powrotu na właściwe tory.
- Wielkie zespoły reagują od razu i to nam się udało. Musimy to kontynuować. Dziś byliśmy skoncentrowani, cała drużyna odpowiednio pracowała, szybko się rozkręciliśmy i później utrzymaliśmy ten poziom. Niedługo czeka nas kolejne wyzwanie. Wiemy, że Como prezentuje świetną piłkę, ale my też to potrafimy. Będziemy chcieli wygrać - podkreślił Zieliński po wtorkowym triumfie. - Wewnątrz klubu nie ma żadnych wątpliwości. Ja, piłkarze, właściciele - wszyscy zdajemy sobie sprawę z wartości tej drużyny. Rezultaty są wynikiem konsekwencji, pewności siebie i poczucia własnej wartości. Właśnie do tego dążymy na przestrzeni sezonu. W piłce można chwilowo pobłądzić, ale trzeba to zaakceptować i robić wszystko, aby nie zbaczać z drogi - ocenił Chivu na antenie Sky Sport.
Zespół Chivu podniósł się po porażce z Milanem, natomiast teraz równie ważne będzie to, co zaprezentuje w najbliższym starciu z Como. Trzypunktowa strata do Lazio sprawia, że chwilowo nie ma marginesu błędu. Jednocześnie ekipa Cesca Fabregasa to chyba jeden z ostatnich rywali w Serie A, z którymi chce się zagrać, będąc na musiku. Dość powiedzieć, że Nico Paz i spółka notują obecnie serię pięciu zwycięstw. To już nie jest żaden Kopciuszek, który dopiero przyzwyczaja się do codzienności w elicie.
W niedzielę oczy wszystkich fanów calcio będą zwrócone na Giuseppe Meazza. Oby na deskach La Scali futbolu Zieliński dostał kolejną okazję na zaprezentowanie swoich umiejętności. Inter po prostu tego potrzebuje.