Z Ekstraklasy do... B-Klasy. Znany polski klub zaczął od zera. A grał nawet w Europie

Z Ekstraklasy do... B-Klasy. Znany polski klub zaczął od zera. A grał nawet w Europie
/ pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 15:00
Odra Wodzisław Śląski w najwyższej klasie rozgrywkowej spędziła więcej sezonów niż Raków Częstochowa, a na przełomie wieków była etatowym ekstraklasowiczem. Dziś po tamtym okresie zostały już tylko wspomnienia. Od ponad dekady klub pozostaje z dala od wielkiego futbolu, a teraz zdecydował się na ponowną reaktywację.
Bezsprzecznie należą do grona ikonicznych przedstawicieli Ekstraklasy. Dla każdego kibica urodzonego w latach 90. lub na początku XXI wieku obecność Odry Wodzisław Śląski wśród najlepszych zespołów w kraju była czymś oczywistym. Choć nigdy nie należała do grona ligowych potentatów, przez 14 lat w elicie dała się poznać jako zespół emanujący śląską ambicją, który w dodatku był w stanie postawić się niejednemu faworytowi, szczególnie w meczach przed własną publicznością. Obecnie fani Odry mogą jedynie tęsknić za tamtym wyjątkowym okresem jej historii. Droga śląskiego klubu w ostatnich latach wiodła bowiem od upadku do upadku. Teraz znów chce on wrócić na właściwe tory, tym razem jednak zaczynając od stawiania solidnych fundamentów.
Dalsza część tekstu pod wideo

Jak spadek, to po wszystkim

Te fundamenty w samym Wodzisławiu są wiekowe, bowiem powstanie miasta datuje się na połowę XIII wieku, mniej więcej ten sam czas, kiedy przywilej lokacyjny nadano też Krakowowi. Choć futbol szybciej rozwijał się w stolicy Małopolski, po kilku latach dotarł i do miejscowości położonej nad Leśnicą. To właśnie na łące w pobliżu tej rzeki w 1922 roku po raz pierwsze zagrała miejscowa Odra, ale jej kibice na poważne sukcesy musieli poczekać aż do końcówki poprzedniego stulecia. W Łodzi i Warszawie sezon 1996/1997 wspominany jest głównie z uwagi na przedostatnią kolejkę, kiedy przegrywający w stolicy 0:2 Widzew zdołał odrobić starty, wygrał 3:2 i ostatecznie sięgnął po tytuł. Przy ul. Bogumińskiej tamte rozrywki przeszły do historii jako najlepsze w dziejach klubu. Odra, będąca wówczas beniaminkiem sięgnęła bowiem po brązowe medale, a później zagrała w Pucharze UEFA.
- Jak każdy świetnie wspominam tamte czasy. Nasz klub przez te 14 lat gry w najwyższej klasie rozgrywkowej coś jednak znaczył. Brązowy medal w debiutanckim sezonie i debiut w europejskich pucharach to momenty, które zapisały się w historii całego regionu. W obrębie kilku, a nawet kilkudziesięciu kilometrów żaden klub nie osiągał potem takich wyników. Dla tej naszej najbliższej społeczności Odra wniosła więc naprawdę wiele. Pamiętam, że kiedy w 2005 roku musieliśmy mierzyć się w barażu o utrzymanie w Ekstraklasie, wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, jak ważne jest to spotkanie. Wiedzieliśmy, że jeśli już raz spadniemy, to będzie po wszystkim i nie wdrapiemy się już na szczyt - opowiada Mariusz Adamczyk, wieloletni spiker na meczach Odry, a od sierpnia ubiegłego roku również jej prezes.
I kiedy po sezonie 2009/2010 faktycznie doszło do tego spadku, wszystko posypało się jak domek z kart. “Niebiesko-Czerwoni” na zapleczu elity wytrzymali tylko rok, po czym wskutek długów klub został postawiony w stan upadłości. Jako nowy podmiot wystartował od C klasy. Sezon później wykorzystał problemy finansowe trzecioligowego Startu Bogdanowice i przejął od niego licencję. Sen o szybkim powrocie na salony trwał krótko, bo po dwóch latach Odra nie została dopuszczona do żadnych rozgrywek. Znów zaczęła od dziewiątego poziomu, ale po chwili decyzją Śląskiego ZPN trafiła do okręgówki. Później była czwarta, na moment trzecia i ponownie czwarta liga, w której Odra występowała jeszcze w poprzednim sezonie.
- W Ekstraklasie kluby dostawały spore pieniądze z tytułu kontraktu telewizyjnego. Takie finansowanie pozwalało przetrwać tym mniejszym klubom, w tym Odrze. Jej rozwój wspierał też nieżyjący już prezes Ireneusz Serwotka, który przez pewien czas pełnił też równocześnie funkcję prezydenta miasta. Wodzisław Śląski w dość naturalny sposób stawiał wtedy na sport, a w dużej mierze piłkę nożną. Spadek był dla nas wielkim ciosem. Nie byłem wtedy w żaden sposób formalnie związany z klubem, po prostu mu kibicowałem, ale z mojej perspektywy po opuszczeniu Ekstraklasy Odrze zabrakło odpowiednich funduszy, żeby utrzymać się na poziomie centralnym - dodaje.

Nikt nie chce iść na skróty

Funduszy zabrakło także poprzedniego lata. Odrze nie udało się pozostać w czwartej lidze, spadła po przegranych barażach ze Zniczem Kłobuck. Mimo to jej sympatycy liczyli na to, że w nowym sezonie zobaczą swój ulubiony zespół na piątoligowych boiskach. Tak się jednak nie stało. Na przełomie lipca i sierpnia klub po raz drugi w przeciągu 14 lat podjął decyzję o totalnym resecie. Po raz kolejny powstało nowe stowarzyszenie, które zabrało się za start od zera. W ten właśnie sposób Wodzisławskie Towarzystwo Sportowe Odra Wodzisław Śląski przystąpiło do B klasy.
- Przesłanki ku temu, aby dokonać ponownej reaktywacji, były już od dawna, ale nikt głośno o tym nie mówił. Musieliśmy zacząć wszystko od nowa, bo finanse spółki były w opłakanym stanie. Wszystko opierało się na wsparciu udziałowców i kilku sponsorów. Na przestrzeni kilku lat pojedyncze firmy wkładały swoje pieniądze w Odrę, ale w pojedynkę dłużej nie miało to prawa funkcjonować. Jeśli chodzi o wsparcie z miasta, to tutaj w pewnym momencie została podpisana umowa na promocję Wodzisławia. Ta obligowała jednak klub do gry na poziomie przynajmniej czwartej ligi. Gdyby tak rzeczywiście było, a do tego doszłoby wsparcie lokalnych przedsiębiorców, to udałoby się zapewne tamten projekt kontynuować. A tak po kolejnym spadku wszystko legło w gruzach - tłumaczy Adamczyk.
Ostatecznie klub nie uniknął najczarniejszego scenariusza i latem tworzenie piłki w Wodzisławiu Śląskim rozpoczęto ponownie. Nowy zarząd podjął się nie lada wyzwania i chce odbudować klub na nowo mimo potężnej konkurencji w regionie. Podczas gdy Rybnik od zawsze słynął z żużla, a Jastrzębie z siatkówki i hokeja, w Wodzisławiu to futbol jest tym najważniejszym i najpopularniejszym sportem. Choć w regionie istnieje sporo silnych klubów - Górnik Zabrze, GKS Katowice czy Piast Gliwice - w tym układzie jest też miejsce dla Odry. 37-letni rodowity Wodzisławianin chce podjąć się tej misji.
- Mimo tych wszystkich lat w niższych ligach i kolejnej reaktywacji, w Wodzisławiu Śląskim nadal jest zapotrzebowanie na klub piłkarski i odczuwa się głód wielkiego futbolu. Przecież kiedy kibice podjęli się reaktywacji klubu w 2011 roku, na mecze C klasy potrafiło przyjść po tysiąc osób. Teraz aż tak dobrej frekwencji nie notujemy, ale też na pierwszych jesiennych spotkaniach dopingowało nas po 300-400 fanów, co nie odbiegało od standardów IV ligi. B klasa to na pewno nie jest docelowe miejsce Odry. Jakoś tę drogę trzeba jednak przebyć. Przy czym nie chcemy iść na skróty! - podkreśla.

Inaczej niż mistrzowie Polski

Swego czasu drogą na skróty nie zdecydował się podążyć też Piast Gliwice. “Piastunki”, które podobnie jak Odra opuściły Ekstraklasę w 2010 roku, a potem powróciły do niej i zanotowały swój najlepszy okres w historii, największy kryzys także przeżywały na początku lat 90. Trudny czas spowodowany przemianami ustrojowymi doprowadził do upadku drużyny seniorów w rundzie wiosennej sezonu 1992/1993. Kiedy zaraz miały nadejść najlepsze czasy dla wodzisławskiego futbolu, ten w Gliwicach popadł w fazę rozkładu. Zespół z Okrzei do gry wrócił dopiero po czterech latach, a przy ogromnej pomocy kibiców rozpoczął powolną odbudowę od B klasy aż do debiutu w ligowej elicie czy wreszcie medali mistrzostw Polski, w tym sensacyjnego tytułu w 2019 roku.
- Droga, którą przebył Piast, jest super przykładem, ale trzeba też mierzyć siły na zamiary Nie wybiegamy za bardzo w przyszłość. Chcemy skupić się na każdym kolejnym kroku. W dużej mierze opieramy naszą działalność na zaufaniu poprzednich udziałowców czy mniejszych sponsorów, którzy zadeklarowali się, że cokolwiek się wydarzy, nadal będą wspierać klub. Chcemy współpracować z lokalnymi firmami i po reaktywacji czuję jakby więcej entuzjazmu i w pewnym sensie jest teraz łatwiej pozyskiwać nowych partnerów. Chcemy zjednoczyć wodzisławskie środowisko wokół naszego klubu. Oczywiście liczy się dla nas każda złotówka. Przy czym nie mamy zamiaru pozyskiwać jednego sponsora z milionem, tylko prędzej milion małych sponsorów - zaznacza Adamczyk.
Odra i jej kibice po latach jazdy na rollercoasterze potrzebują wreszcie chwili odpoczynku. Dotyczy to nie tylko kwestii finansowych, ale również organizacyjnych. Gdy wreszcie uda się uzyskać względną stabilizację w tych obszarach, klub będzie w stanie położyć większy nacisk na aspektach stricte sportowych. Choć nie oznacza to braku ambicji obecnych władz. Te obrały strategię określaną hasłem “2 dwa, 2 awanse” i jak na razie są na dobrej drodze ku realizacji pierwszego z nich. Podopieczni doświadczonego na tym poziomie trenera Wiesława Herdy w tabeli B klasy (grupa: Rybnik II) po 12 kolejkach okupują fotel lidera z 32 punktami i bilansem 10 wygranych oraz dwóch remisów.
- Jeśli wygramy naszą ligę, to będzie nas jeszcze czekać baraż mistrzowski o grę w A klasie. Na pewno chciałbym, abyśmy wspólnymi siłami osiągnęli te dwa awanse w dwa lata. Przy czym musimy być też realistami - na ten moment świat wielkiej piłki trochę nam uciekł. Do tego brakuje nam odpowiedniej infrastruktury i stadionu, na którym moglibyśmy grać w wyższych ligach. Dużo musiałoby się tutaj pozmieniać. Sport nie jest obcy miastu, ale przydałoby się, aby włodarze byli w stanie położyć nieco większy nacisk na jego wsparcie. My najpierw skupiamy się przede wszystkim na tym, aby w perspektywie kilku lat znów pojawić się na poziomie makroregionalnym, odbudować zaufanie kibiców, sponsorów i samego miasta. Jeśli nam się to uda, będzie można zacząć myśleć o czymś więcej - podsumowuje nasz rozmówca.

Przeczytaj również