Zaszokowali Europę w Lidze Mistrzów, potem przestali istnieć. "Start od zera"

Zaszokowali Europę w Lidze Mistrzów, potem przestali istnieć. "Start od zera"
YT screen
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 19:30
Do dziś są jedynym słowackim zespołem, który zdobył punkty w fazie zasadniczej Ligi Mistrzów. Dwie dekady temu Artmedia Petrzalka zapisała się w historii europejskich pucharów. Symbol tej niezwykle charakterystycznej dzielnicy Bratysławy dziś jest z dala od wielkiego futbolu, co nie oznacza jednak, że nie chce do niego wrócić.
Petrzalka to obecnie największa dzielnica Bratysławy. Została wchłonięta przez późniejszą stolicę Słowacji po II wojnie światowej i to właśnie w okresie powojennym przeżyła rozwój budowlany. Władze zdecydowały, że będzie to “sypialnia” dla reszty miasta i rozpoczęły tam budowę osiedli składających się z wielopiętrowych bloków, przez co ten obszar do dziś jest zaliczany do najbardziej zagęszczonych w Europie. Rozwój dzielnicy zbiegł się niestety ze spadkiem bezpieczeństwa. Przez to jej wizerunek nie należał do najlepszych i choć obecnie się to zmienia, do pewnego momentu jedną z niewielu pozytywnych wizytówek Petrzalki był futbol. A to za sprawą Artmedii i jej niezwykłych dokonań na początku tego stulecia.
Dalsza część tekstu pod wideo

Sukces przeambitnego duetu

Choć klub piłkarski na terenie Petrzalki powstał jeszcze w XIX wieku, przez lata omijały go większe sukcesy. Zmieniały się za to jego nazwy - łącznie w swojej historii miał ich aż 18 - ale najbardziej pamiętny okres w swoich dziejach zanotował właśnie jako Artmedia. Ten szyld zyskał od nazwy sponsora, agencji marketingowej Euro RSCG Artmedia, której pomoc najpierw uratowała klub w latach 90., a na początku nowego milenium miała doprowadzić go do największych sukcesów w dziejach. Jej właściciel, Ivan Kmotrik, jeden z najbogatszych Słowaków, fortuny dorobił się w głównej mierze na produkującej opakowania firmie Grafobal. Na pierwszy poważny sukces w futbolu musiał poczekać aż do 2004 roku, kiedy Petrzalka sięgnęła po Puchar Słowacji.
- Byliśmy wtedy bardzo zgraną ekipą. Przez dwa czy trzy lata zespół praktycznie zupełnie się nie zmieniał i jedynie dochodzili do nas pojedynczy piłkarze, którzy również potrafili się szybko zaaklimatyzować. Naprawdę czuliśmy taką piłkarską chemię między nami i wszyscy ciągnęliśmy tę drużynę w tym samym kierunku. Z meczu na mecz coraz mocniej w siebie wierzyliśmy, czemu pomogły też wyniki, bo szybko zaczęliśmy wygrywać kolejne spotkania. To natomiast w dużym stopniu zbudowało naszą pewność siebie. W tym czasie w Petrzalce stworzył się bardzo silny zespół i każdy, kto przyjechał, musiał się po prostu dostosować do atmosfery i zasad panujących w jego wnętrzu. To w dużej mierze zadecydowało o naszym sukcesie - opowiada w rozmowie z nami Blazej Vascak, wówczas piłkarz Artmedii.
Kmotrik zapewnił drużynie odpowiednie finansowanie i zaplecze oraz sfinansował gruntowną przebudowę stadionu. Stroną sportową zajął się natomiast Vladimir Weiss, który w Artmedii najpierw zakończył swoją bogatą karierę piłkarską, a chwilę potem rozpoczął tę trenerską. To właśnie w dużej mierze Weiss zbudował drużynę, która w latach 2002-2008 wywalczyła w sumie po dwa mistrzostwa, puchary i superpuchary.
- Te sukcesy były możliwe, ponieważ w jednym miejscu spotkały się ze sobą dwie bardzo ambitne jednostki - z jednej strony właściciel - Ivan Kmotrik - z drugiej trener Vladimir Weiss. To był początek współpracy tego duetu i klub mocno skorzystał na tym połączeniu. Swoje zrobiła także z pewnością kadra zbudowana na wysokiej jakości zawodników. Tam wszystko działało bez zarzutu i do siebie idealnie pasowało. To nie był zespół oparty wyłącznie o utalentowanych piłkarzy z potencjałem, nie brakowało w nim również doświadczenia. Weiss już wtedy wiedział, jak pracować z zawodnikami, aby wydobyć z nich maksimum możliwości. I tego byliśmy świadkami podczas tych najbardziej pamiętnych momentów w historii klubu, czyli ich przygody w Lidze Mistrzów - opowiada nam Jan Jasenka, słowacki dziennikarz ze Sport.sk.

Nostalgia jest i będzie

Artmedia przez postronnych kibiców została zapamiętana właśnie przede wszystkim z uwagi na jej niesamowitą przygodę w Lidze Mistrzów w sezonie 2005/2006. Mistrz Słowacji rywalizację w eliminacjach rozpoczął już od pierwszej rundy, w której nie bez problemów pokonał Kajrat Ałmaty (0:2 na wyjeździe i 4:1 po dogrywce w rewanżu). W kolejnej fazie po szalonym dwumeczu udało mu się przejść Celtic (5:0 u siebie i 0:4 w Glasgow), natomiast w decydującym dwumeczu okazał się lepszy od Partizana Belgrad (dwa remisy 0:0 i wygrane 4:3 rzuty karne w stolicy Serbii). Już same te rezultaty pokazują, że droga Petrzalki do piłkarskiego raju była co najmniej wyboista, ale kluczowy okazał się charakter słowackiego zespołu, który w swoich zawodnikach zaszczepił wówczas Weiss.
- W tamtym sezonie były dwa przełomowe momenty. Pierwszy w dwumeczu z Kajratem, kiedy po porażce na wyjeździe, u siebie zdołaliśmy odrobić straty, ale gola na wagę awansu strzeliliśmy dopiero w ostatniej minucie dogrywki. Tamto zwycięstwo dodało nam mnóstwo siły, co wykorzystaliśmy w pierwszym spotkaniu z Celtikiem. Szkoci byli wtedy od nas pod każdym względem mocniejsi, ale wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie sprawić cud. I tak też się stało, kiedy pokonaliśmy ich przed własną publicznością aż 5:0. Wtedy uwierzyliśmy, że jesteśmy w stanie powalczyć o grę w grupie. W ostatniej rundzie eliminacji wiedzieliśmy, że Partizan to może nie jest drużyna ze ścisłego topu, ale to wciąż bardzo groźny przeciwnik. W tym dwumeczu mieliśmy trochę szczęścia, przepchnęliśmy go po rzutach karnych w Belgradzie i spełniliśmy swój sen - opowiada Vascak.
Vascak był w tym okresie jednym z kluczowych zawodników Artmedii. W pamiętnym sezonie zagrał w każdym z 12 spotkań w Lidze Mistrzów - w eliminacjach i fazie grupowej, w której Petrzalka zmierzyła się z Interem, Rangersami i FC Porto. Petrzalka w grupie H zebrała w sumie sześć punktów - trzy dzięki wyjazdowej wygranej nad “Smokami”, a pozostałe trzy dzięki remisom. Ostatecznie rywalizację zakończyła na trzecim miejscu w tabeli i na wiosnę wystąpiła jeszcze w Pucharze UEFA. Młody pomocnik udanymi występami w LM zapracował sobie na zagraniczny transfer. Na początku 2006 roku trafił do grającego wówczas w Serie A Treviso. Tej samej zimy na przeprowadzkę zdecydował się też jeden z architektów zespołu, czyli Weiss, który objął Saturna Ramienskoje.
- Nostalgia za Artmedią jest i będzie. Czuję, że klub mógł jednak wyciągnąć nieco więcej z tamtych sukcesów. Spójrzmy na to, jak w Czechach budowała się Viktoria Pilzno. Tam dali sobie trochę więcej czasu, a po dobrych sezonach z drużyny odchodzili tylko pojedynczy piłkarze. Dzięki temu w dłuższym okresie tej ekipie udało się osiągnąć więcej niż Petrzalce i nadal rywalizuje na wysokim poziomie. Petrzalka popełniła błąd, że nie potrafiła utrzymać takiego zespołu. W takim kraju jak Słowacja rzadko kiedy pojawia się zespół, który ma swój charakter i tak silną grupę ludzi. Dlatego tym większa szkoda, że klub nie potrafił wtedy powstrzymać się od wyprzedaży większości kadry, co mogłoby pomóc w utrzymaniu dobrych wyników - zauważa Vascak.

Przyszłość jest prosta

Weiss do Moskwy zabrał bowiem ze sobą inne dwa ważne ogniwa Artmedii - stoperów Jana Duricę i Petera Petrasa. W podobnym czasie z klubu odeszli również tacy gracze jak Filip Sebo czy Marek Krejci. Tamta wyprzedaż poszła w zapomnienie, ponieważ po półtora roku trener wrócił z Rosji i sięgnął z Petrzalką po dublet w sezonie 2007/2008. To był jednak kres złotego okresu. Klub nie był w stanie wytrzymać kolejnego exodusu gwiazd, w dodatku w lipcu 2008 roku drużynę opuścił też jej szkoleniowiec. Weiss został nowym selekcjonerem reprezentacji Słowacji i wprowadził ją potem na mistrzostwa świata w RPA. Co gorsza, tego samego lata swoje finansowanie wycofał też Kmotrik, który wykorzystał problemy finansowe Slovana Bratysława i został jego prezesem.
- Po 2008 roku klub zaczął podupadać. Doszło nawet do sytuacji, że jego piłkarze grali za darmo, bo Petrzalka nie miała pieniędzy, żeby im zapłacić. To był naprawdę smutny koniec tak pięknej historii. Za losy Artmedii w dużej mierze odpowiadał wtedy właśnie jej ówczesny właściciel. Kiedy Kmotrik zdecydował się na przeniesienie swojego wsparcia do Slovana, Petrzalka straciła główne źródło finansowania. Już w kolejnym sezonie nie była w stanie znaleźć sponsora, który mógłby wyłożyć tyle pieniędzy, aby utrzymać ją na dotychczasowym poziomie. Ostatecznie klub musiał też opuścić swój stadion, bo ten należał do Kmotrika, który miał już inne plany wobec tej działki. Kibice Petrzalki do dziś nie potrafią mu zresztą wybaczyć, że praktycznie z dnia na dzień zostawił ich klub samemu sobie - mówi Jasenka.
Petrzalka, już bez Artmedii w nazwie, w sezonie 2009/2010 opuściła słowacką ekstraklasę, w 2012 roku spadła jeszcze o poziom niżej, a dwa lata później ogłosiła bankructwo i była zmuszona startować od zera. Stopniową odbudowę rozpoczęła od piątej ligi. Aktualnie jako FC Petrzalka występuje natomiast na zapleczu elity. Poprzednie rozgrywki zakończyła na szóstej lokacie, którą zajmuje również na półmetku tych obecnych. Klub przede wszystkim znów jest stabilny finansowo. Coraz głośniej przebąkiwuje też o rozbudowie kameralnego stadionu, na którym występuje od czasu przymusowej wyprowadzki z poprzedniego obiektu. Powrót do Ligi Mistrzów na razie pozostaje w strefie marzeń. Ewentualne ponowne występy w słowackiej elicie - już niekoniecznie.
- Jeśli chodzi o przyszłość Petrzalki, to tu sprawa jest dość prosta. Jeśli klub chce się znowu liczyć w słowackiej piłce, musi uzyskać odpowiednią stabilizację finansową. Aby z kolei do tego doszło, niezbędne jest znalezienie właściciela, który będzie mieć tę siłę, czyli będzie go stać na utrzymanie takiego zespołu. W obecnych czasach w piłce nożnej na całym świecie liczą się przede wszystkim pieniądze i w przypadku Słowacji nie jest pod tym względem wcale inaczej. Uważam, że w samej Bratysławie jest zaś miejsce na to, aby w najwyższej klasie rozgrywkowej było jej dwóch przedstawicieli. Petrzalka ma swoją historię i będę mocno trzymał kciuki, aby ta ekipa znowu zagrała w słowackiej ekstraklasie - podsumowuje Vascak.

Przeczytaj również