Zgnietli mistrza, 15:0 w czterech ostatnich meczach ligi. 33-letni trener stworzył potwora

Zgnietli mistrza, 15:0 w czterech ostatnich meczach ligi. 33-letni trener stworzył potwora
IMAGO / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 14:00
W temacie Brighton od lat mówimy o tzw. mądrym klubie, który regularnie traci gwiazdy, ale za każdym razem wyciąga z kapelusza nowe. W tym sezonie znowu zakręcił karuzelą: stracił Balebę, Van Hecke i Welbecka, a mimo to rozsiadł się w czubie tabeli i gra najbardziej ekscytującą piłkę w Premier League. W tej chwili tylko Barcelona w Europie strzela z większym rozmachem.
Powiedzieć o nich, że robią dobrą robotę, to nie powiedzieć nic. Fabian Hurzeler stworzył drużynę, która nagle znajduje się za plecami Manchesteru City i Arsenalu. Od początku sezonu straciła tylko pięć punktów. Poza tym w historii Premier League tylko trzy drużyny na tym etapie miały lepszy dorobek bramkowy, m.in. Manchester City Pepa Guardioli. Brighton w siedmiu kolejkach strzelił 23 gole. Ostatnie zwycięstwo nad Crystal Palace (5:0) to była demonstracja siły ekipy z The Amex.
Dalsza część tekstu pod wideo

Skok od lutego

Była w tym pewna klamra, bo przecież jeszcze w lutym w tych samych derbach autostrady Brighton przegrał 0:1, a wielu kibiców domagało się zwolnienia Fabiana Hurzelera. “Mewy” miały jedno zwycięstwo w 12 spotkaniach, a najmłodszy trener w historii ligi pierwszy raz znalazł się pod taką presją. W mediach mówiono wtedy, że Brighton stoi w miejscu. Gdyby nie zimne głowy właściciela Tony’ego Blooma oraz dyrektora Paula Barbera, być może oglądalibyśmy kolejny przewrót. A tak historia napisała inną puentę.
Od tamtej porażki do ostatniego zwycięstwa z Crystal Palace, Hurzeler zdobył 35 punktów w 19 spotkaniach. Taka średnia w przeliczeniu na cały sezon mogłaby dać jego drużynie awans do Ligi Mistrzów, w której Brighton nigdy nie grał. Już poprzedni sezon pokazał, jak Niemiec potrafił przekonać do siebie zespół, czego dowodem przeskok z 14. miejsca (luty 2026) do gry w Lidze Konferencji. Hurzeler mówił potem, że jest tylko człowiekiem i krytyka mocno go dotknęła. Ale ani przez moment nie zwątpił w swój styl gry.

Mieszanie w kotle

Jako trener Brighton musisz być przygotowany, że czasem lepisz od zera. Na południu Anglii od dawna wygrywa się bardziej pomysłem niż pieniędzmi, a ostatnie lato znowu o tym przypomniało. Carlos Baleba powędrował do Manchesteru United, Jan Paul Van Hecke do Tottenhamu, a Danny Welbeck wybrał Chelsea. Brighton nagle stracił trzech kluczowych graczy w trzech różnych formacjach. Do tego karierę zakończył weteran James Milner. Gdyby zliczyć wszystkie przyjścia i odejścia, wyszłyby 33 zmiany. Łączna wartość transakcji w obie strony wyniosła ok. 350 mln funtów.
Oczywiście Brighton też wydawał. Nikt nie dawał jednak gwarancji, że 19-letni Luka Vusković z Tottenhamu albo dwa lata starszy Chema Andres ze Stuttgartu odpalą od razu. W sumie przyszło 11 nowych graczy i każdy był innej narodowości. Dzisiaj już wiemy, że Hurzeler umiejętnie to poukładał - Vusković zarządza obroną, jakby grał w Anglii od lat. Andres dostał ksywkę “Baby Rodri”, a o braku Welbecka nikt nie mówi, bo fantastycznie wygląda 19-letni Charalampos Kostoulas. Brighton imponuje nie tylko tym, że ma młodych graczy, ale przede wszystkim tym, że ci młodzi są gotowi na wielkie granie.

Szeroka kadra

Brighton w przeszłości wielokrotnie tracił gwiazdy i za każdym razem wychodził z tego mocniejszy. To tutaj dojrzewali Caicedo, Mac Allister albo João Pedro. Kiedy dawniej przełom na południu Anglii robił Roberto De Zerbi, często narzekał, że nie ma odpowiednio silnej ławki i że takim klubom jak Brighton trudno grać na kilku frontach. Hurzeler w stosunku do Włocha może zrobić krok naprzód, bo kadrę ma dużo szerszą, a siła jego ekipy nie zależy tylko od pierwszej jedenastki. Tony Bloom niedawno powiedział, że Brighton nigdy w historii nie miał tak szerokiej i silnej kadry.
“Mewy” po dwóch miesiącach grania mają już na rozkładzie Arsenal (3:0) i Manchester United (3:2) w Pucharze Ligi na Old Trafford. Potrafiły rozjechać beniaminka z Coventry aż 5:0 i przetrwać, grając w dziesiątkę z Sunderlandem (2:0). Świetnie Brighton zaczął też przygodę w Lidze Konferencji, a ich jedyna porażka w sezonie to szalony mecz z Chelsea (3:4). Obecny status klubu pokazują wrześniowe plebiscyty - Hurzeler został trenerem miesiąca, a Pascal Gross - piłkarzem. Poza tym kapitan Lewis Dunk zdobył nagrodę za gola września po uderzeniu z 27 metrów w meczu z Coventry.

Cały czas naprzód

Brighton przede wszystkim zrobił postęp, jeśli chodzi o wysoki pressing, choć już w tamtym sezonie nie wyglądało to najgorzej. “Mewy” są dzisiaj drużyną, która oddaje najwięcej strzałów po szybkich odbiorach. Ten łańcuch bezlitosnego naciskania rywala zaczyna się od napastnika i kończy na stoperach. Brighton ma w tym momencie ok. 64 procent posiadania piłki - to drużyna, która błyskawicznie przechodzi z obrony do ataku, ale kiedy trzeba, potrafi też pobawić się piłką, trzymając rywala na dystans. Do tego ma 11 różnych strzelców w lidze, najwięcej w Premier League. Na dziś nie ma tam jednej gwiazdy wyrastającej ponad resztę. Wszystko kręci się wokół systemu i pomysłu trenera.
Oczywiście znakomitym strzałem był powrót Pascala Grossa po jego epizodzie w Borussii Dortmund. 35-latek wrócił już w poprzednim sezonie i znów stał się mózgiem drużyny. Niemiec prowadzi w klasyfikacji asyst, ma trzy gole i notuje średnio trzy kluczowe podania na mecz. Przykład Grossa pokazuje, jak Brighton potrafi wyłapywać okazje. Kupili go z Ingolstadt w 2017 roku za trzy miliony, sprzedali za osiem, a potem znowu odkupili za ułamek tej kwoty i mają dziś lidera środka pola. Brighton ma tak poukładany skład, że nikt nie mówi o braku Kaoru Mitomy, Yankuby Minteha i Matsa Wieffera. Cała trójka czeka na powrót na boisko.

Celem Liga Konferencji

Jak po zwycięstwie z Sunderlandem stwierdził Huerzler, Brighton nie chce być już “miłym klubem”. Przez lata ciągle mówi się o jego dobrym zarządzaniu i tym, że to drużyna przyjemna do oglądania, ale Niemiec nie chciałby urządzać się w tej strefie komfortu. Jego Brighton ma być skuteczne i trudne do pokonania. Dawniej “Mewy” potrafiły odpuszczać słabszych rywali. Teraz rozbijają Coventry i Palace z taką samą determinacją, z jaką upokarzają Arsenal. Pod względem wypracowanych szans Brighton ustępuje tylko Manchesterowi City.
Oczywiście to wszystko trwa dopiero dwa miesiące, a prawdziwe sprawdziany nadchodzą. W weekend Brighton jedzie na Anfield, gdzie zagra z Liverpoolem, a potem ma dwa mecze z Manchesterem City, jeden w ramach Pucharu Ligi. Sam Hurzeler studzi emocje. Mówi, że nie patrzy na tabelę, bo kontrolować można tylko jakość gry. Dodaje też, że zna obie strony tej historii: był na dnie, teraz jest na szczycie, a futbol potrafi zmienić się bardzo szybko.
Dlatego jego drużyna ma być wiecznie głodna. Bukmacherzy w tym momencie widzą ją jako numer jeden do wygrania Ligi Konferencji. Dla trenera i klubu, który w lutym słyszał, że stoi w miejscu, byłoby to wejście na wyższy poziom. I zaliczenie kolejnej planszy gry.

Przeczytaj również