Znakomity ruch Wisły Kraków! Sprowadziła kozaka. Jest tylko jeden problem

Znakomity ruch Wisły Kraków! Sprowadziła kozaka. Jest tylko jeden problem
Robert Skalski / shutterstock
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 17:00
“Nie zakochuj się w wypożyczonym piłkarzu” - mówią. Kibicom Wisły Kraków słowa te trudno będzie jednak wziąć sobie do serca, bo póki co Marcel Łubik okazuje się ogromnym wzmocnieniem beniaminka spod Wawelu.
To był jeden z najciekawszych ruchów wciąż trwającego jeszcze w Polsce okna transferowego. Marcel Łubik, który w poprzednim sezonie znakomicie spisywał się na wypożyczeniu z Augsburga do Górnika Zabrze, pomagając śląskiej ekipie w wywalczeniu Pucharu Polski i wicemistrzostwa kraju, postanowił kontynuować karierę w innym polskim klubie. I to niespodziewanie takim, który do kampanii 2026/27 przystąpił jako beniaminek.
Dalsza część tekstu pod wideo

Było Zabrze, jest Kraków

22-letni bramkarz udał się na kolejne już wypożyczenie. Tym razem do Wisły Kraków. Chociaż Augsburg na tym etapie nie uznał jeszcze, że gracz polskich reprezentacji młodzieżowych będzie mu potrzebny w bundesligowej kadrze, to absolutnie nie miał zamiaru go sprzedawać. Łubik nadal figuruje w planach FCA, choć bardziej długofalowych. Najlepszym pomysłem było zatem kolejne wypożyczenie.
- Augsburg w niego wierzy, nawet dostał podwyżkę kontraktu po ostatnim sezonie. W kolejnych rozgrywkach możliwe wejście na pierwszego lub drugiego bramkarza do rywalizacji w Niemczech lub kolejne wypożyczenie. Górnik urósł więc stawiał warunki, a dla Wisły to świetny deal obecnie, bo ma na rok znakomitego bramkarza, który pomoże w utrzymaniu - mówili niedawno Mateusz Borek i Rafał Gikiewicz w Kanale Sportowym.
Górnik nie chciał zgodzić się na kolejne wypożyczenie bez opcji wykupu, natomiast Wisła na takie warunki przystała, zdając sobie sprawę z faktu, że potrzebuje między słupkami kogoś zdecydowanie bardziej doświadczonego i pewnego niż Patryk Letkiewicz. Ten, chociaż dysponuje niewątpliwie dużym potencjałem, nawet na poziomie Betclic 1 Ligi notował wiele błędów i gorszych spotkań. “Biała Gwiazda” nie mogła pozwolić sobie na kolejne ryzyko, zdając też sobie sprawę z faktu, że skala trudności po awansie wzrośnie niebotycznie.

Szybko rozkochał kibiców

Wystarczyło na dobrą sprawę kilka pierwszych minut nowego sezonu, żeby Łubik potwierdził ogromną klasę. Gdyby nie jego dwie znakomite interwencje przy strzałach Bartosza Nowaka i Emana Markovicia, Wisła w inauguracyjnym spotkaniu szybko przegrywałaby z GKS-em Katowice 0:2. Golkiper utrzymał “Białą Gwiazdę” przy życiu, a mecz ostatecznie udało się wygrać 2:1.
Kilka dni później Łubik nie błysnął już w Gliwicach, gdzie Wisła straciła aż cztery gole, ale i w tym przypadku trudno obwiniać go bezpośrednio za którąkolwiek ze straconych bramek. Być może przy dwóch trafieniach mógł przynajmniej spróbować zainterweniować (a stał jak wryty gdy do siatki trafiali Samuel Ntamack i Leandro Sanca), natomiast w obu przypadkach były to naprawdę precyzyjne, trudne do obrony uderzenia. Jeśli do kogoś można było mieć po nich pretensje, to raczej do biernych na wcześniejszych etapach akcji piłkarzy z pola. Przy okazji nawet w takim spotkaniu bramkarz Wisły zaliczył cztery interwencje i wykreował… najwięcej szans kolegom. Miał też m.in. najwięcej podań w tercję ataku.
Jeśli Łubik dziś stawia sobie jakiś cel, to pewnie m.in. pierwsze czyste konto w nowych barwach. Nie udało się go zaliczyć przeciwko GKS-owi, Piastowi, a także Wiśle Płock, która przyjechała pod Wawel w ostatni piątek i przegrała 1:2. Młody golkiper obronił aż sześć z siedmiu celnych strzałów “Nafciarzy”. Nie były to może interwencje spektakularne, ale po prostu bardzo pewne. O ile do gry Łubika na linii można mieć czasami jeszcze jakieś zastrzeżenia, naprawdę imponująco wygląda na przedpolu i, przede wszystkim, w grze nogami.

Świetnie gra nogami, gorzej na linii

Nie będzie to chyba przesadnie kontrowersyjne stwierdzenie - w Ekstraklasie to Wisła ma bramkarza najlepiej operującego piłką. Podczas ostatniego spotkania komentatorzy pół żartem, pół serio mówili nawet, że Łubik spokojnie mógłby grać w środku pola. Trzeba rozegrać futbolówkę pod presją we własnym polu karnym? Nie ma problemu. Kumpel z drużyny wrzuca “na konia” i musisz przelobować podbiegającego przeciwnika? Na luzie. Skrzydłowy zerwał się do kontry po stałym fragmencie rywala? Łubik momentalnie obsłuży go podaniem na kilkadziesiąt metrów. Taki obrazek na starcie sezonu oglądaliśmy już przynajmniej kilka, jeśli nie kilkanaście razy. Asysta czy asysta drugiego stopnia wydaje się u 22-latka jedynie kwestią czasu. Choćby w Gliwicach jego znakomitego podania nie wykorzystał Marko Bozić.
Łubik nie jest oczywiście nieomylny, co pokazują różnego rodzaju statystyki. Na kilka z nich zwrócił uwagę Karol Michalak. Po trzech kolejkach bramkarz krakowskiej Wisły jest numerem jeden Ekstraklasy pod względem liczby długich podań (47) i podań progresywnych (37). Ma przy tym jednak tylko 45% skuteczności, a pod kątem “prevented goals”, czyli wskaźnika pokazującego, ile goli powinien stracić przy sytuacjach, jakie stwarzali rywale, jest na minusie (-1,13).

Debiut w Bundeslidze nadejdzie?

Trzeba więc brać Łubika z całym dobrodziejstwem inwentarza. Pewne aspekty są u niego wręcz kapitalne, inne wymagają jeszcze dopracowania. To jednak naturalne. Gdyby 22-latek był już golkiperem całkowicie ukształtowanym, pewnie grałby w Bundeslidze, nie Ekstraklasie. Wydaje się natomiast, że prawdziwa szansa w Augsburgu (albo innym cenionym klubie z topowej ligi), w końcu musi się pojawić.
A Wisła? Pewnie martwiła będzie się za rok, gdy najprawdopodobniej Łubika pożegna. Wcześniej natomiast zawodnik urodzony w Nowogradzie powinien dać kibicom “Białej Gwiazdy” jeszcze sporo radości. Albo, biorąc pod uwagę jego newralgiczną pozycję, ulgi i spokoju. To miła odmiana po kilku poprzednich sezonach, gdy kolejni golkiperzy Wisły co rusz doprowadzali fanów do szewskiej pasji.

Dyskusja

Przeczytaj również